Cisza po burzy, zdjęcie w gazecie i „wysokie C”. Karolina Lyndo

Rozmawiamy z Karoliną Lyndo — Polką z Wileńszczyzny, która rozbrzmiała w muzycznym programie rozrywkowym „Głos Litwy”, zebrała niemało nagród, śpiewała w Mrągowie. Teraz kładzie kolejny kamień milowy w swojej karierze muzycznej rozpoczynając studia w Bydgoszczy. Jak twierdzi, nie będzie to uwieńczenie drogi, a ledwie nabieranie rozpędu. „Mam nadzieję, że nie doświadczę przykrości” — liczy Karolina.

Karolina wydała swój pierwszy utwór po polsku — i to było głównym pretekstem, aby porozmawiać o niej samej. To nie wszystko, gdyż dowiemy się, jak wielką wartość mają stare zdjęcia w gazecie oraz pamiątki z dzieciństwa. Ostatecznie dowiemy się, że cisza trwa nie tylko przed burzą, ale także po — i wcale nie jest to cisza złowieszcza.

Karolina Lyndo na czerwonym tle
Karolina Lyndo
| Fot. archiwum prywatne

Czy mogę do pani mówić na „ty”?

Tak, oczywiście.

Skąd jesteś, Karolino?

Jestem sama z Podbrodzia.

Pozwolisz, że od razu przejdę do tematu muzyki. Kiedy pierwszy raz wyszłaś na scenę?

Gdy chodziłam do przedszkola. Był jakiś festiwal, tylko nie pamiętam nazwy. Miałam chyba z 5 latek. Mam nawet zdjęcie z gazety. Mama wycięła i zostawiła specjalnie dla mnie, bym mogła zobaczyć, jak się zmieniałam. Mogę ci potem ją przysłać.

To był mój debiut na Litwie. Nie pamiętam piosenki, ale była po polsku, coś o misiakach.

Pamiętam za to przedszkole, gdzie pani mówiła, że jestem energiczna i dawała piosenki śpiewać dla grupy. Nikogo nie było słychać, tylko głos Karoliny. (śmiech)

Wycinek z gazety, na zdjęciu Karolina Lyndo (pierwsza od lewej)
| Fot. archiwum prywatne

Chodziłaś do szkoły muzycznej?

Tak i to też jest fajna historia. Gdy usłyszałam, że w miasteczku otwiera się szkoła muzyczna, bardzo chciałam rozpocząć kształcenie, zapisałam się natomiast na lekcje taneczne.

Gdy zaczęły się zajęcia, to znalazłam w kącie instrument, jeszcze nie wiedziałam co to. Zaczęłam go dotykać, naciskać, usłyszałam, że wydaje dźwięk.

Jaki to był instrument?

Pianino.

Król instrumentów.

Pani jak zauważyła moje zainteresowanie, poprowadziła mnie do swojej siostry, również nauczycielki, tyle że pianina. Poszłam, zapoznałyśmy się, ona też była zainteresowana moją osobą. Poprosiła, bym coś zagrała, ale jako mało dziecko nie popisałam się. Wzięła jednak mnie na swoje lekcje i tak już stanowiłyśmy jedną drużynę.

Z kolei, gdy miałam 11 lat, pojechałam na obóz. Tam byłam przez tydzień, mnóstwo pracy. Był też wieczór talentów i kierownicy rozdzielali dzieci do poszczególnych nauczycieli. Program miał wszystko: taneczne zajęcia, fizyczne wychowanie, a także rozwój osobistego talentu. Byłam w drużynie śpiewaków. Moją lektorką była Asta Pilypaitė.

Jak już kończył się ten obóz, był zorganizowany koncert dla rodziców aby pokazać, czegośmy się nauczyli. Wygrałam certyfikat na branie udziału w Festiwalu Morza w Kłajpedzie. Po tym festiwalu, po moim występie, zaczęłam chodzić na prywatne lekcje śpiewu do pani Nijolė Maceikaitė.

W jakim wieku byłaś?

Jakieś 11-12 lat.

Dość późno, zazwyczaj bierze się młodsze dzieci. Pani Nijolė zwróciła na to uwagę?

Wzięła pod uwagę, że wcześniej chodziłam do chóru i scholi kościelnej. Moje zainteresowanie przekonało ją do mnie. No i trafiłam w ten czas, gdy jeszcze można coś z tym głosem zrobić. Gdybym trafiła później, byłoby za późno.

Pani bardzo mnie wspierała, nalegała, bym nie wyrzucała śpiewu z życia, że to będzie coś więcej niż tylko hobby.

W ten sposób zaczęłam i na konkursy jeździć, i na festiwale, i na różne koncerty. Jak miałam więcej sił muzycznych, to poszłam na pierwszy projekt muzyczny, „Głos Litwy”.

Udało się?

Za pierwszym razem doszłam do etapu duetów. Niestety musiałam projekt opuścić. Nie zatrzymałam się i dalej kształciłam się muzycznie. Wstąpiłam do konserwatorium ze specjalizacją wokalistyki jazzowej. Muzyka została w moim życiu.

Koncerty, festiwale — i znów wróciłam do „Głosu Litwy”. I tym razem się udało. Czwarte miejsce.

Gratulacje!

Dziękuję. Po Głosie Litwy zaproszono mnie, abym reprezentowała Litwę na Białorusi w Festiwalu „Słowiański Bazar”. To był tamten 20. rok (2020 — przyp. red.)

Pandemia nie przeszkodziła?

To było już latem, wtedy było lepiej. Długo szykowałam się, chciałam tam wystąpić i udało się.

Jak się szykowałaś?

Pomogła mi pani Indrė Launikonytė. Byliśmy zgranym zespołem. Bardzo pomogła mi wykonać te utwory, o których nie wiedziałam, że potrafiłabym je zaśpiewać. Chciałam, ale nie wiedziałam jak.

Drugie miejsce. To nagroda pani Indrė dla mnie. No i mam nadzieję, że mój prezent dla niej.

Skończyłaś już konserwatorium?

Tak. Rozpoczęłam kształcenie od 9 klasy muzycznej do 12, czyli spędziłam w konserwatorium 4 lata. Do programu wchodzą także przedmioty ogólne, jak matematyka, fizyka, język litewski.

Co będziesz dalej robiła?

Wstępuję do Akademii Muzycznej w Bydgoszczy. To będzie poziom akademicki.

Były egzaminy wstępne? Jak to wyglądało?

Były, wszystko jednak zdalnie. Wiadomo, pandemia, kwarantanna, nie było możliwości przyjechać.

Karolina Lyndo przed obiektywem
| Fot. archiwum prywatne

Wypełniłam wniosek, bo trzeba było wypełnić formularz, wybrać kierunek. Gdy przyjęto moje papiery, trzeba było wysłać nagranie śpiewu rozrywkowego, jak soul, R&B, blues, jazz, improwizacja. Ogólnie trzeba było zaśpiewać utwór w ojczystym języku, polskim.

Co śpiewałaś?

Dwa utwory. „Dziwny jest ten świat” Czesława Niemena oraz Bajm, „Dziesięć przykazań”.

Dlaczego akurat to?

Jestem człowiekiem, który podchodzi do utworów z emocjami. Wybieram takie utwory, w których czuję się pewnie. Głosem, muzyką chcę opowiedzieć historię, którą czuję z tego utworu. Te utwory pomogły pokazać mnie samą — to, co chcę przekazać.

Czesław Niemen to, można powiedzieć, niemal nasz sąsiad. Pochodził ze Starych Wasiliszek, nie tak daleko Wileńszczyzny. Utwór, który wybrałaś jest bardzo często wykonywany.

Niemen to dla mnie legenda. Tak wcześniej opuścił to życie.

Utwór ten jest o każdym dniu, niezależnie od czasów. Człowiek krzywdzi drugiego człowieka. To możemy poczuć także dziś. Pewne rzeczy, choć bardzo by się chciało, nie zawsze mogą się zmienić.

Muzyka może zbawić świat?

Nie zaskoczę odpowiedzią — może. Muzyka jest językiem, może łączyć.

Jakie języki w takim razie mówione — nie muzyczne — znasz? Podbrodzie jest przy granicy, to może i białoruski udało się poznać?

Białoruskiego w ogóle nie znam! (śmiech)

Znam polski, rosyjski, litewski i angielski. Jednak chcę nauczyć się jeszcze jakiegoś — francuskiego lub włoskiego.

Jedziesz do Bydgoszczy, Polacy w Polsce mówią trochę inaczej. Masz związane z tym obawy?

Jeszcze nie myślałam o tym. Mam nadzieję, że nie doświadczę przykrości. Już mam pierwszych znajomych w Bydgoszczy, z którymi koresponduję, którzy również będą ze mną studiować. Są także osoby z Litwy, więc nie będę osamotniona.

Pewne obawy i tak są. Nowe państwo, nowe miasto, nowy język — i choć znam przecież polski, to ten w Polsce może być inny — nie wiem, jak to będzie. Mam nadzieję, że wraz z pracą wszystko się uda. Będę starać się, będę uczyć się, bo to podoba mi się.

Z innej beczki: Eurowizja to coś dobrego, czy festiwal głupoty?

Jestem wielką fanką Eurowizji! (śmiech)

Oglądam każdą edycję, lubię też wybory prowadzących, to mnie kręci. No i sam finał muzyczny.

Miałaś swojego faworyta?

Litwa, oczywiście. No i Malta. Przede wszystkim jednak Izrael — dziewczyna zrobiła furorę.

Ta, co zaśpiewała „wysokie C” na końcu?

Tak. Pobiła wszelkie rekordy. Coś niesamowitego.

Skoro jesteśmy przy „wysokim C” — to kwestia talentu, czy ciężkiej pracy?

Talent pomaga, ale 90 procent to praca. I to ciężka praca. XXI wiek pokazał, że coraz więcej można nauczyć się i bez talentu. Na pewno nie da się stwierdzić, czy talent w ogóle jest, dopóki się nie pracuje nad czymś.

Jakie podejście do studiów w Polsce ma twoja rodzina? Chciałaby, żebyś została na Litwie?

Bardzo mnie wspierają, przeżywają ze mną koncerty, festiwale, czasem nawet silniej niż ja sama. Na pewno będą tęsknili i chcieliby, aby dziecko było bliżej, rozumieją jednak, że to naturalny proces. Technologie pozwolą nam utrzymać kontakt, nie będzie tak smutno, jak to sobie wyobrażają.

Nie boisz się pandemii na studiach? Szczególnie innego trybu nauczania?

Jak będzie tak będzie. Będę, jeśli trzeba, uczyć się zdalnie. Znajdę możliwość przyjąć sytuację, która jest w życiu każdego z nas.

Jesteś zaszczepiona?

Tak.

Z ciekawości zapytam, jaką szczepionką?

(śmiech) Pfizer!

No, zapytałem o pandemię, wystarczy. Chcę porozmawiać o utworze, który wydałaś. W końcu to on jest przyczynkiem naszej rozmowy.
(utwór został wydany 25 września, krótko po rozmowie — przyp. red.)

Bardzo się martwię, jaki będzie odbiór. Wydawałam utwory i wcześniej, ale to jest coś nowego. Tym razem będzie to utwór w moim ojczystym języku. Pierwsza polska piosenka.

Napisałam go na podstawie swojego dzienniczka. Są nasycone przeżyciami. Utwór nosi tytuł „Kolejny raz”.

W przygotowaniu utworu pomogły wspaniałe osoby. To ciekawa historia, był on również napisany po litewsku. I po litewsku jest już dostępny na wszystkich serwisach streamingowych.

Przeszło trochę czasu i dostałam zaproszenie wystąpić w TVP Wilno, w programie „W światłach muzyki”. Trzeba było zaprezentować dwa własne utwory, w tym jeden po polsku. Pokazałam swój polski utwór producentom i chętnie pomogli mi przełożyć go także na język polski.

Nie myślałaś, by zaśpiewać utwór po polsku i litewsku naraz? Jedna zwrotka tak, druga tak?

Była taka myśl, ale to wszystko potrzebuje swego czasu, na to być może też przyjdzie czas.

W rodzinie jesteś pierwsza związana z muzyką?

Była mama, grała na pianinie, ale grała dla siebie, chodziła do szkoły muzycznej. Gdy zdała egzamin, zaproponowano wiolonczelę, jednak to nie było jej — i zrezygnowała z dalszego kształcenia.

Także dziadek jak był młody, śpiewał w kawiarniach i grał na gitarze. Ci, którzy go znali, potwierdzali, że śpiewał pięknie.

Masz tremę, gdy wychodzisz na scenę?

Czuję i czuć muszę, odrobinę. To pozytywna trema. O wiele straszniej było na początku mojej muzycznej drogi. Teraz wszystko już jest dobrze.

Teraz już potrafisz zaśpiewać bez krępacji na zawołanie?

Może tak. Choć pamiętam słowa nauczycieli ze szkoły muzycznej, że ten stres jest bardzo ważny, ponieważ to daje muzykowi poczucie życia. To być musi.

To może teraz coś zaśpiewasz?

Teraz?

Tak, cokolwiek byś chciała.

Nawet nie wiem, co bym mogła… Dobrze. Zaśpiewam „Dziś nie ma takiej wiosny”, utwór Kasi Mos. Gotów?

Gotów.

Za moich młodych lat/ Piękniejszy bywał świat/ Jaśniejszym wiosny dzień/ Żałosny/ Za moich młodych lat/ Wonny miłości kwiat/ Perłowym blaskiem lśnił.

Karolina Łyndo — Dziś nie ma takiej wiosny (w rozmowie telefonicznej)

Jestem zaszczycony! Dziękuję! Często słyszysz pochwały?

Bywa. To jest bardzo miłe dla artysty, gdy słuchacze rozumieją, co chcą powiedzieć śpiewem, proszą o powtórkę, pytają. To napędza. Czuję się wtedy nie tylko pewnie, ale też chciana, że ta muzyka komuś może być miła.

Pamiętam, że jak byłem w szkole muzycznej, bardzo ostrzegano przed komplementami, gdyż nadmiar miłych słów może zepsuć, rozleniwić. Zgadzasz się z tym podejściem?

Wiadomo, co za dużo, to niezdrowo. Artysta też musi wiedzieć, kiedy po prostu podziękować, ale nie spoczywać na laurach.

Czy zdarzało się słyszeć już krytykę?

Oczywiście. Na szczęście, po jakimś czasie, im dłużej kształciłam się muzycznie, niektóre osoby zmieniały swoje nastawienie. Uważam, że każdy człowiek ma swoje etapy rozwoju, ma także swoje własne sposoby odbioru i to naturalne, że komuś mogą podobać się inne rzeczy, niż wszystkim. Do krytyki trzeba podchodzić krytycznie.

Karolina Lyndo śpiewa na scenie i patrzy w obiektyw
| Fot. archiwum prywatne

Na pewno zdarza ci się po śpiewaniu mieć zmęczony głos. Jak dajesz mu odpocząć?

To może wydać się dziwne, ale po długim koncercie najpierw próbuję dobrze wyspać się, a następnego dnia rozmawiam tylko gestami.

Przez cały dzień?

Tak. Czasem mogę coś powiedzieć, bardzo cicho. Głos musi odpocząć, rodzina już to wie i akceptuje. Po wszystkim musi przyjść ciepła herbatka, dobry sen i milczenie.

Co robisz przed koncertem? Jak się przygotowujesz?

Robię wszystko, co chce mój organizm. Staram się wsłuchać i jeśli chcę herbatki — na przykład zielonej — to zrobię to. Przed występem, jak już mówiłam, trochę też się stresuję, i to też forma przygotowania.

Czy masz jakieś konkretne ćwiczenia na rozgrzanie głosu?

Jeśli dobrze rozumiem, o czym gadasz — gdy koncert jest rano, to robię ćwiczenia głosu. Jeśli wieczorem, to staram się zaśpiewać te utwory, które będę śpiewała. Głos rozgrzewa nawet zwykła rozmowa. Staram się jednak oszczędzać energię, żeby nie wyczerpać się.

Masz rodzeństwo?

Mam brata starszego, dzielą nas cztery lata. Nie związał życia z muzyką, ale bardzo mnie wspiera.

Porozmawiajmy o twoich marzeniach, właściwie planach. Teraz Bydgoszcz. Co dalej?

Wtedy będą studia magisterskie. Wtedy doktoranckie! Nie zatrzymuję się, to to nie! (śmiech)

Na pewno jednak będę wracała na Wileńszczyznę, tu moja rodzina. Na Litwie wszystko się zaczęło, to moja ojczyzna.

Tutaj konserwatorium, tu projekty, tu szkoła muzyczna, tu telewizja. Wywiady, nawet — jak teraz! To wszystko podarowała mi Litwa.

To twój pierwszy wywiad?

W wywiadzie prasowym biorę udział po raz pierwszy. Miałam takie mikromarzenie, aby wziąć udział w takim wywiadzie i chyba usłyszeliście to, i mam nadzieję, że to nie ostatnia nasza rozmowa!

Również mam nadzieję, że porozmawiamy po twoich studiach. Będziesz opowiadała „oooo, tyle lat minęło, a to się zmieniło, tego się nauczyłam”.

Plany są, teraz tylko czekać, bardzo chętnie! Dobrze jest mieć pamiątkę, jaką się było wcześniej. Tak jak tamto zdjęcie wycięte z gazety, gdzie jestem malutka, pierwszy raz na scenie.

Jakiś fotograf to uchwycił, a ja teraz jestem szczęśliwa mogąc zobaczyć, jaka byłam w dzieciństwie. Dzieciak szczęśliwy po prostu, to bardzo ważne!

Mam nadzieję, że następną rozmowę można będzie przeprowadzić na żywo.
(rozmowa odbyła się telefonicznie — przyp. red.)

Nadojadł (gwar. zbrzydł — przyp. red.) mnie ten koronawirus i wszystkie te tematy. Chcę pobyć studentką! Ale on minie, minie, czekam na to.

Krótko po naszej rozmowie wyjeżdżasz. Co zrobisz jako pierwsze w Bydgoszczy?

Jak tylko trafię do Polski, to pierwszy krok będzie do kawiarni. Zamówię flaki i będę sobie degustowała.

Flaki? Jako pierwsza rzecz w Bydgoszczy?

Bo bardzo lubię flaki! (śmiech) Te tradycyjne, polskie. Oj, przepyszne są. I w Bydgoszczy to będzie pierwsza rzecz. Będę siedziała i cieszyła się z życia.

To świetny plan na rozpoczęcie studiów! Już nie będę męczył i ostatnie pytanie — czy tańczysz?

Może być i nie ostatnie! (śmiech)

Tańczę, ale póki co dla siebie. Na profesjonalnym poziomie jeszcze nie, ale zapraszają i na taneczne imprezy. Na przykład Wiktorija Nenartovič ma zespół Modus Dance, wystąpiła w projekcie „Czujemy się inni”, czyli „Jaučiamės kitokie” po litewsku. To był taniec ze śpiewem. To mi odpowiada i wkrótce zobaczyć można będzie więcej, ale póki co nie będę ujawniała wszystkiego, to będzie niespodzianka.

W głowie kłębi się jeszcze setka pytań, ale jak teraz o wszystkim porozmawiamy, to nie będzie nic na kolejne wywiady.

Oj pan, będzie, będzie wszystko, spokojnie! Dużo mam do opowiedzenia! Jeśli rozmowa jest ciekawa, to mogę bez końca gadać.

Gdy byłem dzieckiem, to mówiono mi „chleba nie dać, byle dać pogadać”. Znasz to powiedzenie?

Tak, u mnie mówiono jeszcze inaczej! „Nie daj chleba pojeść, a daj pokrzyczeć w mikrofon”! Teraz na pewno babcia będzie zadowolona jak będzie mnie czytała, to będzie prezent dla niej. Bardzo chciała przeczytać mnie w polskiej gazecie. To będzie dla niej niespodzianka.

Do usłyszenia!

Czytaj więcej: Debiutantka na mrągowskiej scenie, Karolina Lyndo. Witaj, Mrągowo, po raz 24!