4 lipca tego roku Stany Zjednoczone będą obchodziły 250. rocznicę uchwalenia Deklaracji Niepodległości, amerykańskie święto niepodległości. W Waszyngtonie odbędzie się wielka parada wojskowa i powietrzna „Tribute to America”, w której wezmą udział oddziały z całego kraju, a zwieńczeniem będzie gigantyczny pokaz sztucznych ogni nad Lincoln Memorial. Relacje z Litwą USA nawiązały na początku lat 20. XX w.
Z wyjątkiem Polski i Finlandii
Algimantas Kasparavičius z Instytutu Historii Litwy określa relacje Litwy ze Stanami Zjednoczonymi mianem zwyczajnych. To takie, jakie mogą być pomiędzy światowym mocarstwem a małym, ale ambitnym państwem i narodem, który chce być podmiotem prawa międzynarodowego.
– USA do 1921 r. w swojej polityce zagranicznej stały na stanowisku, że integralność terytorialna Imperium Rosyjskiego jest nienaruszalna. Nie dotyczyło to Polski i Finlandii. Administracja Woodrow Wilsona tego stanowiska konsekwentnie się trzymała. Lekceważono zabiegi litewskiej społeczności w Ameryce, która wówczas stanowi nawet 500 tys. osób – mówi „Kurierowi Wileńskiemu” historyk.
Zmiana w perspektywie zaszła za kadencji republikanina Warrena Hardinga. – To jego administracja zaczęła się zastanawiać, czy stanowisko Stanów Zjednoczonych dotyczące integralności terytorialnej Cesarstwa Rosyjskiego ma sens. Latem 1922 r. Harding podjął salomonową decyzję. Uznał de facto i de iure rządy trzech państw bałtyckich. Właśnie – uznał rządy, a nie państwa – zaznacza nasz rozmówca.
Funkcjonująca obecnie praktyka uznawania państw de facto i de iure w tamtym czasie nie istniała. Powstała pod koniec lat 20. Co ciekawe, Amerykanie użyli terminu „disturbed”, który oznacza „zaburzony, naruszony”. Termin ten dotyczył terenu byłego Cesarstwa Rosyjskiego.
– Rozumiano to w ten sposób, że na terenie Cesarstwa panuje chaos i brak władzy. Dlatego uznano rządy Litwy, Łotwy i Estonii, ponieważ zapewniają na konkretnym terytorium porządek, rządy prawa oraz system demokratyczny. I takiego stanowiska trzymano się praktycznie do początku II wojny światowej – opowiada Kasparavičius.

Kwestia Kłajpedy
Litwa miała wówczas oficjalnego ambasadora w Stanach Zjednoczonym, którym został Kazys Bizauskas. Niejednokrotnie zabiegała też u strony amerykańskiej o uznanie za litewskie Wilna oraz Kłajpedy.
– Ówczesne stanowisko Stanów Zjednoczonych Ameryki było takie, że generalnie nie wtrącamy się w sprawy wewnętrzne Europy. To oczywiście była polityka deklaratywna, równolegle do niej uprawiano politykę realną. W sprawie Kłajpedy Ameryka faktycznie się nie wypowiadała. Argumentowano to tym, że jest to wewnętrzna sprawa Europy. A więc kiedy doszło do tzw. powstania kłajpedzkiego w 1923 r., a rok później została podpisana umowa Litwy z Radą Ambasadorów [chodzi o międzynarodowy organ wykonawczy kończącej I wojnę światową konferencji pokojowej w Wersalu, funkcjonujący w latach 1920–1935 – przyp. red.] w sprawie przynależności kraju kłajpedzkiego, wówczas strona amerykańska wysłała notę dyplomatyczną, w której oznajmiono, że Stany Zjednoczone przyjęlły ten fakt do wiadomości. Widzimy, że USA przyłączenie kraju kłajpedzkiego do Litwy w żaden sposób nie skomentowały. Ani dobrze, ani źle. Mimo tej ogólnikowej wypowiedzi amerykańscy dyplomaci bacznie obserwowali sytuację w Kłajpedzie. W doniesieniach dyplomatycznych z początku lat 30., gdy w siłę zaczęło rosnąć NSDAP, coraz częściej mówi się, że Litwa raczej nie jest w stanie utrzymać Kłajpedy, ponieważ większość ludności, nawet tej litewskojęzycznej, jest nastawiona proniemiecko. Kiedy 22 marca 1939 r. Litwa traci Kłajpedę na rzecz Niemiec, to ambasador Litwy Povilas Žadeikis idzie do Departamentu Stanu USA, aby wyjaśnić amerykańskim partnerom, że Litwa została zmuszona siłą zrzeczenia się portu. Wraca bardzo rozgniewany. Pisze do Kowna, że Amerykanie w żaden sposób nie chcą zrozumieć położenia Litwy. Powiedziano mu, że Stany Zjednoczone nie zamierzają kwestionować przynależności Kłajpedy do Niemiec. Nie widzą żadnych powodów do interwencji – podkreślił historyk.

Kwestia Wilna
Podobnie sprawa wyglądała z Wilnem. 15 marca 1923 r. Rada Ambasadorów uznała wschodnią granicę II Rzeczypospolitej. Dzięki decyzji Rady Wileńszczyzna oficjalnie znalazła się w granicach Polski. Litwa tego nie uznała decyzji i do 1938 r. była niejako w stanie wojny z Polską.
– Sprawa Wilna również była obserwowana przez Amerykanów. Przez dłuższy czas Stany Zjednoczone trzymały się podobnego stanowiska jak w sprawie Kłajpedy. W nieoficjalnych rozmowach z Litwinami Amerykanie podkreślali, że Polska zachowała się niewłaściwie, że tę sprawę trzeba było rozwiązać na drodze prawa, a nie wojny. Zastrzegano jednak, że to nie jest problem Ameryki, tylko Europy. Takie nastawienie w amerykańskiej dyplomacji panowało do lat 1936–1937. Czym to zostało spowodowane, nie wiadomo. Wówczas zaszła zmiana. Amerykanie w rozmowach z przedstawicielami Litwy, w tym z Povilasem Žadeikisem, zaczynają mówić, że kwestia Wilna nie została do końca rozwiązana. Oczywiście można potraktować te rozmowy swoistą kurtuazją. Moim zdaniem niezupełnie. Kiedy 29 października 1939 r. do Wilna wkroczyło litewskie wojsko, została organizowana specjalna modlitwa dla żołnierzy w Ostrej Bramie, a na Górze Giedymina wywieszono flagę Litwy. Jedynym ambasadorem, oprócz sowieckiego, uczestniczącym w tych uroczystościach był przedstawiciel USA. Cała Europa miała wówczas odmienne zdanie. Uważano przekazanie Wilna Litwie za bezprawne – opowiada Kasparavičius.
15 czerwca 1940 r. zaczęła się okupacja Litwy. Nie godząc się z sowieckim ultimatum, prezydent Antanas Smetona wyjeżdża do Niemiec, a później do USA.
Zdaniem naszego rozmówcy wybór tego kraju nie był przypadkowy. Stany Zjednoczone były jedynym państwem na świecie, które oficjalnie nie uznało okupacji państwa bałtyckich. 23 lipca 1940 r., czyli jeszcze przed oficjalnym i formalnym włączeniem Litwy, Łotwy i Estonii w skład ZSRS, USA ogłosiły tzw. deklarację Wellesa.
„W ostatnich dniach uwidocznił się niebezpieczny rozwój wydarzeń, który szybko zmierza ku punktowi kulminacyjnemu. Istnieje realne ryzyko, że polityczna niepodległość i integralność terytorialna trzech niewielkich państw bałtyckich – Estonii, Łotwy i Litwy – zostaną świadomie i konsekwentnie zniszczone przez jednego z ich potężniejszych sąsiadów” – czytamy w dokumencie.
Historyk zwraca uwaga, że Ameryka nie nazwała agresora, jakim był ZSRS, i nie użyła terminu „okupacja”, niemniej była to ważna deklaracja dla późniejszej walki o niepodległość, ponieważ faktycznie obowiązywała do końca zimnej wojny.
– To była ta przyczyna, dla której Smetona wybrał Amerykę. Była też druga. Żadne ówczesne europejskie państwo nie zgodziło się przyjąć u siebie Smetony. Brytyjczycy kategorycznie odmówili mu azylu. To samo zrobili Szwedzi, którzy motywowali to swoją neutralnością. Hiszpania Franco podobnie. W Stanach była inna sytuacja. Kiedy Smetona przybył do Ameryki, to od razu 1 kwietnia 1941 r. został przyjęty przez sekretarza stanu Sumnera Wellesa, a 18 kwietnia – przez prezydenta Franklina D. Roosevelta. Co prawda został przyjęty jako osoba prywatna – wskazuje nasz rozmówca.

USA i powstanie czerwcowe
Ważny jest też stosunek Antanasa Smetony i Stanów Zjednoczonych do antysowieckiego powstania w czerwcu 1941 r. i rządu tymczasowego.
– Już 24 czerwca 1941 r. Smetona napisał list do Departamentu Stanu, w którym zaznaczył, że organizatorem powstania są siły proniemieckie, że litewska niepodległość nie zostanie w ten sposób przywrócona, i dlatego apeluje nie traktować rządu tymczasowego jako rządu niepodległej Litwy. Nie było do tego żadnych podstaw prawnych. W odpowiedzi Departament Stanu zapewnił, że Stany Zjednoczone wszystko rozumieją i ich stosunek do utraty niepodległości przez Republikę Litewską się nie zmienił– dodał historyk.
Trudno wskazać, skąd pod koniec lat 30. W USA wzięła się zmiana postawy względem Litwy oraz państw bałtyckich. – Myślę, że początkowo Ameryka nie widziała na Litwie czy w państwach bałtyckich żadnego interesu. Swój interes zaczęła dostrzegać przed II wojną światową. Trzeba pamiętać, że w amerykańskiej polityce zagranicznej nigdy nie było zbyt dużo ideologii. Amerykanie raczej zawsze kierowali się swoim interesem. Po II wojnie światowej ten interes był bardzo wyraźny. USA zobaczyły, że ZSRS wyszedł z wojny wzmocniony. Nie tylko kontrolował połowę Europy, lecz także zagrażał pozostałej. Dlatego kwestia nieuznania okupacji i aneksji państw bałtyckich została wykorzystana do rozchwiania geopolitycznej konstrukcji, na rzecz której działali Sowieci – podsumowuje Algimantas Kasparavičius.

Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 26 (74) 04-10/07/2026



