Vitalij, strażak z Solecznik: „dobry strażak to ten, który się boi”

Czytaj również...

Praca strażaków do najłatwiejszych nie należy. Po wybuchu pandemii koronawirusa, doszło kolejne niebezpieczeństwo – COVID19, który potrafi zabijać równie skutecznie co pożar. O pracy strażaka, o tym, czego boją się strażacy i ile zarabiają, rozmawiamy z Vitalijem Šimonisem, kierownikiem zastępu straży pożarnej w Solecznikach.

Witalij Szimkonis, kierownik zastępu Straży Pożarnej w Solecznikach, w zawodzie pracuje od ponad dwóch dekad.


Jak długo pracuje pan w straży pożarnej?
Od dwudziestu dwóch lat.

Vitalij Šimonis, strażak
| Fot. Anastasija Žuravliova

Dlaczego postanowił pan zostać strażakiem?
Byłem młody (uśmiecha się), chciałem sprawdzić, czy dam radę, więc postanowiłem zaciągnąć się do straży pożarnej. Praca mi się spodobała i tak już, przez wszystkie te lata, jestem strażakiem.

Praca strażaka należy do niezbyt bezpiecznych zawodów. Ani rodzice, ani żona nie próbowali wyperswadować panu tego pomysłu, aby pracować w tym zawodzie?  
Miałem 25 lat, to była moja decyzja, dorosłego i odpowiedzialnego człowieka, więc po co mieliby oponować? Żony jeszcze nie miałem, więc i tu nie było komu dyskutować – iść czy nie iść do straży.

Strażakom na Litwie płacą dobrze? Da się utrzymać rodzinę?
Moim zdaniem, ile by człowiek nie zarabiał, zawsze jest za mało, ale mam na to sposób. Po prostu, trzeba mniej konsumować i wówczas wystarczy na wszystko.

Czym się pan zajmuje w wolnym czasie?
Z wolnym czasem, jak to z wolnym czasem. Człowiek ani się obejrzy a już go nie ma. Staram się uprawiać sport. Lubię takie sporty, gdzie jest rywalizacja — może to być siatkówka czy koszykówka.

Praca strażaka jest wymagająca fizycznie
| Fot. Anastasija Žuravliova

Jak zmieniła się praca pana oraz innych strażaków na skutek wybuchu pandemii koronawirusa?  
O wiele większy nacisk teraz kładziemy na dezynfekcję remizy, dezynfekujemy dłonie, staramy się obserwować stan naszego zdrowia. O wiele rzadziej niż dotychczas angażujemy się we współpracę z mieszkańcami. Do czasów pandemii organizowaliśmy różne akcje, jeździliśmy na spotkania z miejscową ludnością i tu, i tam. Teraz – nie.

Czym się zajmują strażacy, gdy nie trzeba nikogo ratować?
Mamy regulamin, który zawiera wszystkie czynności na czas dyżuru w remizie. Ćwiczymy, pracujemy, doglądamy sprzętu i czekamy.

Strażak, jeżeli chce być skuteczny, musi zwracać uwagę na wszystkie — nawet na, zdawałoby się, najmniej istotne szczegóły
| Fot. Anastasija Žuravliova

Jaki pana zdaniem musi być kandydat do straży pożarnej?
Przede wszystkim, jacy by zdolni oni nie byli, trzeba się przyzwyczaić do pracy, dowiedzieć się jak, co i gdzie działa. Nie może tak być, że przychodzi nowy, dopiero co, świeżo upieczony strażak i wszystko wie, wszystko zna.

Strażacy ratują tylko ludzi czy jednak zwierzęta też mogą liczyć na pomoc?
Mieliśmy takie wypadki, że wzywano nas do psów zamkniętych w domach czy mieszkaniach, kotów uwięzionych w samochodach.

Pamięta pan swój pierwszy wyjazd?
Tak. Musiałem wtedy sprawdzić cały budynek, tam były klatki, w których trzymano psy. Na adrenalinie wpadłem do jednej z nich. Była gigantyczna! Dopiero po chwili połapałem się, że mógł w niej być pies. Na szczęście, nie było go w klatce.

Jak sobie radzą strażacy ze strachem?
Strażak, który niczego się nie boi, to „młody”. Ten, kto przepracował w straży pożarnej już kilka lat, wie że bać się trzeba i gnać w ogień na złamanie karku nie trzeba.

Co się może stać podczas pożaru?
Proszę pana, podczas pożaru wydarzyć się może dosłownie wszystko. Nie ma czegoś takiego, jak „bezpieczny” pożar. Strażak, jeżeli chce pozostać w zawodzie, musi zwracać uwagę na wszystkie, nawet na zdawałoby się najmniej istotne, szczegóły podczas pożaru.

Pożary, operacje ratunkowe, czasami ciała ludzi, którzy zginęli podczas pożaru czy kraksy samochodowe – jak pan sobie radzi z emocjami?
Staram się o tym nie myśleć, ale, oczywiście, ja i moi koledzy, wszyscy czujemy żal i smutek.

Witold Janczys

Afisze

Więcej od autora

Budowanie relacji ponad granicami — wymiana uczniowska Gdynia–Landwarów

21-25 września uczniowie z Gdyni oraz Landwarowa zrealizowali już drugą edycję wymiany młodzieży. Projekt „Budujemy mosty, nie mury” realizowany przez Szkołę Podstawową im. Stefana Żeromskiego w Gdyni i Gimnazjum im. Henryka Sienkiewicza w Landwarowie jest wyjątkową okazją do poznawania historii, kultury i codziennego życia obu narodów, a przede wszystkim do budowania relacji ponad granicami. W projekcie uczestniczą uczniowie klas siódmych i ósmych, którzy podczas wspólnego pobytu biorą udział w licznych zajęciach oraz aktywnościach integracyjnych.

Kampania „Pola Nadziei” 2026 [GALERIA]

Własnoręczne zasadzenie żonkili jest symbolem nadziei, życia i odnowy, do zgromadzenia się na modlitwie o pokój.— Wszystko jest zawarte w nazwie tego wydarzenia — kampania „Pola Nadziei”. Chodzi o...

Film dokumentalny „Świat smaków, zapachów i kolorów Fani”

Fania LewandoFilm dokumentalny „Świat smaków, zapachów i kolorów Fani” opowiada o mieszkającej w Wilnie pionierce kuchni wegetariańskiej Fani Lewando (1887–1941). Przed II wojną światową prowadziła ona w Wilnie popularną...