Czy pomoc Tajwanu to gest polityczny?

Tajwan zadeklarował, że powoła specjalny fundusz pożyczkowy w wysokości jednego miliarda dolarów, aby wspomóc litewski biznes, który stracił na chińskich sankcjach. Ekonomiści nie są do końca przekonani, czy to będzie miało rzeczywisty wpływ na sytuację.

Aušrinė Armonaitė sądzi, że dzięki sankcjom Litwa może stać się bardziej konkurencyjna
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Minister ekonomii i innowacji Aušrinė Armonaitė w ubiegłym tygodniu poinformowała, że spotkała się zdalnie z ministrem narodowej rady rozwoju Tajwanu Ming-Hsin Kungu, który w trakcie spotkania zadeklarował powołanie funduszu w wysokości 1 mld dolarów na wspólne projekty biznesowe z Litwą.

„Współpracując z jedną z najbardziej zaawansowanych gospodarek na świecie, możemy zyskać ogromne możliwości dla litewskich sektorów biznesowych o wysokiej wartości dodanej, takich jak produkcja biotechnologii czy innowacyjnych produktów” – wskazała Armonaitė podczas konferencji prasowej i poinformowała, że obecnie Litwa czeka na konkrety dotyczące tajwańskich inwestycji. Jej tajwański kolega na wspólnej konferencji prasowej oświadczył, że jego kraj podpisał ze stroną litewską porozumienie o współpracy w następujących dziedzinach: szkolenia specjalistów w zakresie produkcji półprzewodników, rozwoju produkcji półprzewodników, rozwoju biotechnologii, przemysłu satelitarnego, badań naukowych oraz branży finansowej.

Łańcuch produkcyjny

Wcześniej Armonaitė oświadczyła, że obecny kryzys może pomóc Litwie stać się krajem bardziej konkurencyjnym. „To może być szansa na stanie się najbardziej konkurencyjnym państwem w regionie, a może nawet w Unii Europejskiej” – stwierdziła minister. Starszy ekonomista banku Luminor nie wyklucza takiej możliwości.

– Myśl chyba była taka, że musimy być bardziej konkurencyjni niż inne kraje, niż kraje Unii Europejskiej. Konflikt z Chinami na pewno zmniejszy konkurencyjność Litwy. Chiny są światową fabryką, gdzie tworzy się ok. 30 proc. całej światowej produkcji. Chiny są ważnym elementem w światowym łańcuchu produkcyjnym. Na przykład, nawet jeśli produkt ostateczny powstaje w Niemczech lub Stanach Zjednoczonych, to najczęściej jedna lub druga część składowa bywa wyprodukowana w Chinach. Potencjalne straty Litwy mogą być całkiem pokaźne, jeśli Chiny będą próbowały wypchnąć nasz kraj z tego łańcucha produkcyjnego. W takim przypadku Litwa straciłaby na atrakcyjności inwestycyjnej. Potencjalni inwestorzy nie będą chcieli z entuzjazmem inwestować na Litwie. Moim zdaniem przewodnia myśl minister była taka, że musimy starać się, aby w pozostałych kryteriach być atrakcyjnymi – komentuje dla „Kuriera Wileńskiego” Žygimantas Mauricas.

Ekonomista sądzi, że obecna pomoc oferowana przez Tajwan jest raczej deklaracją polityczną.
– Pewnym ratunkiem może być chęć zainwestowania bezpośrednio 200 mln dolarów w gospodarkę Litwy. Trzeba jednak pamiętać, że to jest bardziej polityczna deklaracja. Czas pokaże, ile faktycznych inwestycji uda się nam przyciągnąć. W przypadku funduszu, to przynajmniej na dany moment, wygląda na pewny gest symboliczny. Generalnie teraz nie ma problemu z pieniędzmi. Można zaciągnąć kredyt również w innym miejscu. W Europie pieniądze są tanie. Być może problem z kredytami dotyczy mniejszych i średnich firm. Jednak z tego, co się orientuję, ten fundusz będzie dotyczył raczej dużych korporacji. Czas pokaże, jaki będzie realny wynik. Moim zdaniem, pozytywnego rozwiązania w najbliższym czasie nie będzie – podkreśla ekonomista.

Czytaj więcej: Tajwan na Litwie już w następnym roku? „Fabryka półprzewodników realna”

Opozycja politykę Litwy względem Chin uważa za błędną
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Skutki dla mieszkańców

Celem zacieśniania litewsko-tajwańskich stosunków gospodarczych jest neutralizacja strat, których doznają litewskie spółki z powodu sankcji Pekinu. Ostatnio Chiny zablokowały m.in. wjazd litewskim towarom na swoje terytorium. 40 proc. ankietowanych litewskich przedsiębiorstw przyznaje, że ma trudności w wyniku tego konfliktu. Skutki kryzysu odczuje nie tylko biznes, ale również szeregowi mieszkańcy.

– W krótkim odstępie czasowym raczej skutków nie odczujemy. Chiny nie wstrzymały eksportu towarów codziennego użytku. Taka produkcja nadal dociera na Litwę. Problem jest z dostawą surowców i półproduktów, które są niezbędnymi elementami dla dalszej produkcji. Jednak w dłuższej perspektywie skutki oczywiście będą odczuwalne, bo część spółek przemysłowych nie będzie chciało rozwijać swej działalności na Litwie. Część przeniesie produkcję do innych krajów. Pozytywny aspekt całej sytuacji polega na tym, że w jeszcze dłuższej perspektywie – rezygnacja z chińskiej produkcji wprowadzi pozytywne zmiany. Tym właśnie obecny kryzys różni się od tzw. kryzysu rosyjskiego z lat 2014–2015, który był szybki i raptowny. Po prostu, w pewnym momencie zatrzymał się eksport. Przede wszystkim eksport artykułów spożywczych. W dłuższej perspektywie nie było jednak wielu skutków ubocznych, bo pozostałe produkty nadal docierały. Oczywiście, pewne problemy z dostawami z Rosji zawsze są, jednak Kazachstan oraz inne kraje były wówczas zainteresowane kontynuacją eksportu. Wtedy gospodarka rosyjska raptownie runęła i to miało wpływ na nas. Z gospodarką Chin może być różnie. Na razie nie ma jednak żadnych podstaw do takiego scenariusza – podkreśla Žygimantas Mauricas.

Czytaj więcej:Co dalej z Tajwanem na Litwie?

Zdaniem opozycji decyzja o powołaniu przedstawicielstwa Tajwanu na Litwie była błędem. Politycy opozycyjni żądają, aby przedstawicielstwo nosiło nazwę Tajpej, a nie Tajwanu, jak to jest w większości krajów. „Jestem pewien, że jeśli zostanie podjęta decyzja o zmianie nazwy, to moglibyśmy powrócić do rozmów z Chinami” – oświadczył w ubiegły piątek dla rozgłośni Žinių radijas Ramunas Karbauskis. Odpowiedni projekt rezolucji przygotowali opozycyjni posłowie. Podpisy pod projektem złożyli również posłowie AWPL-ZCHR: Rita Tamašunienė, Beata Pietkiewicz oraz Czesław Olszewski. W rezolucji jest mowa nie tylko o relacjach z Chinami, ale również z Białorusią. Inicjatorzy rezolucji podkreślili, że Litwa nie powinna stosować się do amerykańskich sankcji względem „Biełaruśkalij”. Rządzący jednak nie chcą ulegać żadnym naciskom w tej kwestii. W wywiadzie dla „The Financial Times“ Gabrielius Landsbergis powiedział, że Europa nie może ulec chińskiemu szantażowi. „Teraz Europa powinna odpowiedzieć w bardzo jasny sposób, że tak zachowywać się ze wspólnym rynkiem nie można. Europa powinna się sprzeciwić” – zaznaczył szef litewskiej dyplomacji.