Polski 1 września w Wilnie: Co mogliśmy, to zrobiliśmy

557
Podstawowy problem, zdaniem dyrektora, polega na tym, że w trakcie zdalnego nauczania nauczyciele w zasadzie wykonują podwójną pracę

Tegoroczny 1 września z pewnością odbiegał od standardów, do jakich byliśmy przyzwyczajeni od lat. Apele zostały skrócone. Rodzice teoretycznie mogli towarzyszyć tylko pierwszakom, aczkolwiek niektóre szkoły robiły wyjątek. Zapytani dyrektorzy szkół polskich na Litwie są przekonani, że nowy rok szkolny nie będzie należał do łatwych, ale placówki są generalnie przygotowane do drugiej fali koronawirusa.

W Gimnazjum im. Władysława Syrokomli apel rozpoczął się od odegrania hymnów. Wcześniej uczniowie i pedagodzy placówki złożyli kwiaty na grobie swego patrona, który jest pochowany na wileńskiej Rossie. „Ten rozpoczynający się rok szkolny jest pełen wyzwań, z którymi dotąd nie mieliśmy do czynienia, ale wszyscy wspólnie musimy im stawić czoła. 1 września, to piękne święto nauki i wiedzy, na tym stadionie przebiegało zawsze inaczej. Było tu gwarnie, hucznie, bo ponad tysiąc osób zbierało się tutaj” – zwróciła się do zebranych Helena Marcinkiewicz, dyrektorka gimnazjum. Do tej wileńskiej placówki w tym roku będzie uczęszczać grubo ponad 700 uczniów, w tym 56 pierwszaków.

Jest marchewka, nie ma kija

Dyrektor Gimnazjum Jana Pawła II Adam Błaszkiewicz poinformował, że jego szkoła dostosowała się do wszystkich rekomendacji i zaleceń Ministerstwa Oświaty i Ministerstwa Zdrowia.

– Co mogliśmy, to zrobiliśmy. Do gimnazjum uczęszcza 400 uczniów, więc mamy znacznie łatwiej niż szkoły, gdzie ich liczba jest znacznie większa. Mamy wolne pomieszczenia i teoretycznie możemy kontrolować ruch uczniów, tak aby uczniowie jak najmniej mieli kontakt ze sobą. Nakazałem noszenie maseczek podczas przerwy, w stołówce też mamy oddzielne sektory, obowiązuje też zakaz opuszczania gmachu w trakcie zajęć. Inne szkoły mają znacznie gorzej – powiedział „Kurierowi Wileńskimu” Błaszkiewicz. 1 września uroczysty apel odbył się tu dla wszystkich uczniów jednocześnie.

Kadra pedagogiczna wileńskiego gimnazjum przeszła szkolenia, aby lepiej przygotować się do zdalnego nauczania. Szkoła zakupiła też nowy sprzęt komputerowy, w niedalekiej przyszłości w tej materii ma pomóc resort oświaty, aby pomóc uczniom i nauczycielom w lepszym przygotowaniu do ewentualnej kwarantanny. Dyrektor placówki jest jednak przekonany, że zdalne nauczanie ma negatywny wpływ na proces nauczania.
– Mamy marchewkę, a nie mamy kija. Nauczyciel przy zdalnym nauczaniu nie ma praktycznie żadnego wpływu na proces nauczania. Nauka to nie jest łatwo, wesoło i przyjemnie. Nauka to ciężki proces – wytłumaczył Błaszkiewicz.

Bardziej optymistycznie na nowy rok szkolny patrzy Walery Jagliński, dyrektor Gimnazjum im. Szymona Konarskiego w Wilnie

Podwójna praca

Bardziej optymistycznie na nowy rok szkolny patrzy Walery Jagliński, dyrektor Gimnazjum im. Szymona Konarskiego w Wilnie. W ramach prewencji antykoronawirusowej apel dla najmłodszych odbył się o godz. 9, natomiast dla klas starszych o 11:30. Musiano też zrezygnować z wieloletniej tradycji odprowadzania pierwszaków do swych klas przez maturzystów.
– Niestety, dzisiaj nie mamy takiej możliwości. Na apelu byli przedstawiciele maturzystów, ale po prostu powiedzieli tylko kilka symbolicznych zdań. Natomiast plecaki czekały na pierwszaków w klasach – oświadczył w rozmowie z naszym dziennikiem Jagliński.
Pandemia skorygowała też tryb nauczania. – O ile klasy 1-8 będą uczyć się stacjonarnie, to starsze klasy gimnazjalne jeden tydzień będą uczyły się w szkole, a drugi zdalnie. W ten sposób chcemy zwiększyć liczbę wolnych pomieszczeń – podkreślił dyrektor, dodając, że w razie potrzeby cała szkoła może przejść na zdalne nauczanie. Jego zdaniem, w ubiegłym roku proces przebiegał bez większych problemów, dlatego w tym roku, mając odpowiednie doświadczenie, powinno być lżej.
– Zawsze patrzę pozytywnie w przyszłość. Oczywiście generalnie byłoby lepiej, gdyby nie było takiej sytuacji. Niestety, nie mamy na to żadnego wpływu – powiedział Walery Jagliński. Podstawowy problem, zdaniem dyrektora, polega na tym, że w trakcie zdalnego nauczania nauczyciele w zasadzie wykonują podwójną pracę. Szkoła rozpatruje różne warianty, aby zrekompensować swym pracownikom stracony czas.

Tegoroczny 1 września z pewnością odbiegał od standardów, do jakich byliśmy przyzwyczajeni od lat

Bez tradycyjnego apelu

Nowy rok szkolny rozpoczyna też szkoła początkowa z polskim językiem nauczania na Antokolu. Dyrektorka placówki Aneta Gracjana Łapcun poinformowała, że również musiała dostosować szkołę do nowych okoliczności. Szkoła 1 września nie miała jednego wspólnego apelu dla wszystkich klas. – Tradycyjny apel nie jest obecnie możliwy. Dlatego jeden był dla zerówki, drugi dla pierwszaków, trzeci dla klasy rosyjskiej – wyjaśniła dyrektorka placówki.
Na razie w nowej szkole trwa remont, ale uczniowie i nauczyciele będą mogli korzystać bez problemu z drugiego piętra. Pozostałe pomieszczenia muszą zostać oddane do użytku w następnym roku. Szkoła może zmieścić ok. 150 uczniów. Gmach posiada 10 sal lekcyjnych.
Przed kilkoma tygodniami minister oświaty Algirdas Monkevičius poinformował opinię publiczną, że każdego tygodnia resort będzie konsultował się z ekspertami z Narodowego Centrum Zdrowia Publicznego. W oparciu o opinie ekspertów na bieżąco będzie korygowany tryb nauczania w poszczególnych szkołach i samorządach.


Fot. Marian Paluszkiewicz