0
Kleszcze masowo atakują zwierzęta

Lepiej jest zwierzę zabezpieczyć przed kleszczami, niż leczyć Fot. autorka

Kleszcze atakują zwierzęta i jest to atak zmasowany. Codziennie do klinik weterynaryjnych trafia po kilkanaście zwierząt z kleszczami. Kleszcze co roku przyczyniają się do śmierci wielu psów i kotów.

– Są dwa okresy aktywności kleszczy w roku. Pierwszy mamy teraz, to jest marzec i kwiecień, drugi obejmuje wrzesień i październik. Wtedy jest najwięcej chorób odkleszczowych u psów i kotów. Zdarzają się przypadki zakażenia w lutym, a nawet sporadycznie w styczniu. Rokrocznie wiele psów i kotów zdycha z powodu boreliozy i babeszjozy przenoszonych przez kleszcze i wywoływanych przez bakterie i protisty. W konsekwencji dochodzi do anemii, a następnie upośledzenia nerek, wątroby, czasem nawet mózgu. Nieleczona choroby prowadzi do śmierci – opowiada „Kurierowi Wileńskiemu, Igoris Mironenko, weterynarz kliniki Vetplius na Lipówce.

Coraz częściej zdarza się, że domowy pupil przynosi do domu kleszcza nie tylko po spacerze w lesie, ale nawet po zwykłym wyjściu do ogródka czy na trawnik przed blokiem. Przegląd sierści i skóry po przechadzce jest istotny ze względu na zdrowie podopiecznego, a także pozostałych domowników.

– Codziennie trafiają do nas zwierzęta zaatakowane przez kleszcze. Mamy od trzech do pięciu takich pacjentów dziennie. Jeżeli znajdziemy kleszcza, należy najpierw go prawidłowo usunąć i przez kilka dni dokładnie obserwować zachowanie naszego pupila, a kleszcza oddać do laboratorium. Objawy chorobowe po ukąszeniu przez zarażonego kleszcza występują u zwierząt w ciągu kilku dni od chwili ukąszenia. Są to: apatia, osłabienie, niewydolność oddechowa, brak apetytu, bladość błon śluzowych, żółtaczka, gorączka, biegunka, utrata wagi; pojawiają się problemy z oddawaniem moczu, zmienia się jego zabarwienie. Jeżeli zauważymy te objawy od razu, nie zwlekając ani chwili, należy zwrócić się do weterynarza. W takim przypadku każda sekunda jest ważna – podkreśla Igoris Mironenko.

Jak zaznaczył weterynarz, każdy właściciel czworonoga powinien wiedzieć, w jaki sposób usuwać kleszcze. Najważniejsze jest przygotowanie odpowiedniego narzędzia. Kleszcza usuwamy pęsetą, łapiąc go delikatnie jak najbliżej skóry. Następnie pociągamy do góry lekko łukowatym ruchem (w lewo). Gdy główka się urwie, należy udać się do lekarza weterynarii. Pod żadnym pozorem nie można kleszcza ściskać, smarować tłuszczem ani polewać alkoholem – możemy takim zachowaniem zaszkodzić pupilowi!

Coraz częściej zdarza się, że domowy pupil przynosi do domu kleszcza nie tylko po spacerze w lesie, ale zwykłym wyjściu do ogródka czy parku Fot. Marian Paluszkiewicz

– Zawsze mówię, że lepiej jest zwierzę zabezpieczyć, niż leczyć. Zainteresowanie preparatami przeciwkleszczowymi jest ogromne. Mamy bardzo duży wybór środków przeciwko kleszczom. Są cztery podstawowe rodzaje preparatów kleszczobójczych: krople na skórę, obroże, tabletki do gryzienia i spreje. Radziłbym nie oszczędzać na preparatach. Ceny są bardzo różne. Natomiast leczenie zwierzaka może kosztować od kilkudziesięciu do kilkuset euro. Najdroższe są tabletki (9-43 euro), cena zależy od wagi zwierzaka; za kropelki zapłacimy 4,70-15 euro, obroże – 8,3-37,8 euro. Pamiętajmy, że preparaty kleszczobójcze należy kupować w klinikach weterynaryjnych, a nie w sklepach zoologicznych. Samo leczenie może trwać kilka dni, a nawet kilka tygodni. Wszystko zależy od wieku i organizmu zwierzaka – podkreśla Igoris Mironenko, weterynarz kliniki Vetplius na Lipówce.

W klinice weterynaryjnej na wileńskiej Lipówce spotkaliśmy właścicielkę 11-miesięcznego buldoga angielskiego – Trumpa, chorego na babeszjozę.

– To nie jest mój pierwszy pies. Przedtem przez 13 lat miałam buldoga francuskiego i nigdy nie zabezpieczałam swojego psa przed kleszczami. Chodziłam z nim na spacer do lasu i nigdy nie trafił się kleszcz. Nie rozumiem, co dzieje się w tym roku. W klinice mnóstwo ludzi i co drugi pacjent to zwierzę ugryzione przez kleszcza. Z psem nie byłam w lesie, nie biegał po wysokiej trawie. Mieszkamy w jednorodzinnym domu, mamy własny ogródek, trawnik jest nisko skoszony. W ogródku Trump przebywał całymi dniami, prawdopodobnie tam złapał kleszcza. W piątek zauważyłam, że mój pies jest smutny i nie ma apetytu. Myślałam, że czymś się zatruł. Następnego dnia pies już nie stanął na łapy, a mocz był koloru bordowego. Bardzo wystraszyłam się. Udałam się do kliniki weterynaryjnej, badania krwi wykazały, że Trumpa ugryzł kleszcz. Diagnoza – babeszjoza. Kolejny raz przyjeżdżamy na kroplówki i zastrzyki. Na jego leczenie wydałam już około 400 euro i nadal nie wiadomo, czy pies przeżyje… – powiedziała zaniepokojona właścicielka czworonoga.

 

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.