Szymczyk: Potrzebujemy więcej samodzielności na najniższych szczeblach samorządów

559
Gdybyśmy mieli większe możliwości na najniższym szczeblu samorządowym, życie mieszkańców poprawiałoby się szybciej – mówi Szymczyk

„Ludzie doskonale rozumieją, że muszą się zaangażować, by coś się zmieniło na lepsze. Oczywiście, zawsze znajdzie się ktoś, kto czeka, aż wszystko będzie podane, ale to już nie są czasy sowieckie, ta mentalność. Na pewno, gdybyśmy mieli większe możliwości na najniższym szczeblu samorządowym, życie mieszkańców poprawiałoby się szybciej” – mówi Dariusz Szymczyk, seniūnaitis w części Nowej Wilejki.

Dariusz Szymczyk prowadzi kilka własnych firm w dziedzinie elektroniki. Praca zawodowa nie jest jednak jedynym obszarem jego działalności. Od marca, jako seniūnaitis, czyli przedstawiciel mieszkańców części dzielnicy (mieszczącej się w pobliżu ul. Linksmoji), stara się zadbać o potrzeby lokalnej społeczności.

– Mieszkam w Nowej Wilejce, w tym roku podjąłem decyzję, że chcę się bardziej zaangażować na rzecz naszego środowiska. Mamy niemało problemów, bo nasza dzielnica jest bardzo duża, a dla miasta nigdy nie była priorytetem – mówi „Kurierowi Wileńskiemu”.

Jak opowiada, pierwszym, co zrobił po wyborze na seniūnaitisa, było objechanie całego terenu i wynotowanie wszystkich potrzeb.
– Obejrzałem dokładnie wszystko, rozmawiałem z mieszkańcami, wynotowałem ok. 100 punktów, które wymagają interwencji – zauważa.

Część dzielnicy, którą reprezentuje obejmuje bloki z lat 90. i nieco nowsze domy jednorodzinne.

Obecnie priorytetem jest przedłużenie ul. Linksmoji

– Zwłaszcza tam, gdzie są domy jednorodzinne, widać duże braki. Są miejsca, gdzie nie ma asfaltu, chodników czy oświetlenia, a ludzie mieszkają tam 10 czy 20 lat – opowiada o problemach mieszkańców.

Jak zauważa, część spraw udało się już uporządkować. Naprawiono niektóre chodniki, zrobione zostały podjazdy dla niepełnosprawnych. Obecnie priorytetem jest przedłużenie ul. Linksmoji tak, by łączyła się z ul. Pergales.

– To nowa droga, dobrze zbudowana, szeroka, ale brakuje ok. 200 m. asfaltu i zupełnie nie rozwiązuje naszych problemów. Żeby przejechać w stronę Kolonii Wileńskiej czy Grygajć, musimy poruszać się bardzo wąskimi ulicami, niemal jeździmy po podwórkach – zauważa rozmówca.

Ta część Nowej Wilejki ma również problemy dobrze znane w całym Wilnie.
– Brakuje parkingów, w tej sprawie kontaktowaliśmy się z samorządem. Brakuje też miejsca do odpoczynku, spaceru. Też chcielibyśmy to rozwiązać – wylicza bolączki.

Jak opowiada, tuż przy ul. Linksmoji, na zaniedbanym terenie, rosną drzewa.
– Chcemy zwrócić się z prośbą do Krajowej Służby ds. Gruntów, byśmy w tym miejscu mogli stworzyć park. To mogłoby być bardzo dobre miejsce, wystarczy je uporządkować i zamiast dzikiego parku, będziemy mieli, gdzie wyjść na spacer, odpocząć wśród zieleni – wyjaśnia.

Kolejną, pilną potrzebą jest remont infrastruktury sportowej na terenie tej części dzielnicy. Co prawda, boiska są, ale ich stan, bardziej niż do uprawiania sportu, zachęca do dalszych dewastacji.
– W tej chwili nie da się korzystać ani z boiska do piłki nożnej, ani do koszykówki. Jako przedstawiciel naszej społeczności chciałbym robić jakieś zawody, turnieje, moglibyśmy zbierać dzieci, ale na to wszystko potrzeba środków – komentuje.

Drobne prace remontowe wykonują pracownicy zatrudnieni przez samorząd, większe Spółka Grinda, która wygrała przetarg na ich wykonanie. Jak zauważa rozmówca „Kuriera Wileńskiego”, w tym przypadku również nie brakuje trudności.

Pilną potrzebą jest remont infrastruktury sportowej na terenie tej części dzielnicy

– Nie zawsze łatwo doprosić się o interwencję w konkretnych, zgłaszanych przez nas spawach. Z jedną prośbą dzwonię już około półtora miesiąca i ciągle słyszę, że będzie to zrobione później. Z jednej strony to zrozumiałe, że musimy czekać na swoją kolej, ale z drugiej, np. boisko do koszykówki było nam najbardziej potrzebne na wakacje. Jeśli będzie w grudniu, też dobrze, ale dzieci nie miały miejsca do gry tego lata. Po prostu, straciliśmy ten czas – podkreśla.

Jak zauważa, mieszkańcy nie czekają biernie, chcą się angażować na rzecz swojego otoczenia.
– Na mojej ulicy oświetlenie zostało założone z naszych środków. Ja zrobiłem projekt, wszyscy się dołożyli do prac. Nie brakuje też chętnych, gdy trzeba coś zrobić społecznie. Na sprzątanie naszych osiedli, także brzegów Wilenki, które organizujemy, przychodzi ok. 50, nawet 100 osób. To niemało, widać, że ludziom zależy na ich miejscu zamieszkania – przekonuje.

Na całe starostwo Nowej Wilejki przeznaczone w tym roku jest 30 tys. euro. Jeśli podzielimy to na 11 części, bo tylu jest seniūnaitisów, widać, że mamy bardzo skromne środki. Nawet, jeśli widzimy bardzo pilne potrzeby, nie możemy reagować szybko, musimy prosić samorząd Miasta Wilna, ale, niestety – nasze potrzeby często przegrywają z tymi, które zgłaszają reprezentacyjne dzielnice stolicy – relacjonuje.

Chcemy zwrócić się z prośbą do Krajowej Służby ds. Gruntów, byśmy w tym miejscu mogli stworzyć park – mówi Szymczyk

Jak zauważa, jest to problem wynikający z niedociągnięć instytucji samorządowych na Litwie.
– Gdybyśmy na tym najniższym szczeblu mieli możliwości, budżety, życie mieszkańców poprawiałoby się dużo szybciej – przekonuje.

Choć za 1 500 czy 2 000 euro rocznie nie da się dużo zrobić, nie oznacza to jednak, że seniūnaitis musi być bezsilny.
– Piszę prośby do samorządu czy innych instytucji, ale też organizujemy się sami. Obecnie jest taki program samorządowy, w którym finansowane jest 50 proc. kosztów nowej drogi, a 50 proc. mają zapłacić mieszkańcy. U nas ludzie rozumieją, że jeśli chcą poprawić swoje warunki życia, muszą coś dołożyć. Oczywiście, zdarzają się jednostki, które odmawiają udziału w takich projektach, ale większość chce się angażować. Chyba w tej chwili warto byłoby bardziej w tę samorządowość inwestować – podkreśla Szymczyk.


Fot. Marian Paluszkiewicz