Finał zwrotu ziemi w tym roku, ale nie dla wszystkich szczęśliwy…

„Z tego korzystali nieuczciwi urzędnicy, za śmieszne pieniądze skupowali działki i przenosili w lepsze miejsca, gdzie miejscowej ludności ziemi brakowało” – mówił na konferencji Tomaszewski Fot. Marian Paluszkiewicz

5 marca, w Domu Kultury Polskiej w Wilnie, odbyła się konferencja w sprawie zwrotu ziemi prawowitym właścicielom w Wilnie i na Wileńszczyźnie.

Z właścicielami ubiegającymi się o odzyskanie nieruchomości spotkali się Waldemar Tomaszewski, poseł do Parlamentu Europejskiego, przewodniczący Akcji Wyborczej Polaków na Litwie–Związku Chrześcijańskich Rodzin, Leokadia Poczykowska, doradca premiera Litwy ds. rolnictwa i zwrotu ziemi oraz Danuta Narbut, zastępca dyrektora Administracji Samorządu m. Wilna, kuratorka zwrotu ziemi w stolicy. Podczas spotkania swoimi problemami i uwagami ws. zwrotu ziemi dzielili się też mieszkańcy, wielu z nich okazywało niezadowolenie.
„W tej trudnej sprawie zwrotu ziemi spotykaliśmy się już nieraz. Niektórym udało się pomóc, ale, niestety, nie wszystkim. Jest jak jest, ale należy podkreślić, że gdyby nie upór i determinacja naszych organizacji, na pewno tzw. straty byłyby o wiele większe. Bez strat nie obejdzie się. Właściciele o tym wiedzą, szczególnie w mieście Wilnie. Osobiście o tym dobrze wiem, bo ziemia moja w Wilnie jest zwrócona w minimalnym stopniu” – mówił Waldemar Tomaszewski.
Zwrot ziemi na Litwie rozpoczął się w 1991 r. i trwa do tej pory. Od chwili wejścia w życie, ustawa o reformie rolnej zmieniała się wielokrotnie, najczęściej na niekorzyść prawowitych spadkobierców na Wileńszczyźnie.
„Mało tego, ustawa przewidywała tzw. przenosiny ziemi już w 1991 r. Mówią często, że przenosiny ziemi rozpoczęły się dopiero w 1997 r. To nieprawda. Było wielu chętnych i łasych na cudzą ziemię i już wtenczas była ona dzielona na lewo i prawo. Na Wileńszczyźnie przedstawiciel rządu, Merkys, tzw. gubernator, wydzielił tysiące działek bezprawnie. Straciło na tym państwo, ale przede wszystkim właściciele, bo ich ziemia została rozparcelowana. Działki zostały przydzielone dla śmietanki naszego państwa. Posłowie, prokuratorzy, przedstawiciele sądów otrzymali np. ziemię w słynnej Tarandzie, gdzie naszym mieszkańcom ziemi zabrakło” – ubolewał europoseł.
Do 1993 r. nie były uznawane dokumenty potwierdzające własność wydane przez państwo polskie do II wojny światowej, a innych dokumentów miejscowa ludność nie posiadała.
„Już na samym starcie spóźniliśmy się w reformie rolnej. W 1999 r. przyjęto kolejną poprawkę, że przenieść ziemię można nie tylko swoją. Ta poprawka przewidywała przekazanie praw ziemskich dowolnej osobie. Z tego korzystali nieuczciwi urzędnicy, za śmieszne pieniądze skupowali działki i przenosili w lepsze miejsca, gdzie miejscowej ludności ziemi brakowało” – mówił na konferencji Tomaszewski.
Ustawa z 1991 r. nie przewidywała zwrotu ziemi w naturze. Dopiero w 2001 r. Sąd Konstytucyjny przyjął orzeczenie, że niezabudowana ziemia powinna być zwracana prawowitym właścicielom.
„Jeśli chodzi o zwrot ziemi, to najgorsza sytuacja pozostaje w Wilnie. Odkąd AWPL-ZChR jest w koalicji rządzącej w stołecznym samorządzie i otrzymała możliwość nadzorowania procesu zwrotu ziemi, to sytuacja poprawiła się. Np. aktywnie ruszył proces zwrotu działek pod budowę. 1 100 działek zostało zaprojektowanych przez ostatnie lata dwa lata, odkąd jesteśmy w koalicji. Zostaje jeszcze ok. 700 działek zaprojektować. Ten proces na pewno będzie zakończony. To jest dobra wiadomość, o której chcemy powiedzieć” – oznajmił europoseł.
Doradczyni premiera Litwy ds. rolnictwa i zwrotu ziemi, Leokadia Poczykowska, podczas konferencji zaznaczyła, że obecny rząd założył, że zakończenie zwrotu ziemi nastąpi jeszcze w jego bieżącej kadencji.

Łucja Ostapenko po konferencji powiedziała, że takie spotkanie to ruch przedwyborczy Fot. Marian Paluszkiewicz

Do 1 stycznia 2020 r. finał zwrotu ziemi miał nastąpić w rejonach.
„Ziemia została zwrócona praktycznie wszędzie, nieco gorzej sytuacja wygląda w rejonie wileńskim. Zostało 1 270 osób, ale działki są już dla nich zaprojektowane, projekty nie obejmują jeszcze 55 osób. Mamy nadzieję, że do 1 lipca ziemia zostanie zwrócona. Wiadomo, że po przydzieleniu działek, na pewno będą składane skargi, wiele osób będzie niezadowolonych, ale najważniejsze, by generalnie ten proces został zakończony” – powiedziała doradczyni premiera.
W Trokach działki zostały zaprojektowane dla 121 osób. Mieszkańcy samorządu trockiego przystali na propozycję zwrotu ziemi w postaci lasów. W Trokach zostanie jeszcze zaprojektowanych 55 działek.
„Ostatnio tysiąc osób zostało zaproszonych do objęcia 600 działek, skorzystało z tego nieco ponad 200 osób. Reszta nie zgodziła się na proponowane działki. Chciałabym podkreślić, że do służb rolnych można chodzić nieskończoną ilość razy i w nieskończoność wybierać działki, ale kiedy dla każdej osoby z kolejki zostanie zaprojektowana działka, dalej działki już nie będą projektowane. Chciałabym wszystkich zaprosić, byście wybierali działki takie, jakie są, bo w samym końcu na pewno zostaną one nie najlepsze” – gdy tylko wypowiedziała te słowa Leokadia Poczykowska, na sali można było usłyszeć pomruk niezadowolenia. Zebrani byli mocno oburzeni takim podejściem.
Zastępca dyrektora administracji samorządu m. Wilna, kuratorka zwrotu ziemi w stolicy, Danuta Narbut, powiedziała, że 13-15 proc. gruntów zabiera samorząd i przeznacza na infrastrukturę, by nie obciążać tymi sprawami mieszkańców. Na tych gruntach projektowane są drogi i inne szlaki komunikacyjne, infrastruktura, zostawia się miejsce na parki czy skwery dla mieszkańców.
„W roku 2017, kiedy dołączyliśmy do koalicji i zaczęliśmy bardzo poważnie pracować nad zwrotem ziemi, zainicjowaliśmy systematyczne spotkania, które odbywają się średnio raz na trzy miesiące. Dowiadujemy się wiele podczas tych spotkań i możemy dzięki tym informacjom rozstrzygnąć problemy, których samorząd nie może rozwiązać samoistnie. Od 2017 r. te cztery instytucje pracują i współpracują w sferze zwrotu ziemi” – podkreśliła Danuta Narbut.
Obecnie, na zwrot ziemi oczekuje 2 565 pretendentów. W 2018 r. zaprojektowano i przekazano do Służby Rolnej 446 działek, w 2019 r. – 300 działek, do chwili obecnej – kolejnych 1 100 działek.
„Do końca marca 2020 r. planujemy przekazać grunty dla kolejnych 73 pretendentów. Do czerwca, być może lipca tego roku, przekażemy kolejnych 649 działek. Analizujemy sytuację i od mieszkańców wiemy, że działki nie zawsze spełniają oczekiwania obywateli, stąd też postanowiliśmy, że znajdziemy jeszcze możliwość zaprojektowania kolejnych, ok. 300 dodatkowych, działek po to, aby mieszkańcy mieli możliwość wyboru. Oddamy w tym roku 3 300 działek. W 2020 r. każdy pretendent z kolejki na pewno otrzyma swoją część ziemi” – zaznaczyła zastępca dyrektora Administracji samorządu m. Wilna.
W najbliższym czasie ma być zatwierdzony plan ogólny m. Wilna. Przedstawiciele AWPL-ZChR, w punktach 37-38 planu, dopatrują się zwiększenia możliwości budowy kosztem zieleńców.
Danuta Narbut zachęcała do korzystania z mapy na stronie www.vilnius.lt. Należy kliknąć na zakładkę Žemėlapiai – Žemės grąžinimas, następnie na mapie w kolorze czarnym – zaznaczamy informacje, które nas interesują.
Najwięcej problemów ze zwrotem ziemi mają spadkobiercy byłych mieszkańców wsi sznurowych. W Wilnie było 65 takich wsi, zaledwie w 14 przypadkach proces zwrotu ziemi dobiegł końca. Nie zawsze jest on satysfakcjonujący – np. w byłej wsi Kazbeje zwrot ziemi już się odbył, mieszkańcy nie mogą jednak korzystać ze swoich działek, ponieważ biegnie przez nie szeroki pas gazociągu, który ma strefę ochronną – 70 metrów z obu stron.
Łucja Ostapenko, która wraz z innymi ubiega się o zwrot ziemi w byłej wsi sznurowej Nowosiołki – obecnie dzielnica Bołtupie, po konferencji powiedziała, że „korzyści będzie więcej dla tych, którzy zebrali ziemie”. Dodała, że takie spotkanie to ruch przedwyborczy.
„Mam raczej nie pytanie, ale uwagę do pana Tomaszewskiego i do pani Danuty Narbut. Sądzimy się. Jeden sąd już przegraliśmy. Nasza ziemia znajduje się na górze w Baltupiaj. Dużo nam obiecano, ładnie mówiono. Ale niestety, tak to nie jest, jak państwo mówią.

Podczas spotkania swoimi problemami i uwagami ws. zwrotu ziemi dzielili się też mieszkańcy, wielu z nich okazywało niezadowolenie Fot. Marian Paluszkiewicz

Zwróciliśmy się do pana Tomaszewskiego, nam mówiono zaczekajcie, napiszcie podanie, rozpatrzymy, pomożemy.
Czekamy od 1994 r. W 2014 r. zaczęliśmy samodzielnie działać aktywnie, bo nam tej ziemi nie chcą oddać. Samorząd obiecał zwrócić. Pan Tomaszewski też mówił zaczekajcie, pomogę, nie idźcie do sądu. Przeczekaliśmy, minęły lata 2014, 2015, 2016. Otrzymaliśmy odpowiedź, że nasza ziemia powinna być zostawiona dla wspólnoty Baltupio. Na naszej działce w planie jest narysowana droga – jej nie ma, parkingu – nie ma, boiska dla dzieci – nie ma. Zrobiliśmy zdjęcie, że to, co jest w planie, tego nie ma realnie. Zwróciliśmy się do sądu. Sąd odpowiedział tak jak samorząd – ziemia powinna być zostawiona dla wspólnoty Baltupio. Zwróciliśmy się do sądu wyższego. Gdybyśmy państwa nie słuchali, to dawno zwrócilibyśmy się do sądu. A więc ludzie nie czekajcie, bo to są tylko obietnice” – oburzała się podczas konferencji Lucja Ostapenko.
Odpowiadając na pytanie Waldemar Tomaszewski powiedział, że problem jest mu znany i w sprawach mniej skomplikowanych europoseł radzi jednak nie wchodzić na drogę sądową, a wykorzystywać drogę administracyjną.
„Bardzo dobrze rozumiem właścicieli, ich rozgoryczenie, krzywdy. W Wilnie mamy 65 wsi sznurowych, niektóre wsie sznurowe odzyskały 50 proc. ziemi, to jest sukces. Ale są też takie wsie sznurowe, gdzie ziemię odzyskało 3-4 proc. właścicieli. Rozumiem, że z tego rozgoryczenia można też mieć pretensje i do swoich. Ale czy sąd to dobra droga? Nikt na to nie odpowie. Jeden uważa, że dobra, drugi, że nie. Niektórzy sądzą się i wygrywają, ale czy wiemy, za jaką cenę się wygrywa? Często za łapówki. Ale nie każdy może dać łapówkę, za to też można trafić za kratki. Niektórzy za wygrany sąd oddają połowę swojej ziemi tzw. mafii. Przede wszystkim potrzebna jest determinacja” – dość kontrowersyjnie wypowiedział się Tomaszewski.
W ramach dyskusji Maria Królikowska, reprezentująca wieś Leśniki, skierowała słowa podziękowania do Danuty Narbut. „Przez lata procesowaliśmy się o ziemię przodków. Z pomocą pani Danuty naszej rodzinie zwrócono duży kawał ziemi” – mówiła do zebranych.
W rozmowie z „Kurierem Wileńskim” swoimi problemami podzielili się uczestnicy konferencji.
– Odzyskaliśmy ziemię w byłej wsi sznurowej Kazbeje. Dla całej wsi zwrócono ziemię w jednym kawałku. Podatki płacimy ogromne, ale nie możemy korzystać ze swojej ojcowizny, bo nie wiemy, gdzie ona jest. To trwa już 20 lat. Na ten kawał ziemi jest ponad 200 pretendentów i nikt nie wie, gdzie jest jego kawałek. Ziemia jest niepodzielona. Zwracaliśmy się wszędzie, gdzie tylko się da. Słyszymy jedną odpowiedź – dzielcie się. Ale jak oni to sobie wyobrażają? Każdy będzie chciał otrzymać ziemię w lepszym miejscu. Dzieląc się, ludzie po prostu się pozabijają. Niektórzy otrzymują mandaty, że ziemia stoi nieuporządkowana, to wtedy gospodarze mówią, proszę pokazać moją działkę, uporządkuję. I cisza… – komentuje Lila Szczygło.
– Koszmar, co się tu dzieje. Nie wiem, na jakiej podstawie, ale wyrzucają z kolejki. Czekam na zwrot ziemi w mieście już od samego początku. Nie zwrócili nam ziemi po teściu, „80 setek” w Zaściankach. Powiedzieli, że nie ma ziemi, że możemy wziąć las, ale musimy go sami znaleźć. Jak to oni sobie wyobrażają, że chodzimy po całej Litwie i szukamy lasu? Mogą też wypłacić rekompensatę za hektar 1,5 tys. euro. A w tym miejscu „setka” kosztuje 2 tys. euro – żali się Teresa Zacharewicz.