Osoby niepełnosprawne chcą być aktywne zawodowo

131
W życiu osób z niepełnosprawnościami praca ma szczególne znaczenie

Osoby niepełnosprawne są jedną z grup wykluczonych społecznie, która wymaga dodatkowej uwagi i pomocy w różnych dziedzinach życia. Na Litwie mieszka 166 tys. osób niepełnosprawnych w wieku produkcyjnym, tylko 47 tys. z nich pracuje.

Tim van Wijk w 2018 r. założył na Śnipiszkach bliniarnię „Pirmas blynas”, która zatrudnia niepełnosprawnych. To jeden z pierwszych lokali, gdzie pracują wyłącznie ludzie z niepełnosprawnością.

– Po ukończeniu studiów pracowałem z osobami niepełnosprawnymi w Holandii. Przez cztery lata pracowałem w pewnej piekarni. Byłem tam koordynatorem pracowników niepełnosprawnych. Starałem się dowiedzieć, czego brakuje dla ich rozwoju i samodzielności. W ten sposób zainteresowałem się tą dziedziną pracy socjalnej. W Holandii poznałem swoją żonę, która pochodzi z Litwy. Od początku związku wiedzieliśmy, że chcielibyśmy mieszkać na Litwie. Chciałem nauczyć się języka, poznać kulturę litewską i rodzinę mojej żony. Trzy lata później zdecydowaliśmy, że jest na to właściwy czas. Rzuciliśmy pracę, opuściliśmy dom w Holandii i przyjechaliśmy tutaj. Po przyjeździe na Litwę pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, że nie ma tutaj niczego dla osób niepełnosprawnych. Nie widzisz ich na ulicy, w sklepie, w autobusie, oni oficjalnie nie istnieją. Siedzą sami, zamknięci w czterech ścianach. Zacząłem się zastanawiać, co mogę zrobić, żeby jakoś im pomóc. Pracowałem wtedy w Wilnie w call center z holenderskim i angielskim. To była straszna praca. Zrezygnowałem z niej w końcu i założyłem „Pirmas Blynas”, bliniarnię, w której pracują osoby niepełnosprawne – mówi „Kurierowi Wileńskiemu” szef restauracji.

Tim van Wijk urodził się w 1989 r. w Hadze, gdzie spędził większość swojego dotychczasowego życia. Studiował opiekę społeczną i usługi socjalne w De Haagse Hogeschool, czyli Haskiej Szkole Wyższej. W młodości pracował w firmie Middin, która pomaga niepełnosprawnym. Do 2016 r. mieszkał w Niderlandach.

– Dla mnie to nie tylko biznes, to także praca socjalna, którą doskonale znam i lubię. Gdy pracowałem w Holandii w piekarni z niepełnosprawnymi, widziałem, że oni mogą pracować, tylko powolniej. Widziałem też, ile szczęścia im daje ta praca, jak się zmieniają. Ludzie z niepełnosprawnością muszą żyć wśród nas, wśród ludzi zdrowych. Otworzyliśmy się właśnie z powodu ludzi niepełnosprawnych. To jest nasz cel. Nawet nie sprawdzamy, jakie formy niepełnosprawności mają nasi pracownicy. Pracują u nas osoby z zespołem Downa, z autyzmem i z innymi chorobami. Dla nas nie jest ważny rodzaj niepełnosprawności – twierdzi nasz rozmówca.

Tim van Wijk

Właściciel bliniarni twierdzi, że na Litwie osobom z niepełnosprawnościami trudno znaleźć pracę ze względu na różnorodne uprzedzenia pracodawców w stosunku do tej grupy społecznej. Wyliczają: niską produktywność, brak elastyczności, motywacji do pracy, chęci współpracy, brak kompetencji, długotrwałe bezrobocie.

– Oczywiście, pracując z ludźmi niepełnosprawnymi trzeba mieć o wiele więcej cierpliwości, trzeba ich rozumieć. W mojej restauracji pracują osoby z zespołem Downa, mające problemy ruchowe, intelektualne. Znam ich wszystkich. Wiem, kto zawsze bywa wesoły, kto nie lubi rozmawiać, a kto odwrotnie, potrzebuje rozmowy. W przeciwieństwie do wielu miejsc pracy nie zatrudniamy na podstawie posiadanych kompetencji, ale dostosowujemy się do posiadanych umiejętności. Pierwsi pracownicy nawet nie wyobrażali sobie, jakie stanowisko mogą tu zająć. Na pytanie, jaką pracę chcieliby wykonywać, większość wybrała sprzątanie, ponieważ każdy wie, jak sprzątać. Jednak po tygodniu praktyki, zdobywając nowe kompetencje, nagle znaleźli swoje miejsce w innych dziedzinach. Większość przekroczyła własne oczekiwania. Ich lśniące oczy i radość z możliwości urzeczywistnienia siebie, to mój największy sukces. Są oddanymi pracownikami i cenią swoje zajęcie, bo mogą być między ludźmi – podkreśla właściciel.
Ludzie, którzy nie akceptują pracowników niepełnosprawnych, to są raczej osoby ze starszego pokolenia. Są to osoby myślące w sposób konserwatywny, niewyobrażające sobie tego, że ktoś z zespołem Downa może normalnie pracować.

– Większość naszych klientów to kobiety w młodym wieku, poniżej czterdziestki. Młodzi ludzie są mniej uprzedzeni, więcej podróżowali. Starsi ludzie mają więcej uprzedzeń, może nie posiadają także pieniędzy. Do nas przychodzą ludzie z biur na Śnipiszkach, z samorządu wileńskiego. To są głównie młode kobiety – komentuje.

W życiu osób z niepełnosprawnościami praca ma szczególne znaczenie. Stanowi przede wszystkim źródło dochodu. Pozwala również na rozwój osobowości, samorealizację, integrację społeczną. Jest też szansą na podniesienie poczucia własnej wartości i zmianę sposobu postrzegania osób z niepełnosprawnością przez społeczeństwo.

Ludzie z niepełnosprawnością muszą żyć wśród nas, wśród ludzi zdrowych

– Dla mnie to pierwsza praca. Pracuję tutaj już dwa lata. Bardzo mi się podoba. Czuje się szczęśliwy, potrzebny. Niepełnosprawnym jestem od urodzenia. Mam zaburzenia czynności ruchowych, mam wady rąk, mowy. Gdy byłem dzieckiem, bardzo przez to cierpiałem. Koledzy wyśmiewali mnie. Bardzo chciałem pracować. Na początku zapraszano mnie na rozmowę, ale gdy mnie zobaczą, od razu mówią: dziękuję, zadzwonimy. Chcę żyć tak jak i wszyscy. Nie chcę być odizolowany. Dla mnie to wielka szansa, że mogę tutaj pracować. Szczerze mówiąc, przez te dwa lata nigdy nie słyszałem, żeby ktoś coś mówił na temat tego, jak wyglądam, jak pracuję. Klienci są bardzo mili – opowiada „Kurierowi Wileńskiemu” kelner restauracji „Pirmas blynas”.
Nasz rozmówca mimo swojej niepełnosprawności fizycznej jest osobą pogodną, towarzyską i wygadaną.
– Tak naprawdę, praca tutaj nie jest ciężka, daję radę. Czasami, gdy niosę na przykład zupę, niektórzy proponują swoją pomoc. Nie potrzebuję jej, ale wtedy tak przyjemnie robi się na duszy, że ktoś chce pomóc, że nie jest obojętny wobec mojego nieszczęścia. Ta praca to dla nas jak drugi dom. Jesteśmy tutaj jak rodzina. Dzięki tej pracy nie tylko materialnie lepiej się żyje, ale mam z kim porozmawiać, czuję się potrzebny. Nie wyobrażam sobie, jak teraz bym żył, gdybym tu nie trafił. Nasz „boss” to wspaniały człowiek. Nigdy na nas nie krzyczy, jest cierpliwy, zawsze wysłucha – podkreśla.


Fot. Marian Paluszkiewicz