Nowe podatki uderzą w klasę średnią?

Na 1 000 mieszkańców Litwy przypada 466 aut
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Rząd chce wprowadzić zmiany do systemu podatkowego. Najwięcej kontrowersji wywołują podatek ekologiczny od samochodu oraz próba znowelizowania podatku od nieruchomości. Oponenci twierdzą, że nowe zasady podatkowe uderzą przede wszystkim w najbardziej narażone grupy społeczne oraz klasę średnią.

Były szef socjaldemokratów, poseł Gintautas Paluckas, twierdzi, że większość projektów ustaw dotyczących rozwiązań podatkowych już od dawna leży w sejmowych szufladach, ale nikt nie chce ich wcielać w życie.
– Niestety, podatki są bardzo niepopularnym tematem w polityce. Nikt nie chce płacić podatków. Jednak jeśli podatki będą płacili wszyscy, to wówczas jest jedno podejście. Natomiast, kiedy jedni muszą płacić, a drudzy korzystają z różnych ulg podatkowych, to mamy do czynienia z inną sytuacją – ocenia polityk w rozmowie z „Kurierem Wileńskim”.

Raczkowski Zygfryd Raczkowski uważa, że inwestycje w nieruchomości nie są żadną spekulacją
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Naciski UE

Z danych Departamentu Statystyki wynika, że na koniec 2019 r. było zarejestrowanych 1 302 000 samochodów osobowych, czyli na 1 000 mieszkańców przypadało 466 aut. Zgodnie z planami rządu właściciele samochodów, które emitują ponad 200 g CO2 na km, od roku 2023 będą musieli zapłacić podatek w wysokości ponad 100 euro rocznie. Od 2025 r. ten podatek zwiększy się dwukrotnie. Połowa zarejestrowanych na Litwie samochodów przekracza limit, który wynosi 160 g CO2 na kilometr. Celem inicjatywy jest zmniejszenie liczby samochodów zanieczyszczających środowisko, który wpisuje się w trend polityki unijnej dbającej o ekologię.

Minister środowiska z Ruchu Liberałów, Simonas Gentvilas, przekonuje opinię publiczną, że podatek nie uderzy w najmniej majętne grupy społeczne. Szef resortu jest zdania, że samochód emitujący małą ilość substancji toksycznych można kupić nawet za 1 000 euro. „Od wstąpienia Litwy do UE emisja spalin wzrosła dwukrotnie. Zgodnie z unijnym prawem o zmianie klimatu zmniejszenie emisji spalin do atmosfery spoczywa na barkach państw członkowskich. Jeśli do 2030 r. emisja nie zmniejszy się, to będziemy musieli płacić kary” – wyjaśnił sens nowej inicjatywy szef resortu środowiska.

Takie rozwiązanie jest krytykowane przez większość ugrupowań opozycyjnych, ponieważ ich zdaniem, mimo zapewnień rządzących, uderzy w najmniej zamożnych.
– Bo ten projekt nie ma nic wspólnego z ekologią. Kiedy mówimy o ekologii, to w pierwszej kolejności, musimy mówić o ilości emitowanych zanieczyszczeń. To generalnie można obliczyć tylko poprzez ilość zużytego paliwa. Ile samochód zużywa paliwa, tyle jest emitowanych szkodliwych substancji do środowiska. Dlatego najbardziej sprawiedliwym podatkiem ekologicznym byłoby podniesienie akcyzy na paliwo. Ilość zużytego paliwa bardzo dobrze określa, ile człowiek jeździ, ile zużywa paliwa i ile naprawdę wyrzuca toksycznych substancji do powietrza. To, co proponują rządzący, jest elementarnym podatkiem majątkowym, który po prostu fiksuje fakt posiadania samochodu i szacuje tylko twój indywidualny potencjał emisji substancji toksycznych na podstawie technicznej identyfikacji. Na zasadzie, jakie może spowodować zanieczyszczenia, a nie faktycznie zanieczyszcza. W rzeczywistości różne osoby bardzo różnie korzystają ze swych pojazdów. Jedni jeżdżą każdego dnia ze swoim pięciolitrowym BMW, inni korzystają z samochodu, kiedy muszą trafić do rejonowej przechodni lekarskiej lub do rejonowego centrum handlowego – twierdzi Gintautas Paluckas.

Czytaj więcej:

Paluckas Gintautas Paluckas uważa, że proponowany podatek ekologiczny nie ma nic wspólnego z ekologią
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Społecznie niesprawiedliwy projekt

Zdaniem polityka proponowane rozwiązanie nie ma nic wspólnego z ekologią.
– Ten projekt jest społecznie niesprawiedliwy, bo zapłaciwszy podatek, nadal możesz jeździć i zanieczyszczać środowisko. Ten projekt daje przywilej dla osób bogatych, aby jeździły dużymi samochodami, które zużywają duże ilości paliwa. Tu warto dostrzec analogie z plastikiem, który również jest szkodliwy dla środowiska. Ile mieliśmy szkoleń, ile wydano na edukację, aby nie korzystano z jednorazowych naczyń plastikowych. Niestety, nikt na to nie zwracał uwagi. Sytuację udało się zmienić, tylko kiedy na poziomie unijnym wprowadzono zakaz handlu jednorazowymi naczyniami plastikowymi. I nieważne, chciałeś tego czy nie, jakie miałeś upodobania, musiałeś z tym się zgodzić, ponieważ nie mogłeś ich kupić, bo ich nie było w sprzedaży. Obecny projekt dotyczący podatku ekologicznego od samochodu jest absolutnie projektem liberalnym, bo odpowiedzialność za emisję substancji toksycznych jest zindywidualizowana. Osoba musi dostosować się do zasad i kupić jakiś nowszy model samochodu. Niestety, nie wszyscy mogą sobie pozwolić na taki wydatek. Z drugiej strony, kto ma pieniądze, to tego nie odczuje i nadal będzie mógł zanieczyszczać środowisko – wyjaśnia socjaldemokrata.

Czytaj więcej: Powstał specjalny kalkulator ekologicznego podatku samochodowego

Szwejk a mieszkania

Kolejne kontrowersje w społeczeństwie wywołują pomysły rządu dotyczącego zmian w prawie od nieruchomości. Na razie nie ma konkretnego projektu ustawy, tylko luźne propozycje ogłoszone przez polityków koalicji rządzącej. Jedną z nich jest ustanowienie pułapu o wysokości 150 tys. euro, czyli mieszkania do tej wartości nie będą podlegać opodatkowaniu, a wszystko co powyżej zostanie opodatkowane.

„Jeśli człowiek dokona kupna nieruchomości i to go nic nie kosztuje podatkowo, to staje się bardzo atrakcyjnym instrumentem do inwestycji. Człowiek zamiast oszczędzać w funduszach emerytalnych, kupuje nieruchomości i nimi spekuluje” – powiedziała w wywiadzie dla dziennika „Lietuvos Rytas” minister finansów Gintarė Skaistė.

Poza tym mają zostać opodatkowane nieruchomości, które nie są używane do zamieszkania.

Przewodniczący rady spółki Centro Kubas, która od wielu lat działa na litewskim rynku nieruchomości, Zygfryd Raczkowski, żartuje, że kiedy władza bierze się za nieruchomości, to przypominają się mu słowa Szwejka z powieści Jaroslava Hašeka, że „państwo, które zwiększa ceny na piwo, nie ma przyszłości”.

– Podobnie mamy tutaj. Ceny na działki, domy czy mieszkania w ciągu ostatnich kilka lat poszły mocno w górę. Trzeba rozróżnić dwie sprawy. Jedna, to kiedy jest bardzo bogaty człowiek mieszkający w pałacach. Inna sprawa, kiedy człowiek pracował ciężko przez całe życie i za zarobione pieniądze kupił przyzwoity dom lub mieszkanie. Ten proponowany pułap podatkowy o wysokości 150 tys. euro, tak naprawdę jest zaniżeniem pułapu, a nie zwiększeniem, jak to próbuje się przedstawić. Bo na przykład, weźmy trzypokojowe mieszkanie na Antokolu w nowym budownictwie o powierzchni powiedzmy 100 mkw., to cena zaczyna się gdzieś od 350 tys. euro, czyli 3,5 tys. za mkw. Takie mieszkania kupuje klasa średnia, a nie żadni bogacze. Moim zdaniem, ma być bardziej rozumne podejście do tej kwestii i ten pułap ma być o wiele większy – tłumaczy przedsiębiorca.

Wielkość podatku od nieruchomości będzie zależała od wartości nieruchomości
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Inwestycja czy spekulacja

Raczkowskiemu nie podoba się też terminologia używana przez rządzących.
– Co znaczy spekulacja? Człowiek kupił mieszkanie. Zainwestował pieniądze w remont. Później sprzedał i na tym zarobił. Gdzie tutaj mamy spekulację? To jakaś radziecka mentalność, że jeśli człowiek chce zarobić, to nadal to jest postrzegane jako coś negatywnego. Bo przecież jeśli sprzeda to mieszkanie, to będzie musiał zapłacić państwu podatek od dochodu, jeśli sprzeda przed 10-letnim terminem, kiedy nie musisz płacić podatku. Jeśli kupuje się mieszkanie na firmę, to również dochodzi cała masa podatków i opłat. Prowadząc firmę, musisz zatrudnić dyrektora, księgową, a to wszystko kosztuje – dodaje Raczkowski, którego zdaniem inwestycja w nieruchomość jest jedną z najbezpieczniejszych. Tym bardziej inne rodzaje inwestycji, jak na przykład akcje, potrzebują dodatkowej wiedzy. Natomiast w nieruchomości, zdaniem biznesmena, inwestują tzw. „ludzie prości”, którzy na przykład zarobili pieniądze w Wielkiej Brytanii lub Norwegii.

Gintautas Paluckas na razie nie wie, czy jego partia poprze rządowe rozwiązania dotyczące nieruchomości.
– Trudno powiedzieć, bo na razie nie ma projektu, są tylko pewne pomysły. Jednak już na poziomie pomysłu dostrzegam sporo wad. Bo jak na przykład określić, które mieszkanie jest pierwsze, a które drugie lub trzecie. Jaka jest wartość tych nieruchomości, na podstawie czego ta wartość będzie określona, czy na podstawie cen Centrum Rejestrów, czy na podstawie ceny rynkowej. Moim zdaniem dużym błędem było oddzielenie działki od nieruchomości, czyli domu lub mieszkania. Bo podatek od ziemi płacimy wszyscy, jest względnie nieduży, nieważne, czy to jest ziemia rolna, czy ziemia o statusie komercyjnym. Komercyjni płacą więcej, bloki wielomieszkaniowe w ogóle mają zerową stawkę podatkową, ale mniej więcej są wiadome zasady. Sądzę, że w przypadku nieruchomości nie trzeba wgłębiać się w szczegóły administracyjne, tylko wprowadzić powszechny podatek od nieruchomości. Tylko ten podatek musiałby być nieduży. Przykładowo, masz własne lokum, którego wartość jest do 100 tys. euro, to wówczas w skali roku musisz zapłacić umownych 30 euro. Kiedy podatek byłby powszechny, to zaoszczędzilibyśmy środki i czas na administrowanie podatkami, czyli nie musielibyśmy łapać osób, które chcą omijać prawo, ponieważ teraźniejszy system ma sporo luk prawnych i daje pole do manipulacji. Teraz, aby nie płacić podatków, ludzie dzielą majątek między rodzinę, zawierają trefne umowy darowizny i temu podobne rzeczy – wyjaśnia socjaldemokrata.