Zdalne nauczanie powraca

Rząd podjął decyzję, że po feriach jesiennych, które rozpoczną się 26 października, zdalnie będą uczyć się uczniowie klas 5–11 |Fot.April Bryant/Pixabay

Zdalnego nauczania nikt nie chce. Ani rodzice, ani nauczyciele, ani uczniowie, ani resort oświaty. Wszyscy wskazują, że powoduje ono wiele trudności, obniża również poziom przyswojonej wiedzy. A jednak – lekcje na odległość muszą powrócić. Na razie rząd podjął decyzję, że po feriach jesiennych, które rozpoczną się 26 października, zdalnie będą uczyć się uczniowie klas 5–11. Co będzie dalej, zależy od rozprzestrzeniania się pandemii.

– Teraz wprowadzenie zdalnego nauczania nie jest tak wielkim problemem, jak było to wiosną. Wówczas, rzeczywiście, nauczyciele stanęli przed wielkim wyzwaniem. Brakowało szkoleń, gotowych rozwiązań, właściwie każdy z nas musiał szukać sposobów zdalnej nauki na własną rękę. Teraz jesteśmy o wiele lepiej przygotowani, nie znaczy to jednak, że zdalna nauka będzie łatwa – mówi Krystyna Masalska, nauczycielka historii w Gimnazum im. św. Rafała Kalinowskiego w Niemieżu.

Girl in a jacket

Poszczególne szkoły szukały ogólnych rozwiązań, zapewniano potrzebny sprzęt uczniom i nauczycielom, którzy nie mieli go w domu. Nie zwalniało to jednak nauczycieli z poszukiwań dróg dotarcia do uczniów i właściwych narzędzi. Spontaniczną odpowiedzią na trudną sytuację stało się stworzenie na Facebooku przez Annę Pawiłowicz-Janczys, pedagog i stałą współpracowniczkę „Kuriera Wileńskiego”, grupy „Polska Szkołą Wirtualna na Litwie”.

– Rzeczywiście, na początku ta wymiana informacji była bardzo dynamiczna. Widać było, że nauczyciele poszukują metod nauczania na odległość i chętnie się nimi dzielą. Dziś mamy już dobrze uporządkowane zasoby, podzielone w działach przedmiotowych, do których nauczyciele chętnie sięgają – mówi Pawiłowicz-Janczys.

Nie oznacza to wcale, że zdalna nauka będzie łatwa.
– Najbardziej sytuacją przejmują się tegoroczni maturzyści. Dla nich jakość nauczania jest szczególnie ważna. Pojawiają się również głosy o braku równych szans w poszczególnych częściach kraju. Uczniowie z czerwonych i zielonych stref będą się uczyć w zupełnie innych warunkach, a przecież wszystkich czeka taki sam egzamin – mówi specjalistka.

Nie ulega wątpliwości, że w tym roku szkolnym, podobnie jak w ubiegłym, matura będzie prawdziwym sprawdzianem dojrzałości.
– O wiele więcej będzie zależeć od samego ucznia, jego zaangażowania się, przygotowań. Na pewno w trudniejszej sytuacji będą uczniowie z rodzin ryzyka socjalnego, którzy nie mogą liczyć na wsparcie ze strony rodziców – zauważa pedagog.

Nie tylko maturzystom będzie jednak trudniej.
– Według mnie, wprowadzenie teraz zdalnego nauczania, jeśli potrwa ono dłużej, będzie bardzo odczuwalne dla uczniów klas piątych. Jeszcze nie zakończył się okres ich adaptacji po klasach początkowych, gdzie obowiązywały inne zasady, wychowawcom może być trudno budować relacje na odległość tak z rodzicami, jak i z uczniami – komentuje Pawiłowicz-Janczys.

Nie da się nie zauważyć, że w czasie zdalnego nauczania o wiele większego znaczenia niż zwykle nabrała rola rodziców. Przed rozpoczęciem zdalnej nauki ministerstwo wyrównało szanse, jeśli chodzi obszar narzędzi do pracy. Komputer czy tablet nie wystarczą jednak, by nauka przyniosła odpowiednie efekty.

– Już w czasie zaopatrywania w potrzebny sprzęt widać było, że ta nierówność pomiędzy warunkami poszczególnych uczniów jest bardzo duża. Były rodziny, które nie przyjęły tabletu czy laptopa udostępnionego za darmo, bo wiązało się to z odpowiedzialnością za sprzęt. Jeśli w mieszkaniu nie jest bezpieczny komputer, bo zagrażają mu młodsze dzieci czy też ktoś z krewnych, czy mogą być stworzone odpowiednie warunki do nauki dla dziecka? – zauważa pedagog.

Zdalne nauczanie nieuchronnie pogłębiło więc jeszcze bardziej różnice pomiędzy dziećmi.
– Środowisko nauki to odpowiednie, bezpieczne miejsce, cisza, możliwość koncentracji. Jeśli tego brakuje, bardzo trudno mówić o efektach nauczania – zauważa Anna Pawiłowicz-Janczys. Kolejny element to kontrola rodzicielska. – Jest oczywiście pewien procent uczniów, których nie trzeba kontrolować. Po prostu chcą się uczyć dla siebie. W większości przypadków jednak kontrola rodziców jest niezastąpiona. Jeśli nie ma z nimi kontaktu, bardzo trudno zmotywować ucznia do nauki w domu – mówi pedagog.

Znaczenie współpracy z rodzicami podkreśla również Krystyna Masalska.
– Spotkałam się z bardzo różnym stopniem zaangażowania rodziców w zdalne nauczanie. Byli tacy, którzy bardzo wspierali dzieci, ale też tacy, którzy po prostu zupełnie nie reagowali na wpisy w dzienniku czy telefony – mówi nauczycielka.

Masalska podkreśla, że dobrze rozumie trudności, z jaki muszą borykać się rodzice w czasie zdalnej nauki.
– Jako nauczycielka i matka doskonale wiem, że nie jest to łatwe. Wiosną musiałam zdalnie prowadzić lekcje i równocześnie pomagać mojej córce, która uczy się w szkole początkowej. Bardzo trudno było też wytłumaczyć mojemu 5-letniemu synowi, że mama jest w domu, ale pracuje. Wiem, że nie jest łatwo, ale bez pomocy czy też kontroli rodziców nie możemy oczekiwać, że zdalne nauczanie przyniesie efekty – podkreśla Masalska.

Bez wątpienia dobra współpraca z rodzicami ma szczególne znaczenie w przypadku dzieci z niepełnosprawnością intelektualną lub fizyczną.
– Rozmawiałem z jedną z matek, której dziecko uczy się w klasie integracyjnej. Powiedziała, że po dwóch tygodniach kwarantanny po prostu przestała odbierać telefon od szkolnej pedagog. „Za każdym razem, kiedy dzwoniła, pytała, dlaczego ta czy inna praca jest jeszcze niewykonana, a ja przecież ledwie dawałam sobie radę z opieką nad dzieckiem” – mówiła mi matka – wspomina Artur Markiewicz, nauczyciel w Szkole „Šilo” w Wilnie i tegoroczny laureat Nagrody im. Meilė Lukšienė.

Jak zauważa, współpraca z rodzicami dzieci niepełnosprawnych lub mających specjalne potrzeby edukacyjne wymaga szczególnych przygotowań.

Anna Pawiłowicz-Janczys
| Fot. Arch. wł.

– Dla dzieci niepełnosprawnych intelektualnie, które uczą się w szkołach specjalnych, szkoła jest jedynym środowiskiem nauki. Nie mają nawyku odrabiania prac domowych, nie muszą się przygotowywać do lekcji, więc nauka zdalna jest to szczególnie trudna – komentuje Markiewicz.

Jak wyjaśnia nauczyciel, w modelu zdalnego nauczania opracowanego wraz z zespołem szkoły, w której pracuje, postanowił kierować się dwoma celami: wspieraniem rodziców oraz zapewniłem uczniom poczucia, że szkoła nadal jest z nimi, że mają kontakt z kolegami i nauczycielami.

– Nie chcieliśmy obarczać rodziców obowiązkami nie do udźwignięcia, stworzyliśmy moduł zajęć, który trwał tylko godzinę, a w tym czasie zajęcia w bardzo zróżnicowanej formie prowadzili różni nauczyciele. Proponowaliśmy też pewną aktywność dzieciom, np. zrobienie zdjęcia jakieś roślince, gdy mówiliśmy na ten temat. Uważam, że ten system się sprawdził, bo rodzice nie byli przeciążeni, a dzieci miały zapewniony ciągły kontakt, co daje im pewnego rodzaju poczucie bezpieczeństwa – mówi Markiewicz.

Nauczyciel zauważa, że w czasie zdalnej nauki ważne jest, by pamiętać nie tylko o lekcjach, ale również o zapewnieniu dzieciom pomocy specjalistów, których potrzebują.
– Wiosną widać było wyraźnie, że w centrum zainteresowania są wyniki nauczania, przygotowanie do egzaminów. To ważne, ale nie można zapominać o dzieciach ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi. Muszą mieć one zapewniony dostęp do logopedy czy innego specjalisty, z którym zwykle pracują. Szkoła to nie tylko nauka. To również relacje, których utrzymanie w ciągu nauki zdalnej jest również ważnym zadaniem – podkreśla Markiewicz.