Wołkonowski: „Europa, w dużym stopniu, nadal pozostaje na wakacjach”

8 maja to dzień zwycięstwa nad Hitlerem i III Rzeszą. To jest też dzień, kiedy praktycznie rozpoczęła się zimna wojna, która mogła przekształcić się w konflikt zbrojny. Jarosław Wołkonowski w rozmowie z „KW” zauważa, że teraz jesteśmy w podobnej sytuacji.

Czytaj również...

Zanim 8 maja 1945 r. Niemcy podpisały kapitulację, to alianci jeszcze kilka lat wcześniej zobowiązali się, że kapitulacja ma być bezwarunkowa. 13 stycznia 1943 r. na konferencji w Casablance prezydent Stanów Zjednoczonych Franklin Delano Roosevelt po raz pierwszy oświadczył, że sojusznicy zaakceptują tylko taki model kapitulacji. W następnych miesiącach przedstawiciele USA, Wielkiej Brytanii oraz ZSRS pracowali nad konkretnym planem dotyczącym powojennego losu Niemiec.

Polska jako podmiot

Protokół z 12 września 1944 r. przewidywał, że Niemcy muszą powrócić do granic z 1937 r., czyli sprzed aneksji Austrii i Sudetów. Ostatecznie grancie zostały zmienione. Niemcy straciły wszystkie swoje wschodnie tereny, które przypadły Polsce i ZSRS. Tym niemniej, już we wrześniu 1944 r. sojusznicy zakładali utworzenie trzech stref okupacyjnych. Ten punkt faktycznie został po kapitulacji zrealizowany. Różnica była taka, że po 1945 r. doszła jeszcze francuska strefa okupacyjna.

O ile dla Zachodu 8 maja (dla Rosji – 9 maja) to dzień zwycięstwa nad nazizmem, to dla krajów Europy Środkowo-Wschodniej był de facto początkiem nowej komunistycznej okupacji. Pojawiło się określenie „zdrada jałtańska”, które nawiązywało do postanowień konferencji w Jałcie w lutym 1945 r.

Wybitny polski polityk Kazimierz Pużak postanowienia w Jałcie określił „zmorą nowego Świętego Przymierza”.

— W przypadku utraty wschodnich terenów przez Polskę, to pierwsze decyzje zapadły jeszcze w 1943 r. w Teheranie. Rząd RP w Londynie nic o tym nie wiedział. To było utrzymane w tajemnicy. Na konferencji w Jałcie te decyzje zostały ostatecznie zatwierdzone. Sojusznicy nalegali tylko, aby w krajach Europy Środkowo-Wschodniej odbyły się demokratyczne wybory. Gwoli ścisłości, nie było nic o Litwie i państwach bałtyckich. O ile Polska jeszcze była traktowana jako podmiot prawa międzynarodowego, to kraje bałtyckie były traktowane jako część ZSRS — w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” analizuje sytuację Jarosław Wołkonowski z filii UwB w Wilnie, który od lat bada okres II wojny światowej na terenach Litwy.

SPOL-sojuszy-2026-05-07-2-PORTAL
Niemiecki feldmarszałek Wilhelm Keitel podpisuje akt bezwarunkowej kapitulacji Niemiec (8 maja 1945, Berlin) | Fot. Domena publiczna

Brytyjski plan „Nie do pomyślenia”

Teoretycznie Moskwa zaakceptowała żądania Rosji. Przykładowo w Polsce powstał Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej, do którego dołączył Stanisław Mikołajczyk jako wicepremier. Po dwóch latach Mikołajczyk musiał opuścić kraj. Pewna szansa dla Europy Środkowo-Wschodniej pojawiła się w samej końcówce II wojny światowej. W drugiej połowie kwietnia 1945 r. Winston Churchill zlecił przygotowania planu, którego celem było „wyrwanie Europy Środkowej spod okupacji rosyjskiej”. Tajna operacja zatytułowana „Unthinkable” (pol. Plan „Nie do pomyślenia”) zakładała m.in. zapewnienie „uczciwego ładu dla Polski”. Generalnie operacja oznaczała nową wojnę państw zachodnim ze swym byłym sojusznikiem, czyli ZSRS.

— Plan zakładał uderzenie na ZSRS 1 lipca 1945 r., co miało zepchnąć wojska sowieckie do granicy z 1939 r. Gdyby plan został wcielony w życie, to całkiem możliwe, że Litwa oraz Łotwa z Estonią również byłyby państwami niezależnymi. Wnioski wojskowych, którzy opracowywali plan, były takie, że armia sowiecka jest na fali. Ma doświadczenie oraz broń, w tym zachodnią, dlatego wojskowi nie dawali żadnej gwarancji na pomyślność realizacji planu. Ostatecznie z niego zrezygnowano — przypomina Wołkonowski.

Od razu po zakończeniu II wojny światowej nastąpiła zimna wojna, czyli przeciwstawienie bloku demokratycznego z blokiem sowieckim. Stan trwał do upadku ZSRS w 1991 r.

„Europa na wakacjach”

W ciągu tych ponad 40 lat zimnej wojny były okresy, kiedy konflikt mógł przerodzić się w konflikt zbrojny.

— Zimna wojna to było codzienne wielkie napięcie pomiędzy Wschodem a Zachodem. Faktycznie każdego dnia mogła wybuchnąć wojna. Po wojnie pojawiło się pojęcie żelaznej kurtyny, która oznaczała, że państwa Europy Zachodniej praktycznie nic nie wiedziały, co dzieje się w Europie Środkowej. Ta sytuacja, która zapanowała wówczas w Europie, jest bardzo podobna do sytuacji dzisiejszej. My, czyli Litwa, Polska, państwa Europy Środkowej, mamy bardzo nieobliczalnego sąsiada. Oczywiście, można krytykować prezydenta Donalda Trumpa. Tylko prawda jest taka, że obecnie mamy na Litwie 1 tys. żołnierzy amerykańskich. W Polsce 10 tys. Znając nieobliczalność Trumpa, on jednym podpisem może ten tysiąc żołnierzy zabrać. Dlatego taka krytyka (względem amerykańskiego prezydenta – od. red.), w moim przekonaniu, jest nieodpowiedzialna. Trzeba zachowywać się mądrze. Musimy ten dramatyczny okres przetrwać. Bezpieczeństwo naszych krajów ma być absolutnym priorytetem. Bo powiedzmy z ręką na sercu, to, co Europa wydawała i niestety nadal wydaje na obronę, to o wiele mniej niż wydają Stany Zjednoczone. Niestety Europa w dużym stopniu nadal „pozostaje na wakacjach” — podkreśla Wołkonowski.

Afisze

Więcej od autora

Socjaldemokraci wybrali nowe władze. Robert Duchniewicz pierwszym wiceprzewodniczącym

Mindaugas Sinkevičius był pełniącym obowiązki przewodniczącego partii od lata ubiegłego roku, kiedy z piastowania stanowiska zrezygnował Gintautas Paluckas, który znalazł się na celowniku organów praworządności.1 maja odbył się zjazd...