Czy pomoc rządu pokryje straty spowodowane sankcjami Chin?

Przedsiębiorcy na Litwie już dzisiaj liczą straty z powodu sankcji gospodarczych Chin. Rząd Litwy przygotował plan pomocy. Danas Arlauskas sądzi, że obecny plan nie pokryje strat i stracą na tym nie tylko przedsiębiorcy, ale też wszyscy mieszkańcy Litwy.

Arlauskas sądzi, że obecny pomocowy plan rządu nie pokryje strat ani przedsiębiorców, ani mieszkańców
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Rząd Litwy w minionym tygodniu zdecydował, że przeznaczy sześć milionów euro spółkom, które odczuły presję Chin. Środki mają być przeznaczone na dywersyfikację rynku i poszukiwanie nowych partnerów gospodarczych oraz handlowych w innych częściach świata. Projekt został przygotowany przez Ministerstwo Finansów. Pieniądze mają pochodzić z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego, którym administruje w naszym kraju Ministerstwo Ekonomii i Innowacji.

Przydzielone środki zostaną podzielone na dwie części. Pięć milionów euro, jak poinformowała minister ekonomii i innowacji Aušrinė Armonaitė, mają zostać przeznaczone na prezentację litewskiej produkcji poza granicami kraju, czyli udział litewskich firm na międzynarodowych targach i misjach gospodarczych. Pozostałe środki zostaną przeznaczone na pokrycie kosztów powiązanych z certyfikowaniem. „Rozumiemy, że jeśli spojrzymy na ogrom problemu, to nie jest to duża pomoc. Mamy jednak nadzieję, że spółkom szukającym możliwości dywersyfikacji te pieniądze naprawdę pomogą” – oświadczyła w minionym tygodniu Armonaitė. Szefowa resortu dodała, że obecnie trwają negocjacje z Komisją Europejską w sprawie stworzenia pakietu kredytowego dla podmiotów gospodarczych. Zakłada się, że budżet projektu będzie wynosił 130 mln euro. Maksymalna pożyczka dla jednej spółki nie będzie mogła przekroczyć pięciu mln euro.

Czytaj więcej: Kraje świata wzywają Chiny do zaprzestania prześladowań wobec Ujgurów

Nie biznesmeni, a mieszkańcy

Prezes Litewskiej Konfederacji Pracodawców Danas Arlauskas, komentując dla „Kuriera Wileńskiego” plan pomocy rządu dla przedsiębiorców, użył porównania medycznego.
– To jest środek tymczasowy polegający na zmniejszeniu gorączki u pacjenta. Czyli, jeśli pacjent ma gorączkę ponad 40 st., to rząd chce, aby miał jakieś 39 st. A dalej będzie monitorować sytuację. Być może stan zdrowia pacjenta polepszy się samoistnie, a jeśli tak się nie stanie, to wówczas spróbujemy innych środków. Być może jakiś antybiotyk trzeba będzie zastosować, a być może nie. Plan rządu jest czymś tymczasowym, być może trochę napawa optymizmem litewski rynek. Jednak w żadnym wypadku nie może pokryć strat, które teraz są liczone na sumę w granicach 300 mln euro. To dotyczy eksportu i reeksportu chińskich towarów. Na razie nie wiemy, jak będą udzielane pożyczki, jakie będą odsetki i tak dalej. To są na szybko sporządzone środki – ocenia przedstawiciel pracodawców.

Arlauskas sądzi, że sankcje uderzą nie tylko w przedsiębiorców, ale we wszystkich mieszkańców kraju.
– W pierwszej kolejności chciałbym mówić nie o ratowaniu biznesu, tylko o ludziach, którzy ucierpią na skutek tych sankcji. Ciągle mówi się o biznesie i przedsiębiorcach. Musimy zrozumieć jedno, że za każdym przedsiębiorcą stoją ludzie. Przedsiębiorcy płacą podatki, płacą wynagrodzenia. Po pierwsze, musimy zastanowić się, jak pomóc państwu oraz ludziom, którzy na początku spotkają się z różnymi problemami oraz stratami. Dlatego zawsze podkreślam, że te instrumenty są potrzebne nie dla ratowania biznesu, tylko do pokrycia strat, które wynikną z niezapłaconych podatków czy z niezapłaconych wynagrodzeń. To jest bardzo ważny moment – podkreśla prezes konfederacji.

Jego zdaniem na konflikcie na linii Wilno-Pekin mogą skorzystać inne kraje, również nasi partnerzy w Unii Europejskiej.
– Drugi moment polega na tym, że musimy zrozumieć bardzo prostą rzecz. Jeśli na dany moment utknęło ok. 100 mln produktów, to schemat pomocy zaoferowany przez państwo nie zrekompensuje samych strat. Rządowe środki są przeznaczone tylko na pokrycie tzw. środków obrotowych, z których będzie można zapłacić podatki i wynagrodzenia pracownikom. Podstawowy problem polega na straconym zysku, bo kiedy otworzą się nowe rynki zbytu, nikt nie wie. Proces wejścia na chiński rynek był bardzo długi. Komuś to zabrało pięć lat, komuś nawet 10, dlatego dywersyfikacja szybko nie nastąpi. Straty będą o wiele większe niż teraz się deklaruje. Moim zdaniem trzeba mówić nie o kredytach, tylko kompensacji, bo straty powstały nie z powodu winy przedsiębiorców, tylko po prostu politycy nie dostrzegli pewnych możliwych strat. Mamy do czynienia z nie do końca profesjonalnym podejściem polityków. Decyzja nie była uzgodniona z krajami UE. Nadal nie wiemy, czym to wszystko się zakończy. Nie możemy też odrzucić wariantu, że nasze nieszczęście może obrócić się w szczęście innych krajów. Na przykład, jeśli ładunki trafią do portu w Rydze. Jeśli spółki zaczną przenosić się do innych krajów. Już teraz tak się dzieje, kiedy są rejestrowane w Estonii lub Polsce. To w takim razie wygrają inne kraje. Bo trzeba pamiętać, że nic nie pozostaje w próżni. Produkcja nigdzie nie zniknie. Te same chińskie produkty trafią na Litwę, tylko że trafią przez pośredników. Pośrednicy skorzystają, a nasi mieszkańcy otrzymają produkty w wyższej cenie – dodaje Danas Arlauskas.

Czytaj więcej: Co dalej z Tajwanem na Litwie?

| Fot. Marian Paluszkiewicz

Krytyka opozycji

Decyzja w sprawie otwarcia przedstawicielstwa Tajwanu na Litwie jest ostro krytykowana przez opozycję. „Konserwatyści muszą przyjąć odpowiednie decyzje, jak mamy dalej działać. Widzę, że pewne decyzje zostały podjęte. Mówi się o rekompensacie dla przedsiębiorców z kieszeni tych samych płatników podatków, ponieważ ucierpią z powodu decyzji władz” – mówiła w rozmowie z Žinių radijas liderka socjaldemokratów Vilija Blinkevičiūtė. Polityk dodała, że gdyby jej partia tworzyła lub współtworzyła koalicję rządzącą, to z pewnością taka decyzja nie byłaby przyjęta.

Z takim podejściem nie zgadza się koalicja. „Sądzę, że musimy to kontynuować, chociaż Chiny w ten lub inny sposób będą okazywały nieprzyjazne znaki. Mamy do czynienia z ważnymi sojusznikami i partnerami, jeśli uda się wraz z nimi skoordynować działania, dzięki którym nie będziemy osamotnieni na arenie międzynarodowej. Jeśli otrzymamy wsparcie od swych sojuszników w Europie i zza Atlantyku, to wówczas będziemy mogli powiedzieć, że, nie patrząc na obecne zaburzenia, to jednak sprawy się ułożą” – przekonywał w ubiegłym tygodniu starosta frakcji Partii Wolności Vytautas Mitalas.

Litewskie instytucje odpowiedzialne za nadzór nad finansami publicznymi nie widzą na razie żadnych znamion kryzysu gospodarczego. W swej analizie Bank Litwy pisze, że na początku roku inflacja podskoczy do 5,1 proc., jednak w późniejszych kwartałach 2022 r. powinna maleć. Pod koniec 2021 r. inflacja była na poziomie 4,5 proc. Prognozuje się też zahamowanie wzrostu PKB. O ile w roku minionym wynosił 5,1 proc., to w roku bieżącym będzie w granicach 3,6 proc.