Uchodzących przed wojną na Ukrainie Litwa życzliwie przyjmuje

Litwa uruchomiła w Olicie i Mariampolu centra rejestracyjne dla wszystkich uciekających przed wojną na Ukrainie. W tych ośrodkach uchodźcy znajdą schronienie do 72 godzin od momentu rejestracji, w tym zakwaterowanie oraz zawyżywienie. Ten czas jest potrzebny na załatwienie pierwszych formalności. Następnie uchodźcy będą kierowani do miejsc swojego głównego pobytu na Litwie.

Centrum rejestracyjne w Olicie w niedzielę 6 marca odwiedziła premier Ingrida Šimonytė. Rozmawiała z uchodźcami, zapewniała o solidarności z narodem ukraińskim i pomocy państwa litewskiego dla potrzebujących
| Fot. LRVK/ELTA

Tatiana i Daria, matka i córka, uciekły z Kijowa. Najpierw wyjechała Daria. Tatiana została, bo nie chciała opuszczać męża, który wstąpił do oddziałów obrony terytorialnej. Mąż jednak przekonał ją, by wyjechała z Ukrainy. Spakowała plecak i ruszyła w stronę granicy.

– Obudziły nas wybuchy. Zajrzeliśmy na Facebooka, pojawiło się ostrzeżenie, że obrzeża Ukrainy będą niebawem bombardowane. Nie było jasne, skąd słychać wybuchy. Ludzie zaczęli się szybko zbierać i opuszczać miasto – opowiada Daria Szeina z Kijowa.

Na ulicach były ogromne korki, na stacjach paliwowych kolejki. Wyjeżdżały transporty dzieci i kobiet. Chaosu nie było, wszyscy czekali cierpliwie, żeby móc wyjechać. – Z miasta wyjeżdżaliśmy cztery godziny. Ja jechałam z siostrą i jej dzieckiem, mama została z ojcem. Gdy staliśmy w ogromnym korku, nad nami latały rakiety – wspomina dziewczyna.

Daria wspomina, że były ogromne kolejki na granicy Ukrainy z Polską. Stały w nich dwa dni. U ludzi nie było widać histerii, paniki. Mężczyzn już nie wypuszczano. Ci stali w kolejkach, żeby przeprowadzić do Polski dzieci i kobiety, potem były płacze, pożegnania…

– Gdy już wjechałyśmy do Polski, od razu zaproponowano nam jedzenie, picie, ciepłe ubranie, pytano, czy mamy gdzie się zatrzymać. Przyjmowano wszystkich bardzo ciepło – opowiada Daria Szeina.

Schronów na Ukranie nie starcza dla wszystkich

Tatiana Szeina z Kijowa wyjechała następnego dnia. Mąż jej kazał, zapowiedział, że on i tak pójdzie walczyć. Gdy kobieta wyjeżdżała, było jeszcze trudniej. Na drogach rozstawiono posterunki, bombardowanie się nasiliło. Gdy dziś dzwoni do krewnych, którzy zostali na Ukrainie, ci odpowiadają, że nie ma już możliwości wyjechania do Polski. Ludzie boją się wychodzić ze schronów, bo bomby wciąż lecą.

– Droga była jak z filmu. Jedziesz między punktami kontrolnymi i nie wiesz, co ciebie czeka. Jechaliśmy dniem i nocą. Nie wiedzieliśmy, kto może wyjść z lasu. Baliśmy się, że wyjdą żołnierze i zaczną strzelać. W nocy niebo było jasne od rakiet – wspomina ze łzami w oczach Tatiana.

Na Ukrainie schronów brakuje, lepiej jest tam, gdzie istnieją tunele metra. Ludzie wychodzą z nich tylko wtedy, gdy zachodzi potrzeba zdobycia żywności. – Na przykład my mieszkaliśmy w domu, gdzie jest 12 pięter. W piwnicy mogło się schronić z 10 osób, reszta schodziła na niższe piętra, siedziała przy ścianie nośnej. Mnie było bardzo trudno wyjechać. By wszystko zostawić i wyjść tak, jak stoisz, musisz być na to gotowy. Nie wszyscy tak potrafią… Niektórzy zostają, chociaż wiedzą, że czeka ich śmierć. Zostawiłam za sobą całe swoje życie. Przyjechałam z plecakiem i z kotem – mówi „Kurierowi Wileńskiemu” kobieta.

Czytaj więcej: Wojna na Ukrainie: uchodźcy i bezpieczeństwo krajów bałtyckich

Otwarte serca mieszkańców Litwy

Zarema uciekła z miasteczka Irpień, na północny zachód od Kijowa. Uciekała dwie doby. Wspomina dzień, gdy wybuchła wojna. By ratować życie, musiała wszystko zostawić i uciekać.

– Rano, wpół do szóstej, obudził mnie hałas. Ktoś biegał po mieszkaniu nad nami. Prawdopodobnie w pośpiechu się pakowali. Zaraz potem zadzwonił mąż i powiedział, że to się zaczęło. Mieliśmy kupione mieszkanie. Właśnie skończyliśmy remont i mieliśmy się przeprowadzać… A tu musieliśmy wszystko zostawić, zabraliśmy tylko kilka rzeczy i dokumenty. Nawet nie myśleliśmy, żeby zabierać coś cennego. Pojechaliśmy do szkoły zabraliśmy dzieci i w drogę. Mąż został tam… – wspomina w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” Zarema.

Kobieta ruszyła w drogę z dziećmi: 15, 10 i 3 lata. Jechała dwie doby. Mówi, że było jeszcze dosyć spokojnie. – Nawet w najstraszniejszym śnie ludzie nie śnili o tym, co teraz się dzieje. Na Ukrainie trwa prawdziwa wojna. Strzelają, bombardują, na ulicach leżą ciała, mnóstwo rannych – opowiada Zarema.

Według sondażu pracowni Norstat blisko dziewięciu na dziesięciu mieszkańców Litwy zgadza się z poglądem, że kraj powinien pomóc uchodźcom wojennym z Ukrainy w znalezieniu bezpiecznego schronienia. Ponad połowa badanych deklaruje zapewnienie tymczasowego schronienia Ukraińcom uciekającym przed wojną we własnych domach. Już ponad tysiąc osób w różnych miejscach kraju zaoferowało swoje domy uchodźcom, liczba ta stale rośnie.

W akcję pomocy włączają się organizacje pozarządowe: Litewski Czerwony Krzyż, Służba Pomocy Zakonu Maltańskiego, Caritas, Banki Żywności, organizacja społeczna Gelbėkit Vaikus (Ratujmy Dzieci) i wiele innych.

Ojciec Mikołaj, ukraiński kapłan przebywający obecnie na Litwie, w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” zapewnia, że Ukraińcy i ukraiński Kościół są bardzo wdzięczni Litwinom, Polakom i wszystkim ludziom, którzy pomagają Ukrainie w tych ciężkich czasach.

– Chcę podkreślić, że pomoc nadeszła bardzo szybko. Dzisiaj potrzebujemy przede wszystkim lekarstw, środków higieny osobistej, jedzenia na kilka tygodni. Potrzebujemy też ciepłych ubrań, pościeli, wszystkiego, co jest niezbędne do codziennego życia. Setki tysięcy ludzi opuściło swoje domy na Ukrainie i musi nauczyć się żyć w nowych warunkach – mówi o. Mikołaj.

Czytaj więcej: „Wileńszczyzna — Ukrainie” — akcja trwa tak długo, jak długo potrzebna będzie pomoc

Minimum formalności, pełna pomoc

Minister spraw wewnętrznych Agnė Bilotaitė odwiedziła niedawno ośrodki rejestracji uchodźców z Ukrainy w Olicie i Mariampolu. – Naszym obowiązkiem jest pomóc narodowi Ukrainy w ucieczce przed wojną Putina w Rosji. Przyjmiemy tyle uchodźców z Ukrainy, ilu będzie potrzeba. W tej chwili najważniejsze jest zapewnienie im poczucia bezpieczeństwa. Stworzymy uchodźcom odpowiednie warunki, otrzymają dokumenty, które umożliwią im pracę na Litwie oraz korzystanie z usług socjalnych i medycznych – ogłosiła minister Bilotaitė.

Większość ukraińskich uchodźców szuka schronienia u swoich krewnych i bliskich, innym oferuje się tymczasowe mieszkania. Samorządy litewskie są gotowe przyjąć ok. 11 tys. uchodźców z Ukrainy. Obywatelska inicjatywa „Razem Silni” informuje, że obywatele Litwy zadeklarowali zakwaterowanie dla 23 tys. uchodźców w ok. 5700 domach.

Zgodnie z zarządzeniem ministra spraw wewnętrznych uchodźcom z Ukrainy i członkom ich rodzin nieposiadającym ważnego dokumentu podróży wydaje się zaświadczenie o rejestracji cudzoziemca do czasu rozstrzygnięcia kwestii ich statusu prawnego. Uchodźcy wojenni nie muszą przedstawiać dokumentów podróży, ubezpieczenia zdrowotnego i innych dokumentów uprawniających do wjazdu i pobytu na terytorium Republiki Litewskiej. Będą mieli zagwarantowane prawo do podstawowej opieki medycznej i innej niezbędnej opieki.

Departament Migracji przy Ministerstwie Spraw Wewnętrznych informuje, że obywatele Ukrainy i członkowie ich rodzin, którzy przybyli na Litwę i osiedlili się w wybranych miejscach w związku z wojną, powinni się zgłosić do najbliższego oddziału terenowego i dokonać rejestracji. Osoby, które przyjeżdżają samodzielnie, ale nie mają gdzie się zatrzymać, proszone są o zarejestrowanie się w centrach rejestracyjnych w Olicie lub Mariampolu. Centra są otwarte 24 godziny na dobę.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 10(30) 12-18/03/2022