Bańka informacyjna przeciwko szczepieniom

Z danych ministerstwa zdrowia wynika, że dwie lub jedną dawkę szczepionki otrzymało 210 tys. osób, czyli ok. 7,5 proc. ogółu mieszkańców Litwy
| Fot_LSMU

Proces szczepienia mieszkańców Litwy od COVID-19 idzie z oporem. Eksperci zwracają uwagę, że wpływ na decyzje poszczególnych grup społecznych może mieć rosyjska kampania informacyjna, aczkolwiek winić tylko Rosję byłoby nie do końca słuszne.

Z danych ministerstwa zdrowia wynika, że dwie lub jedną dawkę szczepionki otrzymało 210 tys. osób, czyli ok. 7,5 proc. ogółu mieszkańców. Zaszczepionych zostało ponad 30 proc. osób, które ukończyły 80. rok życia. Najgorszy wynik pod względem otrzymanych szczepionek jest w rejonie solecznickim. Tu zaszczepiło się tylko 3,41 proc. mieszkańców samorządu. Najwięcej szczepień dokonano w Birsztanach, gdzie zaszczepiono ponad 15 proc. mieszkańców.

Czytaj więcej: Šimonytė: Bez zapewnionych szczepień na paszport szczepionkowy za wcześnie

Krytyka byłej prezydent

W ubiegłym tygodniu w sprawie szczepień głos zabrała była prezydent Litwy, Dalia Grybauskaitė, która zarzuciła obecnej władzy, że kampania informacyjna dotycząca szczepień jest praktycznie żadna. „Komunikacja w przestrzeni publicznej, przynajmniej na poziomie ogólnopaństwowym, ze strony rządzącej nie istnieje” – powiedziała prezydent, która otrzymała pierwszą dawkę szczepionki. Grybauskaitė podkreśliła, że w procesie szczepienia panuje olbrzymi chaos. „W jednych samorządach są zapraszane osoby po 65. roku życia, w drugich po 70., w trzecich nadal trwa szczepienie 80-latków. Widzimy zrzucanie całej odpowiedzialności na lekarzy rodzinnych, a proces zaszczepienia zależy od umiejętności administracyjnych poszczególnych instytucji i samorządu” – zaznaczyła była prezydent. Jej zdaniem problem będzie się pogłębiał, kiedy państwo rozpocznie proces powszechnego szczepienia.

W przestrzeni publicznej pojawiła się informacja, że proces szczepień przebiega gorzej w rejonach zamieszkałych przez mniejszości narodowe, takich jak rejon wisagiński czy solecznicki. Dyrektor administracji rejonu solecznickiego Józef Rybak w rozmowie z LRT oświadczył, że problem faktycznie dotyczy jednego rodzaju szczepionki – AstraZeneca. „Wszystkie kolejki znikają, kiedy ludzie dowiadują się, jaka szczepionka będzie wykorzystana” – tłumaczył samorządowiec. Zaznaczył, że nie ma problemu w rejonie z innymi rodzajami szczepionek.

Z kolei przedstawicielka opozycji w radzie rejonu solecznickiego Alicija Ščerbaitė sądzi, że mieszkańcy, przebywając „w rosyjskiej przestrzeni medialnej”, po prostu czekają na szczepionkę z Rosji. „W swym najbliższym otoczeniu mam osoby, które czekają na Sputnika V. Te osoby myślą, że jeśli zostanie otwarta granica z Białorusią, to pojadą i się zaszczepią” – polityk oświadczyła LRT.

Czytaj więcej: Europejska Agencja Leków pospiesznie sprawdza rosyjską szczepionkę

Brak kampanii wyjaśniającej

Ekspert ds. zagrożeń hybrydowych z Uniwersytetu Wileńskiego Wiktor Denisenko częściowo zgadza się, że proces szczepień w poszczególnych samorządach faktycznie jest uzależniony od rosyjskiej kampanii informacyjnej.

– Powiedziałbym w ten sposób – na pewno częściowo ma wpływ to, że część tych osób przebywa w rosyjskiej przestrzeni informacyjnej. Trudno powiedzieć, jak duży jest ten wpływ. Nie sądzę, że jest na poziomie 100 proc. Pamiętajmy, że pojawiła się informacja o tym, iż ludzie czekają na Sputnik V. To jest na pewno część rosyjskiej kampanii informacyjnej skierowanej na dyskredytację zachodnich szczepionek i reklamę szczepionki rosyjskiej – dzieli się Denisenko uwagami z „Kurierem Wileńskim”.

Ekspert podkreślił, że władze powinny bardziej poświęcić uwagę tym regionom.
– To jest bardzo skomplikowana kwestia. Ludzie żyjący w pewnej bańce informacyjnej, generalnie nie mają chęci wyjścia z niej. Myślę, że państwo litewskie ma przeprowadzić szeroką kampanię wyjaśniającą wśród poszczególnych grup społecznych. Ma wytłumaczyć, po co potrzebne są szczepionki. Zwłaszcza te trzy, które są dozwolone na terenie Litwy. Władza musi przekonać, że szczepienia są jedynym wyjściem z zaistniałej sytuacji. To zresztą mówi Światowa Organizacja Zdrowia oraz inne instytucje społeczne i międzynarodowe – dodaje Denisenko.