Zostaliśmy przekazani Sowietom jak przedmiot

334
prof. Jan Żaryn, historyk, senator RP Fot. Marian Paluszkiewicz

Oba państwa, III Rzesza i Związek Sowiecki, niezależnie od dalszych ich losów, są współodpowiedzialne za wybuch II wojny światowej. O ile Niemcy swoją część odpowiedzialności wzięły na siebie, o tyle Rosja nie chce przyjąć do wiadomości, że ponosi odpowiedzialność za atak na ówczesny pokojowy porządek świata – mówi prof. Jan Żaryn, historyk, senator RP.


*17 września 1939 r. to data tragiczna. Jak w tym dniu zmieniła się historia Polski?

Wtedy, w 1939 r., dla Polski sowiecki atak oznaczał kres jakichkolwiek planów operacyjnych wojny obronnej. Właśnie dlatego w nocy z 17 na 18 września władze polskie ewakuowały się na teren Rumunii, mając nadzieję, że będą mogły tam kontynuować działalność, co uniemożliwił szantaż wobec tego państwa ze strony Niemiec. Ten nóż w plecy był więc wówczas widmem klęski. Teraz możemy tę sytuację zrozumieć znacznie lepiej. Sowieci zaatakowali nas 17 września, ale wiemy, że ten atak przygotowywany był wcześniej, co wyrażało się choćby w przygotowaniu od początku września kadr NKWD i całej logistyki, rozkazów dotyczących aresztowań potencjalnych wrogów. Na tę datę należy więc patrzeć w kontekście wydarzeń wcześniejszych, czyli 23 sierpnia i paktu Ribbentrop-Mołotow, który wyznaczył Polskę jako kierunek imperialnych planów ataku obu państw. Oba państwa, III Rzesza i Związek Sowiecki, niezależnie od dalszych ich losów, są więc współodpowiedzialne za wybuch II wojny światowej, w której zginęło według różnych szacunków od pięćdziesięciu kilku, sześćdziesięciu aż do osiemdziesięciu milionów ludzi. O ile Niemcy swoją część odpowiedzialności wzięły na siebie i dziś bez wątpienia ją niosą, o tyle Rosja nie chce przyjąć do wiadomości, że ponosi odpowiedzialność za atak na ówczesny pokojowy porządek świata.

*Jednym z wymiarów tej odpowiedzialności są odszkodowania za straty wojenne. Temat reparacji ze strony Niemiec wobec Polski jest często obecny w przestrzeni publicznej, nie ma natomiast nawet mowy o podobnych próbach rozliczenia Rosji jako spadkobierczyni Związku Sowieckiego.

Niewątpliwie dzisiejszy dialog z Niemcami jest możliwy dzięki temu, że jesteśmy, razem zresztą z Litwą, w tym samym układzie politycznym, czyli w Unii Europejskiej. Prowadzimy aktywne relacje na wielu poziomach i możemy rozmawiać ze sobą jako suwerenne strony, które wyznaczają sobie tematy rozmów. Polska bez wątpienia wyznaczyła kwestię zadośćuczynienia za straty materialne II wojny światowej jako temat takich rozmów. Oczywiście, bez woli politycznej z obu stron ten temat będzie istniał jedynie w kwestii edukacyjno-poznawczej, która również jest ważna, bo rozpoznanie skali zniszczeń wojennych jest lekcją historii nie tylko dla współczesnych Niemców, ale dla całego świata. Doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że każda polska rodzina doznała represji i strat osobowych, a także strat majątkowych. Działo się tak od pierwszych dni okupacji. Przypomnę choćby zbrodnię pomorską, w której zamordowanych zostało kilkanaście tysięcy Polaków już jesienią 1939 r. Tego rodzaju dialog nie jest dziś możliwy z Rosją, która pozostaje w zupełnie innym układzie politycznym.

*Jakie były skutki okupacji sowieckiej?

Pakt Ribbentrop-Mołotow wyznaczał granicę na Wiśle, ostatecznie jednak, ze względu na szybkość poruszania się armii niemieckiej, Sowieci zatrzymali ziemie polskie do Brześcia, a jako rekompensatę ze strony Niemiec otrzymali możliwość dyktowania warunków Litwie, która w pierwotnej wersji miała się znaleźć pod hegemonią niemiecką. Jak wiemy, podjęli decyzję o przekazaniu Litwie Wileńszczyzny, odebranej Polsce, co zapoczątkowało krótką, ale dotkliwie odczuwaną przez Polaków okupację tych ziem. Sowieci, wkraczając 17 września, wzięli do niewoli ok. 250 tys. żołnierzy polskich, z których wielu nie podjęło walki z Armią Czerwoną zgodnie z niefortunnym rozkazem wodza naczelnego Edwarda Śmigłego-Rydza. Temu marszowi Armii Czerwonej towarzyszyło NKWD, natychmiast wprowadzające sowiecką administrację. Wiązało się to z aresztowaniami i wywózkami ludzi, którzy mogli być potencjalnymi wrogami dla władzy sowieckiej.

*Mówi Pan również o litewskiej okupacji Wileńszczyzny… Na wydarzenia z 1939 r. litewska historiografia patrzy zupełnie inaczej. Litwini nigdy w okresie międzywojennym nie zrezygnowali z Wilna…

Tak, ale to litewski punkt widzenia. Dla Polski, dla mieszkających wówczas na Wileńszczyźnie Polaków nie było to nic innego jak okupacja. Krótka, bo sama Litwa po kilku miesiącach stała się obiektem sowieckiej agresji, nie tak brutalna jak okupacja niemiecka i sowiecka, bo bez aktów ludobójstwa, ale okupacja. Najlepiej świadczy o tym seria posunięć władz litewskich, które były jednoznacznie nastawione na lituanizację. Można wymienić choćby wprowadzenie języka litewskiego jako jedynego języka państwowego, zwolnienie z pracy blisko 600 nauczycieli, ok. 81 tys. pracowników, wśród których byli kolejarze, pracownicy administracji czy kas chorych. Najbardziej bolesne było oczywiście zamknięcie Uniwersytetu Stefana Batorego. W książce dr Moniki Tomkiewicz poświęconej Łukiszkom możemy natomiast przeczytać, jak szybko w tym okresie to więzienie zapełniało się Polakami, którzy znaleźli się tam z racji politycznych. Trudno nazywać więc ten okres inaczej.

CZYTAJ WIĘCEJ: Bumblauskas: Agresję na Polskę można uznać za początek II wojny światowej

*Najbardziej trwałym skutkiem obecności Armii Czerwonej na ziemiach II RP okazały się powojenne zmiany granic. Po upadku Związku Sowieckiego Polska nigdy nie próbowała ich podważyć.

W 1944 r., gdy Armia Czerwona ponownie wkraczała na ziemie II RP, traktowała je nie jako teren polski, ale sowiecki. Sprawnie zamieniając linię paktu Ribbentrop-Mołotow na Linię Curzona, Sowietom udało się również uzyskać uznanie tych granic na arenie międzynarodowej. W ten sposób fragment Europy Środkowo-Wschodniej został przekazany jednemu z państw odpowiedzialnych za rozpętanie światowego konfliktu. Zarówno Polacy, jak i Litwini stali się nie podmiotem troski amerykańskiej, ale jako przedmiot zostali przekazani Sowietom. Rzeczywiście, dzisiaj w Polsce nie ma żadnej siły politycznej, która by artykułowała potrzebę zmiany granic. Widzimy naszą polską tożsamość jako głęboko związaną z dziedzictwem kresowym i nikt nie ma prawa nam tego odbierać, ale nie jest ona agresywna wobec naszych sąsiadów. Nasze granice zatwierdziliśmy już jako wolne państwo, po 1989 r., i nikt nie ma zamiaru tych granic rewidować.

*Druga okupacja sowiecka i wspólny wróg, z którym Polacy i Litwini musieli się zmagać od 1944 r., sprawili, że polsko-litewskie konflikty z pierwszej połowy XX w. stały się mniej widoczne. Dziś bardzo często działalność powojennego podziemia zbrojnego staje się punktem historii, w którym najłatwiej osiągnąć porozumienie. Czy na tym wspólnym doświadczeniu możemy budować współpracę w przyszłości?

Myślę, że tak, uważam jednak, że muszą być spełnione dwa warunki. Pierwszy to danie sobie nawzajem prawa do mówienia o najtrudniejszych wydarzeniach XX w. w naszej historii prawdy. Będziemy się starali szukać jej wspólnie, a tam, gdzie nie da się dojść do podobnych wniosków – uszanujemy odrębne spojrzenia. Drugi warunek, w którym jest ogromny potencjał, to korzystanie ze wspólnego dziedzictwa Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Doskonałym przykładem tego były wspólne obchody 450. rocznicy zawarcia unii lubelskiej. Uważam, że bardzo cenne będzie poszukiwanie odpowiedzi na pytanie, w jakim stopniu ten projekt był zdominowany przez dążenie do jedności, czego najbardziej bardziej imponującym wyrazem była Konstytucja 3 maja, a w jakiej mierze wartością tego państwa było dążenie do zachowania odrębności, czy wreszcie – jak inaczej mogły potoczyć się nasze dzieje w XIX w.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 36(174); 14-20/09/2019