Dyskusja o broni atomowej przestała być tabu. Mimo wszystko NATO pozostaje mocnym sojuszem

Litwa nie ma i nie może mieć broni nuklearnej na swoim terytorium. Tymczasem za sprawą przewodniczącego Sejmu Juozasa Olekasa temat wdarł się do debaty publicznej. Polityk zaapelował o rozważenie takiego scenariusza.

Czytaj również...

Artykuł 137 Konstytucji RL stanowi, że na terytorium Litwy nie mogą znajdować się broń masowego rażenia. Warto jednak odnotować, że litewska ustawa zasadnicza została przyjęta w dalekim 1992 r. To była inna epoka. Po upadku muru berlińskiego oraz ZSRS faktycznie dla wielu wyglądało, że strach przed wojną atomową bezpowrotnie minął.

Propozycja Olekasa

Przewodniczący Sejmu Juozas Olekas przed tygodniem powiedział, że w obecnej sytuacji geopolitycznej warto byłoby rozważyć zmianę konstytucji, aby na Litwie można było rozmieszczać broń nuklearną. „Biorąc pod uwagę sytuację, w której się znajdujemy, sytuację geopolityczną i to, co się dzieje, uważam, że naprawdę warto to zrobić” – powiedział we wtorek 19 maja dziennikarzom w Sejmie przewodniczący parlamentu.

W historii ludzkości broń atomowa została wykorzystana tylko raz. Pod koniec II wojny światowej Amerykanie użyli jej przeciwko Japonii. Politycy pamiętający koszmar wojny rozpętanej przez Adolfa Hitlera z dużym strachem patrzyli na możliwość użycia tego typu broni.

Mimo postępującej eskalacji zimnej wojny państwa z obu bloków podjęły serię działań mających na celu powstrzymanie proliferacji broni nuklearnej. Najważniejszy okazał się Układ o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej, który wszedł w życie 5 marca 1970 r. Ta umowa międzynarodowa zakazuje państwom posiadającym broń nuklearną przekazywania komukolwiek, bezpośrednio lub pośrednio, broni jądrowej lub innych jądrowych urządzeń wybuchowych, a także udzielania pomocy w ich wytwarzaniu.

W pewnym momencie historii XX w. pięć oficjalnych mocarstw nuklearnych, czyli: Stany Zjednoczone, Rosja, Chiny, Wielka Brytania oraz Francja, zobowiązało się do stopniowej redukcji swoich arsenałów.

Traktaty bywają łamane

Dziekan Wydziału Nauk Politycznych i Dyplomacji Uniwersytetu Witolda Wielkiego, historyk i politolog Šarūnas Liekis negatywnie ocenia pomysł Olekasa. – Propozycja Juozasa Olekasa przede wszystkim jest niekonstruktywna, ponieważ druga strona może to zinterpretować jako złamanie zasady nierozpowszechniania broni nuklearnej. Dobrym przykładem jest atak na Iran, gdzie pretekstem były oskarżenia, że Iran tę zasadę łamie – twierdzi w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” Šarūnas Liekis.

Ekspert od wojskowości Egidijus Papečkys z rezerwą podchodzi do pomysłu przewodniczącego Sejmu. – Pod względem militarnym rozmieszczenie broni nuklearnej, moim zdaniem, nie jest koniecznością. Nie widzę jednak w tym nic złego, że różne warianty i możliwości są dyskutowane. Rosja względem Zachodu używa szantażu nuklearnego na szeroką skalę. Zresztą Litwa nie jest w tym odosobniona. Podobne głosy są słyszane np. w Polsce. Jest mowa nie tylko o rozmieszczeniu, lecz także o nabyciu takiej broni. To jest raczej nierealne, ponieważ oba kraje podpisały kilka umów o nierozpowszechnianiu broni jądrowej. Jednak politycy mają prawo przerzucać się różnymi pomysłami i te pomysły mogą być analizowane. Jednak w tym konkretnym przypadku, nawet jeśli kiedyś zostanie podjęta taka decyzja, to od propozycji do realizacji jest bardzo długa droga. Zmiana konstytucji nie jest łatwa – mówi „Kurierowi Wileńskiemu” ekspert.

Zdaniem Liekisa czynnik nuklearny jest z pewnością odstraszający. Jednak aby ten czynnik zachował taki charakter, to… trzeba by mieć własną broń jądrową, a nie taką udostępnioną na własnym terytorium przez inny podmiot. – To oczywiste, że rozmieszczenie broni nuklearnej nie oznacza w 100 proc., że kraj, który ją rozmieścił, użyje ją do naszej obrony. Jest też inny element niepokojący. Udostępniając swoje terytorium, jesteśmy instrumentalizowani przez innych. Bo albo sam dbasz o własny los, albo ten los powierzasz komuś innemu – zaznacza politolog.

Olekas wraca do sprawy

Po kilku dniach Jozuas Olekas ponownie wrócił do tematu. Przewodniczący Sejmu powiedział, że oczekuje przedstawienia informacji na temat tego, jak w ustawodawstwie innych państw Unii Europejskiej uregulowane jest rozmieszczanie broni nuklearnej na terytorium państw. Po sformułowaniu oceny tych rozwiązań rozważane będą poprawki do konstytucji, które umożliwiłyby wprowadzenie takiej broni na Litwę.

„Poprosiłem o przedstawienie mi informacji, jak zostało to uregulowane w innych państwach Unii Europejskiej, abyśmy nie odstawali od wspólnej linii. Poproszę także o informacje od wojskowych o tym, jakie technologie są wykorzystywane i gdzie” – wyjawił przewodniczący parlamentu.

Egidijus Papečkys proponuje ze spokojem patrzeć na różnego rodzaju pomysły polityków, ponieważ w obecnej sytuacji nie warto odrzucać żadnego scenariusza. – Prawdopodobieństwo wybuchu takiego konfliktu jest bardzo małe, ponieważ NATO jest naprawdę mocnym sojuszem. To po pierwsze, po drugie, NATO i Unia Europejska w obecnej sytuacji zachowują się bardzo odpowiedzialnie. Niemniej ze względu na nieodpowiedzialne działania Moskwy konflikt może się rozpocząć – podkreśla ekspert.

Oficjalnie lub półoficjalnie broń jądrową obecnie posiada dziewięć państw: Stany Zjednoczone, Rosja, Chiny, Francja, Wielka Brytania, Indie, Pakistan, Korea Północna, Izrael. Najwięcej głowic posiadają Ameryka i Rosja.

Francuski parasol

Zdaniem Papečkysa Rosja, która jest jednym z największych posiadaczy broni nuklearnej, bardzo często stosuje szantaż nuklearny. Jednak ostra retoryka Kremla nie oznacza automatycznego szykowania się do wojny z NATO.

Zdaniem politologa polityka Rosjan jest spowodowana względami propagandowymi. W ten sposób tworzy się negatywny wizerunek Zachodu. Właśnie dlatego strona rosyjska od dłuższego czasu wałkuje temat „ukraińskich dronów zapuszczanych z państw bałtyckich”.

– Są państwa w przestrzeni postsowieckiej, ale też w Afryce lub Azji, gdzie panują antyzachodnie nastroje. Bardzo często w takich państwach mieszkańcy są przesyceni rosyjską propagandą. Rosja bardzo często w swoim przekazie propagandowym używa takich terminów, jako kolonializm czy neokolonializm. Narracji propagandowych Kreml ma wiele. U nas zazwyczaj mówi się o tej skierowanej przeciwko nam. Ale są inne narracje, przeznaczone do innych części świata. Ten przekaz ma przedstawiać Zachód jako coś agresywnego i nieodpowiedzialnego. Przekaz jest też kierowany na rynek wewnętrzny, ponieważ każdy reżim autorytarny lub totalitarny musi sformułować wizerunek wroga na wewnętrzne potrzeby – analizuje ekspert.

W marcu 2025 r. ówczesny prezydent RP Andrzej Duda, w wywiadzie dla „Financial Timesa”, zwrócił się do Stanów Zjednoczonych o rozmieszczenie głowic nuklearnych na terytorium Polski. „Myślę, że byłoby bezpieczniej, gdyby ta broń już teraz tu była” – oświadczył.

Na początku tego roku prezydent Francji zapowiedział, że jego kraj chce rozbudować arsenał jądrowy i rozszerzyć parasol nuklearny na inne kraje europejskie. „Następne 50 lat będzie erą broni jądrowej” – zapowiedział Emmanuel Macron.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 21 (59) 30/05-05/06/2026

Afisze

Więcej od autora

Laurynas Šedvydis: „Wątpię, by w Wilnie był duży turbo-nacjonalistyczny elektorat”

Rosyjskojęzyczni, a co za tym idzie również mniejszość rosyjska, w ostatnim czasie stali się tematem debaty publicznej na Litwie. Stało się tak dzięki kilku niepowiązanym ze sobą sprawom. Pod...