Piotr Jezierski: Próbowałem wczuć się w Wilno

Dla mnie punktem wyjścia podczas pracy nad książką jest stworzenie takiej opowieści, jaką sam bym chciał przeczytać – mówi „Kurierowi Wileńskiemu” Piotr Jezierski, pisarz i dziennikarz. Jego najnowsza powieść, pt. „Aligator w Wilnie”, ukaże się w grudniu.

| Fot. Stefan Gardawski

Bycie pisarzem dzisiaj to zawód?

Może być zawodem. Jest w Polsce kilka osób, które z tego żyją. Nie ukrywam, że kiedyś z przyjemnością bym do nich dołączył. Ale dzisiaj sporą część mojego czasu zajmuje praca w Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie”. Praca bardzo ciekawa i niezwykle inspirująca, poznaję w niej wielu ludzi, jeżdżę do miejsc, których pewnie nie odwiedziłbym prywatnie. To wszystko przekłada się na pracę twórczą, powstają nowe pomysły, mnożą się wątki związane ze Wschodem.

Można powiedzieć, że zarabiając na utrzymanie, zbieram doświadczenia, które wykorzystuję w pisaniu. Zresztą działając w fundacji, też mam okazję realizować się kreatywnie, tworzę wystawy i współorganizuję wydarzenia kulturalne oraz medialne. Wracając do pytania – myślę, że w moim przypadku pisanie to praca na drugą zmianę, poświęcam mu jakąś jedną czwartą mojej aktywności zawodowej.

Jak pojawił pomysł na twoją poprzednią powieść?

Chciałem opowiedzieć po swojemu o rodzinnym mieście, o moich miejscach w Warszawie. Ale też marzyło mi się pokazanie go z odrobinę innej strony, stąd małe pomieszanie gatunków, kryminału i fantastyki. Istotna jest też warszawska Praga, to właśnie podczas spaceru ulicą Targową wpadłem na pomysł, który potem przerodził się w „Kochanków brzydszej córki”.

Udzielił mi się klimat dzielnicy, w której na ścianach kamienic widać jeszcze ślady minionej wojny, w bramach wciąż chowa się szemrane towarzystwo, a niektóre ulice wyglądają tak samo od niemal stu lat.

Dlaczego właśnie kryminał?

Kryminał jest doskonałym nośnikiem opowieści. Jeśli ma się pomysł na ciekawy świat przedstawiony, chce się oddać klimat jakiegoś miejsca, rozrysować interesujące postaci, to intryga kryminalna pozwala pokazać to wszystko, jednocześnie zabierając czytelnika w intrygującą podróż. Pisanie kryminału daje też olbrzymią przyjemność pisarzowi.

| Graf. autor

W głowie mnożą się wątki, pomysły na kolejne posunięcia zbrodniarza i detektywa, a pisarz wybiera najlepsze z nich, te, które najbardziej zaintrygują czytelnika. Jednak dla mnie punktem wyjścia podczas pracy nad kryminałem jest stworzenie takiej opowieści, jaką sam bym chciał przeczytać.

„Kochankowie brzydszej córki” to książka, której akcja rozgrywa się w Warszawie, w 1965 r., ale w alternatywnej rzeczywistości, po innym niż znamy zakończeniu II wojny światowej. Nie bałeś się eksperymentować z historią, do której Polacy są przecież bardzo przywiązani?

Eksperymentowanie z historią było najfajniejszym elementem pracy nad tą powieścią. Próba odpowiedzenia na pytanie: „co by było gdyby?”, otwiera sezam opowieści. Zmienia się jeden element w odległej przeszłości i modeluje następujące po nim wydarzenia tak, żeby świat i logika wydarzeń nie budziły wątpliwości czytelnika. Mam nadzieję, że udało mi się nikogo nie urazić, ale pisałem o mieście, które kocham, i o miejscach istotnych dla historii mojej własnej rodziny. W ogóle myślę, że pisanie alternatywnych wersji historii pomaga lepiej zrozumieć losy własnego kraju i świata oraz mechanizmy rządzące dziejami.

Poza tym dla czytelnika, którym też przecież jestem, szukanie różnic pomiędzy prawdziwą historią a tą odmienioną to wspaniała zabawa. Ja doskonale się bawiłem, czytając „Związek Żydowskich Policjantów” Michaela Chabona czy „Czterdzieści i cztery” Krzysztofa Piskorskiego, powieści, w których coś w przeszłości poszło inaczej niż w znanej nam historii. To wszystko są lekcje filozofii dziejów i historyczne łamigłówki ubrane w kostium literatury popularnej.

Czy łatwo dziś wydać powieść? Masz jakiś własny sposób na znalezienie wydawcy i zachęcenie go, by zainwestował w twój pomysł?

Pisanie to wielka przyjemność, ale już wydanie powieści uczy cierpliwości i wymaga wiary we własny talent. Wydawnictwa dostają dziś setki rękopisów. Dobre teksty często giną w lawinie rzeczy miernych. Początkujący pisarz marzący o wydaniu powieści powinien wysyłać swoje prace i nie zrażać się brakiem odzewu czy szybkiej reakcji wydawcy.

Można też związać swoją pracę zawodową z rynkiem wydawniczym. Wtedy jest się bliżej źródła i łatwiej poznać ludzi odpowiedzialnych za plany wydawnicze. Myślę, że pisanie recenzji dla jakiegoś poczytnego periodyku lub portalu to też dobry sposób na znalezienie się w książkowej „strefie wpływów”. Dużo się wtedy czyta (z pożytkiem dla własnego pisarstwa) i nawiązuje kontakt z ludźmi z wydawnictw. Jest jeszcze jedna droga – samodzielne wydanie książki.

Ale wtedy trzeba pokonać mnóstwo technicznych trudności, zapewnić sobie środki na redakcję, skład i druk oraz – rzecz najtrudniejsza – rozkręcić promocję swojego dzieła.

Teraz pracujesz nad nową książką i będzie to… „Aligator w Wilnie”.

Mam nadzieję, że przemyciłem trochę wileńskiego klimatu. Liczę, że czytelnicy z Wilna powiedzą mi, czy się to udało.

Tytuł na pierwszy rzut oka przypominać może połączenie horroru z jakąś legendą miejską. Tak naprawdę „Aligator w Wilnie” to historia Aliny, współczesnej nastolatki, która podąża tropem znaleziska dokonanego w latach 30. ubiegłego wieku. Razem z ojcem i grupą przyjaciół próbuje ona rozwiązać tajemnicę związaną ze św. Kazimierzem.

W intrygę zamieszana jest Barbara Radziwiłłówna i pewna wiekowa organizacja przestępcza. To połączenie kryminału i powieści przygodowej z historią w tle. Marzyło mi się stworzenie opowieści nawiązującej do cyklu Zbigniewa Nienackiego o Panu Samochodziku, detektywie amatorze rozwiązującym zagadki historyczne, ale jest tu też moja, sięgająca dzieciństwa, słabość do Indiany Jonesa.

Pracując nad tą książką, korzystałem z doświadczeń zebranych podczas pracy w fundacji, a przede wszystkim licznych wyjazdów służbowych do Wilna. Przez ostatnie kilka lat, wykonując swoje obowiązki służbowe, poznawałem Wilniuków i polskie miejsca na Wileńszczyźnie, a po pracy, wieczorami, zaglądałem w wileńskie zakamarki, próbowałem wczuć się w to miasto.

| Fot. Olga Alehno

Jak pisze się dla młodego czytelnika? Masz jakieś szczególne założenia?

Moja bohaterka ma 16 lat – choć mam nadzieję zainteresować swoją powieścią również o kilka lat młodszych czytelników. Pisząc, starałem się przede wszystkim przypomnieć sobie siebie w tym wieku, wrócić do nastoletniego Piotrka, przed którym rozpościerał się świat możliwości, za każdym rogiem zaczynała się nowa przygoda, a w każdym zabytku kryła się pradawna tajemnica. Zaczytywałem się wtedy we wspomnianym cyklu o Panu Samochodziku. Z moją bohaterką łączyło mnie jeszcze jedno – podróżowałem ze swoim ojcem na Wschód, z tym że mój rodziciel zawodowo związany był z Białorusią i to tam spędzałem często wakacje.

Pisząc dla młodego czytelnika, musiałem wyjątkowo przyłożyć się do warstwy obyczajowej powieści. Moja bohaterka, oprócz problemów z przestępczością zorganizowaną i tajemnicami historii, ma też swoje życie wewnętrzne. Zmaga się z problemami typowymi dla młodych ludzi i emocjami o wiele silniejszymi niż moje. Musiałem sobie przypomnieć, jak to jest mieć 16 lat, i wyobrazić, co czuje dziewczyna w tym wieku. Zadanie trudniejsze niż pisanie dla dorosłych, ale dzięki temu moja powieść może zainteresować również starszych czytelników, pragnących zrobić sobie mały powrót do przeszłości.

„Kochankowie brzydszej córki” to bardzo warszawska książka, można powiedzieć, że nawet praska. Czy myślisz, że uda ci się równie dobrze przekazać wileński klimat?

Punkt widzenia w „Aligatorze…” jest trochę inny niż w „Kochankach brzydszej córki”, tam bohater opowiadał o stolicy, w której się urodził. Alina jest warszawianką i dopiero odkrywa Wilno, więc i powieść pisana jest z punktu widzenia kogoś, kto przybywa z zewnątrz. Ona dopiero poznaje miasto, a czytelnik odkrywa je razem z nią.

Założeniem było nie tylko opowiedzenie ciekawej historii o Wilnie, lecz także zachęcenie do jego odwiedzenia czytelników spoza Litwy, z Polski, Ukrainy, Czech czy Węgier. Mam nadzieję, że przemyciłem choć trochę wileńskiego klimatu, i liczę na to, że czytelnicy z Wilna powiedzą mi, czy się to udało.


Piotr Jezierski – urodzony na warszawskiej Woli pisarz i dziennikarz, związany z Fundacją „Pomoc Polakom na Wschodzie”. Jako eseista, krytyk i prozaik publikował m.in. w: „Kulturze Współczesnej”, „Czasie Kultury”, „Nowych Książkach” oraz w serwisie Cud Kultury. Autor zbioru opowiadań „Zgubiłem zegarek”, esejów „Siła strachu” i „Wektory wyobraźni”, kryminału w odcinkach „Parada grzeszników” oraz powieści „Kochankowie brzydszej córki”. Powieść „Aligator w Wilnie” ukaże się w grudniu tego roku. Zostanie wydana dzięki wsparciu Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie”. Projekt finansowany jest ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach konkursu „Polonia i Polacy za Granicą 2021”.

Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 44(127) 30/10/2021