Doświadczanie kultury na żywo jest związane z tajemnicą

76
Wydaje mi się, że po okresie kwarantanny ludzie znowu zaczną sięgać do różnych form życia kulturalnego Fot.fb

Kwarantannę traktuje jako post. Codziennie ćwiczy, by nie wyjść z wprawy. „Kurier Wileński” rozmawia ze skrzypkiem Zbigniewem Lewickim, koncertmistrzem Litewskiej Narodowej Orkiestry Symfonicznej. Artysta dzieli się refleksjami na temat życia podczas ogólnoświatowej pandemii, która zamknęła ludzi w domach na całym globie.

Jak człowiek sceny radzi sobie podczas kwarantanny?

Miałem szczęście, bo po raz ostatni zagrałem 11 marca w Kownie. Był to koncert z okazji Dnia Odrodzenia Niepodległości Litwy. 13 marca ogłoszono kwarantannę. Jak traktuję ten okres? W jednej z telewizji oglądałem transmisję nabożeństwa. Podczas kazania ksiądz powiedział, że czas kwarantanny można potraktować jak post, bo tak się składa, że zbiegła się ona z czasem Wielkiego Postu. I wtedy pomyślałem sobie: „Czemu nie, to dobry trening”. Człowiek, który daje dużo koncertów, gromadzi w sobie ogromne pokłady emocji, zużywa wiele energii, a później staje się jej bardzo głodny. A zatem teraz, kiedy odwołano wszystkie koncerty prywatne, solowe czy z orkiestrą, nie muszę doznawać tego głodu emocjonalnego, mogę się zastosować do reguł postu.

Niedawno zmienił Pan swoje zdjęcie profilowe na Facebooku. Stoi Pan na głowie… To jakiś trening?

Nigdy nie trenowałem i teraz też nie trenuję. Tym zdjęciem chciałem pokazać, że ograniczenia, które nas spotkały, postawiły cały świat na głowie. To taka metafora. Po kwarantannie nic już nie będzie takie, jak było. Odciśnie ona piętno na pokoleniu, które jej doznało. Tak jak w przypadku pokolenia wojennego, to zamieszanie z pewnością wiele zmieni w światopoglądzie wielu ludzi.

Tym zdjęciem chciałem pokazać, że ograniczenia, które nas spotkały, postawiły cały świat na głowie Fot.fb

Co się zmieni w świecie kultury?

Być może niektórzy ludzie nabiorą przekonania, że kultura nie jest produktem pierwszej potrzeby. Przypuszczam jednak, że znajdzie się też miejsce na odkrycie tej głębszej kultury, czyli prawdziwej sztuki. A także religii. Dominuje ostatnio przeświadczenie, że niekoniecznie musimy być w tym samym miejscu, w którym wydarza się kultura, żeby coś przeżywać. Mamy telewizję, radio, internet, Facebook, YouTube. Ale dlaczego ludzie kupują drogie bilety, żeby usłyszeć gdzieś jakiś koncert, jadą do Rzymu, żeby uczestniczyć we mszy świętej? Bo wówczas odbiór jest całkowicie inny. Muzyka z radia została kiedyś przez psychologów nazwana schizofonią. To sytuacja, kiedy dźwięki odrywają się od kontekstu, utrudniając identyfikację i zrozumienie. Znam to z autopsji. Ta sytuacja dotyczy również pewnych specyficznych form sztuki, np. widowiska sportowego. Kiedy oglądam na żywo mecz, wpadam w trans. Podobnie jest w przypadku obrzędów religijnych. To jest związane z jakąś wielką tajemnicą. I wydaje mi się, że po okresie kwarantanny, czyli czasie ograniczenia czynności do tych niezbędnych, ludzie znowu zaczną sięgać do różnych form życia kulturalnego.

Wielu artystów dzieli się swoją twórczością w mediach społecznościowych. Czy można Pana gdzieś zobaczyć grającego na skrzypcach w domowych pieleszach?

Jestem zwolennikiem kontaktów bezpośrednich, dlatego też nie nadaję koncertów na żywo za pośrednictwem internetu. Nagrałem kilka filmów wideo, można je zobaczyć na Facebooku, na stronie Litewskiej Narodowej Orkiestry Symfonicznej. Chciałem na nich pokazać, jak spędzam ten czas, bo spędzam go na ćwiczeniach. Mistrzostwo należy ciągle szlifować, zgłębiać. Może to paradoks, ale niestety tak jest.

Jak spędzi Pan tegoroczne święta?

Wielkanoc spędzimy tak jak każdego roku. Nie izolujemy się od siebie. Mój tato jest emerytem, żona pracuje zdalnie jako nauczycielka, a mój starszy syn Stefan, który mieszka z nami, codziennie chodzi do pracy. Nic się nie zmieniło. Zgodnie z polską tradycją ludzie święta spędzają z rodziną w domu, na wspólnym posiłku. Dzisiaj, gdy otwarte są tylko sklepy spożywcze i ludzie zgromadzili ogromne zapasy jedzenia, warto się zatroszczyć nie tylko o pokarm, lecz także o odpowiedni nastrój. Temu służą spotkania rodzinne.


Maestro Zbigniew Lewicki jest znany wileńskim melomanom jako koncertmistrz Litewskiej Narodowej Orkiestry Symfonicznej, członek Kapeli Wileńskiej, juror w programach telewizyjnych oraz popularyzator kultury. Jest m.in. pomysłodawcą i kierownikiem artystycznym konkursu „Talenty Wileńszczyzny”.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 15(43) 11-17/04/ 2020