Umowa warszawska. Artur Żak: „Sytuacja się zmienia w 2014 roku”

„Umowa warszawska z 1920 r. jest coraz bardziej znana na Ukrainie jako przykład polsko-ukraińskiej współpracy” — w rozmowie z „KW” twierdzi polski dziennikarz z Lwowa Artur Żak.

Czytaj również...

„Rząd Rzeczypospolitej Polskiej z jednej strony i Rząd Ukraińskiej Republiki Ludowej z drugiej strony — w głębokim przeświadczeniu, że każdy naród posiada przyrodzone prawo samostanowienia o swoim losie i określenia stosunków swoich z sąsiadami i jednako ożywione chęcią ugruntowania podstaw pod zgodne i przyjazne współżycie dla dobra i rozwoju obu narodów — zgodziły się na następujące postanowienia” — tymi słowami rozpoczyna się Umowa między rządem Rzeczypospolitej Polskiej a rządem Ukraińskiej Republiki Ludowej 21 kwietnia 1920. Do historii dokument przeszedł pod nazwą umowa warszawska lub pakt Piłsudski-Petlura.

Obopólna rezygnacja

Zgodnie z umową rząd polski uznał w niej istnienie URL i zrezygnował z roszczeń do ziem sięgających granicy wschodniej Rzeczypospolitej Obojga Narodów z 1772 r. Rząd URL uznał granicę polsko-ukraińską na Zbruczu i przecinającą Wołyń na wschód od Zdołbunowa (pozostawiając Równe i Krzemieniec po stronie polskiej) i dalej na północ do linii Prypeci.

Podpisanie umowy zakończyło walki pomiędzy Polakami a Ukraińcami, które trwały od 1918 r. Dokument stał się podstawą wyprawy kijowskiej, kiedy wojska polskie wspólnie z ukraińskimi rozpoczęli ofensywę przeciwko Rosji sowieckiej. Niestety ofensywa się załamała i latem to wojska bolszewickie zaczęły nacierać na Polskę i Ukrainę. Sowieci zostali zatrzymani 15 sierpnia 1920 r. pod Warszawą. Później rozpoczęły się negocjacje polsko-sowieckie, które zakończyły się traktatem ryskim w 1921 r., który ostatecznie pogrzebał ukraińskie nadzieje na wspólne państwo.

Przełomowy rok 2014

Dziennikarz „Kuriera Galicyjskiego” Artur Żak twierdzi, że do 2014 r. temat współpracy polsko-ukraińskiej, współpracy II Rzeczypospolitej z Ukraińską Republiką Ludową, był znany przede wszystkim dla pasjonatów historii.

— Sytuacja się zmienia w 2014 r., kiedy coraz bardziej do świadomości społecznej oraz ukraińskiej historiografii oficjalnej temat zaczął przenikać. Okres 1917-20 zaczął być traktowany, jako etap wojny ukraińsko-rosyjskiej. Największego znaczenia temat nabiera teraz. Zasadniczy zwrot miał miejsce w 2020 r. w setną rocznicę wyzwolenia Kijowa przez Polaków i Ukraińców. Pamiętam, że nawet musiała się odbyć wspólna polsko-ukraińska defilada wojskowa w Kijowie. Niestety covid te możliwości całkowicie zniweczył — oświadcza „Kurierowi Wileńskiemu” Artur Żak.

Pomysł z polsko-ukraińską defiladą wojskową w Kijowie, twierdzi nasz rozmówca, miał też na celu odebrać Rosjanom 9 maja i skierować pamięć historyczną w bardziej ukrainocentryczną stronę.

— Od czasu pełnoskalowej wojny ta świadomość tylko rośnie. Nie ma żadnych badań, ale moim zdaniem, 30-40 proc. społeczeństwa wie, czym była umowa warszawska. Być może nie zna szczegółów, ale wie, że Polacy i Ukraińcy walczyli wspólnie z bolszewikami. Wiedzą, że to nie było pewne zamieszanie porewolucyjne w imperium rosyjskim, tylko element wojny narodowowyzwoleńczej — podkreśla dziennikarz.

Część pamięci historycznej

Zdaniem Żaka obecnie hasło „Za wolność waszą i naszą” jest bardzo często używane.

— Nie tylko przez publicystów, ale również w kulturze masowej, mediach głównego nurtu. Dodatkowo kancelaria prezydenta oraz sam prezydent Wołodymyr Zełenski często używa tej narracji zarówno w polityce wewnętrznej oraz zewnętrznej. Ukraiński Instytut Pamięci Narodowej organizuje wiele konferencji. Tym się zajmują ośrodki naukowe. Ze swego punktu widzenia zauważyłem większe zainteresowanie obchodami bitwy pod Zaburzem. Jest to miejscowość pod Lwowem, gdzie ochotnicy lwowscy w sierpniu 1920 r. zatrzymali przez jeden dzień Budionnego, przez co on nie zajął Lwowa. Coraz więcej oficjeli ukraińskich bierze udział w obchodach. Na pewno nie można tych wydarzeń porównać z pamięcią historyczną dotyczącą hołodomoru. Tym niemniej jest to coraz bardziej żywa część pamięci historycznej narodu ukraińskiego — podkreśla Polak ze Lwowa.

Symon Petlura jest jedną z kluczowych postaci ukraińskiej polityki początku XX w. Czy ta osoba jest znana na Ukrainie?

— Coraz bardziej — zapewnia Artur Żak. Przykładem jest ustanowienie roku 2025, przez parlament ukraiński, rokiem Petlury.

— Wcześniej, zarówno w zachodniej oraz wschodniej części społeczeństwa Ukrainy Petlura funkcjonował, jako zdrajca. Na Wschodzie mu zarzucano zdradę tzw. „starszych braci ze Wschodu”, a na Zachodzie zarzucano zdradę Ukraińskiej Republiki Ludowej. Przede wszystkim chodziło o zrzeczenie się na rzecz II Rzeczypospolitej Lwowa, Stanisławowa, Tarnopolu, czy Wołynia. Dzisiaj coraz częściej się mówi, to dotyczy również przekazu oficjalnego, że to była konieczna ofiara ze względu na walkę z większym zagrożeniem, jakim byli bolszewicy. Szymon Petlura nie miał innego wyjścia. Rzadziej mówi się też o zdradzie ze strony Piłsudskiego. Wcześniej, szczególnie na zachodzie Ukrainy, można było usłyszeć, że Piłsudski zdradził Ukraińców, ponieważ podpisał traktat ryski. Obecnie historycy, działacze społeczni, przedstawiciele mediów sądzą, że upadek Ukraińskiej Republiki Ludowej w dużym stopniu był efektem braku jedności wśród społeczeństwa ukraińskiego. Sporo się mówi, że ludzie Piłsudskiego nie mieli dużej reprezentacji na negocjacjach w Rydze i dlatego nie miał na sam traktat dużego wpływu. Narrację de facto przyjęła polska endecja — twierdzi Żak.

I praktyk, i teoretyk

Relacje polsko-ukraińskie w minionym stuleciu miały charakter dramatyczny. Na początku lat 20. sojusz polsko-ukraiński nie wypalił. Podczas II wojny światowej doszło do rzezi ludności polskiej na Wołyniu oraz późniejszej akcji odwetowej Armii Krajowej. Rzeź wołyńska przez polskich historyków jest określana jako zbrodnia ludobójstwa. Strona ukraińska nie zgadza się z tą definicją. Po rozpoczęciu pełnoskalowej agresji Rosji w lutym 2022 Polska przyjęła kilka milionów ukraińskich uchodźców. W późniejszych latach jednak doszło do kilku zgrzytów w stosunkach obu państw. Czy obecnie jesteśmy bliżej, czy dalej od polsko-ukraińskiego pojednania?

— Tak naprawdę tę sielankowy moment (wiosna 2022 r. — przyp. red.) napawał dużą dumą. Przeważnie nie lubiłem mówić o dumie narodowej, ale wówczas z postawy polskiego społeczeństwa naprawdę można było być dumnym. Jestem jednak przekonany, że ten radosny etap nie mógł trwać długo. Musiał zmienić się w bardziej praktyczne podejście. Wydaje mi się, że jedna i druga strona do tej praktyczności chyba się przystosowała. Nie jest tak, że wszystkie podwodne kamienie zostały usunięte, ale sądzę, że oba społeczeństwa są na dobrej drodze do porozumienia. Wolę, żeby Polska i Ukraina budowały sojusz na podstawach pragmatycznych, niż na romantycznych — oświadcza dziennikarz.

Rozmówca sądzi, że wśród polityków Polski i Ukrainy jest zrozumienie, że bez silnej i niepodległej Ukrainy nie ma silnej i niepodległej Polski. Czyli to, co mówili praktycy, jak Józef Piłsudski oraz teoretycy, jak Jerzy Giedroyć.

— Jesteśmy na dobrej drodze. Jestem przekonany, że ze strony ukraińskich władz, działaczy czy ekspertów — zresztą tak samo po stronie polskiej — wiele usłyszymy. Niemniej na to liczę, że stosunkami będą się zajmowały przede wszystkim eksperci. Prawdziwi eksperci — dodaje Artur Żak.

Afisze

Więcej od autora

Wilno – meczet – Ukraina

Wypowiedź Benkunskasa sprawia wrażenie zagrania o charakterze propagandowym. Zaostrzenie kontroli procesów migracyjnych w żaden sposób nie koliduje z budową meczetu. Według oficjalnych danych w Wilnie mieszka ok. 78 tys....