Białorusini mają dosyć Łukaszenki

Oburzeni ludzie wyszli na ulice całego kraju w ramach sprzeciwu dla wyniku wyborów prezydenckich Fot. EPA-ELTA

Białorusini wyszli na ulice w proteście przeciwko domniemanym fałszerstwom wyborczym. Według wstępnych wyników niedzielnych wyborów prezydenckich na Białorusi – urzędujący prezydent, Aleksander Łukaszenka, otrzymał 80,2 proc. głosów, a jego główna rywalka, Swiatłana Cichanouska – 9,9 proc.

– Demonstracje protestacyjne i starcia z milicją na Białorusi wybuchły od razu po ogłoszeniu wyników oficjalnego badania exit poll, według którego w niedzielnych wyborach prezydenckich zwyciężył obecny szef państwa, Aleksander Łukaszenka. Oburzeni ludzie wyszli na ulice całego kraju w ramach sprzeciwu dla wyniku wyborów prezydenckich. Władza starała się rozpędzić protestujących siłą. Milicja i siły specjalne OMON użyły przeciwko Białorusinom armatek wodnych, broni na gumowe kule oraz granatów hukowych. W Mińsku protestujących podzielono na trzy grupy, następnie te grupy oddalono od siebie. W ten sposób tłumiono protestujących w grupach. Mieszkańcy Mińska zaczęli budować nawet prowizoryczne barykady. Nigdy wcześniej nie używano też tak brutalnych środków wobec demonstrantów. Demonstracje mniej więcej trwały do czwartej nad ranem (białoruskiego czasu – przyp. aut.) – komentuje dla „Kuriera Wileńskiego” Paweł Swerdłow, redaktor naczelny radia „Euroradio” z Mińska.
W nocy po wyborach zatrzymano w całym kraju około 3 tys. osób za udział w zgromadzeniach masowych, odbywających się bez zezwolenia; w tym około 1 000 w Mińsku i ponad 2 tys. w innych miastach. W trakcie zgromadzeń poszkodowanych zostało 39 milicjantów i ponad 50 osób cywilnych. Według informacji obrońców praw człowieka, jedna osoba zginęła po tym, jak w tłum ludzi wjechał pojazd sił milicyjnych. Przyczyną śmierci była rana głowy. Trzy osoby doznały poważnych obrażeń.

Girl in a jacket
Urzędujący prezydent Aleksander Łukaszenko otrzymał 80,2 proc. głosów Fot. EPA-ELTA

– Na ulice wyszli tak zwani zwolennicy Swiatłany Cichanouskiej, ale tak naprawdę to raczej nie zwolennicy Cichanouskiej, ale przeciwnicy Aleksandra Łukaszenki, którzy pragną zmian. Głosy oddane za Swiatłanę Cichanouską to są głosy oddane nie za nią, ale przeciwko Łukaszence. Na jej miejscu mógłby być ktoś inny. Dzisiaj ulice Mińska wyglądają, jakby nic się nie działo. Po brutalnej pacyfikacji protestów nie ma śladu. O tym, że coś się dzieje, świadczy tylko brak internetu, który wyłączono wczoraj po południu. Zablokowano wszystkie komunikatory internetowe i sieci społecznościowe – opowiadał nam w poniedziałek Swerdłow.

Z różnych stron miasta szły marsze. Uczestnicy skandowali: „Łukaszenka, odejdź”, „Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”, „Wierzymy, możemy, zwyciężymy”, „Łukaszenka, wyjdź do nas”. Kierowcy trąbili na znak poparcia dla protestujących, w autach ludzie wywieszali zakazane biało-czerwono-białe flagi.

– Obecnie jest spokojnie. Nie ma żadnych zamieszek, ale internet nadal nie działa. Swiatłana Cichanouska i jej sztab nie uznają wyników głosowania. Trudno powiedzieć, co będzie dalej – mówi Paweł Swerdłow.

Mieszkający na Litwie obywatele Białorusi także bardzo aktywnie brali udział w wyborach. W niedzielę od samego rana do późnego wieczora przed ambasadą Białorusi w Wilnie utworzyła się ogromna kolejka.
– Na Litwie pracuję. Rodzina jest na Białorusi. Oni głosują tam, a ja tutaj. Wreszcie musi być jakiś koniec dyktatury Łukaszenki. Swój głos oddam na Swiatłanę Cichanouską. Szczerze mówiąc, nie wiem prawie nic o niej, ale niech będzie ktoś inny prezydentem, byle nie Łukaszenka. Ludzie są zmęczeni. Głosowanie trwa bardzo długo. W kolejce stoję już ponad godzinę, ale nie poddam się, jeśli trzeba to i zanocuję tutaj – zapewnia Sasza z Grodna.

Szefowa Komisji Unii Europejskiej, Ursula von der Leyen, wezwała władze Białorusi do dokładnego zliczenia i opublikowania głosów. „W Europie nie ma miejsca na prześladowanie i brutalne represje wobec pokojowych demonstrantów. Podstawowe prawa na Białorusi muszą być szanowane. Wzywam władze Białorusi do zapewnienia dokładnego zliczenia i opublikowania głosów po wczorajszych wyborach” – napisała w poniedziałek Von der Leyen na Twitterze.

Urzędujący prezydent Aleksander Łukaszenko otrzymał 80,2 proc. głosów Fot. EPA-ELTA

To reakcja szefowej KE na starcia demonstrantów z siłami bezpieczeństwa, do których doszło w Mińsku po zakończeniu niedzielnych wyborów.
Niezależni obserwatorzy twierdzą, że w czasie wyborów dochodziło do licznych nieprawidłowości, a frekwencja w lokalach wyborczych była zawyżana. Żadnych nieprawidłowości w przebiegu wyborów nie odnotowali natomiast obserwatorzy poradzieckiej Wspólnoty Niepodległych Państw.
W związku z niedzielnymi wyborami prezydenckimi na Białorusi, prezydent Polski Andrzej Duda i prezydent Litwy Gitanas Nausėda wydali wspólne oświadczenie.
„Jako sąsiedzi Białorusi apelujemy do władz białoruskich o pełne uznanie i przestrzeganie podstawowych standardów demokratycznych. Wzywamy do powstrzymania się od przemocy i do respektowania podstawowych wolności, praw człowieka i obywatela, w tym praw mniejszości narodowych i wolności słowa. Wierzymy, że dialog stanowi zawsze najlepszą metodę zapewnienia rozwoju społecznego oraz dyskusji na temat reform i działań politycznych. Traktujemy suwerenność i niezależność Białorusi z najwyższym poważaniem i mamy nadzieję, że zaistnieją warunki do pogłębienia współpracy ze społeczeństwem oraz instytucjami państwowymi Białorusi. Jesteśmy przekonani, że bliższa współpraca z Unią Europejską leży w interesie Białorusi. Chcemy, aby drzwi dla tej współpracy pozostały otwarte i pozostajemy w gotowości do dalszego wspierania Białorusi na drodze do pogłębiania relacji ze zjednoczoną europejską rodziną” – napisano we wspólnym oświadczeniu prezydentów Polski i Litwy.