Diana Nausėdienė o sobie, mężu i powinnościach pierwszej damy

230
Nigdy nie zależało mi na karierze. Nie uważałam się za kobietę zdolną się temu poświęcić. Moja kariera to moja
rodzina fot. Edvard Blaževič

Przez dziesięć lat, odkąd prezydent Valdas Adamkus 12 lipca 2009 r. zakończył swoją drugą kadencję, Litwa nie miała pierwszej damy. W latach 2009–2019 prezydentem Litwy była Dalia Grybauskaitė, pierwsza kobieta na tym stanowisku. 12 lipca 2019 r. na urząd prezydenta Litwy został zaprzysiężony Gitanas Nausėda. Tego dnia rolę pierwszej damy przyjęła jego żona, 55-letnia Diana Nausėdienė.

Pierwsza dama mieszkała i studiowała w Kłajpedzie. Dorastała w tradycyjnej rodzinie. Rodzice byli wykształceni. Ojciec, dziś już świętej pamięci, był kapitanem dalekomorskich statków rybackich. Mama pracowała jako księgowa, a później jako inżynier w dziale planowania dużego przedsiębiorstwa. Diana Nausėdienė ma starszą o trzy lata siostrę.
– Rodzice bardzo chcieli, żebyśmy z siostrą uczęszczały do szkoły muzycznej, ale też żebyśmy uprawiały sport. Uczęszczałam więc jednak do szkoły sportowej w Kłajpedzie, ćwiczyłam lekkoatletykę. Był też okres, gdy grałam w szkole w koszykówkę. Przez kilka lat trenowałam pływanie. Rodzice zawsze starali się nas czymś zająć, rozwijać – opowiada „Kurierowi Wileńskiemu” Diana Nausėdienė.
– Moim ulubionym zajęciem było i jest czytanie książek – wyznaje pierwsza dama. – Już w dzieciństwie, gdy w moje ręce trafiała książka, to mogłam z nią zniknąć nawet na cały dzień. Zrozumiałam, że poprzez czytanie książek można poznać świat, a przecież gdy byliśmy w Związku Sowieckim, nie mieliśmy możliwości podróżować po świecie. Czytałam wszędzie. Przeczytałam całą domową bibliotekę i dobierałam się do księgozbiorów moich przyjaciół. Z nauką nigdy nie miałam problemów. Zawsze uważnie słuchałam nauczycieli – wspomina Diana Nausėdienė.

Harmonogram zajęć Gitanasa jest tak napięty, że do domu wraca wymęczony, staramy się więc nie rozmawiać o jego pracy. / fot. Robertas Dačkus

Od razu się sobie spodobali

Diana Nausėdienė marzyła o tym, by zostać lekarzem i ratować ludzkie życie, ale nie miała smykałki do chemii. Wybrała więc inną specjalizację, łączącą inżynierię i rzemiosło. Studiowała technologię odzieży i tkanin w Instytucie Politechnicznym w Kownie. Jak twierdzi, była wówczas zafascynowana projektowaniem odzieży.
– Męża poznałam w 1987 r., tradycyjnie, jak większość par w naszym wieku, na weselu jego kuzynki, a mojej najlepszej przyjaciółki. Byliśmy z innymi osobami towarzyszącymi. Ciekawe było to, że z jego kuzynką uczyłam się od czwartej klasy, często bywałam u niej na świętach rodzinnych, ale Gitanasa nigdy u niej nie spotkałam. Dopiero na tym weselu poznałam wysokiego, przystojnego, kędzierzawego absolwenta Uniwersytetu Wileńskiego. Przypadliśmy sobie do gustu i zaczęliśmy się spotykać, a po trzech latach przyjaźnienia się, w 1990 r., pobraliśmy się i założyliśmy rodzinę. Taka jest historia naszej miłości – wspomina pani prezydentowa.

Pierwsza dama odwiedziła m.in. dom dziecka. / fot. Justinas Auškelis

Moja kariera to moja rodzina

Od 1990 do 1992 r. prezydent, dzięki otrzymanemu stypendium, studiował i prowadził prace badawcze w Niemczech.
– Nigdy nie zależało mi na karierze. Nie uważałam się za kobietę zdolną poświęcić się karierze. Moja kariera to moja rodzina. Choć muszę przyznać, że w pracy bardzo szybko wspinałam się po schodkach awansu. Ale zrezygnowałam z tego wszystkiego i wyjechałam razem z mężem do Niemiec, ponieważ tam studiował. Dla mnie było bardzo ważne, żebyśmy byli razem – zaznacza pierwsza dama.

Skupiona na wychowywaniu córek

Na początku, po ślubie, para prezydencka żyła dosyć skromnie. Urodziły się im dwie córki Gedailė i Ugnė. Kiedy się poznali, oboje byli studentami, wiedzieli, co to znaczy żyć prosto i oszczędnie.
– Po powrocie z Niemiec spodziewaliśmy się już pierwszej córki. Naszym pierwszym wspólnym domem był pokój z kuchenką o powierzchni 18,5 mkw., z zewnętrzną toaletą. W kraju do pracy już nie wróciłam, ponieważ było dla mnie bardzo ważne, żebym sama wychowywała dziecko. Niebawem urodziła się druga córka. Mamy więc dwie córki: 26-letnią Gedailė, która kończy obecnie studia magisterskie z architektury w Belgii, i 23-letnią Ugnė, która kontynuuje studia magisterskie w Korei Południowej – opowiada Diana Nausėdienė.

Przede wszystkim satysfakcja z pracy

W czasie, gdy była już zajęta wychowywaniem córek, Diana Nausėdienė ukończyła studia w Międzynarodowej Szkole Biznesu na Uniwersytecie Wileńskim.
– Gdy córki podrosły, zaczęłam tęsknić za pracą, za samorealizacją. Sporo czasu przepracowałam w firmie międzynarodowej. Swoją karierę zawodową rozpoczęłam jako technolog. Pracowałam też dla szwedzkiej firmy H&M. Na tym stanowisku zgłębiałam tajniki produkcji tkanin, dużo podróżowałam i kontrolowałam zamówienia firmy w kilku krajach regionu, byłam też zaangażowana w zarządzanie jakością i wyznaczanie standardów. Zarabiałam bardzo dobrze, ale nigdy nie zależało mi na pieniądzach, ponieważ materialny byt rodziny zapewniał zawsze Gitanas, który pracował jako ekonomista. Mogłam więc sobie pozwolić na pracę za mniejsze wynagrodzenie. Wykładałam protokół międzynarodowy i zarządzanie wizerunkiem w Szkole Biznesu Uniwersytetu Wileńskiego. Gdy Gitanas został prezydentem, zrezygnowałam całkowicie z pracy. Teraz udzielam się charytatywnie – mówi Diana Nausėdienė.

16 lipca 2019 r., kilka dni po oficjalnej inauguracji prezydentury, Gitanas Nausėda złożył oficjalną wizytę w Warszawie. Państwo Nausėda byli gośćmi prezydenta
Andrzeja Dudy i pierwszej damy Agaty Kornhauser-Dudy. / fot. Robertas Dačkus

Polityka trzymana z dala od domu

Pierwsza dama nie wypowiada się na tematy polityczne i nie angażuje się w polityczne spory.
– Nie widzę potrzeby wypowiadać się publicznie na tematy polityczne. Zajmuję się innymi sprawami, działalnością charytatywną i wolontariatem – właśnie to wzmacnia poczucie wspólnoty, jednoczy naród. W domu także nie rozmawiamy na tematy polityczne, ponieważ po prostu nie ma na to czasu. Harmonogram zajęć Gitanasa jest tak napięty, że do domu wraca bardzo wymęczony, staramy się więc nie rozmawiać na temat jego pracy. Ale to wcale nie oznacza, że w domu w sprawach politycznych milczę jak ryba. Czasami poruszamy jakieś kwestie polityczne, ale wszystkie decyzje jako prezydent Gitanas podejmuje samodzielnie – przyznaje Diana Nausėdienė.
Decyzja o kandydowaniu na urząd prezydenta nie zapadła z dnia na dzień. W domu trwały na ten temat długie dyskusje.
– Nie chciałam, żeby Gitanas kandydował na prezydenta. Córki także nie chciały, ponieważ nie lubią zwracać na siebie uwagi, a gdy ojciec zostaje prezydentem to jest nieuniknione – ujawnia w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” pierwsza dama. – A więc ja i córki sprzeciwiałyśmy się bardzo długo. Powiedziałam sobie, że jeżeli córki się nie zgodzą, to ja też nie. Opinia publiczna sądziła, że to, iż Gitanas Nausėda nie daje jednoznacznej odpowiedzi, czy będzie kandydował, to taki chwyt reklamowy. Ale tak naprawdę on czekał na naszą decyzję. Gdybyśmy nie wyraziły wtedy zgody, to na pewno by nie kandydował. Jednak wszystkie trzy doszłyśmy do wniosku, że nie możemy go zatrzymywać, nie mamy do tego prawa. I zakomunikowałyśmy decydujące „tak” – mówi pierwsza dama.

Obowiązki pierwszej damy

Wraz z rozpoczęciem prezydentury męża życie Diany Nausėdienė kompletnie się zmieniło. W trakcie odbywania delegacji państwowych pierwsza dama zawsze ma własny program wizyty. Niejednokrotnie bywa tak, że para prezydencka spotyka się w ciągu dnia tylko na oficjalnym obiedzie czy kolacji.
– Wszystko się zmieniło. Teraz mam inne obowiązki. Na razie mieszkamy we własnym domu, ale będziemy musieli się przenieść do rezydencji w Turniszkach. Rozumiemy, że tak będzie wygodniej dla wszystkich. Na razie rezydencja prezydenta Litwy jest w takim stanie, że wstyd tam zaprosić gości. Wkrótce zostanie przeprowadzony remont. Trudno jest nam także przyzwyczaić się do ochrony. Wiele się zmienilo w naszym życiu, ale ja i Gitanas pozostaliśmy tacy sami – deklaruje Diana Nausėdienė.
Prezydentowa szczerze mówi, że polska społeczność na Litwie jest wspaniała i że ona sama jest zachwycona dokonaniami Polaków.
– To, co robi s. Michaela Rak, to jest coś niesamowitego. Założone przez nią hospicjum to oznaka wiary w ludzi i w Boga. A przecież siostra przyjechała na Litwę z zaledwie kilkoma centami w kieszeni… To, co zrobiła i nadal robi w hospicjum dla ludzi potrzebujących, jest bardzo ważne – przyznaje Diana Nausėdienė.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 1(1) 04-10/01/ 2020