Czy Amerykanie opuszczą Europę? Poseł Pavilionis: „Ameryka szanuje siłę”

Stany Zjednoczone grożą cofnięciem swych żołnierzy z Europy. Poseł Žygimantas Pavilionis w rozmowie z „KW” twierdzi, że to jest raczej niemożliwe. Europa i USA, zdaniem polityka, w dzisiejszym świecie potrzebują siebie nawzajem.

Czytaj również...

Doradca litewskiego prezydenta ds. bezpieczeństwa Deividas Matulionis poinformował, że posiada informacje wskazujące, iż w związku z przeglądem obecności wojskowej USA w Europie, amerykańscy żołnierze pozostaną na Litwie. Nie mógł jednak powiedzieć, czy Ameryka w naszym kraju pozostawi obecną liczbę żołnierzy, ok. 1 tys., czy będzie to inna liczba. „Czy pozostaną w tej samej liczbie, czy wydarzy się cud i będzie ich jeszcze więcej, czy jednak ich liczba zostanie zmniejszona? W tej kwestii wciąż jest bardzo wiele niewiadomych” — oświadczył Matulionis w rozmowie z Žinių radijas.

USA, Litwa, Polska

Doradca określił obecność amerykańskich żołnierzy na Litwie jako „najważniejszy czynnik odstraszający”. „Chciałbym być optymistą, rzeczywiście nie dajemy powodów do podejmowania działań przeciwko nam poprzez zmniejszanie sił” — stwierdził doradca prezydenta.

Pod koniec ubiegłego tygodnia Agencja Reutera, powołując się na dwóch anonimowych amerykańskich urzędników, podała, że USA anulowały plany rotacyjnego przemieszczenia 4 tys. amerykańskich żołnierzy do Polski. Ze swej strony stacja telewizyjna CNN, ponownie powołując się na anonimowe źródło w resorcie wojny, przekazała, że wstrzymanie rotacji wynika z działań strony amerykańskiej, których celem jest zmniejszenie liczby żołnierzy stacjonujących w Europie.

W poniedziałek (18 maja) wiceminister obrony narodowej RP Paweł Zalewski oświadczył, że decyzję Waszyngtonu Warszawa traktuje jako incydent, który nie może wpłynąć znacząco na relacje polsko-amerykańskie. Minister obrony narodowej oraz wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz oświadczył, że redukcja amerykański wojsk w Europie nie może odbywać się kosztem największego sojusznika Ameryki na starym kontynencie. „Rozumiemy, że dochodzi do reorganizacji pobytu wojsk amerykańskich w Europie, ale ta reorganizacja nie może się odbywać kosztem największego sojusznika Stanów Zjednoczonych w Europie” — oświadczył polityk.

„Jeśli chcemy, aby Amerykanie nas nie opuścili, to musimy wzmacniać naszą obronę” – podkreśla nasz rozmówca | Fot. Marian Paluszkiewicz

Rosja i Chiny

Wicepremier wskazał, że Polska naprawdę dużo inwestuje we współpracę wojskową ze Stanami Zjednoczonymi. „Budowa miejsca dla żołnierzy amerykańskich, za których pobyt, każdego z nich, inwestujemy 15 tys. dolarów rocznie, to nas odróżnia od innych państw w Europie” — powiedział Kosiniak-Kamysz.

Czy faktycznie Stany Zjednoczone mogą opuścić Europę lub drastycznie zmniejszyć swą obecność wojskową?

— Nie sądzę. Obecnie jestem w Niemczech, w Bremie, gdzie miałem spotkanie z przewodniczącym komitetu obrony niemieckiego parlamentu. Rozmawialiśmy o tym przez cały ranek. Odpowiedź Niemiec jest bardzo prosta: żadna architektura bezpieczeństwa Europy nie jest możliwa bez Ameryki. Tak samo Ameryka sama nie jest w stanie zapanować nad globalnymi konfliktami bez Europy. Kiedy Ameryka szykuje się do konfliktu z komunistycznymi Chinami, Europa szykuje się do możliwego konfliktu z Rosją. Jeśli te dwa kraje zaatakują w tym samym momencie, to wówczas Ameryka z Europą będą siebie potrzebowały nawzajem. Jeden bez drugiego nie będzie w stanie zwyciężyć w tych wojnach. W dzisiejszym świecie nikt w takich konfliktach nie jest w stanie samodzielnie wygrać — twierdzi w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” Žygimantas Pavilionis, wiceprzewodniczący sejmowego Komitetu Spraw Zagranicznych.

Deividas Matulionis podczas wtorkowej rozmowy z Žinių radijas odniósł się do sytuacji z dronami, które ostatnio często przelatują przez litewską przestrzeń powietrzną lub padają na jej terytorium. Doradca prezydenta na wstępie odrzucił oskarżenia Rosji dotyczące tego, że jakoby Litwa specjalnie udostępnia swą przestrzeń powietrzną dla ukraińskich dronów. „To absurd i w takim otoczeniu możliwe są bardzo poważne prowokacje wobec nas” — powiedział. Doradca nie sprecyzował, co dokładnie ma na myśli, ale podkreślił, że chodzi nie tylko o propagandę w rosyjskiej przestrzeni publicznej, lecz także o działania rosyjskich służb specjalnych.

Skomentował również wypowiedź prezydenta. W ubiegłym tygodniu Gitanas Nausėda stanowczo ostrzegł „państwa prowadzące wojnę w Europie”, aby nie wykorzystywały terytorium Litwy do ataków dronami. „Moje stanowisko jest jasne i kategoryczne. Terytorium Litwy nie było i nie będzie wykorzystywane do żadnych operacji wojskowych państw trzecich przeciwko sąsiednim krajom. Każda próba bezprawnego wykorzystania litewskiej przestrzeni powietrznej byłaby rażącym naruszeniem suwerenności oraz podstawowych norm prawa międzynarodowego” — czytamy w oświadczeniu.

Słowo ważniejsze niż umowa

Zdaniem Matulionisa przekaz ten był przede wszystkim skierowany do Rosji, która — jak zaznaczył — coraz bardziej eskaluje ten temat. „Musieliśmy bardzo wyraźnie powiedzieć, że chronimy swoją suwerenność, swoje terytorium i nie jesteśmy bezpośrednio zaangażowani w działania wojenne, choć udzielamy i będziemy udzielać wsparcia Ukrainie” — stwierdził doradca.

Zdaniem Pavilionisa w sprawie amerykańskiej obecności wojskowej w naszej części świata trzeba częściej rozmawiać z Amerykanami. Niekoniecznie w rozmowach trzeba ograniczać się tylko do Waszyngtonu. Warto też rozmawiać ze wspólnotami litewską i polską w Stanach Zjednoczonych, aby one naciskały swych przedstawicieli w Senacie i Kongresie.

— Musimy być obecni w całej Ameryce, aby nasz głos był słyszalny a my bardziej ich rozumieli, ich stanowisko. Dlatego nie sądzę, że w kwestii obecności amerykańskich żołnierzy nadejdą kardynalne zmiany. Pewne zmiany mogą być, ale nie będą drastyczne. Na koniec chciałbym powiedzieć jedno, jeśli chcemy, aby Amerykanie nas nie opuścili, to musimy wzmacniać naszą obronę. Amerykanie szanują siłę. Gdy będziemy silni, to Amerykanie sami wybiorą nas. Amerykanie byli częściowo zawiedzeni Europą po 2014 r. Ten zawód nie dotyczył Litwy, Polski czy państw bałtyckich. Raczej krajów znajdujących się bardziej w zachodniej części. Po 2014 r. Europa wiele obiecała Ameryce, ale nic nie zrobiła. Amerykanie bardzo nie lubią osób, które nie dotrzymują danego słowa. Słowo w Stanach ma większą wartość niż podpisana umowa — podkreśla polityk.


Afisze

Więcej od autora

Zapotrzebowanie na silną rękę

Władimir Putin złamał niepisaną zasadę, zgodnie z którą wielkie mocarstwa nie prowadzą wojen na terytorium Europy. Ten status utrzymywał się nawet podczas zimnej wojny. Dwa konkurujące ze sobą bloki...

Nowa inicjatywa w Sejmie: za towar niskiej jakości odpowiedzą również importerzy i dystrybutorzy?

Zgodnie z projektem poprawek do Kodeksu Cywilnego, które Sejm zaczął rozpatrywać w ubiegłym tygodniu, odszkodowania mogliby domagać się nie tylko użytkownicy danego produktu, ale również inne osoby, jeśli towar...