Polscy medycy z Litwy a lot na Marsa. Zakończył się XIII Kongres Polonii Medycznej

Nie wypada piać peanów, więc pozwolę sobie tylko na jeden. Polacy świata powinni brać przykład z nie tylko aktywnych, ale przede wszystkim dobrze i w jasno określonym celu zorganizowanych rodaków z laską Eskulapa. Dobiegł końca XIII Kongres Polonii Medycznej, na którym „Kurier Wileński” miał możliwość przyjrzeć się polskim medykom z wielu kontynentów, z całego świata, i wyciągnąć wnioski.

Czytaj również...

W dniach 9–12 września we Wrocławiu odbył się 13. Kongres Polonii Medycznej. Tak jak na poprzednim kongresie, w 2024 r. w Krakowie, tak w tym udział brała także delegacja Polskiego Stowarzyszenia Medycznego na Litwie. Choć w tym roku delegacja była nieco mniejsza, to już bardziej doświadczona i zasłużona – gdyż duża część „litewskiej” delegacji brała udział w organizacji Polonijnego Forum Młodych Medyków, który miał miejsce w Wilnie w zeszłym roku.

Uczestnicy wzdychali za Wilnem

Co też zresztą wszyscy uczestnicy tegorocznego kongresu wspominali, wzdychając za Wilnem (kto by nie wzdychał!). Program wrocławskiego kongresu był bardzo szeroki – więc choć pozostawał na wysokim poziomie merytorycznym, to nie był interesujący dla konkretnych specjalistów medycyny, tylko właśnie dla medyków o polskim pochodzeniu i dziedzictwie. Po rozmowach okazało się, że specjaliści swojej niszy dla celów naukowych wybierają raczej specjalistyczne kongresy: kardiolodzy kardiologiczne, ginekolodzy ginekologiczne itd.

Niemniej duży nacisk w tym roku, jak i na poprzednich kongresach, był położony na wymianę doświadczeń lokalnych okołomedycznych, a także integracja. Tak aby medycy wrócili do krajów z nowymi pomysłami i znajomościami, z których będą mogli skorzystać na swoim poletku.

Inauguracja kongresu miała miejsce w Auli Leopoldina na Uniwersytecie Wrocławskim w obecności kierownictwa Federacji Polonijnych Organizacji Medycznych. Następnie została odprawiona uroczysta msza w Archikatedrze św. Jana Chrzciciela we Wrocławiu. Celebrował ją abp. Józef Kupny. Jego homilia odniosła się do zawodu zebranych.

„Wy służycie życiu człowieka. Słowo »służba« jest jednym z największych słów, jakie można odnieść do medycyny. Niestety, staje się coraz mniej popularne. Tak jakbyśmy wstydzili się służyć. Pomagać – tak, ale służyć – już niekoniecznie. Tymczasem służba chorym jest szczególnym powołaniem, a wiedza medyczna – sądzę, że można tak powiedzieć – jest darem, który powinien być używany w służbie chorym” – mówił abp Kupny. Zaznaczał też, że lekarzom zawsze będzie towarzyszyć pytanie etyczne: co służy pacjentowi, jak najlepiej chronić jego życie i jak ulżyć cierpieniu.

„Pacjent jest nie przeszkodą, ale sensem pracy lekarza”

Arcybiskup zaznaczył, że wszystkich medyków, którzy przyjechali na kongres, łączy język, kultura i historia, że ta polskość jest „mostem”. „Okazuje się, że można być zakorzenionym w swojej ojczyźnie, a jednak służyć człowiekowi niezależnie od jego narodowości. To bardzo piękne świadectwo patriotyzmu i otwarcia na potrzeby tych, wśród których żyjecie” – zauważył hierarcha.

Zwrócił też uwagę, że lekarz nie jest tylko od leczenia – ale jest też po to, aby towarzyszyć pacjentowi. „Współczesny człowiek jest często samotny. Dlatego jedną z najcenniejszych rzeczy, jakie lekarz może dać pacjentowi, jest czas i uwaga. Nie zawsze jest to łatwe. Wiem, że system ochrony zdrowia w naszej ojczyźnie ma swoje reguły. Sporo czasu zajmuje tworzenie dokumentacji. Ale nawet w takich warunkach proszę pamiętajcie, że pacjent nie jest przeszkodą w pracy lekarza. Pacjent jest sensem jego pracy” – pouczał.

Po mszy świętej prezes Federacji Polonijnych Organizacji Medycznych dr Kornelia Król podziękowała celebransom za Eucharystię, a także kwintetowi dętemu pod kierownictwem prof. Aleksandra Kobusa, który uświetnił celebrację. Wręczyła arcybiskupowi pamiątkową statuetkę z charakterystycznym obrazem – symbolem kongresu, ogłoszonym w 2024 r. – czyli z drzewem autorstwa malarza Rafała Olbińskiego, którego korzenie wyrastają z wielu postaci.

Wątki wileńskie były wszędzie

Arcybiskup z kolei przypomniał, że w archikatedrze jest Kaplica Chirurgów. Do niej część uczestników udała się po mszy. W świątyni nie brakowało wątków wileńskich – jak chociażby kaplica z obrazem „Jezu, ufam Tobie”, którego oryginał jest w Wilnie, objawiony św. Faustynie.

Po mszy świętej kongres przeniósł się do położonego nieopodal wrocławskiego Starego Klasztoru (tak nazywa się lokal). Tam medycy dali popis swojej „wielotalentowości”. O „próbach generalnych zespołów” słyszałem, od kiedy moja noga stanęła na wrocławskim gruncie. Teraz zrozumiałem, o co chodziło. Na scenie do tańca grali sami medycy, ale nim jeszcze oni wskoczyli za instrumenty i mikrofony, występ dał Zbyszek Wypych Breakout Band – zespół wykonujący aranżacje utworów legendarnego Breakoutu, tak dobrze znanego na Wileńszczyźnie.

Następne scenę przejął zespół Operacja Emigracja. To formacja złożona na szybko – bo jak się dowiedzieliśmy, zespół miał przed koncertem jedną próbę, a grali dla uczestników kilka godzin największe polskie szlagiery. To było ciągłe skakanie: chórek zamienia się z wokalem głównym, wokal główny idzie na klawisze, dziewczyna z widowni zastępuje perkusistę, wtedy klawiszowiec idzie do chórków, wskakują skrzypce… I tak w kółko.

Zygmunt Czyżycki: „Medycyna przyciąga artystów”

Zapytaliśmy jednego z występujących, Zygmunta Czyżyckiego, jak trafił do tego zespołu i czy to powszechne wśród lekarzy, aby oprócz medycyny uprawiać też inne sztuki. Jak dowiemy się potem w operze – bardzo powszechne. Co też potwierdził nasz rozmówca.

– Muzyka jest nieodzowną częścią mojego życia. Odkąd pamiętam, jestem z nią związany, czy to przez ukończenie szkoły muzycznej, śpiewanie psalmów w kościele, czy udział w różnego rodzaju wydarzeniach muzycznych. Nie ma dnia, żebym nie słuchał muzyki. Daje mi motywację i pokazuje kolor życia, którego bez niej nie byłbym w stanie zobaczyć – zaznaczył Zygmunt Czyżycki, uczestniczący w kongresie po raz pierwszy.

– Znam mnóstwo lekarzy, dla których medycyna nie jest jedyną pasją. Przypomina mi się prof. Andrzej Szczeklik, który kochał grę na pianinie. Sam jestem członkiem chóru Colour Voices [w Krakowie – przyp. red.], którego współzałożycielką jest prof. Anna Sowa-Staszczak, lekarka zaangażowana we wszelakie formy działalności artystycznej. Wydaje mi się, że medycyna przyciąga ludzi o upodobaniach artystycznych. Może dlatego, że pierwotnie była, a dla wielu nadal jest, sztuką, nieodzownie złączoną z esencją ludzkiej kreatywności – zapewnia nasz rozmówca.

Jak się dowiedzieliśmy, do uczestnictwa w kongresie zapraszają także izby lekarskie w Polsce, zalecając, by nawiązywano kontakty z medykami spoza Polski. – Propozycję udziału w XIII Kongresie Polonii Medycznej otrzymałem od Okręgowej Izby Lekarskiej w Krakowie, na co oczywiście się zgodziłem, sam będąc członkiem Polonii Stanów Zjednoczonych. Niespodziewanie w szpitalu, w którym odbywam staż, chirurg dr Zofia Orzeszko również zaproponowała mi udział w tej konferencji. Od słowa do słowa zeszliśmy na temat muzyki i zaproponowała mi udział w zespole Operacja Emigracja, co było dla mnie i nadal pozostaje wielką nobilitacją oraz powodem radości i dumy – oświadczył Zygmunt Czyżycki.

kongres-2026-09-19-2
Medycy podczas kongresu dawali też popis „wielotalentowości”. Na zdjęciu: lekarz Zygmunt Czyżycki koncertujący 9 września | Fot. Apolinary Klonowski

Intensywne trzy, a nawet cztery dni

To był jednak zaledwie pierwszy dzień kongresu, jeszcze nienaukowy. Czekały nas jeszcze co najmniej dwa intensywne dni. Intensywne dla mnie jako dziennikarza, aby obserwować, wypatrywać, robić zdjęcia, ale przede wszystkim dla medyków – którzy prowadzili wykłady, panele, brali udział w dyskusjach i debatach, a w tym samym czasie często byli połączeni ze swoją „centralą”, miejscem pracy, w razie pilnych pytań.

W tym roku z Litwy przybyło aż, jeśli wierzyć oficjalnym dokumentom, 45 medyków. Naturalnie złapanie wszystkich na zdjęciu było niemożliwe, ponieważ w tym samym czasie odbywały się trzy różne panele, jeden po drugim. Tak więc wystarczyło, że jeden zaliczał opóźnienie, a już na zdjęciu stawiały się tylko dwie trzecie uczestników z Litwy.

Należy zwrócić uwagę na pewną specyfikę delegacji litewskiej. Mianowicie, w ramach Polskiego Stowarzyszenia Medycznego na Litwie działają nie tylko medycy, lecz są też zrzeszeni do zadań „mniej medycznych”. Na przykład Patrycja, która za zadanie miała nagrywać, notować i promować działalność stowarzyszenia, a także prowadzić kontakt z mediami. To inicjatywa prezes Eleonory Kvaščevičienė, która – mniemam – doszła do wniosku, że trzeba maksymalnie wykorzystać potencjał wszystkich, kogo ma pod ręką.

Dlatego też angażuje nie tylko rezydentów, ale nawet studentów. Stop, należy się poprawka! Angażuje nawet uczniów planujących studia medyczne! Tak było chociażby z Izabelą Orłowską, która w stowarzyszeniu udzielała się jeszcze przed rozpoczęciem studiów medycznych.

To przynosi plony, gdyż stowarzyszenie staje się coraz bardziej widoczne, a poziom aktywności, zdaje się, rośnie.

Wykład inauguracyjny o lotach w kosmos

Właściwe obrady otworzył we czwartek 10 września wykład inauguracyjny prof. Roberta Petera Gale’a z Imperial College London o medycynie załogowych lotów na Marsa i roli lekarza wobec promieniowania kosmicznego. Profesor był nominowany do Pokojowej Nagrody Nobla po swojej pomocy na rzecz ofiar katastrofy w Czarnobylu, o którą poprosiły go władze Związku Sowieckiego mimo żelaznej kurtyny dzielącej Europę.

Profesor wykonał popis nie tylko wiedzy, lecz także umiejętności przykucia uwagi odbiorców. Twierdził, że człowiek jest bardzo kreatywny, i jeśli „potrafi zamienić ziemniaki w wódkę”, to i z wyzwaniami lotów na Marsa da sobie radę. Temat zresztą wracał w innych panelach.

Tego samego dnia, 10 października, miejsce miało uroczyste otwarcie kongresu w Operze Wrocławskiej. Ceremonię poprowadzili skrzypaczka Patrycja Piekutowska oraz znany polski prezenter Krzysztof Ibisz.

Przed występem filharmoników i śpiewaków wręczono nagrody. List od prezydenta RP Karola Nawrockiego odczytała minister ds. Polonii i Polaków za granicą w prezydenckiej kancelarii, Agnieszka Jędrzak.

Były też podziękowania dla sponsorów, zresztą w tle od czasu do czasu „leciały” ich logotypy. Po już wtedy najdonioślej wybrzmiewało wsparcie polskiej spółki państwowej KGHM Polska Miedź — co pokazuje, że Rzeczpospolita różnymi podmiotami wspiera takie inicjatywy.

Wystąpienie Bronisławy Siwickiej i dar z Wilna

Swoje nagrody wręczyła prezes Federacji Polonijnych Organizacji Medycznych, dr Kornelia Król. Nagrodzonych było zbyt wielu, aby w tym reportażu wymienić, ale warto wspomnieć, że słowo zabrała także Bronisława Siwicka, jedna z pierwszych prezesów Polskiego Stowarzyszenia Medycznego na Litwie. Gdy dr Kornelia Król zapowiedziała oddanie jej głosu, podkreślając, że od 30 lat pani Bronia była na każdym kongresie, salę wypełniły oklaski.

Nim jeszcze pani Bronia weszła na scenę, głos zabrała współprowadząca Patrycja Piekutowska, zwracając uwagę, że „to co jest zjawiskowe, to wielopokoleniowość [kongresu], jak wiele dziesięcioleci reprezentują wszyscy z państwa. To przepiękny dowód na to, jak ważny jest ten kongres”.

Pani Bronisława Siwicka zabrała głos z nieukrywanym wzruszeniem. „Stoję przed państwem jako wieloletnia prezes Polskiego Stowarzyszenia Medycznego na Litwie. Nasza historia z federacją trwa nieprzerwanie od ponad 30 lat. Przez ten czas współtowarzyszyliśmy każdemu kongresowi. Bardzo cieszę się, że w Wilnie nasze stowarzyszenie organizowało pierwsze Polonijne Forum Młodych Medyków. Dziękuję za tę wspólną pracę i życzę wszystkim niegasnącej energii do dalszych działań” – zaczęła.

Pani Bronisława weszła na scenę z woreczkiem, do którego w pewnym momencie sięgnęła. „Jako wyraz głębokiej wdzięczności za tę wieloletnią współpracę oraz nieustanne jednoczenie lekarzy polonijnych na całym świecie, pragnę złożyć na ręce obecnej dr Kornelii Król obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej. To Matka Miłosierdzia. (…) To opiekunka. Pomaga w każdej sprawie lekarza” – zwróciła się, prezentując obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej. Na sali czuć było wzruszenie tym nietypowym, bardzo wileńskim wystąpieniem.

Wystąpienia były przeplatane grą na skrzypcach Patrycji Piekutowskiej. Po wystąpieniach – koncert filharmoników i śpiewaków.

Integracja w Hali Stulecia

Przez następne dni kongresu wróciliśmy do tematów naukowych i społeczno-naukowych. Po drodze była jeszcze integracja w Hali Stulecia we Wrocławiu prowadzona przez polskiego celebrytę Rafała Brzozowskiego i towarzyszący koncert ukraińsko-polskiego zespołu Enej, znanego z wielu szlagierów, jak: „Radio Hello”, „Kamień z napisem love” czy „Skrzydlate ręce”. Tutaj, przed koncertem, też medycy dali popis talentów, w tańcach. Były m.in. walc, tango, tańce latynoamerykańskie. Był też pokaz fontann, które zaświeciły się specjalnie dla uczestników wielkim logotypem Federacji Polonijnych Organizacji Medycznych.

Wróćmy jednak do części merytorycznej. Jedną z najbardziej wyczekiwanych była sesja „Lekarz po dyplomie – wspólny start, różne systemy, wiele dróg”, w której doświadczenia jedenastu krajów zestawiali młodzi medycy, a głos Litwy reprezentowała Patrycja Bielkiewicz. Z kolei w panelu „Powroty lekarzy – mit czy rzeczywistość?” o nostryfikacji, prawie wykonywania zawodu i licencjach krótkoterminowych dyskutowali dr Daniel Naumovas, wiceminister zdrowia RL, a także m.in. senatorzy RP, rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu prof. Piotr Ponikowski i przedstawiciele izb lekarskich.

Niedasizm pod ostrzałem krytyki

Polska polityka i biurokracja zostały poddane krytyce, podawano przykłady, gdy specjaliści rozbijali się o biurokratyczne problemy, a urzędnicy rozkładali ręce, twierdząc, „że nic nie mogą”. Problem dobrze znany i na Litwie, gdzie czasem niezbyt rozgarnięty urzędnik potrafi mieć większą władzę niż parlament, prezydent czy Bóg Ojciec. Ten „niedasizm” został szeroko omówiony. Medycy podali przykład lekarki z Niemiec, która w wieku 60 lat, chcąc wrócić ze swoim doświadczeniem i dorobkiem do Polski, usłyszała, że musi… odbyć staż w szpitalu. Ponieważ takowego w Polsce nie odbywała.

Jednocześnie uczestnik panelu, prof. Marek Rudnicki, zaznaczył, że „nie chodzi o to, aby zaniżać standardy, bo każdy kraj musi dbać o pilnowanie swoich wymagań zawodowych”, ale raczej aby przyjąć bardziej elastyczne podejście w dzisiejszym niejednoznacznym świecie.

Były też rozmowy o skutecznym pisaniu prac naukowych. Co to znaczy? Chodzi o to, aby praca naukowa była ceniona, klarowna, a także przynosiła rezultat, nie była demagogią samą w sobie. Z adekwatnymi radami wystąpił m.in. dr Jan Kraśko z Polskiego Stowarzyszenia Medycznego na Litwie.

Skajster: „Loty na Marsa nie wyeliminują rowerzystów”

Naturalnie dużo mówiono o robotyzacji, automatyzacji i sztucznej inteligencji. Pod tym względem szczególnie ciekawa była „debata pokoleń”, w której doświadczeni lekarze ścierali swoje poglądy z poglądami młodszych medyków.

Zapamiętane zostały słowa neurochirurga Tomasza Skajstera – który rok temu żartował, z pewną dozą prawdziwości, że nazwisko jego jest dość „litewskie”, bo przecież mamy miejscowość Skajstery – że „narzędzia są tylko narzędziami”. Sugerował, że technologie, robotyzacja, wszystko to jest pomocne, ale nie zastąpi dobrze wyszkolonego i wykształconego medyka, który musi być gotów pracować z technologiami czy bez nich.

Nie może być tak, że jeśli medyk nie ma dostępu do najnowszych zdobyczy technologicznych, to staje się bezradny. Taka nieporadność jest niedopuszczalna. Jednocześnie dr Skajster sugerował, że żadne technologie nigdy nie wyeliminują zapotrzebowania na lekarzy. Zakończył jedno ze swoich wystąpień (bo spotkanie było w formule „teza-replika-teza-replika-teza-replika”) słowami „loty na Marsa nie wyeliminują rowerzystów”.

Po tych słowach widać było na jego twarzy dużą satysfakcję – ale racji trudno mu odmówić. Choć inny dyskutant, Adam Studniarek, który miał duży udział w organizacji kongresu, również prezentował solidne argumenty. Choć czasem się zdawało, że „junior” i „senior” są w niewygodnej pozycji – oto mają według planu się spierać, a właściwie ze sobą się zgadzają, tylko innymi słowami.

Ewa Borowska: Warto było

Ostatni blok obrad – sesja „Przyszłość medycyny: lekarz ludzki – lekarz algorytmiczny” – był współmoderowany przez dr Izabelę Maksymowicz z Polskiego Stowarzyszenia Medycznego na Litwie. Wystąpiła w niej m.in. Ewa Borowska z Uniwersytetu Wileńskiego.

Zapytaliśmy Ewę po wystąpieniu o wrażenia. – Jestem studentką drugiego roku medycyny w LSMU. Gdy trafiłam do tego stowarzyszenia, dostałam propozycję – jako nowy członek – pojechać na kongres – zaznacza w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” Ewa Borowska.

– Postanowiłam, że opuszczę niektóre wykłady, aby pojechać na kongres, a są dla mnie dość ważne. Tak wybrałam, ponieważ słyszałam, że kongres jest tego wart, także naukowo. Przekonałam się, że dobrze zrobiłam. Kongres wywarł na mnie duże wrażenie – wyjaśnia.

Przedsięwzięcie zamknęły koncert zespołu Tre Voci w Opactwie Cystersów w Lubiążu oraz obiad galowy. Tam miałem okazję rozmawiać z rodziną Nowickich, Karaimów ze Stanów Zjednoczonych, którym tęskno do ojczystych Trok. Alex Nowicki opowiadał o swojej rodzinie i spotkaniach z Karaimami na Litwie. Zażartowałem więc, że tak naprawdę wszystkich uczestników kongresu łączy Litwa, wszak nawet do Mickiewicza się odwoływano… A może to nie był żart?

Po tym wszyscy rzucali się sobie w ramiona, w geście pożegnań i zapewnień – do zobaczenia!


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 37 (107) 19-25/09/2026

Afisze

Więcej od autora

Plany przebudowy nieopodal „Lelewela”. Zbocze zaniedbane stanie się zadbane

Mieszkańcy wileńskiej dzielnicy Żyrmuny od lat sami wydeptywali ścieżki przez zalesione zbocze przy ulicy Žukausko. To ma się skończyć, jak dowiadujemy się z ogłoszonych planów władz miasta.