0
Świadectwo Michała Römera cz.1

Michał Römer pozostawił po sobie wielotomowe „Dzienniki” pisane w rodzimym języku polskim każdego dnia przez 34 lata. Stanowią one kopalnię wiedzy na temat polityki litewskiej latach 20. i 30., szczególnie w sprawach polskich, nastrojów społecznych, fobii oraz sympatii społeczeństwa litewskiego, zwłaszcza w odniesieniu do kwestii narodowościowych.

Dwa lata temu na łamach „Kuriera Wileńskiego” ukazał się mój artykuł na temat wydanych w Polsce dwóch pierwszych tomów „Dzienników” Michała Römera alias Mykolasa Römerisa, pochodzącego z ziemiańskiej rodziny polskiej wybitnego działacza i naukowca litewskiego z okresu międzywojennego, długoletniego rektora Uniwersytetu Witolda Wielkiego. W roku ubiegłym na rynku księgarskim ukazały się dalsze trzy tomy tego dzieła, obejmujące lata 1920–1945. Główną zaletą „Dzienników” jest to, że relacjonowały stan spraw i obserwacje autora czynione na bieżąco, a nie z perspektywy upływu czasu. Myślę, że Czytelników „Kuriera Wileńskiego” szczególnie zainteresują fragmenty z lat 30. ubiegłego stulecia ukazujące emocje oraz podglądy zarówno elit, jak i szerokich mas społeczeństwa litewskiego w odniesieniu do Polski i Polaków, a także do Rosji i Rosjan.

22 stycznia 1935 r. O koncercie Ewy Turskiej-Bandrowskiej w Kownie

„Jak dziś z gazet się dowiaduję, koncert śpiewaczki polskiej Turskiej-Bandrowskiej, na którym, niestety, nie byłem, udał się dobrze. Ten koncert – to była pierwsza jaskółka kontaktu kulturalnego Litwy z Polską od lat kilkunastu, od samego powstania niepodległych państw Litwy i Polski (…). Artystce nie szczędzono oklasków. Jedną piosenkę odśpiewała nawet po litewsku i jedną – po polsku, resztę zaś śpiewała w językach »neutralnych« (…). »Lietuvos Aidas« – dziennik narodowców i organ rządowy – w numerze dzisiejszym w recenzji z koncertu Turskiej-Bandrowskiej, recenzji na ogół dodatniej (…), wyraża niezadowolenie z tego, że jedna z piosnek odśpiewana została po polsku. Wprawdzie zachowuje kurtuazję względem artystki (…), ale wyraża żal, że ci, co urządzili koncert, nie ostrzegli jej, iż dźwięki języka polskiego z estrady teatru państwowego mogą obrażać uczucia narodowe Litwinów”.

Micha ł Römer z rodziną Fot. archiwum

25 września 1935 r. O odczycie na temat Polski wygłoszonym przez ojca Vytautasa Landsbergisa

„Odbył się pierwszy po przerwie wakacyjnej obiad regularny Rotary Clubu. Referacik, wygłoszony na wstępie, nie dodaje chluby Klubowi. Był to referacik członka Klubu, inżyniera Landsberga, o Niemczech i Polsce, stanowiący wiązankę wrażeń osobistych autora z przejazdu automobilem przez te dwa kraje w podróży do Jugosławii na zjazd lotniczy. To co Landsberg ze swych »spostrzeżeń« o Polsce mówił, to było od początku do końca jednym oszczerstwem złośliwym i fałszem. Suchej nitki nie zostawił ani na Krakowie, ani na Warszawie, które zobrazował tak, jak gdyby one nie tylko Kownu litewskiemu, ale nawet Rakiszkom nie dorównywały, i w ogóle Polskę całą z błotem zmieszał. Może mu się tak szczerze wszystko takim wydawało, ale też taka jest wartość wrażeń i spostrzeżeń z przejazdu przygodnego, gdy się jest uprzedzonym”.

18 października 1936 r. O stosunku Litwinów do Rosji i kultury rosyjskiej

„Poszedłem z Jadzią do cukierni na czekoladę i do kina na przedstawienie filmu sowieckiego pod nazwą »Cyrk«. Film ładny, oparty na refrenie popularnej i reklamowej pieśni sowieckiej »Szyroka moja strana rodnaja… Ja drugoj takoj strany nie znaju, gdie tak wolno dyszy czełowiek« (pieśń piękna, ale trochę nielicująca z terrorem stosowanym do przeciwników politycznych) (…). Filmy żadnej innej produkcji nie ściągają do kinematografów takich tłumów, jak filmy właśnie sowieckie; to można wytłumaczyć tym, że są one rosyjskie; ze starszego pokolenia wielu było na uchodźctwie w Rosji podczas wojny, wielu zna język rosyjski – toteż i język, i tło mogą budzić u wielu pewne reminiscencje i wspomnienia, i są bliższe niż wszelkie inne. Ale mnóstwo też się zbiera ubogiej rzemieślniczej i nieokreślonej młodzieży, która na przedstawieniach filmów sowieckich gorąco manifestuje entuzjazm, oklaskuje właściwe miejsca, w ogóle demonstracyjnie sympatyzuje wszystkiemu, co sowieckie”.

CZYTAJ WIĘCEJ: Michał Römer, patriota litewski i polski

6 kwietnia 1938 r. O powitaniu w Kownie polskiego posła Charwata po nawiązaniu stosunków dyplomatycznych

„Na przyjazd jego Polacy miejscowi gotowali się do aktów hołdowniczych i demonstrowania radości (…). Zakupiono dlań i posłano mu mnóstwo kwiatów, w dniu jego uroczystego doręczenia prezydentowi Rzeczypospolitej listów uwierzytelniających całe rzesze Polaków miejscowych krążyły dookoła hotelu, w którym zamieszkał Charwat (…). Kowno zapełniło się całymi tłumami ziemian polskich, przybyłych z prowincji, którzy w restauracjach i knajpach zachowywali się demonstracyjnie, usiłowali zamawiać u orkiestry mazura, na ulicach rozbrzmiewała demonstracyjnie mowa polska, młodzież gimnazjalna polska kręciła się po ulicach i zachowywała się demonstracyjnie, a nawet wyzywająco czasem”.

21 grudnia 1938 r. O relacji burmistrza Kowna Merkysa z pobytu w Warszawie

„Dziś na obiedzie Rotary Clubu członek klubu burmistrz Merkys opowiadał o przyjęciu, które mu zgotowała Warszawa (…). Merkys, który bawił niedawno w Szwajcarii, w drodze powrotnej wstąpił do Warszawy, sądząc, że pobyt jego w Warszawie będzie prywatny i że co najwyżej będzie podejmowany przez prezydenta miasta. Tymczasem Warszawa nadała wizycie Merkysa charakter wielkiej manifestacji. Przyjmowano go prawie po królewsku (…). Już na dworcu kolejowym spotkano go z wielką pompą. Program uroczystości był przeładowany. Był podejmowany obiadem u wiceministra spraw zagranicznych Arciszewskiego, wielkim rautem z ramienia Rady Miejskiej, innym przyjęciem jeszcze, urządzono na jego cześć uroczyste posiedzenie Rady Miejskiej (…), był wszędzie oprowadzany, raczej obwożony, brał udział w otwarciu jakiejś nowej arterii ruchu, odwiedzał zamki, muzea, pałace, zabytki, stare i nowe dzielnice miasta (…). Na wszystkich przyjęciach wszędzie były dekoracje w barwach litewskich, wszędzie znaki pogoni, serdeczne gorące mowy, powitania, komplementy (…). Warszawa ofiarowała ze swego ogrodu zoologicznego piękną kolekcję zwierząt dla młodego ogrodu zoologicznego w Kownie (…).
Choć Merkys zdawał relację swą powściągliwie, to jednak przysięgłym wrogom Polski, nienawidzącym wszystkiego, co tchnie Polską, jak inżynier Witold Landsberg i dr Juška, to już się nie podobało”.

Opracował
Krzysztof Jeremi Sidorkiewicz


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 39(189); 05-11/10/2019

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.