Epidemie były, są i będą

180
Nie wiadomo, jak zakończy się sytuacja z koronawirusem, ponieważ wirus nadal jest niewystarczająco zbadany
Fot. Marian Paluszkiewicz

Pandemia koronawirusa, która sparaliżowała nasze życie w tym roku, tak naprawdę nie jest czymś wyjątkowym, ani w historii świata, ani Litwy. W samym XX wieku przez Litwę przeszła straszna hiszpanka. Były też mniejsze epidemie.

Wiceprzewodniczący Litewskiego Stowarzyszenie Infekologów, profesor Litewskiego Uniwersytetu Nauk Medycznych w Kownie Alvydas Laiškonis, jest przekonany, że uświadamianie społeczeństwa powinno rozpoczynać się jeszcze w szkole. Niestety, według naukowca, nasze społeczeństwo ostatnio było zbyt rozluźnione, dlatego teraźniejsza epidemia była tak wielkim zaskoczeniem.
– Musimy pamiętać, wirusy czy bakterie były, są i będą. Mikroorganizmy są najstarszymi żyjątkami na ziemi, które cały czas modyfikują się i zmieniają, dlatego ciągle musimy pamiętać o podstawowych zasadach higieny – mówi dla „Kuriera Wileńskiego” naukowiec.
Litwa, zdaniem profesora, jest absolutnie nieprzygotowana na tego typu sytuacje nadzwyczajne. Epidemiologów i infekologów w kraju jest jak na lekarstwo. Ministerstwo zdrowia nie ma oddzielnego działu epidemiologicznego, na studiach mało uwagi poświęca się chorobom rzadkim i egzotycznym, a świat z każdym rokiem coraz „bardziej się kurczy” – ludzie coraz więcej podróżują, połączenia lotnicze rozwijają się i stają się coraz tańsze. To wszystko powoduje, że człowiek nieświadomie może przynieść wirus nieznany lub mało zbadany.

Czarna śmierć

„Od powietrza, głodu, ognia i wojny, wybaw nas Panie!” – tak brzmią słowa modlitwy. Słowo powietrze nawiązuje do epidemii dżumy, która nękała Europę i świat w przeciągu wieków. Czarna śmierć, jak nazywano dawniej dżumę, nie ominęła również terytorium obecnej Litwy.
W wiekach XV–XVIII epidemie dżumy na Litwie wybuchały aż 81 razy. Najczęściej choroba aktywizowała się, kiedy trwały wojny, którym towarzyszyły chaos oraz migracje ogromnej liczby ludzi. Największe ognisko czarnej śmierci odnotowano w latach 1710-11. Ostatecznie pandemia zakończyła się w 1717 r. W tym czasie trwała wojna północna, a kilka lat wcześniej, na skutek braku urodzaju na Litwie i w Prusach, zapanował głód.
Szacuje się, że od głodu i choroby Litwa straciła jedną trzecią swych mieszkańców, a Żmudź nawet połowę. W samym Wilnie w 1710 r. zmarło ponad 33 tys. osób. Zresztą, problem dżumy dotyczył całego terytorium Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Jak każdy kataklizm rodził sporo teorii spiskowych. O świadome wywołanie choroby oskarżano grabarzy, cyrulików, znachorów oraz oczywiście Żydów, którzy rzekomo rzadziej niż ludność chrześcijańska zapadali na dżumę. 7 marca 1711 r. w Lublinie stracono trzech grabarzy, których oskarżono o rozpowszechnianie choroby z chęci zarobienia na większej ilości pogrzebów.
Dżuma ustała dopiero na początku XIX wieku, ale niemal przez całe stulecie na terenie Cesarstwa Rosyjskiego, w skład którego wchodziła Litwa, wybuchały epidemie cholery.

Do końca nie wiadomo, ile hiszpanka pochłonęła ofiar. Szacuje się, że na tę odmianę grypy mogło umrzeć od 20 do 100 mln osób
Fot. en.wikipedia.org

Hiszpanka na Litwie

Największą pandemią XX wieku z pewnością była hiszpanka, która w latach 1918–1920 ogarnęła cały świat. Pandemia została wywołana przez wyjątkowo groźną odmianę podtypu H1N1 wirusa A grypy. Do końca nie wiadomo, ile pochłonęła ofiar. Szacuje się, że na tę odmianę grypy mogło umrzeć od 20 do 100 mln osób.
Hiszpanka oczywiście dotarła na Litwę. Co prawda, dokładnie nie wiadomo, ile osób umarło, jak przebiegała i gdzie były największe ogniska wirusa. Wówczas Litwa wybijała się na niepodległość i cała społeczna uwaga była zwrócona w innym kierunku.

– Po rewolucji w 1918 r. z Rosji zaczęli powracać litewscy uchodźcy. Duża, litewska wspólnota podczas I wojny światowej powstała w Woroneżu, tam działało nawet litewskie gimnazjum. Władze Litwy wiedziały, że w Rosji panuje epidemia, dlatego wobec uchodźców zastosowano kwarantannę. Wszyscy przybywający z Rosji musieli być na pewien czas odizolowani od społeczeństwa. Przykładowo, w kowieńskiej dzielnicy Zielona Góra były dwa baraki drewniane i jeden murowany dla kwarantowiczów. Niestety, nikt wówczas nie prowadził żadnych statystyk, dlatego nie wiemy, ilu zostało izolowanych – tłumaczy Alvydas Laiškonis.

Historycy dotychczas nie mogą ustalić liczby ofiar na Litwie, ale księgi kościelne pokazują, że liczba zgonów w latach 1918-20 w poszczególnych parafiach była co najmniej dwukrotnie większa, niż po kilku latach. W 1920 r. na hiszpankę zachorowało 3 tys. litewskich żołnierzy.

Późniejsze epidemie

Po II wojnie światowej Litwa wchodziła w skład ZSRS. Chociaż poziom medycyny był na o wiele wyższym poziomie, tym niemniej, co pewien czas epidemie wybuchały w różnych zakątkach kraju.
– Na przykład w 1952 roku w Kownie wybuchła epidemia szkarlatyny. Była tak duża liczba chorych, że nie mieścili się do szpitali. Trzeba było zbudować nowy. Były też inne przypadki, ale ludzie o tym nie wiedzą, bo tamtych czasach po prostu o tym nie informowano społeczeństwa – przypomina Laiškonis
Ostatnia, duża epidemia na terenie ZSRS wybuchła na wybrzeżu Morza Czarnego i Kaspijskiego latem 1970 r. W samej Odessie, która została odizolowana od reszty kraju, zostało 300 tys. wczasowiczów.

– Byłem w Odessie. Zostaliśmy tam oddelegowani. Tam przyjęto bardzo radykalne środki. Na ulicach, co kilkadziesiąt metrów, stał żołnierz. Nikomu nie pozwalano wychodzić na zewnątrz. Z tego, co pamiętam, sytuację udało się opanować w ciągu 12 dni – wspomina wiceprzewodniczący Litewskiego Stowarzyszenia Infekologów.

Po tym wydarzeniu, przez pięć lat, wszyscy epidemiolodzy nie mogli latem brać urlopu. Napięta sytuacja była również po katastrofie w Czarnobylu, ponieważ myślano, że radiacja może osłabić układ immunologiczny, co mogło spowodować kolejną pandemię. Na szczęście, tak się nie stało.
Alvydas Laiškonis nie wie, jak zakończy się sytuacja z koronawirusem, ponieważ wirus nadal jest niewystarczająco zbadany. Zbiorowa odporność wytwarza się, kiedy chorobę przechoruje 60 proc. społeczeństwa. We Francji, z którą mają kontakty litewscy naukowcy, potwierdzono, że wirus dotknął zaledwie 5,6 proc. społeczeństwa, dlatego na ostateczne wnioski trzeba zaczekać.
– Jaka jest różnica między koronawirusem a grypą? Grypa została dokładnie zbadana. Oczywiście grypa, jak każdy inny wirus, mutuje i zmienia się, jednak możemy przewidzieć zmiany i wypracować wakcynę. W przypadku koronawirusa nie możemy tego zrobić – tłumaczy naukowiec.