Brygada „Szczerbca” przed sądem NKWD

Pod okupacją sowiecką Wilna, od 13 lipca 1944 r., zadania polskiej konspiracji wojskowej zmieniły się diametralnie, jeśli porównać je z czasami okupacji niemieckiej.

Co do nowych zadań: należało najpierw nawiązać pozrywane aresztowaniami kontakty, począwszy od komendy okręgu, a kończąc na komendzie obwodu, zadbać o ludzi zdemobilizowanych z brygad AK, otoczyć opieką rodziny aresztowanych, zabezpieczyć pozostałe na prowincji i w mieście uzbrojenie, archiwa, medykamenty.

Pluton Franciszka Gradziewicza „Bosego”, część 3. Wileńskiej Brygady Armii Krajowej. Zbigniew Konopacki „Hultaj”, jeden ze skazanych w procesie trzydziestu – piąty z lewej
| Fot. domena publiczna

„Na razie trzeba czekać w ukryciu”

Por. Zygmunt Kearney „Kirkor”, w spisanym w NKGB w Wilnie jesienią 1944 r. zeznaniu własnym, przedstawił początki i cele konspiracji miejskiej byłych podkomendnych kpt. Gracjana Froga „Szczerbca” po zajęciu miasta przez Armię Czerwoną.

„Po rozbrojeniu [3. Brygady] AK wróciłem do Wilna. Tam spotkałem na ulicy Kalwaryjskiej mjr. [dypl.] [Aleksandra Olechnowicza] »Pohoreckiego«. Na moje pytanie, co mamy robić i jaka jest teraz orientacja struktur organizacyjnych w Wilnie, czy wstępujemy do armii [Zygmunta] Berlinga, czy też są możliwości i nadzieja jeszcze na działalność AK wskutek interwencji [Stanisława] Mikołajczyka w Moskwie, oświadczył: »Na razie trzeba czekać w ukryciu«. Powiedział, że przyśle do mnie [Emmanuela Prokescha] »Emkę«. W międzyczasie spotykałem się z kolegami z 3. Brygady. Byli zainteresowani, co się z nami stanie i co mają robić. Dwa razy, będąc u [por. Wiktora Brzozy] »Brzozy«, zastałem kilku kolegów. Dyskutowaliśmy o tym, jak się zachować wobec zbliżającej się mobilizacji [do wojska Zygmunta Berlinga] i niepełnego ujawnienia AK przez władze sowieckie”. Oficerami mającymi koordynować kontakty ze swoimi byłymi podkomendni, którzy nie zostali zwolnieni z przysięgi wojskowej, zostali wówczas por. „Kirkor” i por. „Brzoza”.

Pierwszym kierunkiem działalności stało się zapewnienie przybywającym do Wilna żołnierzom 3. Brygady „lewych” dowodów osobistych (paszportów), zaświadczeń o odroczeniu poboru do Armii Czerwonej lub „ludowego” wojska ze względu na młody wiek czy też stan zdrowia, potwierdzeń o zatrudnieniu w zakładach pracy, fabrykach, biurach. Drugim kierunkiem było zabezpieczenie własnego środowiska przed penetracją agenturalną ze strony sowieckich służb bezpieczeństwa, rozpoznawanie metod działalności NKGB/NKWD, a także zbieranie informacji o szeroko pojętym charakterze wywiadowczym.

Trzecim kierunkiem stało się zabezpieczanie uzbrojenia, amunicji, oporządzenia, medykamentów, będących wcześniej na stanie brygady, mogących być użytymi do ewentualnej służby liniowej. W zakres tych działań o charakterze gospodarczym, kwatermistrzowskim, charytatywnym wchodziło zdobywanie na wsiach żywności i przekazywanie ich w mieście dla osób wywodzących się z „Trójki” lub ich rodzin znajdujących się bez środków do życia.

Czwartym kierunkiem było organizowanie bojkotu poboru do Armii Czerwonej i wojska Zygmunta Berlinga.

Czytaj więcej: Stanisław Poźniak: „Cieszę się, że młodsi ode mnie interesują się Armią Krajową

Aresztowania

Sprawa operacyjna założona na żołnierzy Trójki, a następnie dochodzenie prowadzone wobec aresztowanych realizowane były w Wilnie przez czekistów z NKGB LSRS („litewska” centrala) i Oddziału Wileńskiego (placówka miejska). W tych dwóch jednostkach zostały powołane grupy operacyjne, mające za zadanie aresztować podkomendnych kpt. „Szczerbca”. Złożone były z funkcjonariuszy służących w pionach kontrwywiadowczych i śledczych. Kontrwywiadowcy wspomagani byli przez enkawudzistów, milicjantów, czerwonoarmistów.

Pierwsze „wyjścia” na konspirujące środowisko byłych żołnierzy Trójki czekiści zdobywali poprzez doniesienia werbowanej agentury i zeznania aresztowanych w Wilnie i w Boguszach oficerów komendy okręgu. Prowadzone w areszcie śledczym przy ul. Ofiarnej i w więzieniu na Łukiszkach przesłuchania płk. Aleksandra Krzyżanowskiego „Wilka”, ppłk. dypl. Lubosława Krzeszowskiego „Ludwika”, kpt. Gracjana Froga „Szczerbca”, a także aresztowanego już w sierpniu 1944 r. dowódcy 3. kompanii por. Jana Kasprzyckiego „Joego”, dostarczyły czekistom wielu informacji dotyczących kadry dowódczej, struktury organizacyjnej, siatki miejskiej i terenowej 3. Brygady.

Masowe aresztowania kilkudziesięciu żołnierzy 3. Brygady AK i ich rodzin odbyły się w Wilnie w październiku i listopadzie 1944 r. Sekwencja wydarzeń wskazuje, iż po zorganizowaniu zasadzek domowych oraz przy obserwacji ulicznego miejsca kontaktów przy kościele św. Katarzyny czekiści wynieśli największe korzyści operacyjne przełożone potem na serie aresztowań. Z tych miejsc sowieccy kontrwywiadowcy powyciągali podkomendnych kpt. „Szczerbca” jak raki z saka.

Ujęty wówczas Marian Gromiec „Bemol” relacjonował: „Niektórych żołnierzy aresztowano w »kotłach«, tj. zasadzkach, w mieszkaniu por. Wiktora Jagody »Brzozy« i Czesława Stankiewicza »Zaskoczka«. Innych zabierano wprost z ulicy, względnie aresztowano w mieszkaniach”.

Grupy operacyjne dowodzone przez oficerów NKGB aresztowały żołnierzy Trójki w różnych miejscach: w mieszkaniach, zakładach pracy, na ulicach, po wyjściu z kościołów, w świątyniach służących za punkty kontaktowe. W miejscach publicznych niektórzy zatrzymywani musieli być czekistom wskazywani przez ujętych wcześniej i „złamanych” w śledztwie kolegów. Denuncjatorzy dowożeni byli samochodami NKGB do zdekonspirowanego miejsca w celu rozpoznawania ludzi służących wcześniej w 3. Brygadzie.

Aresztowania kontrwywiadowców NKGB wymierzone w krąg żołnierzy 3. Brygady ograniczały się do Wilna i rejonów podmiejskich. Aresztowanych i skazanych zostało co najmniej 60 ludzi, w tym, według stanu kadrowego Trójki z początków lipca 1944 r., dwaj adiutanci i szef kancelarii Trójki, dwóch dowódców kompanii, trzech dowódców plutonów, dowódca żandarmerii, dziewięciu drużynowych, kilkunastu sekcyjnych. Ujętych przez służby sowieckie żołnierzy i ludzi związanych z brygadą „Szczerbca” było jednak znacznie więcej niż postawionych przed trybunałami NKWD. Ich liczbę można szacować na ok. 100 osób. Represjonowani byli też członkowie rodzin (rodzice, żony, bracia, rodzeństwo), traktowani jako zakładnicy do szantażowania w celu wymuszenia składania zeznań.

Część żołnierzy Trójki została deportowana do łagrów bez wyroków. Innych zwalniano w celach agenturalnych z różnymi efektami. Jeszcze inni skazani byli w odrębnych sprawach karnych niż grupa trzydziestu, zwana także grupą „Kirkora”, i również wysyłani do obozów pracy.

Czytaj więcej: Jan Żaryn: Armia Krajowa była częścią fenomenu Polskiego Państwa Podziemnego

Byli maltretowani

Metody wydobywania zeznań były typowe dla służb sowieckich. Według Mariana Gromca: „Wszyscy aresztowani i sądzeni w naszym procesie byli w czasie śledztwa maltretowani fizycznie i psychicznie: bici, poszturchiwani, szarpani za włosy, kopani, zastraszani, głodzeni”. W dyspozycji czekistów były też karcery. I członkowie rodzin jako zakładnicy niekiedy wzięci razem z domów wspólnie z aresztowanymi.

Jak wynika z akt śledczych, kierunki dochodzenia zmierzały do ustalenia: 1. okoliczności starć brygady z oddziałami bolszewickimi; 2. faktów zabicia w walce lub likwidacji Sowietów oraz ich konfidentów na podstawie wydawanych przez sąd polowy Trójki wyroków śmierci; 3. sposobów traktowania zbiegłych z obozów jeńców sowieckich; 4. personaliów oficerów dowodzących w akcjach oraz personaliów żandarmów, kontrwywiadowców; 5. nazwisk, pseudonimów, adresów ludzi organizujących od lipca 1944 r. konspirację antysowiecką oraz pomoc charytatywną dla podkomendnych kpt. „Szczerbca”. Śledczych, co naturalne ze względów procesowych, nie interesowały liczne akcje brygady wymierzone w jednostki niemieckie i policję litewską.

Wiosną 1945 r., po zmianie taktyki zwalczania przez służby sowieckie polskiego podziemia na Wileńszczyźnie, wytypowani przez śledczych w czasie przesłuchań podkomendni kpt. „Szczerbca” mieli być szybko skazani i deportowani do łagrów. Obowiązywała już wówczas „amnestia”. Do budynku przy ul. Arsenalskiej 6, gdzie odbył się proces Trójki, nie otrzymali wstępu nawet członkowie rodzin.

Sądzona tam w listopadzie 1945 r. łączniczka Jadwiga Hoppen „Regina” zapamiętała, że brudne i odrapane ściany zapisane były nazwiskami i cyframi oznaczającymi wysokość wyroków. Widniały tam także krzyżyki oznaczające karę śmierci. „Sala sądowa – pisała – tak jak i wszystkie spotkane dotąd pomieszczenia, była brudna, z odrapanymi ścianami, na których wisiały portrety Stalina i Lenina, a pośród nich olbrzymi sierp i młot. Już sama ponurość otoczenia przygnębiała, a cóż mówić o tępych twarzach trzech sędziów zasiadających za stołem. Naprzeciwko, na dwóch rzędach ławek, siedzieliśmy my, podsądni, otoczeni kilku bajcami z karabinami na sztyk”.

„W imieniu Związku Sowieckiego”

Proces podkomendnych kpt. „Szczerbca” odbywał się przed Wojskowym Trybunałem Wojsk NKWD LSRS od 17 do 19 marca 1945 r. Wyroki zostały ogłoszone 20 marca. Jak na tak duża grupę oskarżonych był to tryb błyskawiczny. Składowi przewodniczył sędzia wojskowy kpt. Panow. Ławnikami byli lejtnanci NKGB, Swierieszczikow i Kostiuchin.

Trybunał NKWD wydał następujące wyroki: Zygmunt Kearney i Wiktor Jagoda – kara śmierci, zamieniona potem na 20 lat łagrów. Edward Dzimiszkiewicz, Franciszek Gradziewicz, Wojciech Bogacki, Włodzimierz Leśniewski, Tadeusz Rossudowski, Jan Murawiński, Stanisław Kuźma vel Zaniewski, Franciszek Kowalewski vel Aleksander Marchewka, Zbigniew Konopacki, Włodzimierz Baniuk, Józef Nowaczyk, Anatol Kuroczkin, Edmund Jackiewicz, Czesław Stankiewicz, Zygmunt Krzemiński – 10 lat łagrów. Witold Liczbiński, Lech Izbicki, Marian Gromiec, Tadeusz Drużyłowski – 8 lat łagrów. Zbigniew Giecewicz – 7 lat łagrów. Czesław Gwozdecki vel Gwozdowski – 6 lat łagrów. Marian Żelazowski, Tadeusz Bartoszewicz, Stanisław Bekasenas zostali uniewinnieni. Z aresztu śledczego został zwolniony jeszcze przed procesem Henryk Basiak.

Zbigniew Giecewicz „Kniaź” relacjonował: „Przez krótki okres czasu po procesie siedziałem w celi z dowódcą żandarmerii [kpr. Wacławem Ambroziakiem „Sępem”] od »Juranda« z 1. Brygady AK, którego potem skazano na karę śmierci (…). Panowały okropne warunki sanitarne. W celach, w których przed wojną siedział jeden więzień, siedziało teraz dwudziestu. Spaliśmy na podłodze betonowej bez żadnej pościeli. Było tak ciasno, że gdy jeden chciał się przewrócić na drugi bok, to musieli robić to wszyscy. Były całe masy wszy różnego gatunku. Nasze całodzienne utrzymanie składało się z 300 gramów chleba, dwa razy rano i wieczorem po pół litra gorącej wody oraz obiad, pół litra zupy, którą właściwie zupą nie można było nazwać, raczej pomyjami po zmywaniu talerzy”.

Czytaj więcej: Być wiernym Ojczyźnie mej Rzeczypospolitej Polskiej. Minileksykon wiedzy o Armii Krajowej

Strażnicy ładowali stosy trupów

Kilku z aresztowanych przez służby sowieckie żołnierzy brygady „Szczerbca” nie wróciło z sowieckich obozów i więzień. Dowódca 3. kompanii por. Jan Kasprzycki zmarł w łagrze na terenie Archangielska w 1947 r. Dowódca 4. kompanii por. Zygmunt Kearney zmarł 30 sierpnia 1948 r. w łagrze Workuta. Władysław Baniuk zmarł 3 czerwca 1946 r. w łagrze w Uchcie. Kazimierz Buncler zmarł 17 listopada 1945 r. w więzieniu. Aleksander Marchewka zmarł pod nazwiskiem Franciszek Kowalewski. Władysław Stankiewicz wywieziony do obozu w Kutaisie w Gruzji zmarł w 1945 r.

Zbigniew Konopacki „Hultaj” pisał: „Część skazanych, mocno podupadłych na zdrowiu, przyjeżdżała do Polski transportami z Workuty, Peczory, Inty, Uchty w końcu grudnia 1955 r. (…) Zmarł z wycieńczenia i nędzy w 1952 r. ks. Lucjan Pereświat-Sołtan, organizator szpitala partyzanckiego w Kolonii Wileńskiej i pogrzebu naszych poległych tam kolegów. Po innych ślad zaginął”.

Henryk Siemaszko „Dłuższy” zapamiętał relację jednego z kolegów: „Po wojnie spotkałem Edmunda Chodorowskiego ps. »Echo« w cywilu, studiując na Politechnice Śląskiej w Gliwicach (…). Został aresztowany i deportowany do ZSRS. Pracował w kopalni węgla koło miasta Dniepropietrowsk. Mówił, że głód, zimno, poniewierka były straszne, ale do końca życia nie zapomni sceny najstraszniejszej. Wypędzono ich w siarczysty mróz do kina, funkcjonującego tylko wieczorem, w ciemnościach, gdzie na ekranie ustawionym w zaśnieżonym polu pokazywano im jakiś film propagandowy. Żaden z więźniów nie spojrzał na ekran. Wszyscy patrzyli w bok. Tam na duży wóz drabiniasty strażnicy ładowali stosy nagich, obdartych z tak cennej odzieży, trupów – współwięźniów. Byli to ich koledzy, Polacy i Ukraińcy”.

Czekiści traktowali równo „bandytów” różnych narodowości. Nie liczyło się, czy był z Armii Krajowej, Ukraińskiej Powstańczej Armii, litewskiego korpusu obrony terytorialnej gen. Povilasa Plechavičiusa. Istotny był jedynie fakt, iż Polak, Ukrainiec, Litwin bronił niepodległości swojego kraju. Tym samym stawał się dla bolszewików wrogiem, którego należało zniszczyć.


Tomasz Balbus
Instytut Pamięci Narodowej


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 9(27) 05-11/03/2022