Liberalno-konserwatywny skręt powyborczy Litwy

Główną siłą wiodącą w nowej koalicji będą konserwatyści
| Fot. Dainius Labutis/ELTA

Za kilka tygodni Litwa będzie miała nowy rząd i nową koalicję rządzącą. Konserwatyści i liberałowie rozpoczęli negocjacje, natomiast Chłopi usuwają się do opozycji. Z wyniku niedzielnych wyborów umiarkowanie cieszą się przedsiębiorcy, a związki zawodowe są zaniepokojone.

Po dwóch turach wyborów sejmowych sytuacja wygląda następująco. Największymi beneficjantami wyborów parlamentarnych 2020 roku są konserwatyści, których frakcja będzie liczyła 50 posłów. Na drugim miejscu znalazł się Związek Chłopów i Zielonych z 32 mandatami na koncie. Na miejscu trzecim uplasowały się dwa ugrupowania polityczne – socjaldemokraci Gintautasa Paluckasa oraz Ruch Liberałów. Obie partie mają po 13 posłów. Partia Wolności zdobyła 11 miejsc w parlamencie, a Partia Pracy – 10. Trzech posłów ma Socjaldemokratyczna Partia Pracy. AWPL-ZChR w tej kadencji nie będzie miała własnej frakcji, a tylko trzech posłów. W I turze mandaty udało się zdobyć w okręgach jednomandatowych Beacie Pietkiewicz i Czesławowi Olszewskiemu. W II turze miejsce w sejmie udało się wywalczyć Ritie Tamašunienė, która w okręgu niemenczyńskim pokonała kandydata konserwatystów, Justasa Džiugelisa. Po jednym pośle będą miały Litewska Partia Zielonych oraz Partia „Wolność i Sprawiedliwość”.

Girl in a jacket

Rządy kobiet

Konserwatyści oraz dwie partie liberalne zapowiedziały, że rozpoczynają negocjacje. W przypadku pomyślnych rozmów na czele rządu stanie Ingrida Šimonytė. Zważywszy na to, że na czele pozostałych partii stoją kobiety, Aušrinė Armonaitė oraz Viktorija Čmilytė-Nielsen, to już teraz mówi się o „rządach kobiet” przez najbliższe cztery lata. Ruch Liberałów na samym wstępie oświadczył, że stanowisko przewodniczącego sejmu ma należeć do ich partii. Poza tym liczą na trzy ministerstwa. Ramūnas Karbauskis oświadczył ze swej strony, że jego partia przechodzi do opozycji. „Pokażemy, jak ma wyglądać konstruktywna opozycja” – dodał polityk.

Lider konserwatystów, Gabrielius Landsbergis, oświadczył dziennikarzom, że ma nadzieję, iż rozmowy z partnerami będą przebiegały sprawnie, szybko i bez zakłóceń. Šimonytė tuż po ogłoszeniu ostatecznych wyników powiedziała, że koalicji uda się stworzyć rząd, który zostanie zaaprobowany przez ośrodek prezydencki. „Jestem gotowa do wysłuchania różnych zdań, w tym również prezydenta republiki. Wydaje mi się jednak, że proces kształtowania rządu spoczywa przede wszystkim na tym, kto zgłasza kandydatów. (…) Mam nadzieję, że uda się zgłosić takich kandydatów, którzy nie wywołają większych zastrzeżeń po stronie prezydenta” – powiedziała LRT kandydatka na premiera. Zadowolenie z wyników wyborczych nie kryła była prezydent, Dalia Grybauskaitė, której zdaniem mieszkańcy Litwy „głosowali za przyszłością”.

Populizm i drobne skandale

Andrzej Pukszto
|Fot. Marian Paluszkiewicz

Politolog Andrzej Pukszto z Uniwersytetu Witolda Wielkiego sądzi, że przyczyn przegranej Chłopów jest kilka.
– Wynik oznacza, że wyborca pokazał czerwoną kartę rządowi Skvernelisa i wahadło polityczne odwróciło się w przeciwnym kierunku. O ile dotychczas mieliśmy faktycznie koalicję centrolewicową, to teraz wahadło zatrzymało się na centroprawicy. Sądzę, że obecną koalicję zgubiły większe i mniejsze skandale. Chociażby takie, jak asfaltowanie drogi przy domu premiera czy wyjazd ministra Jarosława Narkiewicza do Abu Dhabi jesienią ubiegłego roku – podkreśla politolog w rozmowie z naszym dziennikiem.

Andrzej Pukszto sądzi, że rządy Chłopów i ich partnerów politycznych pokazały nieudolność klasy politycznej. Jego zdaniem już poprzedni rząd i była koalicja próbowali „jechać” na mało przemyślanych reformach o charakterze populistycznym – próbowano powołać bank państwowy, apteki państwowe lub wprowadzać kolejne ograniczenia na sprzedaż alkoholu.

– Te propozycje miały charakter populistyczny i generalnie, żadnej nie udało się zrealizować. Większe sukcesy mieli tylko w przypadku różnego rodzaju wypłat socjalnych – zaznacza politolog.

Pukszto nie wyklucza, że relacje polsko-litewskie mogą ulec zmianie. Przedstawiciele partii liberalnych w koalicji mogą krytykować stronę polską chociażby za wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji.

– Myślę, że zgrzyty będą w kontekście relacji na linii Polska-Litwa-Unia Europejska. Dotychczas premier Skvernelis i prezydent Nauseda zawsze próbowali wspierać stronę polską w ich konfliktach z instytucjami unijnymi. Teraz nie jestem pewien, czy Litwa będzie takim wiernym obrońcą Polski na forum unijnym – komentuje dla „Kuriera Wileńskiego” Andrzej Pukszto.

Ramūnas Karbauskis
|Fot. Marian Paluszkiewicz

Prezes Konfederacji Przemysłowców Litwy, Vidmantas Janulevičius, oświadczył, że wynik wyborczy wskazuje na to, iż mieszkańcy Litwy chcą innego kraju niż dotychczas. „Wyborcy pokazali, że chcą trochę innego państwa i że dojrzeliśmy do innego państwa, gdzie najważniejsze nie są surowe nakazy, sankcje i decyzje bez wyjaśnień, ale szacunek do człowieka, jego wolności i zasad wolnego rynku. Jest czymś oczywistym, że stajemy się demokratycznym państwem zachodnim. Wybraliśmy trzy kobiety, to pokazuje, że jesteśmy dojrzali politycznie” – powiedział Janulevičius agencji informacyjnej ELTA. Dodał, że to nie będą łatwe rządy, ponieważ nastąpią w czasie, kiedy „za oknem” szaleje druga fala koronawirusa.

Mniej zadowolenia jest po stronie związków zawodowych. Przewodnicząca Litewskiej Konfederacji Związków Zawodowych, Inga Ruginienė, ma nadzieję, że nowa władza swe decyzje będzie konsultowała z nimi. „Nasze oczekiwania są następujące – aby nowy rząd słuchał głosu narodu, partnerów socjalnych oraz tylko po negocjacjach przyjmował decyzje. Tego zawsze brakowało Litwie i jeśli konserwatyści chcą być większością sejmową nie tylko przez jedną kadencję, to muszą wsłuchać się w głosy dotyczące tworzenia długoterminowych perspektyw i strategii” – podkreśliła Ruginienė, która najbardziej obawia się, że nowa koalicja może zliberalizować Kodeks Pracy.