Ojciec strategicznego partnerstwa

Jerzy Giedroyc: „Zachowanie niepodległości Litwy, Ukrainy, Słowacji i Białorusi ma dla Polski znaczenie strategiczne” FOT. JERZY RUCIŃSKI/PAP

Litewska polityka zagraniczna, zwłaszcza jeśli chodzi o relacje z krajami byłego ZSRS, jest tak naprawdę odzwierciedleniem stanowiska i idei Jerzego Giedroycia.

Nawet 20 lat po śmierci (kolejna rocznica przypadała 14 września) Jerzy Giedroyc wywołuje skrajne emocje: od zachwytu do potępienia. Jedno jest pewne, ten człowiek miał przeogromny wpływ na polską politykę wschodnią. Polska przez ostatnie 30 lat wspierała demokratyczne aspiracje swoich wschodnich sąsiadów, tym samym realizując słynną doktrynę ULB, która stanowi, że bez wolnych i demokratycznych Ukrainy, Litwy i Białorusi nie jest możliwa wolna i demokratyczna Polska.

Doktryna ULB

Pośrednio tę doktrynę stosuje również Litwa. –Trudno mówić o bezpośrednich wpływach Giedroycia na litewską politykę zagraniczną. Nie wiem, czy któryś z polityków uważa się za spadkobiercę myśli Giedroycia. Jednak pośrednio nasze działania na linii wschodniej polityki zagranicznej tak naprawdę odzwierciedlają jego poglądy – mówi „Kurierowi Wileńskiemu” dziennikarz i antropolog kultury Virginijus Savukynas.

– Giedroyc twierdził, że nie może być wolnej i demokratycznej Polski bez wolnych i demokratycznych Ukrainy, Białorusi i Litwy. Kiedy mówimy o kadencji Valdasa Adamkusa, to jego zaangażowanie się w pomoc Ukrainie, aby weszła na drogę demokracji, jest w pełni w duchu Giedroycia. Teraz, w związku z sytuacją na Białorusi, jego idee też są aktualne. Polska i Litwa są zainteresowane wolną i demokratyczną Białorusią, dlatego obecna pomoc dla społeczeństwa białoruskiego ze strony Litwy jest w pewnym sensie realizacją jego postulatów – uważa Savukynas.

Podobnego zdania jest Antanas Valionis, według którego to właśnie nikt inny, tylko Giedroyć jest twórcą strategicznego partnerstwa między Litwą a Polską. – Tak naprawdę w czasach transformacji, w czasach Sąjūdisu pojawiały się różne koncepcje dotyczące stosunków z Polską. Jedna koncepcja mówiła, że po konflikcie o Wilno i polskim ultimatum z 1938 r. ułożyć dobrosąsiedzkie relacje będzie trudno. Sądzę, że przełom nastąpił dzięki Giedroyciowi. Trzeba pamiętać, że w 1997 r. Vytautas Landsbergis w polskim Sejmie powiedział o budowie strategicznego partnerstwa. To partnerstwo pozostało do dzisiaj. Sądzę, że dzięki niemu Litwie udało dosyć szybko wejść do NATO – mówi „Kurierowi Wileńskiemu” Antanas Valionis, były minister spraw zagranicznych RL i były ambasador Litwy w Warszawie.
Valionisowi nie udało się osobiście poznać redaktora naczelnego paryskiej „Kultury”. Giedroyc jednak z własnej inicjatywy zdobył adres litewskiej placówki dyplomatycznej w Polsce i bezpłatnie wysyłał numery swego pisma. Dyplomata zaznacza, że była to bardzo ważna lektura, jeśli chodzi o kształtowanie jego poglądów na relacje w regionie i w ogóle na politykę zagraniczną.

Przyjazna Polska

Obaj rozmówcy „Kuriera Wileńskiego” podkreślają, że idee Giedroycia były przełomowe dla litewskiej klasy politycznej. – Sądzę, że bardzo ważne było stanowisko Giedroycia na początku lat 90., kiedy Litwa stała się niepodległym krajem. Jego poglądy, generalnie bardzo przechylne Litwie, pomogły naszym politykom zrozumieć, że Polska może być przyjaznym krajem. Bo były różne dyskusje, czy uda się z Polską ułożyć normalne relacje – nie kryje Savukynas.
Valionis dodaje, że redaktor paryskiej „Kultury” był bardzo przyjaźnie nastawiony do Litwy.

– Sądzę, że wpływ Jerzego Giedroycia na Litwę był ogromny. Zresztą on sam to odczuwał, bo na przykład nie przyjął nagrody z rąk prezydenta Polski, a z rąk naszego prezydenta, Algirdasa Brazauskasa, przyjął. Po 1989 r. Giedroyć zaczął być znany na Litwie jako wielki polski patriota pochodzenia litewskiego – zaznacza litewski dyplomata.

Protesty na Białorusi obudziły nadzieje, że ten kraj może nareszcie dołączyć do firmowanej przez Giedroycia doktryny ULB. Valionis w tej kwestii jest umiarkowanym optymistą. – To jest proces długoterminowy. Warto podkreślić, że w odróżnieniu od protestów na Ukrainie na Białorusi nie zobaczymy flag Unii Europejskiej. Są tylko historyczne flagi biało-czerwono-białe. Opozycja na każdym kroku podkreśla, że nie jest antyrosyjska. Sądzę, że to prawda. Dla nich teraz najważniejsze jest, aby Łukaszenka dłużej nie rządził. W jakim kierunku będzie podążała Białoruś, to zobaczymy po zwycięstwie opozycji. Na pewno to nie jest kwestia kilku miesięcy, tylko lat – przewiduje były szef MSZ Litwy.

Idee Giedroycia

Polski wydawca, publicysta i polityk Jerzy Giedroyc urodził się w Mińsku w 1906 r. Studiował prawo i historię na Uniwersytecie Warszawskim. W okresie międzywojennym był związany z obozem sanacyjnym. Po II wojnie światowej, dzięki zaangażowaniu w struktury armii gen. Andersa, znalazł się w Rzymie, gdzie w 1946 r. zaczął wydawać pismo „Kultura”. Już rok później przeniósł redakcję do Paryża.
Od samego początku na łamach miesięcznika był poruszany problem Wilna oraz byłych Kresów. Jeszcze w dalekim 1949 r. środowisko „Kultury” zadeklarowało, że Wilno i Lwów już nigdy nie będą należały do Polski, co było szokiem dla ówczesnej polskiej emigracji.
„Jestem realistą. Moje postulaty są wynikiem zimnej analizy. Najbardziej pasjonuje mnie polska polityka wschodnia i normalizacja stosunków z naszymi wschodnimi sąsiadami. To się pomału spełnia. A przecież, kiedy stawiałem te kwestie, wszyscy uważali, że to utopia. Tymczasem wystarczyło chłodno prześledzić sytuację Związku Sowieckiego, by dojść do wniosku, że jest to imperium, które musi się rozpaść ze względu na wielonarodowość właśnie. (…) Jasne było też, że tego rodzaju polityka wymaga ofiar i ustępstw, dlatego swego czasu wysunęliśmy postulat, by Polacy raz na zawsze zrezygnowali z roszczeń do Wilna i Lwowa. To była ciężka decyzja, bo wiemy, jaką rolę odgrywały te miasta w życiu Polski. Jednak był to niezbędny warunek normalizacji stosunków z Litwą i Ukrainą. Trzeba było zdać sobie sprawę, że sentymenty nie są najważniejsze” – mówił w jednym z wywiadów redaktor naczelny „Kultury”.
W kolejnym dodawał: „Zachowanie niepodległości Litwy, Ukrainy, Słowacji i Białorusi ma dla Polski znaczenie strategiczne. Gdyby wszystkie te kraje znalazły się z powrotem w orbicie wpływów rosyjskich, Polska byłaby ponownie uchwycona w kleszcze ze wschodu, południa i północy”.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 38(109) 19-25/09/2020