Venclova: Wilno nigdy nie stanie się miastem homogenicznym

3
1088

„Jeśli chodzi o politykę bieżącą pana Tomaszewskiego lub Narkiewicza, to nic o tym nie wiem” – na wstępie spotkania powiedział Tomas Venclova, który był gościem w Polskim Klubie Dyskusyjnym. Wydarzenie odbyło się we wtorek (3 grudnia) w Domu Kultury Polskiej.

Tematem przewodnim spotkania były relacje polsko-litewskie. Wybitny litewski poeta, eseista oraz tłumacz podzielił się z zebranymi swymi refleksjami na temat historii, tożsamości oraz roli Wilna w historii obu państw. Swe wywody poeta i eseista przeplatał historiami i anegdotami z własnego życia.
Przed kilkoma tygodniami ukazała się książka Tomasa Venclovy, „Dzieje Litwy dla wszystkich”, w której przyjaciel Czesława Miłosza spróbował bez emocji opowiedzieć o historii naszego kraju, od czasów najdawniejszych do roku 1991.

„Jeden z moich przyjaciół młodości, Juozas Tumelis, mawiał, że historię można podzielić na dwie części: mediewistykę i publicystykę. Kiedy się pisze o sprawach dotyczących wieków średnich, czyli o Mendogu lub Giedyminie, to wówczas mamy do czynienia z nauką. Naukowcy czytają źródła. Jest krytyka źródeł. W zasadzie to jest lub może być naukowe. Później mamy do czynienia z publicystyką. Każdy dowodzi swoich racji na zasadzie, że przeciwna strona nie ma racji. W wieku XIX to staje się bardzo zauważalne. W wieku XX jeszcze bardziej, a w wieku XXI także. Litwini, a również Polacy, mają ciekawą cechę, że nawet mediewistykę przekształcamy w publicystykę. Na przykład sprawa Jagiełły. Dla Litwinów to jest zdrajca, a dla Polaków wielki król. W swej książce staram się wejść na pozycję czystej mediewistyki. Piszę, że Jagiełło zdrajcą nie był, ponieważ takie twierdzenie jest przenoszeniem naszego dzisiejszego odczucia w wieki XIV i XV, co jest piramidalnym głupstwem” – oświadczył Venclova.

Dodał, że sprawa jeszcze bardziej się potęguje, kiedy mówimy o roku 1920 lub 1939. Przekonywał, że zawsze podchodzi do kwestii historycznych, próbując zrozumieć drugą stronę. „Zawsze powinna istnieć empatia, czyli umiejętność spojrzenia na sytuację z punktu widzenia tego drugiego” – zaznaczył poeta.

CZYTAJ WIĘCEJ: Jeden buduje, drugi rujnuje

Venclova poinformował, że nie poznał praktycznie przedwojennego, wielonarodowego Wilna. Z rodziną przeprowadził się do Wilna po raz pierwszy w roku 1940, ale czas II wojny światowej spędził w Kownie. Do Wilna ponownie trafił w roku 1947, kiedy już duża część mieszkańców była repatriowana do Polski. „Zawsze mówiłem, że ten, kto mieszka w Wilnie, powinien mówić w trzech językach: po litewsku, po polsku i po rosyjsku. Powiedziałbym jeszcze w jidisz, ale, niestety, Żydów nie ma lub prawie nie ma, a ci, którzy są nie mówią w tym języku. Mam żonę Rosjankę z Petersburga, która nigdy nie mieszkała na Litwie i po litewsku może powiedzieć najwyżej „laba diena” i „ačių“. Wcześniej, siadając do taksówki baliśmy się odzywać do taksówkarza po rosyjsku. Okazało się, że nie mieliśmy racji. Normalnie odpowiadał po rosyjsku. Pytaliśmy się wtedy, czy jest Litwinem czy Rosjaninem. Bardzo często odpowiadał, że jest Polakiem. Wówczas żona przechodziła na polski, który zna. To oznacza, że w jakimkolwiek z tych trzech języków można dogadać się z taksówkarzem. Pod tym względem miasto pozostało wielokulturowe” – podzielił się refleksjami z zebranymi, podkreślając, że „Wilno nigdy nie stanie się miastem homogenicznym, bo miasta homogeniczne są nudne”.

CZYTAJ WIĘCEJ: Marcin Łapczyński: O Piłsudskim warto rozmawiać

Wybitny litewski twórca zaznaczył, że nie można nikogo nawracać na litewskość bez uwzględnienia pochodzenia przodków. „Tak są spolszczeni Litwini, kiedy dziadek lub pradziadek mówił po litewsku. Potem z reguły przechodził na białoruski, a z białoruskiego na polski. Jednak od kilku pokoleń ci ludzie są Polakami, uważają się za Polaków i mają do tego prawo. Nie można ich zmuszać, żeby zmienili swoją narodowość. Zresztą, narodowość ma dwa znaczenia. Pierwsze znaczenie mówi, że do określonego narodu należy każdy obywatel danego państwa. Tak jest we Francji, gdzie wszyscy są Francuzami. Na Litwie jest tak samo. Każdego mającego obywatelstwo litewskie w pewnym sensie można i trzeba nazywać Litwinem. Jednak jest drugie pojęcie, które odbiera narodowość w sensie etnicznym. I tutaj obywatele są różni. To jest bardzo dobrze, że są różni” – powiedział Tomas Venclova. Poeta poinformował przy okazji, że jest zwolennikiem oryginalnej pisowni nazwisk oraz dwujęzycznych nazw miejscowości.

 

3 KOMENTARZE

  1. Można pogratulować żony znającej język polski, ale nie można zgodzić się z tezą, którą także głoszą litewscy i białoruscy szowiniści, iż to nie są prawdziwi Polacy, tylko litwini, i Białorusini, ale spolonizowani. Polacy z Wileńszczyzny czy Grodzieńszczyzny to są Polacy, Słowianie i tyle!

  2. „Wybitny litewski poeta, eseista oraz tłumacz podzielił się z zebranymi swymi refleksjami na temat historii, tożsamości oraz roli Wilna w historii obu państw.”
    Przepraszam, ale „wybitny poeta, eseista, tłumacz…” może i jest „wybitnym poetą,eseistą oraz tłumaczem” ale na temat historii niech raczej milczy, bo HISTORYKIEM nie jest. Bredzi jak dziecko we mgle!
    Przykład?
    T. Venclowa: „Tak, są spolszczeni Litwini, kiedy dziadek lub pradziadek mówił po litewsku…”
    Panie „poeto, eseisto i tłumaczu”
    na podstawie jakich badań naukowych stwierdza pan, że są „spolszczeni Litwini”? A może są to „zlitwinizowani Polacy”?
    Ciekawostki z biografii T. Venclowy:
    „Z rodziną przeprowadził się do Wilna po raz pierwszy w roku 1940”
    A skąd i dlaczego Pan Venclowa „przeprowadził się” do Wilna w 1940 r. akurat wtedy , kiedy Wileńszczyznę zajęli sowieci ? I co to znaczy „przeprowadził się”? kupił sobie jakieś mieszkanie w Wilnie? od kogo kupił?
    „Do Wilna ponownie TRAFIŁ w roku 1947, kiedy już duża część mieszkańców była repatriowana do Polski.”
    Co to znaczy „trafił”? Jak trafił? Gdzie zamieszkał? KTO dał mu to mieszkanie w Wilnie? Adres?
    „Wilno nigdy nie stanie się miastem homogenicznym, bo miasta homogeniczne są nudne”.
    Oto szczytowe osiągnięcie lietuviskiego „intelektualisty” T. Venclowy! Zwykły prymityw!

    Tomas Venclowa to typowy przykład prymitywa który nazywa siebie intelektualistą.

  3. Z genalogii mojej rodziny po matczynej linii wiem,że moi prapradziadkowie mówli po polsku.a sięga to przełomu XVIII i XIX wieków.Próbowałem „kopać” dalej,ale nie znalazłem pewnych źródeł.Usługi zaś achiwum państwowego są dla mnie za drogie Nie mam też paszportu amerykańskigo,by odszukano mi moich przodków w ciągu 24 godzin.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.