Polska przyjmie tylu uchodźców, ilu będzie trzeba

„Kurier Wileński” rozmawia z Andrzejem Dudzińskim, pierwszym radcą, kierownikiem wydziału polityczno-ekonomicznego Ambasady RP w Wilnie.

Andrzej Dudziński
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Wiadomość o rosyjskiej agresji na Ukrainę i jej skali była dla wszystkich szokiem. Polska – zarówno państwo, jak i obywatele – jednak bardzo szybko odpowiedziała na te wydarzenia sprawnym, dobrze skoordynowanym działaniem pomocowym. Jak udało się stworzyć akcję pomocy na tak ogromną skalę?

Myślę, że wynika to ze świadomość samej sytuacji, tego, jak blisko jesteśmy Ukrainy, nie tylko pod względem geograficznym, lecz także historycznym i kulturowym. Państwo polskie i Polacy pomagają, angażują się z potrzeby serca i skala tej pomocy jest niespotykana. My w Polsce wiedzieliśmy, że jesteśmy narodem gotowym do niesienia pomocy, zwłaszcza w sytuacji jak ta, gdy widzimy ewidentny podział ról: kto jest agresorem, a kto został zaatakowany. Tej pomocy potrzeba będzie jeszcze bardzo dużo. Uchodźcy napływają, do 16 marca, do środy rano, polsko-ukraińską granicę przekroczyło 1,83 mln osób.

Polska to podstawowy kierunek migracji ze względu zarówno na bliskość kulturową, jak i stosunkowo prosty, w porównaniu z innymi kierunkami (Rumunią, Mołdawią, Słowacją i Węgrami), dojazd do granicy. To wymaga ogromnej mobilizacji państwa i społeczeństwa i przez ostatnie tygodnie widać, że potrafimy sprostać temu wyzwaniu. Ludzie z Ukrainy uciekają też do innych państw, z którymi ten kraj graniczy i które są dla nich bezpieczne.

Czytaj więcej: Do litewskich szkół zapisało się już 1,5 tys. ukraińskich dzieci

Polska proponuje uchodźcom nie tylko schronienie, stara się też jak najszybciej stworzyć im warunki do normalnego życia. Już kilka dni po rozpoczęciu wojny władze Szczecina zadeklarowały, że w braku miejsca w szkołach są gotowe rozpocząć… budowę dodatkowej szkoły dla ukraińskich dzieci.

Sam pochodzę ze Szczecina i bardzo mnie ta wiadomość cieszy. Nasze państwo musiało zareagować bardzo szybko i poszukiwać również systemowych rozwiązań, bo skala napływu uchodźców wymaga nadzwyczajnych działań. Żeby akcja pomocy humanitarnej mogła przebiegać sprawnie, konieczna jest koordynacja działań. Wszystkie informacje na ten temat dostępne są na stronie internetowej pomagamukrainie.gov.pl. Różnego rodzaju wsparcie dla Ukrainy przekazywane jest z Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych i innych instytucji państwa, a także ze środków samorządowych, społecznych i prywatnych.

Pomoc kierowana jest do osób przebywających na terytorium Ukrainy, a także do obywateli Ukrainy, którzy są już na terytorium Polski. Mamy tu do czynienia z pomocą bezpośrednią przy granicy, bo tych ludzi trzeba nakarmić, zapewnić im chwilowy odpoczynek, a nade wszystko znaleźć im lokum. Potem jednak potrzeba bardziej specjalistycznej pomocy.

Musimy pamiętać, że są to ludzie straumatyzowani, że tam, gdzie to możliwe, warto im zapewnić pomoc psychologiczną, że ich dzieci potrzebują edukacji, że muszą mieć dostęp do opieki medycznej, a także – rynku pracy. Właśnie dlatego w trybie pilnym przygotowana została ustawa o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym na terytorium tego państwa, która uregulowała te sprawy.

Czytaj więcej: Artyści z Wileńszczyzny z koncertem dla Ukrainy. „Ludziom trzeba pomagać”

W ostatnich tygodniach swego rodzaju symbolem solidarności z Ukrainą stał się ambasador Bartosz Cichocki, po który po wycofaniu ambasadora przez Turcję jest chyba jedynym ambasadorem kraju NATO w Kijowie. Co dla Pana jako dyplomaty oznacza jego postawa?

Miałem przyjemność współpracować z panem ambasadorem Cichockim i osobiście przekonać się, że jest to świetlana postać polskiej dyplomacji. W tym momencie wydaje mi się, że warto podkreślić, iż jego pozostanie w Kijowie, wraz z kilkoma pracownikami polskiej ambasady, jest ogromnym wsparciem moralnym dla tego kraju, który stawia opór bezprecedensowej rosyjskiej agresji. Teraz takie gesty mają wielkie znaczenie. Doskonałym przykładem jest prezydent Wołodymyr Zełenski, który codziennie pokazując się wśród swoich żołnierzy, przemawiając do całego narodu, daje ogromną nadzieję.

Również pomoc humanitarna z Litwy na Ukrainę płynie przez Polskę. Jak wygląda współpraca między oboma krajami na tej płaszczyźnie?

Rzeczywiście, geografia zadecydowała o tym, że ta współpraca, zarówno przy przekazywaniu pomocy z Litwy na Ukrainę, jak i przy przyjmowaniu uchodźców, jest konieczna. Układa się ona bardzo sprawnie. Wiele form naszej współpracy udało nam się wypracować kilka miesięcy temu, gdy rozpoczął się kryzys migracyjny wywołany przy udziale władz Białorusi (a teraz widać, że zapewne też Rosji) na naszych granicach z Białorusią. Ogromne rzesze migrantów, którzy próbowali nielegalnie przekroczyć granicę Litwy i Polski, spowodowały, że zintensyfikowano kontakty pomiędzy naszymi Ministerstwami Spraw Wewnętrznych i Strażami Granicznymi obu krajów. Teraz te kontakty procentują i nasze instytucje pozostają w stałym w kontakcie.

Ukraińcy walczący o niepodległość swojego kraju często podkreślają, że walczą również o bezpieczeństwo całej Europy, porównując swoją obecną sytuację do Polski w 1920 r. Czy ten głos jest dostatecznie słyszalny na Zachodzie?

Myślę, że tak. Zagrożenie i znaczenie walki Ukrainy jest doskonale rozumiane, zwłaszcza w kręgu państw Europy Środkowo-Wschodniej, które mają złe doświadczenia z Rosją carską, sowiecką czy też obecną putinowską. O zagrożeniu rosyjskim na wschodniej flance NATO mówiło się od wielu lat. Wystarczy przypomnieć przemówienie prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Tbilisi z 2008 r., podczas rosyjskiej inwazji na Gruzję. Również wcześniej, w poprzednich okresach historii, nie tylko my, Polacy czy Litwini, mieliśmy okazję przekonać się o realności rosyjskiego zagrożenia.

Jak określiłby Pan zaangażowanie na rzecz Ukrainy Wilna? Co w tej sprawie mogą zrobić dzisiaj Polacy z Wileńszczyzny?

Na Litwie bardzo odczuwalne jest, że ta solidarność z Ukrainą płynie z serca. W Wilnie, z tego, co widzę, trudno o restaurację czy witrynę sklepu, w której nie byłoby flagi Ukrainy, i mam nadzieję, że wszyscy myślą w podobny sposób. Również Polacy z Wileńszczyzny jednoczą się w tym działaniu na rzecz Ukrainy i uważam, że jest to bardzo ważne. Jak sprawić, by ta pomoc była najbardziej efektywna? Uważam, że ważne jest, by koordynować działania z władzami litewskimi czy to na szczeblu centralnym, czy samorządowym, by nie dublować inicjatyw, ale zapewnić ich komplementarność.

Na to, jak myślą mieszkańcy Wileńszczyzny, mają w dużej mierze wpływ informacje, jakie do nich docierają. Mówił Pan już o polsko-litewskiej współpracy w koordynowaniu pomocy humanitarnej czy zabezpieczaniu granic. Czy podobna współpraca istnieje w obszarze walki z dezinformacją?

Tak. Rzeczywiście, w ostatnim czasie mamy ogromny natłok informacji i warto je weryfikować. Co do podstawowego kryterium – na pewno nie mogą być uznawane za wiarygodne źródła informacji media, które są po prostu propagandowymi tubami Kremla. Jeśli chodzi o weryfikowanie fałszywych informacji, które pojawiają się zwłaszcza w mediach społecznościowych, nie brakuje instytucji, które się tym zajmują. W ostatnich dniach spotykałem się z panem Viktorasem Daukšasem, który kieruje dużym zespołem osób, wolontariuszy na bieżąco weryfikujących informacje, tworzących raporty, które pokazują, w jakich obszarach działa propaganda Kremla. Oni działają od dawna, demaskując dezinformację, teraz jednak ich praca jest wpierana przez znacznie większy zespół ekspertów i przebiega bardziej intensywnie.

Od chwili rozpoczęcia naszej rozmowy polsko-ukraińską granicę mogło przekroczyć kilkaset osób. Jak wielu uchodźców Polska jest w stanie przyjąć?

Na to pytanie może być tylko jednak właściwa odpowiedź: tylu, ilu będzie trzeba przyjąć.


Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 11(33) 19-25/03/2022