Blinkevičiūtė: „Spór o Radę Europejską jest długi i zbędny”

Przewodnicząca Litewskiej Partii Socjaldemokratycznej (LSDP) oraz europarlamentarzystka Vilija Blinkevičiūtė uważa, że spór o przedstawicielstwo w Radzie Europejskiej jest zbyt długi i niepotrzebny.

Vilija Blinkevičiūtė
| Fot. ELTA, Marius Morkevičius

„Naprawdę uważam, że spór o to, kto ma reprezentować Litwę w Radzie Europejskiej — prezydent czy premier — jest w moim rozumieniu zbyt długi i zupełnie niepotrzebny” — powiedziała w piątek w „Žinių radijas” europosłanka.

„Powiedziałbym, że nadano wagi czemuś, co nie jest ważne” — podkreśliła.

Wybrana przewodnicząca Litewskiej Partii Socjaldemokratycznej powiedziała, że ​​nie rozumie, dlaczego ta kwestia została podniesiona jako jedna z głównych w i tak już trudnym okresie pandemii.

W trudnym czasie pandemii

„W rzeczywistości nic nie stoi na przeszkodzie, aby prezydent uczestniczył w spotkaniach Rady Europejskiej, a wydaje mi się bardzo dziwne, że konserwatyści są tak zaangażowani od prawie pół roku — od kiedy pracują, podnoszą tę kwestię jako jedną z głównych. A teraz, w okresie pandemii, kiedy problemów jest masa, jest dla mnie naprawdę niezrozumiałe, żeby podnosić tę kwestię jako jedną z głównych” — mówiła Vilija Blinkevičiūtė.

Podkreśliła, że ​​wierzy, iż prezydent Gitanas Nausėda właściwie reprezentuje interesy zarówno Litwy, jak i Unii Europejskiej w Radzie Europejskiej.

„Ponieważ został wybrany przez ludzi, bo zna problemy, które istnieją na Litwie. I w ten sam sposób, poprzez konsultacje, wgląd, może bardzo produktywnie reprezentować (Litwę —przyp. red.)” — stwierdziła.

Zwróciła również uwagę, że co do reprezentacji w Radzie Europejskiej premier Ingrida Šimonytė i prezydent Gitanas Nausėda powinni sięgnąć porozumienia, ale w dialogu nie może być gniewnego tonu czy braku szacunku.

„Jest dla mnie całkowicie nie do przyjęcia, w jaki sposób ​​konserwatyści rozmawiają z prezydentem kraju. Naprawdę nie radziłabym partii rządzącej tak postępować, a szukać porozumień, spotkań, czasem kompromisów” — powiedziała Blinkevičiūtė.

Chciała, aby konserwatyści skupili się na tych sprawach, które są ważne dla Litwy.

„Zapytajmy ludzi Litwy, a na pewno powiedzą, że na Litwie są ważniejsze sprawy, które rząd i Sejm muszą rozwiązać (…). piętrzące się problemy i najpierw trzeba je rozwiązać” — powiedziała przewodnicząca LSDP.

Przede wszystkim dialog

Premier Šimonytė ogłosiła w tym tygodniu, że na piśmie poinformowała prezydenta o swoim stanowisku w sprawie reprezentowania kraju w Radzie Europejskiej. Powiedziała, że ​​jest zdania, iż ​przed każdą radą oceniając porządek obrad, należy ustalić, czyja reprezentacja doda więcej wartości.

Komisja Spraw Europejskich i Spraw Zagranicznych Sejmu wezwały prezydenta i premier do uzgodnienia kwestii reprezentacji.

Pytanie, kto powinien reprezentować Litwę w Radzie Europejskiej, zaczęli podnosić konserwatyści po wygranych wyborach do Sejmu.

Wspomnieli o możliwości uchwalenia specjalnej ustawy, która przewidywałaby reprezentowanie Litwy w Radzie Europy nie tylko przez prezydenta, ale także przez prezesa rady ministrów.

Kompetencje a standardy

Inicjatorzy argumentują, że kwestie poruszane na szczytach w dużej mierze leżą w gestii rządu. Nie ma również możliwości zapewnienia, żeby reprezentujący Litwę prezydent w Radzie Europejskiej przestrzegał mandatu zatwierdzonego przez Sejm i rząd, ponadto prezydent nie uczestniczy w działalności partii europejskich.

Krytycy inicjatywy twierdzą, że konserwatyści stosują podwójne standardy, ponieważ oddali tę funkcję popieranej przez nich prezydent Dalii Grybauskaitė i nigdy wcześniej ta kwestia nie budziła wątpliwości.

Prezydent Nausėda mówi, że zamierza nadal reprezentować Litwę na wszystkich szczytach.


Na podst.: BNS