Nie żyje ks. Józef Hańczyc. Kapłan zmarł w wyniku COVID-19

Ks. Józef Hańczyc łączył w sobie ogromną odwagę, umiłowanie Boga i patriotyzm, a przy tym – był bardzo skromny

Pojawiające się w mediach informacje o ofiarach koronawirusa najczęściej mówią o zmarłych w kontekście danych statystycznych. Tym razem śmierć z powodu pandemii dotknęła redakcję „Kuriera Wileńskiego”, jak również inne środowiska związane z Polakami na Wschodzie w sposób bardzo osobisty.

13 października z powodu COVID-19 zmarł ksiądz kanonik Józef Hańczyc, żarliwy Patriota Polski i Białorusi, proboszcz parafii Świętej Rodziny w Lidzie, długoletni przyjaciel „Kuriera Wileńskiego”.
Śp. ks. kanonik Józef Hańczyc walczył z przebiegającą w ciężkiej formie chorobą COVID-19, przez kilka ostatnich dni oddychał z pomocą respiratora.
„Mieszkający w Lidzie Polacy, wierni lidzkiej parafii Świętej Rodziny zapamiętają śp. ks. kanonika Józefa Hańczyca jako dobrego Pasterza, całego siebie oddającego służbie Bogu, potrafiącego ukoić troski i smutki swoich parafian i wskazać właściwą drogę w pokonywaniu trudności codziennego życia, ale przede wszystkim – wskazać drogę do Boga” – informuje portal znadniemna.pl.

– Śmierć ks. Hańczyca dotknęła mnie bardzo osobiście. W obliczu tego tragicznego wydarzenia mogę powiedzieć jedynie, że cieszę się, że miałem okazję go poznać. Był wielkim człowiekiem, nie tylko jako duchowny, ale również polski patriota. Bez wątpienia jego stratę odczują głęboko nie tylko mieszkańcy Lidy, którym poświęcił wiele lat swojej posługi, ale każdy, kto miał okazję go spotkać – mówi Mikołaj Falkowski, prezes Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie”.
Ksiądz Józef Hańczyc urodził się 3 lipca 1960 roku w Grodnie. W 1995 roku ukończył Wyższe Seminarium Duchowne w Grodnie. Święcenia kapłańskie przyjął 17 czerwca 1995 roku w katedrze grodzieńskiej z rąk bp. Aleksandra Kaszkiewicza. W latach 1995-1996 był wikariuszem w Oszmianie. 10 lipca 1996 r. został proboszczem w parafii św. Rodziny w Lidzie. Tworzenie parafii, położonej w nowej części miasta, rozpoczął od zera, budując najpierw kaplicę, następnie kościół. W lipcu 2010 r. odbyło się poświęcenie nowej świątyni. W 2003 roku ks. Hańczyc ukończył studia z teologii małżeństwa na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego, a w 2007 roku – katechetyczno-pastoralne studia podyplomowe na KUL-u.
Ks. Hańczyc był też przyjacielem „Kuriera Wileńskiego”.
– Poznałem ks. Hańczyca na jednym z pierwszych zjazdów polonijnych, w jakich uczestniczyłem. Był wspaniałym człowiekiem – łączył w sobie ogromną odwagę, umiłowanie Boga i patriotyzm, a przy tym – był bardzo skromny. Nie szukał rozgłosu, całkowicie koncentrował się na posłudze. Za jego przykładem szli młodzi, jeden z księży pochodzący z jego rodzinnej parafii opowiadał mi, że to przykład ks. Hańczyca skłonił go do wyboru kapłaństwa. To wielka strata dla wszystkich Polaków na Wschodzie, bo był kapłanem, który bardzo głęboko rozumiał sens polskiej tożsamości narodowej na Białorusi czy Litwie – mówi Zygmunt Klonowski, wydawca „Kuriera Wileńskiego”.

Podczas pobytu w Wilnie ks. Hańczyc odwiedzał z chęcią redakcję dziennika. W czasie jednej z takich wizyt, jaką odbył wspólnie z prof. dr. hab. Piotrem Juliuszem Jaroszyńskim, ksiądz opowiedział o kresowych podróżach: „Profesor powiedział mi, że jego rodzina pochodzi z Nalibockiej Puszczy. Zaproponowałem, żeby przyjechał w gościnę i już kolejny raz towarzyszę mu, kiedy profesor ma czas tutaj przyjechać — na dzisiejszą Białoruś — czyli tu, na Kresy. W sposób szczególny, kiedy objeżdżamy te wszystkie zaścianki, wioski, krewnych i znajomych zwróciłem uwagę na to, co jest najważniejsze. Wszystko, co posiadamy, to jest dar od Boga. Być mężczyzną to dar Boga, być kobietą to też dar Boga. Być Polakiem, Litwinem, Białorusinem – to też dar Boga. Żeby zachować polskość, jak tam Polacy ją zachowali, potrzebna jest modlitwa”.


Fot. znadniemna.pl