Wynik wyborów sejmowych nie wpłynie na relacje z Polską

Liderami najnowszego rankingu partyjnego pozostają konserwatyści i Chłopi

Liderami ostatniego sondażu wyborczego są trzy partie: konserwatyści, Związek Chłopów i Zielonych oraz socjaldemokraci. O czwarte i piąte miejsce walczą Partia Pracy i Ruch Liberałów. Od wyników październikowych wyborów będzie zależał kształt przyszłej koalicji, ale zdaniem ekspertów nie wpłynie to na relacje z Polską.

W dniach 5–13 czerwca spółka Vilmorus, na zlecenie dziennika „Lietuvos rytas”, przeprowadziła badania opinii publicznej. Z sondażu wyborczego wynika, że prym nadal wiodą konserwatyści. Aczkolwiek, porównując z marcem, ich popularność wśród mieszkańców kraju nieznacznie spadła. W marcu Związek Ojczyzny popierało 17 proc. wyborców, w czerwcu poparcie zmniejszyło się do 14,3 proc.

Girl in a jacket

Na drugim miejscu znalazł się Związek Chłopów i Zielonych, których w marcu popierało 12,4 proc. badanych, a obecnie poparcie jest na poziomie 13,4 proc.
– Sądzę, że Chłopi doganiają konserwatystów, ponieważ dosyć dobrze radzą sobie z kryzysem i pandemią. Poza tym, partiom lewicowym zawsze lepiej wykorzystać sytuację kryzysową na swoją korzyść, niż partiom prawicowym – dla „Kuriera Wileńskiego” komentuje wynik Andrzej Pukszto, kierownik Katedry Politologii na Uniwersytecie Witolda Wielkiego.

Socjaldemokraci i pozostali

Andrzej Pukszto sądzi, że notowania Chłopów rosną, ponieważ dobrze radzą sobie z kryzysem

Trzecią siłą w kraju pozostają od dłuższego czasu socjaldemokraci. W marcu partię popierało 8,3 proc. ankietowanych, teraz – 9,1 proc. Na miejscu czwartym uplasowała się Partia Pracy, którą w marcu popierało 5,1 proc. respondentów, a po dwóch miesiącach notowania spadły do 4,6 proc. Wzmocnił pozycję Ruch Liberałów, ale nadal jest pod pięcioprocentowym progiem wyborczym. O ile w pierwszym miesiącu wiosny popierało ich 3,1 proc. wyborców, to obecnie są popierani przez 4,3 proc.

Startowanie z listy liberałów zadeklarował obecny przewodniczący sejmu, Viktoras Pranckietis, który do parlamentu trafił z listy Chłopów. „Wybrałem jedną z opcji, chociaż propozycji miałem naprawdę dużo. Każda propozycja była zaszczytna. Jednak nie mogłem wszystkim powiedzieć: tak. Z racji tego, że programowe założenia Ruchu Liberałów są zbieżne z moimi poglądami, to dlatego ich wybrałem” – tłumaczył we wtorek polityk dziennikarzom.

Decyzja Pranckietisa została skrytykowana przez byłych kolegów z obozu rządzącego. Lider Chłopów, Ramūnas Karbauskis, zarzucił przewodniczącemu sejmu brak poglądów. „Jeśli człowiek będąc członkiem Związku Chłopów i Zielonych staje się członkiem Ruchu Liberałów, to oznacza, że nigdy nie miał »chłopskich poglądów«, a tylko udawał” – powiedział poseł. Natomiast premier Saulius Skvernelis skwitował zachowanie Pranckietisa słowami: „To jest nienormalne”.

Na dalszych miejscach rankingu znalazły się następujące partie: AWPL-ZChR (2,2 proc.), Socjaldemokratyczna Partia Pracy (2,1 proc.), Partia Wolności (2 proc.).

Vladasa Gaidysa, dyrektora Vilmorus, wynik sondażu nie zaskoczył. „Mnie się wydaje, że w ciągu tych dwóch miesięcy nie zaszły większe zmiany na scenie politycznej. Były dyskusje o maskach, kawiarniach, ale nie o programach partyjnych. O tym zapomniano” – wyjaśnił w rozmowie z portalem informacyjnym delfi.lt. Dodał, że o zmianie preferencji politycznych na razie trudno mówić. „Wynik Związku Ojczyzny trochę się skurczył, ale to nie jest jakaś nadzwyczajna tendencja. Notowania Związku Chłopów i Zielonych trochę wzrosły. Premier Saulius Skvernelis również polepszył wynik. Być może to jest ze sobą powiązane. W przypadku socjaldemokratów możemy mówić o pewnej tendencji wzrostowej” – zaznaczył dyrektor Vilmorus.

Relacje z Warszawą

Alvydas Nikžentaitis nie sądzi, aby wynik wyborów wpłynął na relacje z Warszawą

Na podstawie rankingów partyjnych trudno prognozować kształt przyszłej koalicji rządzącej, ponieważ na Litwie funkcjonuje mieszany system wyborczy. Połowę sejmu wybiera się z list partyjnych, a drugą połowę wyłaniają okręgi jednomandatowe. W tym drugim przypadku przynależność partyjna nie zawsze ma znaczenie.

Większość ekspertów skłania się do tego, że po wyborach kształtować władzę będą konserwatyści z liberałami oraz Partią Pracy albo Związek Chłopów i Zielonych wraz z socjaldemokratami. W obu przypadkach to nie powinno wpłynąć na bieżącą politykę zagraniczną Litwy. W tym również na stosunki pomiędzy Wilnem a Warszawą. Od kilku lat oba kraje, po kilkuletniej przerwie, zaliczają siebie do partnerów strategicznych.

– Sądzę, że wszystkie partie względem Polski mają takie same podejście. Nie sądzę, aby wybory w tej kwestii coś zmieniły i miały wpływ na relacje z Polską. Najwyżej, gdyby zwyciężył blok wyborczy Arvydasa Juozaitisa i Vytautasa Radžvilasa, to wówczas polityka Litwy mogłaby zmienić. Teraz nie ma wrogich względem Polski tendencji, ani wśród konserwatystów, ani wśród socjaldemokratów, ani wśród Chłopów. To zresztą dotyczy wszystkich rodzajów władzy na Litwie. Moim zdaniem, relacje mogą się zmienić, jeśli zmieni się z jakiegoś powodu polityka Polski względem Litwy – komentuje dla „Kuriera Wileńskiego” Alvydas Nikžentaitis, prezes Forum Dialogu i Współpracy im. Jerzego Giedroycia oraz dyrektor Instytutu Historii Litwy.

Podobne zdanie ma historyk į politolog Andrzej Pukszto.
– Nie sądzę, aby wynik wyborów jakoś wpłynął na relacje z Warszawą. Stosunki z Polską teraz są poza rozgrywkami politycznymi oraz koalicjami. W tej kwestii powstał pewien ponadpartyjny konsensus – zapewnia szef katedry na kowieńskiej uczelni.

I tura wyborów sejmowych odbędzie się 11 października.


Fot. Marian Paluszkiewicz