Wyrostek robaczkowy Wilna

0
304
Mieszkańcy ulicy żartują, że są „ślepą kiszką lub wyrostkiem robaczkowym Wilna”

Mieszkańcy stołecznej ulicy Gineitiškės z zazdrością spoglądają na położoną obok miejscowość Ginejciszki w rejonie wileńskim – z jej oświetleniem, asfaltowanymi drogami i centralną siecią kanalizacyjną. Po cichu nawet marzą o dołączeniu się do podwileńskiej jednostki samorządowej.


Ulica i podwileńska miejscowość różnią się od siebie jak noc i dzień. O ile Ginejciszki to nowoczesne osiedle jednorodzinnych domów z pełną infrastrukturą (asfaltowane drogi, oświetlenie, centralna sieć kanalizacyjna, wodociąg), o tyle na ulicy, która leży w bezpośrednim sąsiedztwie i na terenie stolicy, tego wszystkiego brak.
Mieszkańcy ul. Gineitiškės żartują, że są „ślepą kiszką lub wyrostkiem robaczkowym Wilna”. Od stolicy są oddzieleni zachodnią objazdówką. Aby na niej się znaleźć, muszą wjechać do rejonu, a po kilkuset metrach ponownie trafią do miasta. Miasto w tym przypadku to nazwa absolutnie umowna, ponieważ asfalt i oświetlenie kończy się tuż po przekroczeniu granicy z podwileńskim samorządem. Sama ulica, położona nad brzegiem jeziora, składa się z kilkudziesięciu domów.

Nie jadą, ale pełzną

Podstawowym problemem jest droga i brak oświetlenia – mówi Algis

Podjeżdża dżip. – Co, fajny samochód? Inaczej na naszej drodze po prostu się nie da – uśmiecha się Jurgita Kučienė, która od 10 lat wraz z rodziną mieszka przy ul. Gineitiškės. Faktycznie, żwirowana droga jest pełna dziur, przez które non stop niszczą się samochody.
Mieszkańcy apelują do stołecznych władz, ale ich prośby zostają bez odpowiedzi. – Podstawowym problemem jest droga gruntowa. Ostatnio trochę się zmieniło. Nie wiem, może zadziałał efekt wyborów. Bo grader [równiarka – przyp. red.] był w ubiegłym tygodniu i chyba przed dwoma miesiącami. To teraz drogę mamy prawie idealną. Wcześniej technika pojawiała się na naszej ulicy dwa razy w roku – opowiada „Kurierowi Wileńskiemu” przedsiębiorca Algis Čepulis.
Z problemami mieszkańcy borykają się przez cały rok. – Kiedy nadchodzi jesień, to samochody nie jadą, ale pełzną 5 km/h – podkreśla Čepulis. W inne pory roku nie jest lepiej. – Latem nie da się wytrzymać. Wszędzie są chmury kurzu. Po spacerze musisz od razu udać się pod prysznic, a ubranie wrzucić do prania. Zimą sytuacja jest też nie pozazdroszczenia. Ubiegłej zimy służby porządkowe pojawiły się tylko raz. Kiedy zadzwoniłem z prośbą, aby coś zrobiono, to mi powiedziano, że… więcej usług nam nie przysługuje. Byłam zdziwiona: Jak nie przysługuje, przecież jesteśmy częścią miasta! Później zaczęłam szukać planów samorządu i instytucji zależnych. Okazało się, że nigdzie nie figurujemy! – denerwuje się Jurgita Kučienė.

CZYTAJ WIĘCEJ: Czego wymagać od pracowników samorządu?

Brak oświetlenia i pijąca młodzież

Drugą ważną kwestią jest bezpieczeństwo. – Ulica nie jest w ogóle oświetlona. Kiedy zapada zmierzch, to po prostu tonie w ciemnościach. Kiedy spojrzymy na pobliską ulicę leżącą w rejonie wileńskim, to tam jest asfalt i oświetlenie. Całe Ginieciszki są uporządkowane. Dlatego nas to dziwi, że chociaż mieszkamy w ślepej kiszce, to przecież jest to terytorium Samorządu Miasta Wilna. Poza tym bardzo często nad jezioro wieczorem przyjeżdża samochodami młodzież. Piją alkohol, później wyrzucają butelki. Być może dla nich to jest coś romantycznego, ale nie dla nas, bo ani dzieciom ze szkoły, ani dorosłym z pracy wracać wtedy do domu nie jest miło – podkreśla Algis.
Apele i skargi są przez władze miasta ignorowane. – Co kilka lat zwracaliśmy się do samorządu. Zwracaliśmy się i do Zuokasa, i do Šimasiusa. Słownie zapewniano, że na pewno droga zostanie wyremontowana. Natomiast z odpowiedzią pisemną zwlekano kilka miesięcy. Kiedy zapotrzebowałam odpowiedzi, ponieważ przekroczono wszelkie terminy, to wysłali taką beletrystykę. Zaproponowano nam samym zająć się problemem, przygotowanie planu wspólnie z samorządem. To, że sami możemy zrobić, to sami wiedzieliśmy. Problem polega na tym, że mieszkańcy tej ulicy nie mają na to pieniędzy – mówi Kučienė.
Kobieta dodaje, że najlepszym rozwiązaniem byłoby dołączenie ulicy do rejonu wileńskiego. – Tam ludzie mają wszystko. Zaasfaltowana jest każda ścieżka. U nas zero reakcji – pokazuje na pobliskie Ginejciszki Jurgita. Zwraca uwagę, że w ciągu 10 lat jedyną inwestycją samorządu było przywiezienie kilku ciężarówek żwiru.

Na własny koszt

Mieszkańcom władze zaproponowały, aby sami zajęli się problemem, a plan przygotowali wspólnie z samorządem

Marina Galiauskienė, przedstawicielka starostwa dzielnicy Poszyłajcie, do którego należy ul. Gineitiškės, poinformowała „Kurier Wileński”, że jest kilka kwestii problematycznych. W wypadku oświetlenia i remontu drogi najlepszym rozwiązaniem dla mieszkańców byłoby uczestniczenie w programie zatwierdzonym wspólnie przez samorząd oraz Ministerstwo Transportu i Komunikacji. Jednak w ramach programu mieszkańcy musieliby pokryć do 50 proc. kosztów.
Zdaniem mieszkańców ten wymóg jest nierealistyczny. – Nigdy nie uzbieramy odpowiedniej kwoty – kwituje Jurgita.
Jest też inny problem. – Trzeba uwzględnić fakt, że tam są ukształtowane działki, które należą do osób fizycznych, dlatego nie da się przeprojektować i wyremontować ulicy. Inaczej mieszkańcy musieliby część swoich działek przekazać samorządowi. Tylko wtedy można byłoby zacząć prace projektowe. Dopóki tak się nie stanie, ulica nadal będzie porządkowana za pomocą gradera – twierdzi Marina Galiauskienė.


Fot. Marian Paluszkiewicz


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 45(218) 16-22/11/ 2019

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.