Bezprecedensowa sytuacja na granicy z Białorusią

Pod gmachem MSW odbyła się pikieta przeciwko centrum dla uchodźców w Dziewieniszkach
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Minister spraw wewnętrznych Agnė Bilotaitė oraz dyrektor wykonawczy Frontexu, Fabrice Leggeri, który przybył na Litwę z oficjalną wizytą, porozumieli się w sprawie dalszej pomocy Litwie potrzebnej do zapanowania nad potokiem migrantów na litewsko-białoruskiej granicy. W trakcie spotkania pod gmachem MSW odbyła się pikieta, na której była obecna posłanka AWPL-ZChR, Beata Pietkiewicz.

MSW oświadczyło, że w Dziewieniszkach powstanie centrum dla uchodźców. Z taką decyzją nie zgadzają się mieszkańcy i władze rejonu solecznickiego. Pikietę pod gmachem ministerstwa zorganizował komitet samoobrony specjalnie powołany przez mieszkańców Dziewieniszek.

– W niedzielę odbyło się spotkanie w centrum Dziewieniszek, w którym uczestniczyło ponad 150 mieszkańców. Powołali Komitet Samoobrony, który nie zgadza się z taką decyzją. Na razie ostateczna decyzja nie zapadła i dlatego działamy na wszelkie sposoby, aby takiego centrum nie było – informuje w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” posłanka, która została wybrana do Sejmu RL z wileńsko-solecznickiego okręgu wyborczego.

Czytaj więcej: Nielegalni imigranci na granicy z Białorusią. „Widzimy oznaki, nie możemy tolerować”

Agnė Bilotaitė podziękowała szefowi Frontexu za pomoc
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Solidarni, ale nie kosztem mieszkańców

Beata Pietkiewicz oświadczyła, że jej i mieszkańców nie przekonują argumenty ministerstwa.
– Obok budynku należącego do państwa jest jeszcze siedem hektarów ziemi. Nie można wykluczyć, że ten teren w przyszłości ma być zabudowany jakimiś domkami mobilnymi. Mieszkańcy nie czują się bezpiecznie, ponieważ obok, okno w okno, są dwie szkoły – polska i litewska, do których uczęszcza 200 dzieci. Jest przedszkole oraz filia Wileńskiej Szkoły Agroekologicznej. Szybko rozpocznie się rok szkolny. Sam budynek jest bez płotu, w centrum miasta, dlatego są pewne obawy, że sprowadzenie tak dużej liczby migrantów dla mieszkańców będzie po prostu niebezpieczne. Cześć mieszkańców mówi, że pośle dzieci do innych szkół. Najbliższe są w Solecznikach. Niektórzy mówią, że wyniosą się z Dziewieniszek. To jednak nie jest wyjście. Mieszkamy w swoim kraju, więc dlaczego z powodu decyzji rządu mamy się przenosić? – pyta retorycznie posłanka.

Do pikietujących wyszła Agnė Bilotaitė.
– Niestety, mówiła bardzo ogólnikowo, że sytuacja jest bardzo trudna, że wszyscy musimy wziąć odpowiedzialność, że wśród migrantów są dzieci i osoby starsze. Jako samorząd już teraz mamy tymczasowych migrantów i pomagamy, na ile możemy. Możemy być solidarni, ale nie kosztem swych mieszkańców. Trzeba brać pod uwagę, że nasz rejon na tle innych pod względem ekonomicznym lub społecznym nie jest mocny. Poza tym jest zamieszkały przez mniejszość polską. Ten region jest bardzo wrażliwy. Nie chcemy być tymi, których kosztem są rozwiązywane problemy państwa i granicy Unii Europejskiej – dodaje Pietkiewicz.

Fabrice Leggeri przybył na Litwę, aby osobiście zapoznać się z sytuacją
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Zapanować nad sytuacją

Pierwsi pracownicy Frontexu, czyli Europejskiej Agencji Straży Granicznej i Przybrzeżnej, przybyli na Litwę już 1 lipca. Wspólnie z litewskimi pogranicznikami zaczęli patrolować teren przygraniczny. 10 dni później strona litewska poprosiła o dodatkowych 60 pracowników Frontexu, 30 samochodów oraz dwa helikoptery. Na chwilę obecną do kraju przybyło 20 funkcjonariuszy oraz 14 samochodów, co zdaniem szefowej resortu spraw wewnętrznych jest sygnałem, że „Litwa nie jest sama”. „Potok nielegalnych emigrantów z Białorusi to bezprecedensowe zdarzenie na Litwie. Dla naszego systemu migracyjnego to zbyt duży ciężar, dlatego potrzebujemy zarówno pomocy technicznej, jak eksperckiej ze strony partnerów Unii Europejskiej. Chciałabym podziękować szefowi Frontexu za jego osobisty wkład i współpracę w kwestii zapanowania nad potokami migrantów na Litwie” – oświadczyła po spotkaniu litewska minister. Bilotaitė zaznaczyła, że w sprawie kryzysu migracyjnego jest planowana bardziej aktywna współpraca z Polską oraz Łotwą.

Dyrektor wykonawczy Frontexu oświadczył, że przybył do naszego kraju, aby osobiście zapoznać się, jak jest udzielana pomoc stronie litewskiej przez pracowników jego instytucji. „Jednym z podstawowych celów mej wizyty było zobaczenie prawdziwej sytuacji i ocenienie, jakiej pomocy potrzebuje Litwa. Rozumiemy, że kraj odczuwa skutki nielegalnej migracji. Ze swej strony możemy udzielić pomocy eksperckiej w zakresie migracji i powrotu migrantów. Jesteśmy tutaj, aby wam pomóc w tej niełatwej sytuacji i pokazać, że solidaryzujemy się z wami” – oświadczył Fabrice Leggeri.

W ubiegłym tygodniu, na posiedzeniu w Słowenii, Frontex postanowił uruchomić tzw. Rapid Border Intervention. „To oznacza, że teraz rozlokujemy na granicy swych funkcjonariuszy i wzmacniamy swą obecność na Litwie. Robimy to również w skali regionalnej, czyli na łotewsko-białoruskiej granicy i ściśle współpracujemy z Polską” – zaznaczył Leggeri. Szacuje się, że Frontex do Litwy, Łotwy i Polski ogółem wyśle do 200 swych pracowników. Po 26 lipca na Litwę mają przybyć eksperci i tłumacze z Europejskiego Urzędu Wsparcia w dziedzinie Azylu, którzy mają pomóc w szybszym rozpatrywaniu wniosków o azyl oraz ewentualnej ewakuacji do kraju zamieszkania. Komisja Europejska obiecała pomóc Litwie finansowo, planując przeznaczyć 10-12 mln euro.

Czytaj więcej: Bilotaitė: „Niektórzy migranci zgadzają się na powrót, procesy muszą być przyspieszone”

Frontex wspiera litewskich funkcjonariuszy od początku lipca
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Apel Landsbergisa

Minister spraw zagranicznych, Gabrielius Landsbergis, na swym profilu na Facebooku zaapelował po arabsku do mieszkańców Bliskiego Wschodu. Szef litewskiej dyplomacji zwrócił się do ewentualnych migrantów, aby nie wierzyli w kłamstwa powielane przez reżim białoruski i szukali legalnych dróg przybycia do UE. „Obiecują wam, że płacąc duże pieniądze – a wiemy, że płacicie duże pieniądze – traficie do UE. Mówią wam, że będziecie mogli tutaj mieszkać i pracować, a oni wam pomogą przekroczyć granicę” – napisał Landsbergis.

Minister podkreślił, że ci ludzie są oszukiwani przez przestępców i służby specjalne Białorusi. „Z powodu tego, że staliście się współsprawcami przestępstwa, to niestety nikt z was nie otrzyma azylu. Będzie mieszkać w miasteczku namiotowym, dopóki nie znajdziemy możliwości, aby was odesłać z powrotem. Na pewno wrócicie. Tylko już bez pieniędzy, które zapłaciliście. Nie traficie dalej do Europy” – zapewnił Landsbergis.

Statystyka i konwencja

Z danych na 18 lipca wynika, że w tym roku granicę litewsko-białoruską próbowało nielegalnie przekroczyć 2 096 osób, czyli 26 razy więcej niż przez cały 2020 rok. Tylko w lipcu zatrzymano 1 435 nielegalnych migrantów. W poprzednich miesiącach sytuacja wyglądała następująco: czerwiec – 473, maj – 77, kwiecień – 70, marzec – 8. Najwięcej zatrzymanych pochodzi z Iraku – 1 098 osób. Pozostali to mieszkańcy Kongo, Kamerunu, Gwinei, Iranu, Syrii, Afganistanu oraz Rosji. Najwięcej ludzi zatrzymano w rejonie druskiennickim – 566 osoby. Na drugim miejscu znalazł się rejon solecznicki – 431, na trzecim orański – 353. Zatrzymania odbywały się też w rejonach święciańskim, ignalińskim oraz łoździejskim. Litwa zapowiedziała, że będzie bardziej uszczelniać granicę. Obecnie systemem monitoringu objęto tylko niecałe 40 proc. granicy litewsko-białoruskiej.

Strona litewska szacuje, że status uchodźcy może uzyskać ok. 10 proc. nielegalnych migrantów. Pozostali raczej będą deportowani do ojczyzny. Zgodnie z konwencją genewską z 1951 r., która określa status uchodźcy, za uchodźcę jest uważana osoba, która musiała opuścić kraj zamieszkania ze względu na różnego typu prześladowania. Za prześladowanie rozumie się szkodę lub krzywdę wyrządzaną przez państwo lub jego organy, lub brak ochrony ze strony państwa przed prześladowaniem ze strony innych osób. Szkoda musi być poważna i naruszać podstawowe prawa człowieka.