Sezon narciarski, który się nie rozpoczął

105
Nawet gdyby z początkiem lutego ruszyły wyciągi, słabego sezonu to nie uratuje

Zimy nadal nie widać, a litewskie ośrodki narciarskie świecą pustkami. Pracownicy są wysyłani na przymusowe, bezpłatne urlopy, zaś właściciele stoków liczą poniesione straty.

Mimo że na dworze mamy końcówkę stycznia, trasy narciarskie kompleksu atrakcji zimowych „Žiemos trasa” na wileńskiej Lipówce, są puste. Na stokach, zamiast grubej pokrywy śniegu, jak w ubiegłych latach, widać trawę. Zamknięte są szkółki narciarskie, wypożyczalnia sprzętu, kasa biletowa, nie działa żaden wyciąg narciarski. Wchodząc na stronę internetową kompleksu narciarskiego, widzimy nadpis informujący, że jest on „tymczasowo nieczynny”. Telefon kasy jest wyłączony, a administracja nie odpowiada.

Teraz jest wszystko pozamykane, nic nie działa

– Pierwsze listopadowe opady śniegu wzbudziły nadzieję wśród narciarzy, że może uda się wreszcie poszusować na Lipówce. Niestety, śniegu spadło niewiele, a ten i tak przy dodatniej temperaturze natychmiast się rozpuścił. Rozpoczęto więc sztuczne naśnieżanie, które nie przyniosło oczekiwanych rezultatów – przy utrzymującej się dodatniej temperaturze, cały śnieg spłynął ze stoku. A więc poszusować na stoku można było zaledwie kilka dni. Teraz jest wszystko pozamykane, nic nie działa. Tak naprawdę, sezon nawet się nie rozpoczął. Jako trener narciarstwa pracuję już 20 lat i nie przypominam sobie, żebyśmy kiedyś mieli taką zimę. Na lipowskiej górze jeżdżenia na nartach uczę już przez pięć lat. Sezon rozpoczynał się w listopadzie i kończył w końcu lutego czy na początku marca, więc w tym okresie pracowałem. Cztery miesiące ciężkiej pracy na mrozie pozwalały mi przez kolejne osiem nie pracować. Było tyle chętnych, że po prostu brakowało mi czasu, chociaż pracowałem do późnego wieczora. W tym roku nie miałem ani jednego ucznia – opowiada „Kurierowi Wileńskiemu” Igoris Łopatko, wieloletni instruktor narciarstwa.

Rozmówca zaznaczył, że nawet gdyby z początkiem lutego ruszyły wyciągi, słabego sezonu to nie uratuje.

– Ten sezon jest stracony. Wszyscy liczą straty, a one są ogromne. W tym roku mało tego, że nic nie zarobiłem, to jeszcze około 5 tys. euro zainwestowałem. Kupiłem nowy sprzęt, ubranie, potrzebny sprzęt do nauki jeżdżenia na nartach, a to wszystko jest bardzo drogie. Rozmawiałem z kolegami po fachu, są załamani. Tak naprawdę, na lepsze sezony zimowe w przyszłych latach też nie ma co liczyć. Myślę, że stok narciarski na Lipówce zniknie. Jedyną szansą może być najwyżej przerobienie go na całoroczny, sztuczny stok narciarski pod dachem. Osobiście swoją przyszłość widzę za granicą, ale ostatnio wszędzie są takie same problemy. Chyba po prostu będę musiał zrezygnować z kochanego zajęcia, a zająć się czymś, co przynosi dochody – ubolewa Igoris Łopatko.

Lipówka (Liepkalnis) to stok narciarski znajdujący się kilka kilometrów od centrum Wilna. Jego wysokość to 235 m n.p.m. W 1982 r. entuzjasta narciarstwa, Laimis Janutėnas, postanowił stworzyć na Lipówce trasę narciarską. Dzisiaj znajduje się tu całoroczne centrum sportowe.
– Gdy pogoda sprzyja, stok w Wilnie otwarty jest siedem dni w tygodniu. Godziny otwarcia mogą się zmieniać ze względu na warunki pogodowe, zazwyczaj w weekendy stok jest czynny od 9 rano do 23, a od poniedziałku do piątku od 12 do 23 godziny. Trudno powiedzieć, jaka jest przyszłość tego i innych stoków narciarskich. Latem na stoku lipowskim także atrakcji nie brakuje, ale jeżeli pogoda będzie deszczowa, to też będzie smutno… – dzieli się przemyśleniami Igoris Łopatko.
Rekordowo ciepła zima zawiodła także miłośników narciarstwa w zachodniej Litwie. Z powodu dodatniej temperatury ani ośrodek narciarski „Utrių kalnas” w Kłajpedzie, ani stok narciarski w miejscowości Plungė, „Mortos kalns”, nie są otwarte.

Gdy pogoda sprzyja, stok w Wilnie otwarty jest 7 dni w tygodniu

– No cóż, w tym roku nawet nie rozpoczęliśmy sezonu. Śniegu nie ma, a dodatnie temperatury nie pozwalają robić sztucznego śniegu. Jednym słowem, wyjścia nie ma z tej sytuacji. W tym roku mamy same wydatki. Chociaż nasz stok nie działa, to i tak za jego wynajem musimy płacić, ktoś też musi pilnować wszystkiego, co jest na stoku, więc potrzebny jest ochroniarz. Wszystkich pracowników musieliśmy wysłać na przymusowe, bezpłatne urlopy. Oni też ponieśli przez to straty. Nawet nie wiem, co tu jeszcze mogę powiedzieć, beznadzieja. Część miłośników białego szaleństwa na krajowych stokach, wybrała zagraniczny wyjazd na narty. Inni w ogóle zrezygnowali z zimowych sportów i wybrali wypoczynek w ciepłych krajach. Pogodę sprawdzam codziennie po kilka razy, ale już nadziei nie mam na minusową temperaturę. Stok wygląda jakby był maj – mówi dla „Kuriera Wileńskiego” Saulius Gramauskas, kierownik stoku narciarskiego „Mortos kalns”.

Ciepły początek zimy ucieszył nielicznych. Skorzystała branża budowlana, bo w takich warunkach inwestycje mogą być prowadzone dłużej i szybciej finalizowane. Nie narzekają samorządy, które oszczędzają na odśnieżaniu. Lekka zima przynosi też oszczędność w wielu budżetach domowych.
Tymczasem wszyscy, którzy nie mogą jednak żyć bez białego szaleństwa, mogą udać się do Druskiennik – tam, na krytej arenie Snow Arena, będzie można nacieszyć się przynajmniej sztucznym śniegiem.


Fot. Marian Paluszkiewicz