Był kiedyś taki dowcip, w czasach sowieckich, o Czukczy. Czukcze, jak wszystkie podbite narodowości przez Imperium Rosyjskie (taką nazwę oficjalnie nosił carat), były pogardzane także w późniejszych czasach sowieckich – były dobrym tematem do żartów, jak Polacy, Białorusini, Litwini.
Niemniej, żart idzie tak: Przychodzi Czukcza do uniwersytetu. Składa papiery na kierunek literatura piękna. Pytają go na wstępie:
– Czukcza Czechowa czytał?
– Nie czytał.
– A Tołstoja Czukcza czytał?
– Nie czytał.
– No to może Puszkina czytał?
– Nie czytał!
Egzaminator zdenerwowany w końcu mówi:
– To po co Czukcza chce studiować, jeśli nikogo z nich nie czytał?!
– Bo Czukcza chce być „pisacielem”, nie „czytacielem”.
Poprawnie tłumacząc, byłoby „pisarzem”, nie „czytelnikiem”, ale straciłoby to rytm językowy, pozwoliłem więc sobie na taką inwencję.
Tymczasem wracając do pozycji Krzysztofa Buchowskiego, naukowca z Sejn, pt. „Litwomani i polonizatorzy: mity, wzajemne postrzeganie i stereotypy w stosunkach polsko-litewskich w pierwszej połowie XX wieku” – to faktycznie monografia. I to niełatwa w odbiorze, gdyż autor zagłębia się w bardzo szczegółowe niuanse relacji polsko-litewskich. Jak to zazwyczaj bywa, pozycja byłaby obraźliwa dla nacjonalistów po obu stronach. Całkiem zrozumiała zaś dla ludzi, którzy potrafią słuchać wszystkich stron.
Trzeba zaznaczyć, że pan Buchowski jest ekspertem w swojej dziedzinie, w dziedzinie relacji polsko-litewskich i wspólnej historii. Doktoryzował się u prof. Piotra Łossowskiego, naukowca zmarłego w ubiegłym roku w wieku 100 lat. Tym bardziej warto wsłuchać się w wiedzę człowieka, który temat ten „rozebrał po kosteczkach”.
Pozycja tym ciekawsza, że stereotypy i mity, w jakie wierzyli Polacy wobec Litwinów, a Litwini wobec Polaków, zaważyły wtedy na relacjach na długie dekady. Część tych mitów i stereotypów żyje do dzisiaj. Na przytaczanie ich nie ma miejsca i czasu – ale jeśli kogoś prawdziwie, a nie dla krótkochwilowej podniety i przeświadczenia o wyższości moralnej, temat polsko-litewskich relacji interesuje, jest to pozycja niemal obowiązkowa.
No i na koniec – warto przyjrzeć się nazwie. Wyrażenia „litwomani” i „polonizatorzy” naprawdę były stosowane. Jedno z nich, przez niektóre środowiska – do dnia dzisiejszego. Jak relacjonował św. Mateusz w swojej Ewangelii: „Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz?”.
Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 38 (110) 26/09-02/10/2026


