Narkiewicz a konflikt między koalicją i ośrodkiem prezydenckim

Narkiewicz od samego początku odrzucał zarzuty Dainius Labutis (ELTA)

Sprawa dotycząca remontu domu ministra łączności Jarosława Narkiewicza powoli przekształciła się w konflikt między koalicją rządzącą a ośrodkiem prezydenckim. Lider Związku Chłopów i Zielonych Ramūnas Karbauskis oskarża doradców prezydenta o manipulację. Politolog Šarūnas Liekis jest przekonany, że konflikt ma charakter tymczasowy.

Karbauskis oskarżył dwóch doradców prezydenta Gitanasa Nausėdy, Dariusa Kuliešiusa i Jarosława Niewierowicza, że negatywnie wpływają na wizerunek głowy państwa. Zdaniem polityka, doradcy wywierają wpływ na osobę prezydenta w celu zdyskredytowania AWPL-ZChR, która jest ważnym elementem obecnej koalicji.
„Nie będę komentował zdania prezydenta, nie chcę wywierać wpływu na jego decyzję, ale dla mnie jest czymś oczywistym, że prezydent otrzymuje nieprawdziwą informację. Prezydent jest manipulowany. Nie mogę uwierzyć, nie pozwala mi na to zdrowy rozsądek, że prezydent wiedział lub zezwolił na działania swego doradcy” – powiedział agencji ELTA lider koalicji.

W ten sposób Karbauskis skomentował fakt, że zanim przedsiębiorca Aleksandras Ribnikovas zwrócił się do mediów, to wcześniej miał rozmowę z jednym z doradców. Z informacji upublicznionych przez portal delfi.lt wynika, że tym doradcą był Darius Kuliešius. Nausėda potwierdził, że faktycznie, taka rozmowa między doradcą a biznesmenem się odbyła. Doradca poradził, by Ribnikovas zwrócił się do odpowiednich instytucji.
Karbauskis jest przekonany, że pomiędzy doradcami Gitanasa Nausėdy a zespołem Dalii Grybauskaitė istnieje diametralna różnica. Była prezydent, będąc osobą władczą, nie pozwalała swym ludziom na wypowiadanie własnego zdania. Głos doradcy był tożsamy z głosem prezydenta. „Natomiast ta ekipa jest trochę inna. Jest tam sporo osób: były minister, były wicemer, jeszcze ktoś. To są osoby raczej rozpoznawalne. Osobiście widzę i czuję, że nie do końca rozumieją, że są tylko doradcami i że muszą reprezentować stanowisko prezydenta” – wytłumaczył polityk.

Sprawa Narkiewicza

Prezydent Gitanas Nausėda oświadczył, że na razie nie będzie komentował sprawy, ponieważ dochodzenie prowadzi Służba Badań Specjalnych (STT) Fot. Marian Paluszkiewicz

Przypomnijmy w skrócie, na czym polega tzw. sprawa Narkiewicza. Przed dwoma tygodniami portal publicznego nadawcy LRT opublikował materiał dotyczący ministra łączności oddelegowanego przez AWPL-ZChR. Z dochodzenia dziennikarskiego wynika, że Jarosław Narkiewicz, będąc przed 12 laty wicedyrektorem administracji stołecznego samorządu, oraz jego żona, będąca przez kilka lat wicedyrektorką administracji samorządu rejonu trockiego, ustawiali przetargi publiczne na remont i renowację szkół i przedszkoli w ten sposób, że wygrywała je spółka Sodžiaus būstas. W rozmowie z dziennikarzami potwierdził to właściciel spółki Aleksandras Ribnikovas. Spółka przed kilkoma laty ogłosiła upadłość. W wyniku śledztwa dziennikarskiego ustalono, że firma budowlana wygrała przetargi na ponad milion euro, natomiast remont domu kosztował ponad 100 tys. euro. Ogółem, spółka Ribnikovasa wyremontowała 15 szkół i przedszkoli w Wilnie i rejonie trockim.
Narkiewicz od samego początku odrzucał zarzuty, twierdząc, że nie miał żadnych możliwości wpływania na przebieg przetargów. W minionym tygodniu poprzez swego adwokata przekazał portalowi informacyjnemu delfi.lt faktury, zgodnie z którymi opłacony został remont domu. Faktury wystawione były na sumę ponad 48 tys. euro. Narkiewicz w sprawie remontu domu zabrał głos podczas posiedzenia sejmowego w ubiegły czwartek.

„Nie kłamałem społeczeństwu. Odpowiadając na tezę, że jakoby kłamałem w sprawie swej znajomości z dyrektorem upadłej spółki, to chciałbym podkreślić – nigdy nie negowałem swej znajomości z Aleksandrasem Ribnikovasem. Zadając pytania, dziennikarz wspomniał tę osobę, odpowiedziałem, że znam ją, ale z niewiadomych przyczyn ta odpowiedź nie była udostępniona” – tłumaczył się przed opozycją minister.

W miniony poniedziałek portal LRT opublikował kolejny materiał dotyczący remontu domu. W artykule twierdzi się, że faktycznie faktury są, ale nie ma żadnych dowodów na to, że zostały opłacone i pieniądze trafiły do przedsiębiorcy. To samo potwierdził syndyk zarządzający majątkiem upadłej spółki Sodžiaus būstas oraz jeden z budowlańców pracujących przy remoncie domu ministra.
Prezydent Gitanas Nausėda oświadczył, że na razie nie będzie komentował sprawy, ponieważ dochodzenie prowadzi Służba Badań Specjalnych (STT), ale dodał, że jeśli oskarżenia potwierdzą się, to Narkiewicz będzie miał do czynienia nie tylko z odpowiedzialnością polityczną, ale również karną.

Konfliktu nie będzie

Dziekan Wydziału Nauk Politycznych i Dyplomacji Uniwersytetu Witolda Wielkiego, Šarūnas Liekis, sądzi, że sprawa Narkiewicza nie będzie miała większego wpływu na jesienne wybory sejmowe.
– Nic na to nie wskazuje. Moim zdaniem, ten skandal w dużym stopniu jest sztucznie rozdmuchany przez oponentów, media i opozycję. Nie chcę powiedzieć, że żadnego problemu nie ma, ale on jest nieproporcjonalny do medialnej sytuacji. To jest dosyć banalna sytuacja, że ktoś komuś jest dłużny pieniądze. Jednak w takich przypadkach ludzie idą do sądu, a nie do mediów – komentuje sprawę politolog w rozmowie z „Kurierem Wileńskim”.
Liekis nie widzi też podstaw do eskalacji konfliktu na linii koalicja rządząca – ośrodek prezydencki.

– Sądzę, że konflikt jest tymczasowy. Prezydent został wybrany głosami elektoratu centroprawicowego, konserwatyści go nie popierają. Prezydent musi mieć oparcie, dlatego na dłuższą skalę ten konflikt nie będzie się rozwijał. Oczywiście, to są różne ośrodki władzy i każdy z ośrodków ma własne interesy, ale oba podmioty potrzebują siebie nawzajem – zaznacza dziekan Uniwersytetu Witolda Wielkiego.