0
„Hemar. Pamiętnik marchewki” w Wilnie – o sprawach poważnych na wesoło

Na scenie DKP wystąpiło czworo współcześnie ubranych „Hemarów”, którzy razem potrafili rozbawić nawet najbardziej ponurego widza

W ramach II Światowego Zjazdu Wilniuków, na scenie Domu Kultury Polskiej w Wilnie, został wystawiony spektakl muzyczny „Hemar. Pamiętnik marchewki” w reżyserii Bartłomieja Wyszomirskiego Kujawsko-Pomorskiego Impresaryjnego Teatru Muzycznego w Toruniu.

Spektakl, który miał premierę w 2016 r., jest oparty na satyrycznym pamiętniku „Marchewka” i popularnych szlagierach Mariana Hemara, twórcy wielkich przebojów II Rzeczypospolitej. Hemar był doskonałym obserwatorem ówczesnej rzeczywistości i potrafił w formie poetyckiej przedstawiać trafione w punkt prognozy i rozwiązania, które do dziś nie straciły na aktualności. Takim właśnie politycznym tekstem jest napisany w 1942 r. pamiętnik satyryczny „Marchewka”.
Historie, zainspirowane tekstami Hemara i przeplatane piosenkami jego autorstwa, złożyły się na kilkanaście muzycznych skeczy o treści zarówno żartobliwej, jak też poważnej.

Nietuzinkowy, rymowany tekst, w odróżnieniu od prozy, gdzie w razie potrzeby można improwizować, jak zapewniali w pospektaklowej rozmowie aktorzy, okazał się dla nich wyzwaniem. Trzeba bowiem doskonale podawać tekst, aby koledzy wiedzieli, w którym momencie mają się włączyć w dynamiczną opowieść. Na scenie DKP tego wyzwania podjęło się czworo „Hemarów”: Paulina Grochowska, Karolina Michalik, Jeremiasz Gzyl oraz Maciej Makowski. Dobrze zgrany zespół wokalno-aktorski, ubrany w jeansy z szelkami, białe koszule, krawaty i marynarki, potrafił rozbawić nawet najbardziej ponurego widza. Podczas spektaklu, który czasem przypominał koncert, aktorzy nie tylko śpiewali, ale też sami sobie akompaniowali grając na pianinie, gitarze, skrzypcach i innych instrumentach.

CZYTAJ WIĘCEJ: Piłsudski w teatrze, czyli rozmowy wokół wileńskiej premiery sztuki „Marszałek: żołnierz z Ducha”

Aktorzy sami sobie akompaniowali grając na pianinie, gitarze, skrzypcach i innych instrumentach

Żonglując trafnymi dialogami, prezentując kolejne piosenki, artyści szydzili wprost ze wszystkiego i wszystkich, zmuszając publiczność do przeglądania się w bezlitosnym lustrze i śmiania się z… siebie. Nie mogła przecież nie rozbawić sympatyczna panna, dająca porady o wiecznym odchudzaniu się, a w nocy podjadająca „bułę z klopsem”. Ironicznym uśmiechem reagowano na kobietę, która uwiodła męża przyjaciółki i której było bardzo przykro z tego powodu. Oklasków doczekały się skecze o niefortunnym spadochroniarzu i skomplikowanych relacjach damsko-męskich, braku zdolności do autoironii, lizusach i warchołach oraz innych, aktualnych do dziś, ludzkich wadach, z którymi mamy do czynienia na co dzień.

Były też teksty zmuszające do pogłębionej refleksji. Przede wszystkim tytułowa „Marchewka” o próżnych działaniach polityków. Marchewkę sieją, hodują gotują, kroją, kładą na stół, a jednak później ląduje ona w koszu, by potem znów w ogrodzie zająć się hodowaniem niejedzonego przez nikogo warzywa. Nikt chyba nie zaprzeczy, że podobnie dzieje się z ustawami, uchwałami i innymi inicjatywami włodarzy politycznych, których, zresztą, sami przecież wybieramy… Ten tekst, napisany niemal sprzed 80 laty, niestety, pozostaje aktualny do dziś.

Nieodpartym wrażeniem w odniesieniu do koncepcji scenografii – było nadmierne nagromadzenie przedmiotów na scenie. Czasem kradły one uwagę widza, mimo że nie zostały ani razu wykorzystane podczas spektaklu. Scenografia miała dawać iluzję pracowni Hemara. Co na to powiedziałby Anton Czechow? Może zacytowałby sam siebie, mówiąc, że „nie należy umieszczać załadowanej strzelby na scenie, jeżeli nikt nie ma zamiaru z niej wystrzelić.” W skeczową mozaikę scenograficzną świetnie wpisały się natomiast instrumenty muzyczne, na których grali aktorzy, czy też stoły z klawiaturą komputerową, na której współcześni „Hemarzy” wystukiwali swoje teksty.

CZYTAJ WIĘCEJ: Spotkać się z legendą Piłsudskiego poprzez Polskie Studio Teatralne

Pod względem treści tekstów, ich liczby i intensywności wykonania spektakl był dość wymagający, toteż w niektórych momentach mógł widza zmęczyć. Dla samych aktorów „kręcenie korbą” satyrycznej katarynki w ciągu 80 minut też musiało być niełatwe – sami śpiewali, grali na różnych instrumentach, dźwigali dekoracje. Być może więc warto byłoby podzielić spektakl na dwie części, dodając przedstawieniu lekkości.

Tak czy inaczej, widownia w miniony piątek miała okazję obejrzenia dobrej sztuki na deskach DKP. Nie ma obaw, że sympatia widzów została zdobyta, o czym świadczyły żywe reakcje oraz głośne brawa na stojąco po zakończeniu sztuki. Emocjonalnie, ze wzruszeniem, reagowali też sami aktorzy oraz towarzysząca im dyrektor Kujawsko-Pomorskiego Impresaryjnego Teatru Muzycznego w Toruniu, Anna Wołek. Wygląda więc na to, że spotkanie podobało się wszystkim, toteż czekamy na kolejne.

Fot. Marian Paluszkiewicz

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.