Wyprawa szlakiem Piłsudskiego i Petlury. Ku polsko-ukraińskiemu pojednaniu

217
Mimo licznych deklaracji z obu stron nadal są kwestie, które negatywnie rzutują na sprawy polsko-ukraińskie

W historii relacji polsko-ukraińskich jest wiele wydarzeń tragicznych. Były jednak momenty, kiedy Polacy i Ukraińcy razem przeciwstawiali się wspólnemu wrogowi. Paweł Bobołowicz i Dmytro Antoniuk postanowili samochodem pokonać szlak, którym w 1920 r. podążali żołnierze Józefa Piłsudskiego i Symona Petlury.

9 maja 1920 r. w Kijowie odbyła się wspólna polsko-ukraińska defilada. Po stu latach od tego wydarzenia dziennikarze, Paweł Bobołowicz z Radia Wnet oraz Dmytro Antoniuk z „Kuriera Galicyjskiego”, Polak i Ukrainiec, w mundurach Wojska Polskiego i Ukraińskiej Armii Ludowej przemaszerowali przez Kreszczatik.

– Pomysł na uczczenie 1920 r. narodził się dawno w mojej głowie. Miałem różne pomysły. Myślałem o statku wycieczkowym na Dnieprze, który warto byłoby wynająć i zmienić jego nazwę na „Piłsudski – Petlura 1920”, mogłoby na nim powstać centrum informacyjne. Byłyby tam prezentowane informacje dotyczące 1920 r. Niestety, te wszystkie pomysły utknęły w rzeczywistości finansowo-politycznej. Później narodził się pomysł uczczenia 1920 r. na poziomie państwowym. Wydawało się, że ulicami Kijowa mogłaby przejść parada nie wojska, tylko rekonstruktorów. Odbyłyby się imprezy przypominające wydarzenia z przełomu maja i czerwca 1920 r. oraz wyzwolenia Kijowa z rąk bolszewickich przez Polaków i Ukraińców. W tym czasie pojawiła się propozycja Dmytra Antoniuka, aby dołożyć do tego element społeczny. Mieliśmy pomysł wynajęcia tramwaju, który pokonałby trasę polskiego patrolu z Puszczy Wodicy do Kijowa, bo pierwsi żołnierzy właśnie w ten sposób dotarli na kijowski Kreszczatik – mówi „Kurierowi Wileńskiemu” Paweł Bobołowicz.

– Te wszystkie pomysły padły w obliczu epidemii. W pewnym momencie pogodziłem się nawet z myślą, że nic nie uda się zrobić. Jednak nasz wspólny wyjazd z Antoniukiem do Czarnobyla, w rocznicę katastrofy elektrowni atomowej, spowodował, że wróciliśmy do tematu – dzieli się wspomnieniami i planami Paweł Bobołowicz.

Nie wszyscy zostali upamiętnieni

Oddział Wojska Polskiego w Kijowie. Żołnierze odpoczywają pod pomnikiem Bohdana Chmielnickiego, maj 1920 r.

Dziennikarze postanowili pokonać szlak, którym podążali w 1920 r. polscy i ukraińscy żołnierze. Pokonali ponad 2 tys. km, a na tej drodze zapalali znicze na cmentarzach polskich i ukraińskich bohaterów.
– Myśleliśmy, że odbędą się obchody defilady i wyzwolenia Kijowa na Kreszczatiku 9 maja i że to będą obchody na poziomie państwowym. Niestety, przez pandemię – jeśli coś było planowane, a tego dokładnie nie wiemy – wszystko zostało odwołane. Zaproponowałem Pawłowi, abyśmy chociaż we dwójkę uczcili rocznicę na Kreszczatiku. Od razu pojawił się pomysł, by zrobić to w mundurach z epoki. Mundury musieliśmy odebrać od znajomego Pawła we Lwowie. Zgodziłem się i ruszyliśmy w trasę – wspomina w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” Dmytro Antoniuk.
Tak rozpoczęła się akcja „Rok 1920 – pamięć w czasach zarazy”, w ramach której odwiedzili kilkadziesiąt miejscowości.
– Upamiętnienia na naszym szlaku napotkaliśmy bardzo różne. Czasami to są stare tablice, które trzeba gdzieś tam odnaleźć pomiędzy drzewami i trawą. Niektóre są zniszczone i niełatwo je znaleźć, inne są nowymi upamiętnieniami stworzonymi przez państwo polskie i ówczesną Radę Ochrony Pamięci Walki i Męczeństwa – opowiada Bobołowicz. Jak sam twierdzi, te upamiętnia nie są wystarczające, nadal są miejsca, gdzie nie ma żadnej informacji o poległych żołnierzach wyprawy kijowskiej.

– Brakuje też tablic informacyjnych z opisami, co się wydarzyło w danym miejscu. Takie opisy są na pomnikach, ale przydałyby się tablice z informacją przy cmentarzu lub w centrum tych miejscowości. Nie chodzi zresztą tylko o upamiętnienie cmentarzy. Niektóre upamiętnienia wywołują pewne kontrowersje. Na przykład w Równym stoi olbrzymi pomnik Armii Budionnego, który walczył przeciwko Polakom i Ukraińcom w 1920 r. Mało tego, pomnik wskazuje na miejsce, gdzie kilkaset metrów dalej stoją białe krzyże bez nazwisk, a są to krzyże poległych polskich żołnierzy – ubolewa dziennikarz Radia Wnet.

Konflikt na Wschodzie

Antoniuk podkreśla, że reakcja mieszkańców wyprawę z zasady była pozytywna. – Miejscowi reagowali bardzo przychylnie. W niektórych miejscowościach spotykaliśmy się z księżmi katolickimi, którzy nas oprowadzali po grobach. W Barze na przykład spotkaliśmy się z burmistrzem miasta oraz panią Małgorzatą Miedwiediewą, która jest dyrektorem lokalnego Domu Polskiego. Oni właśnie opiekują się mogiłami Ukraińców i Polaków na miejscowym cmentarzu. Zresztą muszę powiedzieć, że wszędzie byliśmy przyjmowani przychylnie i bardzo miło – nie kryje ukraiński dziennikarz.
Obaj rozmówcy podkreślają, że poprzez swoją akcję chcieli uczcić także żołnierzy poległych ostatnio na wschodzie Ukrainy. Dla Bobołowicza podobieństwa między rokiem 1920 a 2014 są wyraźne.

– Nie mam żadnej wątpliwości, że to, co dzieje się teraz, to jest budzenie się świadomości ukraińskiej. Ukraińcy w dużym stopniu rozbudzili swoją świadomość państwową. Przeprowadziłem dziesiątki takich wywiadów, w którym moim rozmówcy przyznawali, że do 2014 r. nie mieli potrzeby identyfikacji z jakimkolwiek krajem. Pozostawali w pewnym obszarze kulturowym i do końca nie wiedzieli, czy są Rosjanami, czy Ukraińcami. Później wiele z tych osób broniło kraju z bronią w ręku… Zdarzają się też postawy Ukraińców, które zaskakują. I takie nie powinny się pojawić w społeczeństwie, które szósty rok walczy z rosyjską agresją – zaznacza uczestnik polsko-ukraińskiej akcji.

Dziennikarz „Kuriera Galicyjskiego” martwi się tym, że nie wszyscy mieszkańcy Ukrainy rozumieją powagę sytuacji. – Niestety, społeczność ukraińska jest mocno podzielona. Część po prostu nie widzi problemu w Donbasie, na wschodzie Ukrainy. Oni myślą, że trwa wojna domowa. Niestety, takich ludzi jest sporo. Właśnie dlatego mamy społeczeństwo podzielone także pod względem politycznym, co można było zobaczyć przy ostatnich wyborach w ubiegłym roku. Twierdzę, że większość osób głosujących na Zełenskiego myśli, że w Donbasie trwa wewnętrzny konflikt ukraiński, a nie wojna z Rosją. Z drugiej strony są osoby, które wiedzą, że mamy do czynienia z kolejnym atakiem Rosji na Ukrainę. Ci ludzie robią wszystko, aby wspierać naszych żołnierzy i wolontariuszy przebywających na wschodzie kraju – tłumaczy sytuację w jego rodzimym kraju Antoniuk.

Wiele dzieli, sporo łączy

Marszałek Józef Piłsudski wraz z oficerami i żołnierzami Wojska Polskiego podczas ceremonii dekoracji herbu Lwowa srebrnym krzyżem Virtuti Militari, 22 listopada 1920 r.

Mimo licznych deklaracji z obu stron nadal są kwestie, które negatywnie rzutują na sprawy polsko-ukraińskie.
– Niestety, nie nastąpiło pojednanie narodów. Właśnie dlatego postanowiliśmy przeprowadzić swoją akcję. Dla mnie ważne jest nie tyle samo upamiętnienie tamtych wydarzeń sprzed 100 lat, ile zwrócenie uwagi na nasze współczesne relacje. Jako Ukraińcowi zależy mi bardzo na dobrych stosunkach polsko-ukraińskich. Czuję się obywatelem Rzeczypospolitej wszystkich narodów – deklaruje Dmytro Antoniuk, zdaniem którego Polacy i Ukraińcy mogą nie tylko mieszkać obok siebie, lecz także wspólnie działać.
Paweł Bobołowicz jest przekonany, że interpretacje pewnych wydarzeń historycznych zawsze będą się różniły.

– Największy ciężar, który nas dziś uwiera, to zbrodnia dokonana przez ukraińskich nacjonalistów na Wołyniu. Trzeba jednak pamiętać, że to jest sprawa bardzo skomplikowana. Ma swoje przyczyny i skutki. Z perspektywy ukraińskiej są podnoszone inne elementy niż po stronie polskiej. My, Polacy, nie jesteśmy w stanie zaakceptować tego, że taką zbrodnię można w jakikolwiek sposób próbować tłumaczyć, ale musimy zdać sobie sprawę, że coś do niej doprowadziło. Będziemy musieli to przeanalizować – twierdzi polski dziennikarz.

Pomimo sporów historycznych oba kraje współpracują w wielu dziedzinach.
– Kiedy dużo się mówi o napiętych relacjach w kontekście pamięci historycznej, to zapomina się o tym, że mamy najlepsze relacje gospodarcze, militarne, energetyczne i polityczne w historii. Od 2014 r. Polska jednoznacznie opowiada się za jednością i integralnością terytorialną Ukrainy – wskazuje Paweł Bobołowicz.


Fot. archiwum


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 22(62) 30//05-05/06/2020