Dziewczyny do boju! Takiego mundialu jeszcze w Polsce nie było

W sobotę 5 września meczem Polska–Argentyna rozpoczynają się w Katowicach piłkarskie mistrzostwa świata kobiet do lat 20. To największa impreza futbolowa dla pań, jaka kiedykolwiek odbyła się nad Wisłą. Zagrają w niej 24 reprezentacje.

Czytaj również...

Kobieca piłka nożna z roku na rok zyskuje w Polsce coraz większą popularność. W piłkę gra coraz więcej dziewcząt, a potwierdzeniem postępów, jakie czynią, są coraz lepsze wyniki reprezentacji. W ubiegłym roku Biało-Czerwone po raz pierwszy wystąpiły w finałach mistrzostw Europy.

Na turnieju rozgrywanym w Szwajcarii nie wyszły wprawdzie z grupy, ale jak na debiutantki zaprezentowały się co najmniej godnie. W bardzo silnej grupie uległy wprawdzie Niemkom i Szwedkom, ale zdołały pokonać Dunki i zająć trzecie miejsce. Z Euro odpadły, ale do kraju wróciły bez wstydu.

Teraz podopieczne selekcjonerki Niny Patalon walczą o swój pierwszy wyjazd na mundial. Jesienią czekają je spotkania barażowe, a mistrzostwa już w przyszłym roku w dalekiej Brazylii.

Po raz 12!

Zanim Ewa Pajor, gwiazda FC Barcelony i polskiej piłki kobiecej, wyjdzie wraz z koleżankami w październiku na boisko, by walczyć z Belgijkami o swoje marzenia, na czterech polskich stadionach zaprezentują się najzdolniejsze futbolistki globu do lat 20. Będą to już 12. mistrzostwa świata dziewcząt w tej kategorii, ale dopiero po raz czwarty rozgrywane w Europie.

Polska na ich gospodarza wybrana została w grudniu 2023 r. Turniej, który potrwa trzy tygodnie, rozgrywany będzie na stadionach w czterech miastach: Katowicach, Bielsku-Białej, Sosnowcu i Łodzi. W tej ostatniej zaplanowano jego finałową fazę. 23 września na Stadionie Miejskim im. Władysława Króla rozegrane zostaną półfinały, trzy dni później spotkanie o brązowy medal, a 27 września, w niedzielę – wielki finał.

W mistrzostwach wystąpią 24 drużyny, które – także w Łodzi – 15 maja rozlosowano do sześciu czterozespołowych grup. Awans do 1/8 finału wywalczą po dwa czołowe zespoły z każdej grupy oraz cztery drużyny z najlepszym bilansem z trzecich miejsc. Potem walka toczyć się będzie się już systemem pucharowym, w myśl zasady „przegrywający odpada”.

Poprzednią edycję turnieju, w 2024 r. w Kolumbii, wygrała Korea Północna, zdobywając w ten sposób trzecie trofeum w historii. Faworytem będzie i teraz. Oprócz niej jako główne kandydatki do złota wskazywane są Hiszpanki i reprezentantki USA.

Polskie nadzieje

Reprezentacja Polski rozpocznie turniej meczem z Argentyną, zaplanowanym na 5 września o godz. 15 (polskiego czasu) w Katowicach. Trzy dni później, 8 września o godz. 18, także w Katowicach, Polki zagrają się z Meksykiem. Ostatnie spotkanie fazy grupowej odbędzie się 11 września o godz. 18. Rywalem Biało-czerwonych, tym razem w Bielsku-Białej, będzie drużyna Beninu.

– Mam nadzieję, że będziemy w strefie medalowej, bo to bardzo potrzebne polskiej piłce – mówi Henryk Kula, prezes Śląskiego Związku Piłki Nożnej, na którego terenie w największej mierze toczyć się będą zmagania.

Selekcjoner polskiej kadry, 46-letni Marcin Kasprowicz, ma duże doświadczenie w pracy z kobiecymi reprezentacjami. Udowodnił też, że potrafi zdobywać medale. Przed dwoma laty z dziewczętami do lat 17 na mistrzostwach Europy w Szwecji wywalczył brąz, pokonując w meczu o trzecie miejsce Francuzki w rzutach karnych, a potem dotarł do ćwierćfinału mistrzostw świata w Dominikanie. W ubiegłym roku z drużyną U19 na turnieju rozgrywanym w Polsce zajął piąte miejsce w mistrzostwach Europy. Teraz jednak większe są i ranga turnieju, i presja na gospodynie, a do tego Polki trafiły do bardzo wymagającej grupy.

– Pod względem potencjału reprezentacje Argentyny i Meksyku są na zbliżonym poziomie do nas, w starciach z tymi zespołami mogą decydować detale – mówił selekcjoner w niedawnym wywiadzie dla TVP Sport. – Na pewno stać nas na awans do fazy pucharowej i grę w niej tak długo, jak tylko się da. Natomiast trzeba wiedzieć, że to będzie trudny turniej.


Grupy mistrzostw świata U20 kobiet

• Grupa A: Polska, Meksyk, Argentyna, Benin
• Grupa B: Brazylia, Anglia, Kanada, Tanzania
• Grupa C: Francja, Korea Południowa, Ghana, Ekwador
• Grupa D: Japonia, USA, Nowa Zelandia, Włochy
• Grupa E: Korea Północna, Kolumbia, Kostaryka, Portugalia
• Grupa F: Hiszpania, Nigeria, Chiny, Nowa Kaledonia


Udane lato litewskiej piłki

Nadspodziewanie dobrze potoczyły się dla przedstawicieli litewskiego futbolu kwalifikacje europejskich pucharów. Žalgiris Kowno awansował do Ligi Konferencji, a trener Valdas Dambrauskas wprowadził Sabah Baku do Ligi Mistrzów!

Jedynym jak dotąd zespołem z Litwy, który zakwalifikował się do fazy zasadniczej europejskich pucharów, był wileński Žalgiris. Cztery lata temu zespół z Lipówki przedarł się do fazy grupowej Ligi Konferencji Europy. W grupie H zajął wprawdzie ostatnie miejsce, ale zdołał wygrać u siebie 2:1 z Piunikiem Erywań i przywieźć cenne remisy z wyjazdów do Slovana Bratysława i FC Basel.

W tegorocznych kwalifikacjach stołeczny Žalgiris też miał przebłysk. W pierwszej rundzie Ligi Konferencji po dwóch zwycięstwach odprawił czarnogórski OFK Petrovac, ale gdy w drugiej przegrał w Tbilisi z Dinamo 0:3, nikt nie dawał mu szans na kolejny awans.

Tymczasem rewanż w Wilnie wspominany będzie długie lata. Zaczęło się od niewykorzystanego karnego gospodarzy, a do przerwy było 1:1 i nic nie zapowiadało sensacji. Po niej Žalgiris zagrał jednak niezapomniany koncert. Niespełna 5 tys. ludzi na LFF Stadionas w drugiej połowie nie wierzyło w to, co widzi. W 83. minucie gospodarze odrobili straty, wychodząc na prowadzenie 5:2, a w końcówce dorzucili jeszcze dwa gole i wygrali 7:2! W kolejnej rundzie Hajduk Split okazał się już rywalem zbyt mocnym.

Czego nie zrobił Žalgiris z Wilna, zrobił jego imiennik z Kowna. Jako mistrz kraju startował on z lepszej pozycji i po wygraniu dwumeczów z kosowską Dritą i zespołem Klaksvík z Wysp Owczych, mimo przegranych z Dinamem Zagrzeb i Beşiktaşem Stambuł, w Lidze Konferencji jesienią zagra!

Litwini zaistnieli także w eliminacjach Ligi Mistrzów. Trener Valdas Dambrauskas wprowadził do elitarnych rozgrywek azerski Sabah Baku, z polskim obrońcą Tymoteuszem Puchaczem w składzie. Mógł się w nich znaleźć także słoweński NK Celje, ale w końcówce decydującego meczu ze Slovanem Bratysława fatalne pudło zanotował Armandas Kučys, co oznaczało dogrywkę, którą wygrał mistrz Słowacji. W zespole z Celje grali w tym meczu także dwaj inni reprezentanci Litwy: Artemijus Tutyškinas i Pijus Širvys. Na pocieszenie będą ze swoim zespołem rywalizować jesienią w Lidze Europy.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 35 (101) 05-11/09/2026

Afisze

Więcej od autora

Edukacja, głupcze!

Skojarzyłem sobie przy tej okazji ostatnie wyniki badań Eurobarometru, czyli prowadzonego od 1973 r., na zlecenie instytucji Unii Europejskiej, międzynarodowego projektu regularnego badania opinii publicznej. Można wyczytać z niego...