Jeszcze mało wiemy o pomocy, jakiej Polacy udzielali Żydom. Historia rodziny Łokuciewskich i Poli Wawer

Ostatnie przedwojenne święta Łokuciewskich w Wilnie
| Fot. arch. prywatne

24 marca obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Polaków ratujących Żydów pod okupacją niemiecką. To święto ustanowiły polskie władze w hołdzie tym, którzy z narażeniem nie tylko własnego życia, ale także bezpieczeństwa swoich bliskich, ratowali życie zagrożonych Żydów. Jest ich znacznie więcej niż polskich nazwisk na liście Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata.

Zosia Januszkiewiczówna, czyli Pani Pola

– Pani Pola była zawsze częścią naszej rodzinnej historii. Dla mnie była dobrą znajomą rodziny z czasów wileńskich, świetną okulistką, do której jeździła babcia. Kiedyś dowiedziałam się, że była Żydówką, która ukrywała się w domu dziadków w czasie wojny. Moja mama mówiła o tym tak, jakby było to coś zwyczajnego. Takie były czasy i ludziom trzeba było pomagać – mówi „Kurierowi Wileńskiemu” Anna Brzozowska-Oszczykowa, wnuczka Olgi i Bronisława Łokuciewskich, którzy w czasie wojny przyjęli do swojego domu Zosię Januszkiewiczównę, a właściwie – Polę Komaj.

– Dziadkowie mieszkali w Wilnie. Mieli tam sklep meblowy na ulicy Wileńskiej, ale w czasie wojny babcia z córkami przebywały w majątku Kozłowszczyzna, wówczas na Wileńszczyźnie, a dziś już w granicach Białorusi. Tak naprawdę, mieszkała tam babcia z córkami, bo dziadek niemal całą wojnę starał się ukrywać – opowiada o swojej rodzinie rozmówczyni „Kuriera Wileńskiego”.

Dom Łokuciewskich nie był pierwszym, gdzie Pola znalazła schronienie. Pochodziła z Trok, jej ojciec, Don Komaj, był inżynierem elektrotechniki i mechaniki, natomiast matka, Maria Komaj z domu Epstein, była lekarzem ginekologiem. Rok przed wojną ukończyła okulistykę na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, po czym rozpoczęła pracę na Oddziale Ocznym Szpitala Kolejowego. W 1941 r., tuż po rozpoczęciu okupacji niemieckiej została zwolniona z pracy. Jeszcze przed utworzeniem getta jej cała rodzina zdecydowała się na ukrywanie się przed represjami okupacyjnych władz. Dzięki pomocy ludzi z różnych środowisk znalazła schronienie między innymi w Świrze, Łyntupach, Wilnie.

Czytaj więcej: Historia Rakowskich, Polaków ratujących Żydów – cisi bohaterowie spod Wilna

Anna Brzozowska – Oszczykowa
| Fot. arch. prywatne

O takich rzeczach się nie mówiło

– Tak naprawdę, całą historię poznałam dopiero, gdy przeczytałam wspomnienia Poli. W 1994r. wydała książkę „Poza gettem i obozem” poświęconą ludziom, którym zawdzięczała swoje i matki ocalenie. Byłam pod wrażeniem tego, jak serdecznie wypowiadała się o moich dziadkach, ale w jednej sprawie nasze rodzinne wspomnienia nie zgadzają się z jej opowieścią – podkreśla wnuczka Łokuciewskich.

W czasie pobytu w domu Łokuciewskich Pola nie ukrywała się, mieszkała jako nauczycielka pod fałszywym nazwiskiem. Ale w tym samym domu schronienie znalazły również osoby, które musiały się rzeczywiście ukrywać. Łokuciewscy zdecydowali się przyjąć do domu Daniłę – żołnierza Armii Czerwonej oraz kolejną Żydówkę – Mirę Brojders.

– To była zupełnie wyjątkowa sytuacja. Pani Pola pisała o tym, że dziadek przyszedł do niej, aby zapytać, czy zgadza się na ukrywanie w naszym domu Żydówki. Wyjaśniał, że pyta ją, gdyż ta sytuacja może być zagrożeniem również dla niej. Obie wcześniej się znały, ale Pola przedstawiła się jako Zosia. Po prostu, udawały, że się nie znają – opowiada rozmówczyni „Kuriera Wileńskiego”. – Mnie natomiast bardzo poruszyło to, co opowiadała moja mama. Pani Pola przysłała jej do przejrzenia swoje wspomnienia. Mama powiedziała jej, że wszyscy w domu wiedzieli, że jest Żydówką, po prostu nie mówiono o tym. Była bardzo zaskoczona tą informacją. Nie mogła uwierzyć, że traktowali ją w ten sposób, choć znali prawdę – dzieli się rodzinną opowieścią Anna Brzozowska-Oszczykowa.

Olga Łokuciewska
| Fot. Arch. prywatne

Długa lista dobrych ludzi

W domu Łokuciewskich Pola nie została do końca wojny. Trafiła do innych, równie serdecznych ludzi – Święcickich, po drodze spotykając wielu życzliwych znajomych i nieznajomych. Wspomnienia, które spisała, pełne są nazwisk i adresów, które mówią o niezwykłej odwadze, ale też bardzo naturalnie podejmowanych decyzjach o udzieleniu pomocy potrzebującej.

W końcu wojna się skończyła. Z całej pięcioosobowej rodziny Komejów przeżyły tylko Pola i jej matka. Wyjechały do Białegostoku, gdzie rozpoczęły pracę w miejscowym Komitecie Żydowskim. Kolejnym przystankiem był Bielsk, gdzie Pola zorganizowała i prowadziła przez pięć lat Dom Dziecka Żydowskiego. Kiedy w 1950 r. dom dziecka został zlikwidowany z powodu zmniejszenia się liczby wychowanków, a reszta dzieci przeniesiona do Krakowa, wróciła do medycyny i przeprowadziła się do Warszawy. Została znaną okulistką. Opracowała wymogi wzrokowe dla kierowców pojazdów mechanicznych, ujednolicony wzór karty ambulatoryjnej dla chorych oraz osobistą książeczkę chorego na jaskrę.

Pola Komaj-Wawer w Bielsku 1945-1950
| Fot. Archive of Jewish Community in Bielsko-Biala, Poland, CC BY-SA 4.0

– Kiedy czytałam wspomnienia Poli Wawer, widziałam, jak wiele osób musiało być zaangażowanych w jej uratowanie. Oprócz dziadków byli przecież inni, o losach których nic nie wiemy. Najbardziej intrygował mnie pan Frąckiewicz. To przez niego Pola trafiła do naszej rodziny, to musiał być wspaniały człowiek, skoro tak bardzo angażował się w ratowanie życia ludzkiego. Pomógł wielu osobom, a nie znalazłam na jego temat żadnych więcej informacji. Na ile wiem, spośród tak wielu osób, które są wymienione w książce, tylko jedna rodzina została uhonorowana jako Sprawiedliwi wśród Narodów Świata. To pokazuje, jak mało jeszcze wiemy o tym okresie i pomocy, jakiej Polacy udzielali Żydom – zauważa Anna Brzozowska-Oszczykowa.