Nie daj się nabrać na marketingowe sztuczki. Jak ograniczyć konsumpcjonizm?

Okazuje się, że szokujące promocje i niespodziewane okazje cenowe to niejedyny chwyt marketingowy, który skłania nas do kupowania więcej, niż zamierzamy. 

Ceny towarów rosną dziś gwałtownie, gdyż mamy do czynienia z wysoką inflacją wywołaną przez różne czynniki
| Fot. adobe stock

W tym roku, wraz ze wzrostem cen i galopowaniem inflacji, dotychczas stosowane przez handlowców metody na przyciągnięcie klientów będą musiały zostać zmodyfikowane – w niektórych grupach towarów pojawi się deficyt, sam brak podwyżek cen będzie odbierany jako przecena. Handlowcy, którzy zrobili zapasy i zakupili towar po niższych cenach, wygrają jeszcze bardziej. Tacy sprzedawcy będą mogli zaproponować lepszą cenę i przyciągnąć kupujących, gdy ich konkurenci ten sam produkt będą sprzedawali po wyższej cenie. Dotyczy to jednak głównie towarów przemysłowych, z produktami spożywczymi jest nieco inaczej – mówi „Kurierowi Wileńskiemu” Petras Čepkauskas z internetowej porównywarki cen Pricer.lt.

W każdym sklepie pułapki na klientów

Podstawowa sztuczka handlowców polega na obniżeniu i zareklamowaniu cen kilku towarów – np. kilo bananów za 0,29 euro – co ma przyciągnąć do sklepu kupujących. Niejednokrotnie kupią w nim oni bowiem także inne towary po wyższej cenie. W ten sposób sklep i tak zyska.

– Radziłbym klientom dokładnie śledzić oferty wszystkich sieci handlowych i pozbyć się poczucia: „Kocham jakąś konkretną sieć handlową i tylko tutaj będę robił zakupy, nie zważając na ceny”. Pamiętajmy, jeżeli chcemy faktycznie zaoszczędzić, to czasami warto zakupy zrobić w kilku sklepach. Namierzyć, w którym sklepie pożądany przez nas produkt jest najtańszy, i tam go kupić – radzi Čepkauskas.

W sklepie widzimy półki z migającymi znacznikami „Akcja” (promocja), ale warto wiedzieć, że to wcale nie oznacza, iż ten produkt jest faktycznie tani. Czyniąc zamieszanie, handlowcy chcą skłonić klientów, by kupili jak najwięcej dodatkowych, nieplanowanych zakupów. Warto więc mieć przed sobą listę zakupów, najlepiej uporządkowaną według półek w sklepie, żeby niepotrzebnie się nie rozpraszać. To wcale nie jest skomplikowane, większość sklepów, które odwiedzamy, stosuje podobny układ działów z produktami.

– Nie jest możliwe wskazanie centrum handlowego czy sieci sklepów, które najczęściej korzysta ze sztuczek marketingowych, by przyciągać klientów. Każdy ma coś na sumieniu. Zwykle handlowcy starają się nieco obniżać ceny na kilka tygodni przed wielkimi świętami, aby w tym czasie zmniejszyć zapasy magazynowe. Wówczas mogą nawet podwyższyć ceny w okresie tużprzedświątecznym – tłumaczy Petras Čepkauskas.

Czytaj więcej: Czy rząd ma wpływ na ceny w kraju?

Ważna nowelizacja Kodeksu cywilnego

Ceny towarów rosną, gdyż mamy do czynienia z wysoką inflacją wywołaną przez różne czynniki. Jednym z pomysłów producentów na utrzymanie tej samej ceny jest zmniejszenie wagi produktu. Może to wprowadzać konsumentów w błąd. Tymczasem litewskie prawo przewiduje obowiązek podawania ceny za jednostkę bazową (np. za kilogram czy litr) na etykiecie cenowej – kupujący powinni zwracać na to uwagę.

– Warto wiedzieć, że w ubiegłym roku, latem, weszła w życie nowelizacja Kodeksu cywilnego, która ograniczyła możliwość manipulowania cenami przez przedsiębiorców. Dzięki zmianie przepisów konsumenci mogą lepiej bronić się przed oszukańczymi promocjami – przypomina Čepkauskas.

Wielu klientów nie wie niekiedy, od jakiej wysokości może być liczona obniżka ceny. Tymczasem przepisy po nowelizacji – konkretnie paragraf 8 artykułu 6.353 Kodeksu cywilnego RL – wymagają, by na etykiecie jako cena przed rabatem była wskazana najniższa wartość zastosowana w danym sklepie w ciągu ostatnich 30 dni. Chodzi właśnie o tę przekreśloną liczbę ujawnianą na etykiecie.

Dotyczy to także nowych towarów wprowadzanych na rynek. Przykładowo, dany towar w sklepie był sprzedawany zaledwie przez 20 dni. Przez 10 dni jego cena wynosiła 200 euro, przez następne 10 – 300 euro. Następnie sprzedawca ogłosił promocję: minus 30 proc. Nowa cena powinna być wyliczona od najniższej wartości z ostatnich 30 dni, kiedy produkt był oferowany konsumentom – w tym wypadku od 200 euro, a nie od 300.

W przypadku promocji powtarzanych wielokrotnie w danym miesiącu rabaty także są naliczane od najniższej wartości z ostatnich 30 dni. Na przykład zwykła cena produktu to 100 euro. W dniach 1–5 grudnia sprzedawca obniżył ją o 20 proc., czyli wynosiła 80 euro. W dniach 19-23 grudnia sprzedawca zdecydował o obniżce cenę produktu jeszcze o 40 proc. i taką informację chce ujawnić na etykiecie – wówczas powinien na niej przekreślić 80 euro (a nie 100) i właśnie tą wartość pomniejszyć o 40 proc.

Nieco taniej w Macierzy

W Polsce, chociaż panują tam podobne wskaźniki inflacji, dla mieszkańców Litwy jest nieco taniej. Polityka polskiego banku centralnego doprowadziła do obniżenia wartości złotówkę w stosunku o euro o nieco ponad 5 proc., co oznacza, że wzrost cen w Polsce jest słabiej odczuwalny dla osób zarabiających w euro. Polski rząd obniżył też VAT na mięso i przetwory mięsne, mleko i przetwory mleczne, wyroby piekarnicze, owoce i warzywa, co uwzględniono w cenach handlowych. Ponadto niektóre towary w Polsce są tańsze ze względu na większą siłę nabywczą w tym kraju – mówi pracownik porównywarki cen Pricer.lt.

Rok 2022 będzie niestety stał pod znakiem znaczącego wzrostu cen żywności na Litwie. Eksperci spodziewają się, że wzrosną one o kolejne 10–15 proc. Będzie to szczególnie widoczne w cenach produktów mlecznych: liczba gospodarstw mlecznych na Litwie spada, ograniczana jest produkcja mleka; dlatego ceny surowego mleka rośną u nas dwa razy szybciej niż średnio w Unii Europejskiej. Po Nowym Roku klienci będą jeszcze mocniej trzymali się za kieszeń. Warto, by mieli świadomość metod marketingowych stosowanych przez handlowców i nie dali się ponieść szałowi nadmiarowych zakupów.

Czytaj więcej: Minister Dulkys: Litwa przeszła do lżejszego scenariusza


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 1(3)08/01-14/01/2022