Odszedł skromny lider wielkich spraw

Mirosław Rowicki Fot. facebook

Przyjechał z Polski i został jednym z nich. Zmarły w ubiegłym tygodniu założyciel i wydawca „Kuriera Galicyjskiego” Mirosław Rowicki był człowiekiem wyjątkowym i wielkim orędownikiem dialogu oraz pojednania polsko-ukraińskiego.

Mirosław Rowicki cieszył się autorytetem wśród Polaków na Ukrainie, w środowiskach ukraińskich i w Polsce. Miał wyjątkowy dar zjednywania osób o odmiennych poglądach i nie odmawiał nikomu uwagi, nawet jeżeli z kimś się nie zgadzał. Z każdym rozmawiał, nie odtrącał nikogo. Czasem nawet niektórzy wykorzystywali jego dobroć” – napisał na łamach gazety jeden z redaktorów prowadzących Grupę Medialną „Kuriera Galicyjskiego”, Wojciech Jankowski, który podobnie jak Rowicki pochodzi z Warszawy.

Wyjątkowy i otwarty

Podobnego zdania są wszyscy rozmówcy „Kuriera Wileńskiego” wspominający Mirosława Rowickiego. – Redaktor Rowicki był wyjątkowym człowiekiem, zawsze otwartym i gotowym do współpracy. Sam zresztą, przy okazji spotkań we lwowskiej redakcji czy wizyt w fundacji, wielokrotnie dzielił się z nami nowymi pomysłami dotyczącymi zarówno projektów medialnych, jak i tych poświęconych polskiej historii i kulturze we Lwowie i na Ukrainie – mówi naszemu magazynowi Mikołaj Falkowski, prezes Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie”.
Warszawska fundacja od lat finansowo wspierała projekty Rowickiego. W ramach współpracy w roku 2019 wydano zbiór napisanych przez dziennikarzy „Kuriera Galicyjskiego” felietonów i reportaży ukazujących współczesną Ukrainę oraz dwa tomy „Niezwykłych historii” Szymona Kazimierskiego. Powstała też seria filmów dokumentalnych opowiadającym o Teatrze Ludowym we Lwowie, odrodzonym klubie sportowym Pogoń Lwów oraz życiu Polaków mieszkających w ukraińskiej miejscowości Strzelczyska.
Obecny konsul generalny RP na Litwie Marcin Zieniewicz poznał Mirosława Rowickiego podczas pracy we lwowskim konsulacie. – Trudno powiedzieć w kilku słowach, zwłaszcza w czasie przeszłym, o swoim przyjacielu… Na pewno to był człowiek wyjątkowy, który poprzez różne zawirowania życiowe miał bogatą i aktywną biografię. Chociaż tak naprawdę o sobie opowiadać nie lubił. Był człowiekiem bardzo skromnym. Jego aktywność zaczęła się jeszcze w czasach Solidarności. Wiem, że brał udział w wydawaniu prasy podziemnej. Więcej szczegółów, niestety, nie znam, bo nie lubił się chwalić i bardzo skąpo opowiadał o swoich doświadczeniach. Na pewnym etapie życiowym podjął taką decyzję, że zamknął swoje życie zawodowe w Polsce i przeniósł się na Ukrainę – dzieli się refleksjami z „Kurierem Wileńskim” Marcin Zieniewicz, którego zdaniem red. Rowicki „miał niesamowitą umiejętność łączenia ludzi oraz wypracowywania kompromisu i dialogu”.

Podczas wizyty we Lwowie ministra Michała Dworczyka z KPRM, grudzień 2019 r. Fot. facebook

Z Polski na Ukrainę

Mirosław Rowicki pochodził z Polski. W latach 1980–1981 był przewodniczącym Komisji Zakładowej „Solidarność” KBM „Warszawa – Zachód”, z której został oddelegowany na Zjazd Regionu Mazowsze. W stanie wojennym został zmuszony do odejścia z pracy, dlatego podjął działalność rzemieślniczą. Jednocześnie działał w podziemnych strukturach Solidarności.
W 2000 r. wyjechał na Ukrainę, początkowo jako przedsiębiorca. W 2003 r. w Stanisławowie założył pismo „Z Grodu Rewery”, kilka lat później zaczął wydawać dwutygodnik „Kurier Galicyjski”. Dziś, oprócz wydania papierowego, dzięki Rowickiemu działają portal internetowy, radio i telewizja internetowe oraz studio filmowe „Lwów”.
– Jego odpowiedzialność, poczucie misji i miłość do słowa pisanego zwyciężyły. Jest taka legenda – bo początkowo osiedlił się w okolicach Iwano-Frankiwska i Stanisławowa – że po mszy św. w Stanisławowie ktoś z miejscowych Polaków podszedł i powiedział: „Szkoda, że nie mamy tutaj własnej prasy”. Mirek opowiadał, że te słowa zapadły mu w pamięć. Długo nad tym myślał i doszedł do wniosku, że jeśli nie ma gazety, to dlaczego on nie mógłby się wziąć do wydawania gazety polskiej na Ukrainie. Poznałem go na początku „Kuriera Galicyjskiego”, kiedy jeszcze był dodatkiem do „Gazety Lwowskiej”. Z czasem „Kurier Galicyjski” rozwinął się w niezależną gazetę. Potem doszła działalność radiową i telewizyjną – wspomina Marcin Zieniewicz.
– Mirek tworzył bardzo ciekawe filmy dokumentalne. Nie tylko o znanych Polakach oraz ciekawych miejscach i wydarzeniach, lecz także o tematyce łączącej Polaków i Ukraińców. Był organizatorem wielu konferencji, na których nie było tematów tabu. Często to były bardzo burzliwe spotkania z szerokim spektrum mówców oraz gorącymi dyskusjami. Uważał, że to jest potrzebne. Był głosem rozsądku w kwestiach polsko-ukraińskich. Dawał możliwość wypowiedzenia się osobom mającym takie zdroworozsądkowe podejście do tematu – mówi naszemu magazynowi Zieniewicz, dodając, że Rowicki zrobił więcej dla dialogu między dwoma narodami niż niejedna instytucja.

Kolacja wigilijna w redakcji „Kuriera Galicyjskiego”, grudzień 2018 r. Fot. facebook

Wielki sukces mediów Rowickiego

Tomasz Lachowski, wykładowca z Uniwersytetu Łódzkiego oraz redaktor naczelny periodyku „Obserwator Międzynarodowy”, jest przekonany, że „Kurier Galicyjski” w ciągu kilkunastu lat stał się ważnym źródłem wiedzy eksperckiej o Ukrainie.
– Moim zdaniem to był wielki sukces Redaktora. Na pewno wynikało to z faktu, że był trochę z boku. Jednocześnie, to przyznają lokalni Polacy z Ukrainy, stał się jednym z nich – podkreśla Lachowski.
Mikołaj Falkowski sądzi, że Mirosław Rowicki może być wzorem do naśladowania nie tylko dla przedstawicieli prasy polskiej poza granicami państwa, lecz także w samej Polsce.
– „Kurier Galicyjski” od samego początku swojego istnienia mógł być i jest wyrazistym przykładem nie tylko dla innych polskich redakcji na Wschodzie, lecz także dla tych działających w Polsce. Mirosław Rowicki bardzo szybko reagował na zmiany zachodzące w pejzażu medialnym. Na cyfryzację mediów odpowiedział, powołując do życia portal internetowy. Kiedy jasne stało się, że współczesny odbiorca odczuwa potrzebę uzupełniania przekazu prasowego materiałami wideo i audio, redaktor naczelny „Kuriera Galicyjskiego” reagował natychmiast, starając się inwestować w nowe technologie i rozwijając swój zespół, celował w budowę radia i telewizji. To świadczyło o jego wielkiej wiedzy i wyczuciu aktualnych trendów na świecie – twierdzi prezes Falkowski.

Wbrew schematom

– Mirosław Rowicki szedł z duchem czasów, nie obawiał się nowości, widział w nich szansę na rozwój i możliwość świeżego spojrzenia na historie, wydawałoby się, już opowiedziane. Dlatego też lgnęło do niego młode pokolenie polskich dziennikarzy, kochali go i chcieli się od niego uczyć. To był prawdziwy dowód jego wielkiego doświadczenia, a nawet mądrości. Odszedł skromny lider wielkich spraw. Pozostawił po sobie mocniejsze polskie środowisko medialne na Ukrainie, ze sztandarowym pismem, na bazie którego jeszcze długo można się będzie uczyć, jak tworzyć profesjonalne medium i jak budować pomosty kulturowe pomiędzy historią i współczesnością, pomosty między narodami – w duchu dialogu i szacunku dla faktów historycznych odcedzonych od propagandy i przeinaczeń – nie ma wątpliwości rozmówca magazynu „Kuriera Wileńskiego”.
– Ta ostatnia myśl skłania do głębszej refleksji nad składem redakcji „Kuriera Galicyjskiego” i rodzącego się z tego potencjału tego wyjątkowego środowiska, którego siła brała się i na pewno nadal będzie się brała z faktu, że tworzą je, zgodnie współpracując, Polacy i Ukraińcy, współpracujący na rzecz promocji określonych wartości i wspólnego dorobku kulturowego i politycznego – zaznacza prezes Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie”.
Tomasz Lachowski jest podobnego zdania. – To wielka strata, odejście takiego człowieka jest wielką stratą. Redaktor Rowicki był niezwykle aktywny na polach współpracy polsko-ukraińskiej. Warto zauważyć, że chociaż „Kurier Galicyjski” był pismem Polaków, to praktycznie na jego łamach cały czas pojawiają się teksty Ukraińców. Ten dwugłos był słyszalny. „Kurier Galicyjski” nie był takim klasycznym przykładem, jak się czasem wydaje, prasy mniejszości, która zajmuje się tylko mniejszością. Redaktor cały czas zapraszał ukraińskich autorów. Tematyka ukraińska, tematyka państwa ukraińskiego, tocząca się wojna były cały czas widoczne na łamach gazety. „Kurier Galicyjski” wychodził poza klasyczny schemat gazety mniejszości narodowej – komentuje redaktor naczelny „Obserwatora Międzynarodowego”.
Za swoją działalność Mirosław Rowicki został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski oraz Orderem „Za Rozbudowę Ukrainy”. Nakład dwutygodnika „Kuriera Galicyjskiego” wynosi dziś 10 tys. egzemplarzy.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 29(82) 18-24/07/2020