Czy plan rządu zadziała na dłuższą metę?

91
Mocno zaniepokojony koronawirusem jest sektor budowlany, który zatrudnia ponad 100 tys. mieszkańców

Politycy sądzą, że zatwierdzony w poniedziałek przez rząd Litwy bezprecedensowy plan ratowania gospodarki i zmniejszenia skutków kryzysu, warty 5 mld euro, pomoże przedsiębiorcom przetrwać trudny okres. Strona biznesowa twierdzi, że kraj jest lepiej przygotowany na kryzys niż przed 10 laty, ale ma również własne zastrzeżenia.
Rządowy plan w pierwszej kolejności jest skierowany na ożywienie gospodarki. Wsparcie ma dotyczyć ochrony zdrowia, działań skierowanych na zachowanie miejsc pracy oraz utrzymanie płynności finansowej podmiotów gospodarczych. W planie są przewidziane ulgi podatkowe dla przedsiębiorstw, pomoc w celu zachowania miejsc pracy i podniesienie limitów pożyczek państwowych.

Ośrodek prezydencki zadowolony

Przed kilkoma dniami premier Saulius Skvernelis zaapelował do pracodawców, aby wykazali się solidarnością i nie zwalniali pracowników.
„Apeluję o niekorzystanie z najłatwiejszych rozwiązań, czyli zmniejszania miejsc pracy i zwalniania pracowników, a skorzystanie z narzędzi rekompensujących straty, które zostały dzisiaj przyjęte. Trzeba zachować miejsca pracy. Pracownicy, którzy pracują w warunkach kwarantanny, muszą otrzymywać dodatki finansowe” – oświadczył szef rządu.
Doradca prezydenta oraz szef grupy polityki ekonomicznej i socjalnej ośrodka prezydenckiego, Simonas Krėpšta, oświadczył, że nasz kraj jest przygotowany na wyzwania, które mogą wyniknąć z kryzysu spowodowanego epidemią koronawirusa.
„Litwa pod tym względem ma doświadczenie (kryzys w 2009 r. – przyp. aut.) i dlatego mamy inną sytuację. Lekcje zostały odrobione. W ostatnich latach były przygotowywane rezerwy finansowe. Budżet był nadwyżkowy, dlatego rządowi udało się zatwierdzić w poniedziałek plan” – mówił we wtorek dla Žinių radijas doradca prezydenta.
„Najważniejsze jest to, że Litwa jest przygotowana do amortyzacji gospodarki. Jest gotowa do prowadzenia rozwijającej się polityki fiskalnej. Takich możliwości w 2008 r. nie było” – podkreślił Krėpšta.

Ramūnas Karbauskis

Karbauskis upora się z kryzysem

Lider Związku Chłopów i Zielonych Ramūnas Karbauskis jest przekonany, że Litwa upora się z kryzysem.
„Gospodarka nie zatrzymała się, wszyscy płacą podatki. Są dziedziny bardziej problemowe: turystyka, hotele, restauracje. Sądzę jednak, że poradzimy sobie z sytuacją” – oświadczył polityk.
Karbauskis, który jest przewodniczącym sejmowego Komitetu Kultury, zapewnił, że rząd i parlament będzie monitorował sytuację w sektorze artystycznym.
„Rząd rozpatrzy możliwości i będzie uwzględniał zapotrzebowanie. Na dany moment trudno powiedzieć, jakie będą straty” – powiedział poseł na sejm.
Karbauskis jest przekonany, że firmy nie będą miały problemów z płaceniem niższego wynagrodzenia w trakcie kryzysu. „Mam nadzieję, że sytuacja nie będzie zbytnio wydłużała się i dlatego 40 proc. wynagrodzenia nie będzie czymś niemożliwym” – podkreślił polityk.

Konfederacje są sceptyczne

Przedstawiciele biznesu nie są tak optymistycznie nastawieni, jak politycy. Szef Litewskiej Konfederacji Pracodawców Danas Arlauskas zauważył, że plan dotyczy tylko trzech miesięcy.
„Zadawaliśmy pytanie – jak długo będzie działał ten pakiet działań? Bo na przykład, osoby, które mają indywidualną działalność gospodarczą i płaciły składki ubezpieczeniowe, będą mogły otrzymywać zapomogę w wysokości 250 euro. Jednak co dalej? Odpowiedziano, że na razie mamy początek i nikt nie wie, jak będzie się rozwijała sytuacja i jakie rozmiary będzie miała pandemia” – tłumaczył dziennikarzom Arlauskas.
Reprezentant litewskich pracodawców nie wyklucza, że ten pakiet może być pomocny „tylko na papierze”. „Ten pakiet może nie uratować, ponieważ nikt nie jest w stanie prognozować, jak będzie rozwijała się sytuacja” – zaznaczył Arlauskas.
Natomiast większe zaufanie wobec rządowego planu ma prezes Litewskiej Konfederacji Przedsiębiorców Valdas Sutkus, którego zdaniem władze są lepiej przygotowane do problemów niż przed dekadą. Jego zdaniem biznes z radością przyjął plan ratowania gospodarki.
„Rząd szybko zareagował i ta reakcja miała duży zasięg. Cieszę się, że zezwolono rządowi na zadłużanie się do pięciu miliardów euro. Innym ważnym aspektem jest to, że władza rozumie, jak ważne jest zachowanie miejsc pracy” – pochwalił rząd przedsiębiorca.

Saulius Skvernelis

Problem z materiałami budowlanymi

Mocno zaniepokojony sytuacją jest sektor budowlany, który zatrudnia ponad 100 tys. pracowników. Ograniczenia, które powstały przez kwarantannę, mogą przyczynić się do tego, że nie da się zrealizować zaplanowanych projektów. Bardzo często materiały budowlane są eksportowane z Włoch lub Polski. Teraz to jest problematyczne. Przez problemy z dostawami materiałów budowlanych już teraz część spółek nie może wywiązać się ze zobowiązań wynikających z przetargów.
„Dzisiaj nie da się obliczyć strat sektora budowlanego. Analizując sytuację z poprzedniego kryzysu, można założyć, że sektor skurczy się o 60 proc. Jak będzie wyglądała sytuacja teraz, będzie zależało w dużym stopniu od działań rządu” – czytamy w oświadczeniu prezesa Litewskiego Stowarzyszenia Budowlańców Daliusa Gedvilasa.
Gedvilas zaznaczył, że pracownicy sektora odczują skutki chwilę później niż pozostali mieszkańcy Litwy.
„Budowlańcy wynagrodzenia otrzymują z końcem miesiąca albo nawet później. Jak nie otrzymają wynagrodzenia, to wówczas odczują skutki kryzysu. W każdym kryzysie najwięcej bezrobotnych jest w sektorze budowlanym. Najwięcej bankrutuje również w tym sektorze” – podkreślił szef litewskich budowlańców.
Arvydas Avulis, właściciel jednej z największych litewskich agencji nieruchomości Hanner, jest przekonany, że skutki kryzysu będą krótkoterminowe. W wywiadzie dla dziennika gospodarczego „Verslo žinios“, powiedział, że nie zamierza rezygnować z żadnego projektu. „Wyniki z pierwszych dwóch miesięcy były naprawdę bardzo dobre, dlatego, aby zapanować nad sprzedażą, podwyższyliśmy nawet ceny mieszkań” – oświadczył biznesmen.
Tymczasem główny ekonomista Swedbanku, Vytenis Šimkus, sądzi, że epidemia koronowirusa przez pewien okres zamrozi rynek nieruchomości i liczba umów kupna-sprzedaży spadnie. Ale nie ma na razie żadnych przesłanek do tego, aby ceny mieszkań się obniżyły.


Fot. Marian Paluszkiewicz