Zawód pogranicznika to zawód podwyższonego ryzyka

| Fot. Marian Paluszkiewicz

Ostatnio kryzys migracyjny zdominował litewską przestrzeń medialną. Słyszymy o protestach w Dziewieniszkach oraz Rudnikach. Słyszymy krytykę rządzących z ust polityków opozycji. Mówi się o płocie na granicy litewsko-białoruskiej oraz ataku hybrydowym. Niestety, w cieniu pozostają ci, którzy chronią granic państwa przez 24 godziny na dobę, czyli funkcjonariusze Straży Granicznej.

Posłanka z ramienia socjaldemokratów Orinta Leiputė w ubiegłym tygodniu skierowała pytanie do minister spraw wewnętrznych Agnė Bilotaitė: Dlaczego pogranicznicy nie otrzymują pieniędzy za nadgodziny? W swym liście polityk podkreśla, że sytuacja w Straży Granicznej jest naprawdę dramatyczna. Służba Graniczna, pisze posłanka, skierowała apel do byłych funkcjonariuszy, aby tymczasowo wrócili na służbę, aby pomóc w opanowaniu sytuacji. Poza tym obecni funkcjonariusze skarżą się, że nie otrzymują należytych pieniędzy za wykonaną pracę oraz nie otrzymują pieniędzy za nadgodziny. „Funkcjonariuszom normalnie brakuje jasności, konkretnych terminów oraz adekwatnego wynagrodzenia za wykonaną pracę oraz nadgodziny” – napisała Leiputė. Jej zdaniem takie podejście demotywuje pograniczników i to może spowodować masowe odejścia ze służby. Posłanka zacytowała też wypowiedź anonimowego funkcjonariusza: „Każdego dnia pracujemy po 12-16 godzin. Nie bardzo chcą nam płacić za nadgodziny. Młode osoby chcą masowo zwalniać się”.


Straż Graniczna potrzebuje nowych ludzi


To, że sytuacja jest dramatyczna, w rozmowie z naszym dziennikiem potwierdzili w samej Straży Granicznej. – W Straży Granicznej pracuje około trzech tysięcy funkcjonariuszy. Teraz, kiedy mamy do czynienia z dramatyczną sytuacją z powodu napływu nielegalnych migrantów, funkcjonariuszy brakuje. Planujemy stworzyć dodatkowe etaty – poinformował doradca ze Straży Granicznej Giedrius Mišutis. Straż Graniczna planuje zatrudnić dodatkowo ponad 500 osób. Nie wszyscy nowo zatrudnieni będą mieć status funkcjonariusza służb mundurowych. Większość zostanie zatrudniona na zwykłą umowę cywilno-prawną. Ci ludzie nie będą patrolowali w terenie, tylko na przykład monitorowali sytuację na granicy przy pomocy komputera. Tym niemniej na początku sierpnia pracę rozpocznie ok. 100 nowych funkcjonariuszy. Aby zostać mundurowym funkcjonariuszem Straży Granicznej, trzeba przejść szkolenia, które trwają dziewięć tygodni oraz zdać odpowiednie egzaminy. Jednak z powodu sytuacji ekstremalnej, w tym roku, wyjątkowo, kurs trwa cztery tygodnie.
Tworząc nowe etaty trzeba pamiętać, że Straż Graniczna nie może zaoferować zbyt wysokich zarobków. W czwartym kwartale 2020 r. średnie wynagrodzenie brutto w kraju wynosiło 1 524 euro, czyli po odliczeniu podatków zostaje ok. 967 euro. Natomiast średnie wynagrodzenie pracownika Straży Granicznej wynosi 1 725 euro, czyli na rękę funkcjonariusz otrzymuje 1 044. Giedrius Mišutis podkreśla, że nie są to zbyt wygórowane zarobki, jeśli się przyjmie do świadomości, że zawód pogranicznika należy jest zawodem podwyższonego ryzyka. – Bez dwóch zdań praca pogranicznika jest pracą ryzykowną, ponieważ podczas wykonywania obowiązków dochodzi do różnego rodzaju sytuacji. Często ktoś stawia opór lub dochodzi do innych ryzykownych sytuacji. W ciągu pierwszego półrocza 2021 r. przeprowadziliśmy dziewięć dochodzeń. Trzy z nich dotyczyły nieszczęśliwych wypadków podczas pełnienia służby, dwa dotyczyły wypadków, kiedy funkcjonariusz był w drodze do lub z pracy. Kolejne cztery przypadki dotyczyły nieszczęśliwych przypadków w czasie szkoleń przyszłych funkcjonariuszy – podkreślił doradca.

Czytaj więcej: Bilotaitė – w tej chwili nie ma planów przewiezienia migrantów do Dziewieniszek

| Fot. Marian Paluszkiewicz

Przetarg na płot


Pogranicznicy często powtarzają, że w ochronie granic najważniejszy jest nie płot, tylko człowiek. Tym niemniej teraźniejsza sytuacja pokazała, że granica litewsko-białoruska ma wiele luk, przez które dosyć łatwo nielegalnie przekroczyć granicę. Te luki są wykorzystywane nie tylko przez nielegalnych migrantów, ale również przez przemytników.
Dlatego rząd Litwy zapowiedział, że w najbliższym czasie będzie próbował te luki wyeliminować. „W tym tygodniu jest ogłoszony międzynarodowy przetarg na zakup dużej ilości koncertina (rodzaj zasieków lub potykaczy z cienkiego drutu – przyp.red.). Poza tym przybyła pomoc z Estonii pod postacią 100 kilometrów koncertina. Jako że sam koncertin nie wystarcza, ponieważ są potrzebne dodatkowe materiały, dlatego w tych dniach zostanie ogłoszony przetarg na brakujące elementy” – powiedziała minister spraw wewnętrznych Agnė Bilotaitė.
Szefowa resortu podkreśliła, że prace muszą rozpocząć się w najbliższym czasie. „Jest 100-kilometrowy odcinek, który jest zaliczany do najbardziej ryzykownych. To jest nasz priorytet, aby jak najszybciej odgrodzić ten odcinek” – poinformowała minister.
Bilotaitė podkreśliła, że nie patrząc na wyjątkową sytuację, przetarg powinien odbyć się w maksymalnie przejrzysty sposób. „Chociaż rozumiem również priorytet, aby to zrobić jak najszybciej” – dodała polityk.

| Fot. Marian Paluszkiewicz


Zorganizowana migracja


Od kilku miesięcy Litwa boryka się z masowym napływem migrantów. Tylko w samym lipcu zatrzymano grubo ponad trzy tysiące osób próbujących nielegalnie przekroczyć granicę z Białorusią. Litewskich funkcjonariuszy Straży Granicznej wspierają funkcjonariusze Frontexu. Większość nielegalnych migrantów pochodzi z Iraku. Strona litewska oskarża władze Białorusi, że sztucznie wywołały kryzys migracyjny, mszcząc się za stanowcze stanowisko naszego kraju względem reżimu Łukaszenki. „To jest zorganizowana migracja, to nie są zwykli uchodźcy, którzy chaotycznie biegną przez naszą granicę. To są działania reżimu, który chce zwiększyć presję na nas i Unię Europejską” – mówiła na początku lipca przewodnicząca Sejmu Viktorija Čmilytė-Nielsen.
Przed kilkoma tygodniami „Kurier Wileński” pisał, że mediom udało się ustalić mechanizm przerzucania nielegalnych migrantów. Media donoszą, że od połowy maja br. do Mińska każdego dnia może przybywać do 1 000 osób z Bagdadu, które później są przerzucane ku litewskiej granicy. Do stolicy Białorusi Irakijczycy oraz pozostali „uchodźcy” trafiają drogą lotniczą. Z Bagdadu do Mińska samoloty kursują dwa razy w tygodniu. Do 14 maja linie lotnicze Iraqi Airways wykorzystywały samoloty Boeing 737 mieszczące na pokładzie ok. 200 pasażerów, natomiast teraz latają samoloty Boeing 777 oraz Boeing 747, które mieszczą od 300 do 600 pasażerów.
Opozycyjnemu kanałowi „Nexta” udało się ustalić, że „pasażerami z Iraku” na terytorium Białorusi opiekuje się spółka Tsentrkurort, którą kieruje jedna z najbardziej zaufanych osób Aleksandra Łukaszenki — Wiktar Szejman. Proces przerzutu nielegalnych migrantów wygląda mniej więcej następująco – z lotniska są transportowani do państwowych hoteli „Belarus” i „Yubileynaya”. Są też kwaterowani w hotelu „Renaissance Marriott Minsk” należącym do rosyjskiego miliardera Michaiła Gucerijewa. Później z hotelu są przewożeni do granicy litewskiej.

Czytaj więcej: Protest przeciwko kwaterowaniu migrantów [GALERIA]

Wspólne stanowisko


Na początku lipca Litwa ogłosiła stan nadzwyczajny w całym kraju. Tego typu rozwiązanie pozwala rządowi i samorządom podejmować szybsze decyzje w sprawach logistycznych i finansowych związanych z rosnącą liczbą migrantów.  Zostało zaostrzone też prawo migracyjne. Zgodnie z nowelizacją osoby nielegalnie przekraczające granicę i nieposiadające dokumentów tożsamości są traktowane jako potencjalni aktywni uczestnicy trwającego ataku hybrydowego, co daje państwu pretekst do szczególnego traktowania. Została też skrócona droga odwołania się od decyzji Departamentu Migracyjnego. Zmiany zostały skrytykowane przez obrońców praw człowieka. Ich zdaniem nowe prawo jest niezgodne z konstytucją oraz prawami człowieka. Prezydent chociaż asygnował ustawę, to zaznaczył, że nowe przepisy potrzebują odpowiednich poprawek.
W ubiegłym tygodniu ministrowie obrony trzech krajów bałtyckich potępili działania Białorusi. „Teraźniejsza sytuacja na granicy nie jest zwykłym kryzysem migracyjnym, to są działania z zakresu wojny hybrydowej wymierzone przeciwko Unii Europejskiej oraz NATO, a w szczególności w stabilność krajów bałtyckich. Ten atak hybrydowy wymaga wspólnej i skoordynowanej odpowiedzi państw bałtyckich. Dziękujemy Estonii oraz Łotwie za solidarność i jedność w obliczu zagrożenia” – powiedział po spotkaniu minister ochrony kraju Arvydas Anušauskas.