Messi kontra Hiszpania! W niedzielę wielki finał

W finale XXIII mistrzostw świata w piłce nożnej zmierzą się w niedzielę Hiszpania z Argentyną. W sobotę o brąz zagrają Francja z Anglią. Największy dotychczas mundial przyniósł mnóstwo pozytywnych emocji, ale i wiele kontrowersji.

Czytaj również...

Wiemy, że mistrzem świata na pewno zostanie reprezentacja, która ma już ten tytuł w kolekcji. Nie wiemy tylko, czy po raz czwarty Argentyna z genialnym Leo Messim, czy po raz drugi Hiszpania. Finał w New Jersey w niedzielę o godz. 22:00 czasu wileńskiego.

¡Viva España!

Jako pierwsi awans do finału zapewnili sobie Hiszpanie, którzy we wtorek 14 lipca pokonali w Dallas 2:0 Francuzów. Podopieczni Luisa de la Fuente rozpoczęli turniej od sensacyjnego bezbramkowego remisu z Republiką Zielonego Przylądka. Aktualni mistrzowie Europy wyglądali w tym spotkaniu, jakby mieli nogi z ołowiu. Biegali ciężko, w jednostajnym tempie, nie byli w stanie przyspieszyć.

Eksperci podkreślali, że trener musiał najwyraźniej zaaplikować im ciężkie treningi, by sił wystarczyło na całe, długie mistrzostwa, przez co na pierwsze spotkanie nie zdążyli złapać świeżości. Mieli rację, bo już w kolejnym meczu Hiszpanie wyglądali lepiej i pewnie pokonali Arabię Saudyjską 4:0. Następną wygraną, 1:0 z Urugwajem, zapewnili sobie zwycięstwo w grupie i jednocześnie przesądzili o odpadnięciu rywali, co było największą sensacją fazy grupowej.

Fazę pucharową Hiszpanie rozpoczęli od wyrzucenia za burtę Austrii po gładkim 3:0. Potem odprawili sąsiadów z Portugalii z 41-letnim Cristianem Ronaldem w składzie, zwyciężając 1:0 po golu rezerwowego Mikela Merino w samej końcówce. W ćwierćfinale z Belgią zwyciężyli 2:1, o czym znów przesądził rezerwowy Merino. Był to dopiero pierwszy mecz, w którym stracili bramkę na turnieju. Tym samym ich bramkarz Unai Simon ustanowił nowy rekord ilości czasu bez puszczonego gola na mistrzostwach świata. Licząc z poprzednim mundialem w Katarze, wynosi on 649 minut!

W półfinale Hiszpanie zupełnie sparaliżowali Francuzów. Podopieczni Didiera Deschampa, który miał szansę jako pierwszy trener wprowadzić zespół do trzeciego z rzędu finału mundialu, nie stworzyli w zasadzie żadnej szansy na strzelenie bramki. A przecież we wcześniejszych meczach zdobyli ich aż 23! Było to tym dziwniejsze, że Trójkolorowi dysponują fantastycznym ofensywnym zespołem z takimi gwiazdami, jak Kylian Mbappé, wespół z Leo Messim liderujący klasyfikacji strzelców z ośmioma golami, Ousmane Dembélé, Bradley Barcola, Désiré Doué czy samodzielny lider klasyfikacji asyst – Michael Olise.

Król Leo i spółka

Po godzinie drugiego półfinału w Atlancie angielscy kibice mieli pełne prawo wierzyć, że po 60 latach Synowie Albionu znów zagrają w decydującym meczu, po którym „futbol wróci do domu”. Anglia wygrywała od 55. minuty z Argentyną 1:0, po kapitalnej akcji wykończonej przez Anthony’ego Gordona, i wydawała się na dobrej drodze do pokonania obrońców tytułu.

Argentyńczycy jednak ani myśleli się poddać. Ostatnie pół godziny to był prawdziwy koncert ich gry, pokaz wirtuozerii piłkarskiej i niezwykle walecznego charakteru. Dosłownie stłamsili Anglików, odwrócili losy meczu, wygrali 2:1 i w niedzielę staną przed szansą zdobycie tytułu po raz drugi z rzędu. Takiej sztuki w historii dokonali tylko Włosi przed wojną – i po niej Brazylijczycy.

Prawdziwą gwiazdą mistrzostw jest niekwestionowany król futbolu Leo Messi. Mimo że w ich trakcie skończył 39 lat i niewiele biega, to gra jak natchniony. Miał udział przy golach we wszystkich siedmiu meczach w drodze do finału. Jeśli nie strzelał, to asystował, jak przy obu bramkach w półfinale. Odegrał role nie do przecenienia w trudnych bojach pucharowych z Zielonym Przylądkiem i Egiptem, gdy Argentyńczykom nie szło. W tym drugim spotkaniu przegrywali już 0:2, a jednak przechylili szalę na swoją stronę.

Dorobek strzelecki Messiego mógłby być jeszcze lepszy, ale w turnieju zmarnował dwa karne w meczach z Austrią i Egiptem. Co ciekawe, na poprzednich mistrzostwach, w 2022 r., też nie wykorzystał dwóch jedenastek, jedną z nich w meczu z Polską obronił Wojciech Szczęsny.

Podopieczni Lionela Scaloniego wygrali w drodze do finału wszystkie siedem spotkań, strzelili w nich 19 goli, choć w meczach fazy pucharowej nie imponowali formą. Zarzucano im wręcz, że przechodzą dalej w dużej mierze dzięki przychylności arbitrów i licznym dziwnym interpretacjom systemu VAR. Jeśli jednak pokonają Hiszpanów, zdobędą czwarty tytuł i zrównają się w ich ilości z Niemcami i Włochami. Więcej, pięć, ma tylko Brazylia.

Sprawa Baloguna

Mundial, który m.in. z racji rozszerzenia do aż 48 uczestników, od początku budził wiele kontrowersji, w jego trakcie dostarczył ich jeszcze więcej. Największą za sprawą prezydenta Donalda Trumpa w sprawie napastnika reprezentacji USA Folarina Baloguna, który otrzymał czerwoną kartkę w meczu z Bośnia i Hercegowiną, wskutek której nie powinien był zagrać z Belgią.

Po osobistej interwencji Trumpa u przewodniczącego FIFA Gianniego Infantino komisja dyscyplinarna podjęła szokującą decyzję o zawieszeniu kary dla zawodnika, co wywołało powszechne oburzenie. UEFA w oficjalnym komunikacie napisała wprost, że FIFA przekroczyła czerwoną linię. Na szczęście sprawiedliwości stało się zadość na boisku. Balogun nie pomógł, Belgowie rozbili Amerykanów 4:1, wyrzucili ich z turnieju, a Trump od tego czasu zamilkł w temacie mistrzostw.

Amerykańskich „wynalazków” rodzących kontrowersje było więcej. Obowiązkowa trzyminutowa pauza na nawadnianie w trakcie obu połów de facto podzieliła mecze na kwarty, a celem wcale nie była troska o zdrowie piłkarzy, tylko dodatkowy czas na sprzedawanie reklam wzorem meczów koszykówki. Jakby tego było mało, przerwa w meczu finałowym ma trwać pół godziny, w trakcie których odbędzie się „half time show”. Też na wzór finału ligi futbolu amerykańskiego. Przywiązanym do konserwatywnych wartości w futbolu Europejczykom to się nie podoba, ale przecież nie od dziś wiadomo, że to pieniądz rządzi światem.

W 102 rozegranych już meczach padło 297 goli, co daje imponującą średnią 2,91 bramki na mecz. Z trybun zobaczyło je ponad 6,5 mln widzów, czyli średnio ponad 65 tys. każdy mecz. Finał na własne oczy zobaczy dokładnie 80 633 kibiców. Bardzo wysokie ceny biletów nie odbiły się na frekwencji, wypełnienie obiektów przekracza 99 proc. Tym samym krytykowana powszechnie za swoje nienasycenie FIFA znów może triumfować.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 28 (80) 18-24/07/2026

Afisze

Więcej od autora