Wiktoria grunwaldzka, czyli królowa czeka na list

Władysław Jagiełło kochał tylko jedną ze swoich czterech żon. Tą, która miała największy udział w zwycięstwie pod Grunwaldem, acz wówczas nie była jeszcze żoną króla – mówi historyk Kamil Janicki, autor książki „Damy Władysława Jagiełły”.

Kamil Janicki – historyk, pisarz i publicysta specjalizujący się w dziejach II Rzeczypospolitej i sylwetkach wybitnych kobiet. Redaktor naczelny magazynu „WielkaHistoria.pl”. Popularny komentator wydarzeń historycznych w mediach. Autor licznych książek, m.in. „Pierwsze damy II Rzeczpospolitej”, „Damy złotego wieku”, „Damy polskiego imperium”. W tym roku ukazała się najnowsza „Damy Władysława Jagiełły”.

Wiedza o zwycięstwie pod Grunwaldem jest powszechna, podobnie jak historia o dwóch nagich mieczach, które wielki mistrz krzyżacki przysłał przed bitwą polskiemu królowi Władysławowi Jagielle. Ale gdyby spytać, kto w tym czasie był żoną Jagiełły, polską królową, można się spodziewać głuchej ciszy.

Jest to sytuacja dziwna i bardzo nieuzasadniona. W okresie Grunwaldu polską królową była Anna z Celje. Niekochana, a nawet nielubiana przez Jagiełłę. Została wyniesiona na tron według ostatniej woli Jadwigi Andegaweńskiej, pierwszej żony króla. Zanim Jadwiga umarła, poleciła swoim najbliższym współpracownikom, by przymusili Jagiełłę do ślubu z Anną, która nie wychowywała się w Polsce, ale była wnuczką Kazimierza Wielkiego, ostatnią osobą, która mogła sobie rościć prawa do posiadania Polski.

Według dawnej tradycji Polska była zasadniczo własnością przedstawicieli rodu Piastów, więc gdy ta dynastia wygasła i władza przeszła w ręce innego rodu, powstał wielki polityczny problem. By go rozwiązać, na króla wybrano właśnie Jadwigę, potomkinię Piastów, dając jej za męża Jagiełłę. Ale po śmierci żony Jagiełło miał ograniczone podstawy do tego, by dalej rządzić Polską. W źródłach można odnaleźć sygnały, że zastanawiał się nawet nad porzuceniem tronu.

Ślub z Anną pozwolił utrzymać ten sam model uzasadniający sprawowanie władzy.

Tak. Jagiełło był jednak przeciwnikiem tego związku. Bał się, że Anna będzie mieszać mu szyki, że podobnie jak Jadwiga będzie próbować rządzić, a nie tylko stać u jego boku. Traktował ją z nieufnością, oskarżał o romanse, i to z dwoma rycerzami naraz. Na moment jej rola wzrosła przed wojną z Krzyżakami, kiedy doszło do negocjacji z Węgrami.

Wydawało się, że dobre kontakty z nimi krewnych Anny pozwolą przeciągnąć ich na polską stronę. Te plany się nie powiodły i bezpośrednio przed bitwą pod Grunwaldem Anna była wręcz postrzegana jako agentka wrogich interesów, a Jagiełło ufał jej jeszcze mniej niż kiedykolwiek. Dlatego nie została też regentką na czas nieobecności króla, co powszechnie praktykowano. Władzę sprawował arcybiskup gnieźnieński, a Anna miała tylko czekać na Wawelu na wiadomości.

I to do niej trafia ta pierwsza, oficjalna wiadomość o wielkiej wygranej.

Właśnie w tym pierwszym liście do Anny Jagiełło opisuje słynną historię nagich mieczy, wyjawia wszystkie swoje argumenty na temat sprawiedliwości tej wojny oraz informuje o odniesieniu absolutnego zwycięstwa i śmierci wielkiego mistrza krzyżackiego. Ten list znamy, to nie była wiadomość osobista. Wysłano go do królowej, ale po to, by następnie rozesłać po wszystkich dworach Europy i poinformować cały chrześcijański świat o polsko-litewskim sukcesie.

Do tego sukcesu walnie przyczyniła się inna zapomniana postać, Elżbieta z Pilczy, która po śmierci Anny z Celje zostanie trzecią żoną Jagiełły, a następnie także polską królową. 

Elżbieta pochodziła z niezwykle bogatej rodziny. Jej ojciec, Otton z Pilczy, jeden z bliskich doradców Kazimierza Wielkiego, zbił fortunę w latach podboju Rusi Czerwonej. Potem majątek nie do końca legalnie przejęła matka Elżbiety, Jadwiga. Końcowo miał go odziedziczyć dopiero męski potomek rodu, którego urodzić musiała ich jedyna córka Elżbieta. Jagiełło był blisko związany z tą dziewczyną. Matka Elżbiety została sponsorką chrztu Jagiełły.

Poręczyła za niego, by mógł odbyć się bardzo przyspieszony chrzest Litwina. Minęło tylko kilka dni od przyjazdu do Krakowa, a Jagiełło już został chrześcijaninem, królem i mężem Jadwigi. Prawo kanoniczne i tradycja nakazywały czekać kilka miesięcy, a najlepiej lata.

Przyspieszenie wymagało poręczenia chrzestnych. Jadwiga z Pilczy, najbogatsza, najbardziej samodzielna możnowładczyni w Polsce, mogła takowego udzielić. To zaś czyniło z jej córki siostrę chrzestną samego monarchy. Relacje między nimi z czasem się zacieśniały. Elżbieta stała się przyjaciółką Jagiełły, jedyną osobą, której ten prawdziwie ufał.

Władca prawie nigdy nie zatrzymywał się w prywatnych majątkach poddanych, by nie tworzyć długów wdzięczności, ale akurat u Elżbiety, w jej dworze w Łańcucie, chętnie gościł. Tam też odbył jedną z kluczowych narad przed bitwą grunwaldzką. Następnie w batalii wzięła udział chorągiew rodowa finansowana przez Elżbietę, którą dowodził jej mąż. Być może zresztą wsparła też jeszcze jedną chorągiew dowodzoną przez swojego pasierba. Bez wątpienia pieniądze Elżbiety pomogły tą bitwę wygrać.

Czytaj więcej: Wiernym zwrócono trzy kaplice w katedrze. „Historyczny dzień, po 70 latach dla wiernych”

Ale jej samej szczęścia w życiu nie przynosiły.

Miała prawdopodobnie 12 lat, gdy została porwana przez rycerza z Moraw, Wisła Czambora, który chciał przymusić ją do ślubu, wykorzystał seksualnie. Jagiełło wówczas jeszcze mało znał Elżbietę. Był dorosłym mężczyzną, miał żonę Jadwigę w podobnym wieku co ona, którą traktował jak dziecko. Odbicie porwanej siostry chrzestnej to była jednak sprawa prestiżowa.

Było absolutną koniecznością, by zainterweniował, ale miał związane ręce, bo rycerz, który dopuścił się zbrodni, był poddanym czeskim. Dlatego Jagiełło zwrócił się do rycerza ze Śląska, związanego z polskim dworem Jana z Jicina, który uwolnił Elżbietę i wziął z nią ślub, a polski król – mamy taką wiadomość – był gościem weselnym. Za porwaniem i dalszymi kłopotami w życiu Elżbiety stało oczywiście to, że była dziedziczką wielkiej fortuny.

Jak wspomnieliśmy, owdowiały Jagiełło wziął ślub z Elżbietą i był to wielki skandal.

Elżbieta była niezwykle zamożną, ale jednak poddaną Jagiełły, a nie dziedziczką rodu dynastycznego, nie miała właściwego statusu. Do tego była trzykrotną wdową, kobietą w średnim wieku, około czterdziestki, matką kilkorga dzieci, otoczoną burzliwymi sprawami. Przylgnęła do niej renoma czarnej wdowy. Została ofiarą gwałtu, a przecież w tej epoce to na kobiety zawsze spadały oskarżenia o to, że dały się skrzywdzić. Potem szybko umarł jej drugi mąż, a trzeci zginął otruty. Nie wydaje się więc, by Elżbieta miała jakiekolwiek zadatki na królową, a do tego Jagiełło nie miał jeszcze w tym czasie męskiego potomka.

Z tych względów Jagiełło wziął ślub w tajemnicy, co wywołało ogromny skandal. Osobisty sekretarz króla nazwał go w paszkwilu ogłupiałym lwem, który na starość postradał rozum, a o Elżbiecie napisał, że to po prostu „śmierdząca maciora”. Uważano, że związek nosił posmak kazirodztwa, bo przecież Elżbieta była siostrą duchową króla. Jagiełło nie postarał się o dyspensę ani jakąkolwiek zgodę. Zaprosił wąskie grono dostojników do położonego na uboczu Sanoka, ogłosił swoją wolę, a potem ruszył prosto do kościoła i poślubił Elżbietę. Z perspektywy politycznej działanie szokujące.

Co zatem powodowało królem?

Jagiełło dwa pierwsze małżeństwa zawarł zgodnie z interesem politycznym kraju, ale potem zaczął się buntować. Ślub z Elżbietą to był wielki skandal, ale i kolejny, z Sonką Holszańską, też nie odpowiadał woli doradców. Poniekąd król po Grunwaldzie mógł sobie na to pozwolić, ale też starzał się, był w takim wieku, że po latach poświęcania prywatnego interesu dla państwa chciał zrobić coś dla siebie. Mieć żonę, przy której nie będzie się obawiał, że ta wbije mu sztylet w plecy. I nie mówię tego w przenośni.

Jagiełło był skrajnym paranoikiem i miał ku temu powody, był przyzwyczajony do niezwykle brutalnej polityki. Nigdy nie pił żadnego wina, tylko wodę, bo bał się otrucia, chwilowej utraty rozsądku. No, a Elżbieta to była po prostu prawdopodobne jedyna kobieta, którą w życiu kochał.

Udało mu się przekonać poddanych do swojego wyboru?

Bezpośrednio po ślubie rozpętała się burza, padał śnieg, choć był to początek maja, a koło powozu Elżbiety złamało się i w błocie musiała pieszo wspinać się do zamku. Uważano, rzecz jasna, że to dowody boskiego gniewu. Potem zaczęła się walka o koronację. Jagiełło stał na bardzo trudnej pozycji, poddani odrzucali myśl o takiej królowej. Wprost groził, że zrzeknie się tronu i wróci na Litwę. Mając za sobą prestiż zwycięstwa pod Grunwaldem i długie już bardzo panowanie, doprowadził sprawę do końca, natomiast jego przeciwnicy i tak wkrótce zatriumfowali.

Jagiełło został rażony piorunem, który omal go nie zabił, pozbawił częściowo słuchu, a dla otoczenia było to kolejnym jawnym dowodem, że król zgrzeszył i sam Bóg go ukarał. Jagiełło bronił Elżbiety do samego końca, ale ta zaszczuta, i już w chwili ślubu prawdopodobnie chora na płuca, umarła trzy lata po zostaniu jego żoną. Elity jej pogrzeb traktowały jak radosne święto.

Ostatnią żoną Jagiełły była Sonka, z blisko spokrewnionego rodu Holszańskich.

Jagiełło został przekonany przez lekarzy, że tylko ślub z bardzo młodą dziewczyną może mu dać męskiego potomka. Około 60-letni król jak na standardy średniowieczne był już bardzo stary. Sonka w momencie ślubu miała prawdopodobnie 15–17 lat. I rzeczywiście, urodziła królowi synów, choć dyskusje, czy wszyscy są jego potomkami, trwają do dziś. Przyczynił się do tego sam Jagiełło, który był wielkim zazdrośnikiem.

W stosunku do każdej z żon, z wyjątkiem Elżbiety, wytaczał lub wspierał procesy o zdradę. Był niesłychanie podejrzliwy. Publicznie prał brudy, i to nieistniejące, bo już o Jadwidze twierdził, że zdradzała go z Wilhelmem Habsburgiem. W wypadku Zofii Holszańskiej, w sytuacji gdy chodziło przecież o przyszłość dynastii, też dawał wiarę oskarżeniom o to, kto naprawdę jest ojcem przynajmniej jednego z jej synów.

Sonka wywodziła się z tej samej co król kultury, ale to nie był związek partnerski oparty na miłości. Gdy Jagiełło przekonał się do żony, co trochę mu zajęło, wychowywał ją w swojej myśli politycznej, którą zawsze praktykował, by mogła ją kontynuować. Była bardziej jak jego córka czy wychowanica niż żona. Dla polityki Zofia stała się ważna dopiero u schyłku życia Jagiełły, a po jego śmierci musiała walczyć o swoją pozycję.

Wróćmy na koniec do początku. Jaką faktycznie była pierwsza żona Jagiełły, święta już dzisiaj królowa Jadwiga?

Na pewno była kobietą bardzo pobożną, oczytaną, znała kilka języków, korespondowała z papieżem, miała niewątpliwie potencjał, żeby być bardzo dobrą królową. Mamy dowody jej działalności dobroczynnej. Wiemy, że budowała przytułki, szpitale, była kobietą skromną, nie przywiązywała wielkiej wagi do blichtru. Problemem jest jednak odessanie legend, które wokół niej narosły, od faktów. Nie wiemy, ile z tego, co działo się wokół Jadwigi, było jej własną działalnością.

Na tron została wyniesiona jako 10-latka, ślub wzięła w wieku 12 lat. Podpisy i pieczęcie pierwszych lat jej panowania to nie była jej osobista działalność. Dorastając, starała się odgrywać ważną rolę, i to prowadziło do wojny na szczycie, trudnych relacji z Jagiełłą. Umarła, zanim jej plany się ziściły. Jej historia urywa się zaraz po urodzeniu pierwszego i jedynego dziecka. Córka Elżbieta Bonifacja umiera, a ona wkrótce po niej, zapewne na skutek gorączki połogowej.

Co ciekawe, kilka lat temu robiłem analizy popularności różnych postaci historycznych na podstawie wyszukiwania ich w internecie. Oczywiście, to nie do końca miarodajne, ale wiele mówi. Jadwiga pośród polskich władczyń wyprzedza wszystkie inne o kilka długości. Dopiero gdzieś daleko pojawiają się królowa Bona, Barbara Radziwiłłówna czy Dobrawa. Następczynie Jadwigi u boku Jagiełły miały życie dłuższe, nawet ciekawsze, na pewno o wiele bardziej burzliwe, a kompletnie o nich nie pamiętamy. Jadwiga ma status, którego nie ma żadna władczyni w historii Polski – jest świętą, kanonizowaną przez Jana Pawła II, co składa się na jej wciąż żywą legendę.

Czytaj więcej: Abp. Gintaras Grušas: Bóg poprzez Kościół błogosławi szczególny związek Litwy i Polski


Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 28(79) 10-16/07/2021