Kurczaki jesienią się liczą

952

Zgodnie z zatwierdzonym przez Radę Samorządu m. Wilna planem rekrutacji na rok szkolny 2020/2021 do ogólnokształcących szkół podległych Samorządowi m. Wilna ma być przyjętych 6511 pierwszaków, czyli praktycznie tyle samo, ile w poprzednim roku szkolnym. Z tego do klas pierwszych z litewskim językiem nauczania zaplanowano przyjęcie 4964 dzieci, do klas rosyjskich – 935, do polskich – 540, do białoruskich – 24 dzieci. 48 pierwszoklasistów będzie się uczyło w dwujęzycznym hebrajsko-litewskim gimnazjum.

Według spisu powszechnego z 2011 r. w Wilnie mieszkało 63,2 proc. Litwinów, 16,5 proc. Polaków, 12 proc. Rosjan. Samorząd przewiduje, że 1 września 2020 r. do 208 pierwszych klas litewskich przyjdzie 76,2 proc. ogółu pierwszoklasistów, do 39 pierwszych klas rosyjskich – 14 proc., do 24 pierwszych klas polskich – 8,2 proc. pierwszoklasistów stolicy. Zgodnie z planem w roku szkolnym 2020/2021 w stołecznych szkołach samorządowych naukę będzie pobierało ogółem 69 150 uczniów, w tym 54 130 (78,2 proc.) w języku litewskim, 9153 (13,2 proc.) w języku rosyjskim, 5097 (7,3 proc.) w języku polskim.

Dziwna statystyka

Powyższa statystyka rodzi wiele pytań. Odsetek uczniów w szkołach z litewskim językiem nauczania – 78,2 proc. uczniów przy 63,2 proc. Litwinów mieszkających w stolicy – świadczy o tym, że do tych szkół swoje pociechy posyła część wilnian innych narodowości, w tym Polacy. Ale czym można wytłumaczyć to, że w stolicy jest prawie dwa razy więcej uczniów w szkołach z rosyjskim językiem nauczania aniżeli dzieci pobierających naukę w języku polskim? Przecież zgodnie ze statystyką odsetek Rosjan wśród mieszkańców stolicy jest o ponad 4 proc. niższy w porównaniu z Polakami.
Oczywiste, że aktualna statystyka składu narodowościowego mieszkańców Wilna i całego kraju prawdopodobnie różni się od przytoczonej wyżej z 2011 r., bowiem dopiero w 2022 r. mają być opublikowane dane powszechnego spisu ludności i mieszkań, który będzie zrealizowany w sposób automatyczny 1 stycznia 2021 r. Ale trudno byłoby przypuszczać, że w stolicy tak drastycznie zmienił się odsetek Polaków. Tym bardziej że część Rosjan i Polaków posyła dzieci do szkół litewskich.
Można przypuszczać, że część polskich dzieci, jak za czasów sowieckich, nadal zasila szkoły rosyjskie, czyli się rusyfikuje. Mimo że Polska od lat aktywnie wspiera polskie placówki edukacyjne na Litwie – od ich remontów czy nawet budowy nowych placówek, poprzez wsparcie w ramach akcji „Bon pierwszaka”, stworzenie możliwości wyjazdu na kolonie letnie oraz na studia do Macierzy, wreszcie po otwarcie filii Uniwersytetu w Białymstoku w Wilnie – niemniej powracającym co roku wyzwaniem jest zachęcenie kolejnych roczników pierwszoklasistów do zapisania się na zajęcia w polskich szkołach. Szkoły rosyjskie nic z tego nie mają, a jednak kontyngent uczniów posiadają. Co więc zachęca Polaków, aby posyłać dziecko do rosyjskiej szkoły?

Co przyniesie wrzesień?

Plan rekrutacji na nadchodzący rok szkolny do ogólnokształcących szkół samorządowych został zatwierdzony przez radnych stolicy 15 kwietnia 2020 r. Oparty jest on na prognozach oraz propozycjach placówek oświatowych stolicy. Samorząd zatwierdził określoną liczbę klas oraz uczniów, w tym pierwszoklasistów, w każdej szkole. Zgodnie z równocześnie zatwierdzonym harmonogramem rekrutacji uczniów wniosek o przyjęciu do szkoły w e-systemie w większości przypadków należało złożyć w terminie od 1 do 31 maja br. W pierwszej dekadzie czerwca otrzymane wnioski zostały rozpatrzone, zatem na stronach internetowych szkół pojawiły się informacje o zapraszanych do podjęcia nauki w tej szkole kandydatach, zaś rodzice (opiekunowie) mieli obowiązek pisemnie potwierdzić fakt oddania dziecka na naukę do konkretnej szkoły. W ciągu całego czerwca, jeżeli w szkole pozostawały zaplanowane bądź niepotwierdzone wolne miejsca, e-system jeszcze kilkakrotnie przydzielał kandydatów do nauki. Zgodnie z harmonogramem szkolne komisje rekrutacyjne w lipcu posiedzeń nie miały, zbiorą się dopiero w sierpniu, a ostateczne listy uczniów w szkołach mają być zamknięte 25–26 sierpnia.

Jak się odbywa rekrutacja do szkół polskich?

Niestety, odpowiedzi na to pytanie nie znajdziemy na stronie Macierzy Szkolnej, która po odfajkowaniu za pieniądze polskiego podatnika wspólnie z niektórymi lokalnymi mediami akcji „Wybierz polską szkołę” (polegającej na podaniu w biurokratycznym stylu pod koniec roku szkolnego do wiadomości publicznej kilku informacji oraz danych kontaktowych polskich placówek oświatowych na Litwie) przez całe lato milczy, tłumacząc się zarówno „sezonem urlopowym”, jak i twierdząc, że „z racji pandemii pokrzyżowane zostały plany dotyczące organizacji konferencji z udziałem wszystkich zainteresowanych dalszym, pomyślnym rozwojem edukacji dzieci i młodzieży w języku polskim”.
Nie ma o tym mowy również na reanimowanym po rocznej chyba śpiączce portalu ZPL, natomiast strona internetowa AWPL-ZChR dosłownie pęka od „sukcesów” polskiej partii oraz agitacji przedwyborczej. Nie podaje się żadnej informacji na portalach naszych polskich samorządów. Wyglądałoby na to, że nikt rekrutacją się nie interesuje i nie przejmuje. Pozostają więc strony internetowe placówek oświatowych.
Warto odnotować, że witryny internetowe wielu polskich szkół, nie tylko stołecznych, są robione naprawdę pomysłowo. Znajdziemy tam wszelkie aktualne informacje, w tym dotyczące nie tylko zakończenia roku szkolnego czy balu maturzystów, lecz także przebiegu egzaminów, ich wyników oraz, oczywiście, rekrutacji uczniów na nowy rok szkolny. Cieszy, że niektóre polskie placówki oświatowe już na początku czerwca zapewniły sobie planowany narybek.
Dla przykładu wileńskie Gimnazjum im. Szymona Konarskiego do planowanych dwóch pierwszych klas (na 48 uczniów) przyjęło już 57 osób oraz zaprosiło dodatkowo jeszcze dwóch kandydatów. Gimnazjum im. Władysława Syrokomli do planowanych trzech pierwszych klas (na 72 uczniów) na początku czerwca miało już zapewnionych 53 kandydatów.
Niestety, nie wszystkim placówkom oświatowym tak dobrze się powiodło na początku lata, aby zapewnić podstawowy komplet pierwszaków na nowy rok szkolny. Liceum im. Adama Mickiewicza na zaplanowane 24 miejsca do jedynej pierwszej klasy doczekało się zaledwie 13 kandydatów. Nie cieszyło się na początku czerwca większym zainteresowaniem wśród Polaków wyrzucone z historycznych Piasków na Antokolu przez włodarzy stolicy, za przyzwoleniem polskiej partii, Inżynieryjne Gimnazjum im. Joachima Lelewela, gdzie do pierwszej klasy polskiej zgłosiło się zaledwie 14 kandydatów z planowanych 24 uczniów. Tymczasem przyszła pierwsza klasa rosyjska tej placówki już ma zapewniony zaplanowany 24-osobowy komplet pierwszaków. W pionie rosyjskim w gimnazjum w nowym roku szkolnym będzie się uczyło 421 uczniów, w polskim zaś – 337.
Nie podaje informacji o przyszłych pierwszoklasistach nowo utworzona polsko-rosyjska Szkoła Początkowa na Antokolu, w której zgodnie z planem mają powstać dwie pierwsze 24-osobowe klasy – polska oraz rosyjska. À propos, dla porównania, podobne litewskie Inżynieryjne Gimnazjum Uniwersytetu Technicznego im. Gedymina już 15 maja miało zapewniony komplet wszystkich czterech zaplanowanych pierwszych klas o ogólnej liczbie 94 pierwszoklasistów oraz dodatkowo 15 chętnych kandydatów.
Na początku czerwca niewielu chętnych do pierwszych klas polskich doczekały się podstawowe polsko-rosyjskie szkoły – na Lipówce, w Lazdynai oraz w Kolonii Wileńskiej. Wnioski rekrutacyjne jeszcze napływają od niezdecydowanych rodziców bądź opiekunów. Ostateczne listy kandydatów na pierwszaków zostaną zamknięte pod koniec sierpnia. Dopiero na początku września dowiemy się, ile polskich dzieci rozpocznie naukę w języku ojczystym w roku szkolnym 2020/2021.

Nowy rok szkolny to nowe wyzwania

Wkrótce uczniowie będą musieli wrócić do lekcji. Mają one odbywać się w szkole, ale tego jeszcze nikt nie jest pewny. To covid-19 ostatecznie zadecyduje o tym, jak będzie wyglądała nauka.
W związku z pandemią od 30 marca na Litwie zostało wprowadzone zdalne nauczanie, które de facto w większości placówek oświatowych trwało do końca roku szkolnego. Na wstępie resort oświaty przeprowadził sondaż wśród szkół dotyczący ich przygotowania do zdalnego nauczania, w wyniku którego okazało się, że dla 7,8 proc. placówek byłoby to wielkie wyzwanie, a 92 proc. szkół już miało do czynienia ze zdalnym nauczaniem, konsultowało uczniów, stosując nauczanie za pośrednictwem dzienników elektronicznych.
Jednak już pierwszego dnia zdalnego nauczania ujawniło się, że ani szkoły, ani dzieci i ich rodzice nie byli przygotowani do tego. Uwidoczniły się dwa podstawowe problemy: brak komputerów u uczniów oraz u części nauczycieli, a także brak dostępu do internetu. Dodatkowo stwierdzono pewne braki w przygotowaniu nauczycieli. Ponieważ na Litwie co dziesiąty uczeń jest z rodziny wspieranej socjalnie, rząd stworzył możliwość zakupu 15 tys. tabletów oraz 20 tys. laptopów dla dzieci z takich rodzin, przeznaczając na ten cel 9,2 mln euro. Zakupiony przez Narodową Agencję Oświaty na zlecenie Ministerstwa Oświaty, Nauki i Sportu sprzęt komputerowy zasadniczo trafił do szkół dopiero w połowie kwietnia, czyli przez pół miesiąca co dziesiąty uczeń republiki nie miał dostępu do edukacji.
Okazało się także, że w kraju jest ok. 18 tys. dzieci z rodzin wielodzietnych, w których do nauki zdalnej uczniowie najczęściej wykorzystywali jedynie smartfon. Niestety, jakże opiekuńczy obecny rząd nie znalazł (a może nie szukał?) środków finansowych na pomoc takim rodzinom. A więc dzieci z rodzin dysfunkcyjnych, biednych, a nawet wielodzietnych znów dostały lekcję od życia – lepszym zawsze będzie lepiej, a one zawsze będą miały pod górkę.

Godna pochwały solidarność

Podczas kwarantanny nauczyciele często byli pozostawieni sami sobie. Gdyby nie ich oddanie, kreatywność oraz portfele (ponieważ na własny koszt nierzadko musieli kupić sobie do pracy nowego laptopa), wątpliwe, czy system zdalnego nauczania w ogóle by to wytrzymał.
Zanim struktury rządowe rozwiązały problem brakującego sprzętu komputerowego, w stolicy, dzięki oddolnej społecznej inicjatywie „Mokykla namuose” (Szkoła w domu), liczni przedsiębiorcy oraz podmioty gospodarcze przekazywały sprzęt szkołom. Na przykład bank SEB podarował 50 komputerów stacjonarnych, a spółka Bayer przekazała 100 laptopów, które już w pierwszych dniach zdalnego nauczania dotarły do potrzebujących uczniów. Również liczni mieszkańcy stolicy przekazali samorządowi ponad sto sztuk różnych urządzeń: monitorów, laptopów, tabletów, które zostały dostarczone przede wszystkim do najbardziej potrzebujących – dzieci otrzymujących bezpłatne posiłki, rodzin wielodzietnych, a także dzieci niepełnosprawnych.
W rejonie wileńskim po ogłoszeniu kwarantanny szefowie placówek oświatowych przepytali uczniów, ile mają telefonów komórkowych, komputerów, jaka jest jakość używanego przez nich internetu i ile brakuje sprzętu komputerowego. W wyniku tego Samorząd Rejonu Wileńskiego zwrócił się do Ministerstwa Oświaty, Nauki i Sportu z prośbą o zakup potrzebnego sprzętu, który został dostarczony rejonowi w połowie kwietnia.

Na polskie organizacje trudno liczyć

Tymczasem podczas pandemii część dzieci straciła dostęp do edukacji. Po złagodzeniu warunków kwarantanny pod koniec maja minister oświaty, nauki i sportu Algirdas Monkevičius na konferencji prasowej przyznał, że część uczniów nie miała odpowiednich warunków do nauki zdalnej – nie posiadała sprzętu czy odpowiedniego połączenia, nie zapewniono im odpowiedniego wsparcia dorosłych itp.
Niestety, nie wiemy, ile polskich dzieci na Litwie było w podobnej sytuacji. Nie usłyszeliśmy komunikatów o jakiejkolwiek pomocy polskim dzieciom w tym trudnym czasie ze strony głównych polskich organizacji oraz ich przywódców. Lider AWPL-ZChR Waldemar Tomaszewski po ogłoszeniu kwarantanny przerwał cykl swoich spotkań z wyborcami, wezwał ludność Wileńszczyzny do przestrzegania wszelkich zaleceń instytucji państwowych i samorządowych, apelował również o solidarność wspólnotową i rodzinną. Nawołał do „zachowania spokoju i wiary, że Opatrzność na pewno ochroni lud Boży”.
Tymczasem będący od dłuższego czasu w stanie letargu Zarząd Główny Związku Polaków na Litwie dosłownie w ostatniej chwili odezwał się do rodaków i powiadomił ich o tym, że w związku z pandemią w tym roku świąteczna parada, uroczysty pochód z okazji Dnia Polonii i Polaków za Granicą, nie odbędzie się, oraz zaapelował, by Polacy masowo wywieszali w tym dniu polską flagę.
Mimo że kierowane przez Tomaszewskiego organizacje: AWPL-ZChR oraz Wileński Oddział Rejonowy ZPL, dysponują znacznymi środkami finansowymi – co roku zgarniają znaczne kwoty z odpisów podatkowych Polaków Wileńszczyzny; w 2019 r. otrzymały odpowiednio 102 676 euro oraz 154 033 euro – to jednak nie pokusiły się, by kupić jednego laptopa dla potrzebującego ucznia. Warto odnotować, że polska partia oprócz tego w pierwszym półroczu otrzymała z budżetu państwa dotację na sumę 156 tys. euro. Posiadane środki finansowe niewątpliwie zostaną wykorzystane na wybory, w tym na ulotki nawołujące do tego, by rodzice oraz dziadkowie uczniów polskich szkół oddali głosy na partyjną listę.
Całe szczęście, że również w tym roku uczniowie klas pierwszych polskich szkół w ramach akcji „Bon pierwszaka”, finansowanej przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów RP za pośrednictwem Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie”, otrzymają na początku roku szkolnego wsparcie w postaci wyprawek szkolnych z kompleksowym wyposażeniem oraz jednorazowe stypendia finansowe w wysokości 400 zł. Tak więc tegoroczni pierwszacy polskich szkół rok szkolny rozpoczną prawdopodobnie z własnymi laptopami. A co z resztą uczniów? Czy wszyscy będą mieli niezbędny sprzęt do zdalnej nauki?


Zbigniew Balcewicz
Autor był sygnatariuszem Aktu Przywrócenia Państwa Litewskiego 11 marca 1990 r.


Fot. Marian Paluszkiewicz


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 35(100) 29/08-04/09/2020